Co sprawia, że film jest dobry?

Kiedy do kin wchodzi nowy wyczekiwany przez publiczność film rozpoczyna się licytacja. Widzowie dzielą się na obozy. Jedni twierdzą, że jest dobry, inni, że fatalny. Jest jeszcze też trzeci obóz, który twierdzi, że mu wszystko jedno. Że ma wyjebane, tak mocno. Wcześniej recenzenci starają się zrobić to samo. Jednak wiadomo, że oni akurat gówno wiedzą. Wielokrotnie rozmawiając o filmach używamy już wspomnianego prostego określenia. “Dobry”. To dobry film itd., itd. Korzystamy z niego, bo wiemy, co to oznacza. Wysyłamy krótki komunikat na jego temat i tyle. Wszystko jasne. Przykład “Suicide Squad” udowadnia mi jednak, że w większości przypadków widz stawia znak równości między “dobry” a “podobał mi się”. Powiecie, że to normalne. Ja Wam odpowiem, że nie do końca, bo film nie musi być dobry, aby się komuś podobał. Nie ma zresztą nic złego w tym, że lubimy kiepskie filmy. W końcu liczy się rozrywka, a ta nie musi być związana ze zmianą światopoglądu widza czy otwarciem jego oczu na rzeczy, na które nie zwracał wcześniej uwagi. Na przykład na problem łupieżu wśród pudli.

Przeczytałem ostatnio, nie pamiętam gdzie, że film nie może być obiektywnie dobry. Byłem zaskoczony i trochę zniesmaczony, bo to stwierdzenie kłóci się z tym, że są pewne podstawy, zasady, których filmowcy się trzymają podczas realizacji, a przynajmniej powinni. Nie chodzi o to, że jest przepis na kręcenie dobrych filmów. Bardziej o to, że jak we wszystkim tak i w kinie kręcąc film warto się trzymać pewnych wytycznych, które ukuto przez dziesięciolecia rozwoju sztuki filmowej. I tak jak zaznaczyłem wyżej, tu nie chodzi o dywagacje czy dobry oznacza taki, który mi się podobał. Bardziej o to, co stanowi o sile tych filmów, które powszechnie uznawane są za kamienie milowe kinematografii.  Dlatego trzymajcie się mocno, bo postaram się Wam wyjaśnić, co sprawia, że film jest dobry. Przynajmniej w teorii.

Nie studiowałem sztuki filmowej i co teraz?

Nic. Nie trzeba. Ja nie studiowałem, a zobaczcie gdzie doszedłem. Żarty żartami, ale naprawdę nie trzeba kończyć szkół filmowych, aby zauważyć pewne elementy, które składają się na sukces filmu, a może nie tyle sukces, bo ten może być rozumiany na różne sposoby, co na jego jakość. Patrzmy na zdjęcia, grę aktorów, muzykę, kostiumy etc. Oczywiście, jak to jest przez nas oceniane, to już zupełnie inna kwestia. To jest sprawa gustu, a o tych jak mawiali starożytni Rzymianie się nie dyskutuje. Choć kilku Galów twierdziło, że byli strasznie głupi, więc nie wiem, czy faktycznie się o gustach nie dyskutuje.

Jedyne czego zawsze od siebie wymagam to:

  • Skupienie,
  • Myślenie.

Tylko tyle i aż tyle.

I got 99 problems

Wielkie filmy bardzo często łączy to, co napędza głównego bohatera lub grupę bohaterów. Najczęściej ich motywacją jest problem. Coś, co sprawiło, że mają cel. Coś, co chcą osiągnąć. Bardzo ważne jest to, żeby widz wierzył w ten problem. Jak nie wierzy, to tak naprawdę tracimy go już na wejściu, bo bohaterowie i to, co się z nimi dzieje staje się nam obojętne. Nie jesteśmy emocjonalnie zaangażowani. Kwestia wspomnianej motywacji opisywana była już przeze mnie choćby przy okazji odpowiedzi na pytanie, co to jest MacGuffin oraz gdy wspominałem o 22 zasadach, którymi kieruje się studio Pixar, kiedy tworzy swoje filmy. Dobry film stawia na motywację, która jest zrozumiała oraz mocno wpływa na bohaterów. Później przekłada się to również na widzów.

Mad Max: Na drodze gniewu
Mad Max to przykład filmu, który bardzo zyskuje dzięki montażowi/Fot.
Warner Bros.

All right stop, collaborate and listen

Dialogi to ważny element filmu. Niby wszyscy to wiedzą, ale często nie zwracają aż takiej uwagi na to, co i jak mówią bohaterowie. Czy wchodzą ze sobą w interakcje, czy jest między nimi “chemia”. Służą do tego, abyśmy mogli poznać bohaterów oraz zrozumieć lepiej świat przedstawiony. Nawet w filmie akcji, w którym wybucha wszystko od wody święconej po doniczki, przydaje się chwila oddechu. Moment rozmowy. Wpływania na siebie bohaterów przez słowa. Świetnym przykładem podstawowej różnicy między dwoma uniwersami, którymi ekscytują się fani na całym świecie jest właśnie ten element. Marvel od początku relacje między bohaterami i dialogi traktował jako przerywnik, który budował relację z widzem, dawał mu chwilę oddechu i pozwalał wydarzeniom wybrzmieć. Warner natomiast traktował je jako smutną konieczność. Przynajmniej na razie. Taki komentarz do wydarzeń i przedstawienie punktu odniesienia daje czas widzowi, aby samemu zastanowić się nad tym, co widzi. Przemyśleć swoje założenia w stosunku do wydarzeń w filmie.

We can be heroes, just for one day

Warto się również zastanowić nad moralnością postaci. Czy są nieskazitelne, czy ich działania sprawiają, że się z nimi utożsamiamy. Ważnym punktem jest również to, czy bohater zdaje sobie sprawę ze swoich wad. W ten sposób urzeczywistniamy bohaterów. Nadajemy im głębię i nawet heros nie z tego świata może stać się dla nas wiarygodny. Jednowymiarowe postacie mają problem. Choć nawet one mogą się obronić, jeżeli z biegiem akcji mają szansę się rozwijać. Ich rozwój, zmiana, może je uratować. Tak, jak może uratować film.

I do believe. Yeah, I do believe!

Z punktu widzenia teorii filmowej emocjonalne zaangażowanie widza to naprawdę połowa sukcesu. Jeżeli kręcicie film i udaje się Wam sprawić, że widz wierzy w to o co walczą bohaterowie, to właśnie wygraliście. W tym miejscu wielu z Was może krzyknąć, że hej, przecież praktycznie w każdym filmie wierzę w to o co walczą bohaterowie.

Nie wierzę w to, skoro już o wierze mowa. Bo jeżeli twórcy nie zbudowali odpowiednich fundamentów, to choćby na ekranie Cola zmieniała się w Pepsi to i tak nie dajemy wiary w motywację bohaterów. Wiara i zaangażowanie w konflikt – ale nie musi to być konflikt – nie jest równoznaczna z akceptacją wydarzeń na ekranie. To również moment, w którym na scenę wchodzą wartości postaci. Wspominana moralność – bo jak widzicie wszystko się ze sobą łączy i wynika jedno z drugiego – samoświadomość postaci. I nie oznacza to również, że niewiarygodny może być pojedynek na przykład człowieka z kosmitą. Może być wiarygodny, jeżeli ktoś zadał sobie odrobinę trudu, aby zastanowić się nad tym, czy sam wierzy w to, co stara się wmówić innym.

Boom! Here comes the Boom!

Wszyscy znacie jeden z najbardziej wyświechtanych tekstów na temat filmów, czyli cytat z Alfreda Hitchcocka, o tym, że:

Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć.

Nie musi oznaczać, że każdy film, nawet komedia romantyczna, powinien zaczynać się od rozpieprzenia połowy miasta. Bardziej o to, jak ważny w sztuce filmowej jest początek. Otwarcie, które prezentuje kluczowe elementy historii. Wprowadza nas w nią. Jest punktem wyjścia do dalszego odkrywania świata przedstawionego. Jednocześnie mocny początek – przy czym mocny nie oznacza też, że musi zacząć się na przykład od zgonu, ale może, bo czemu nie – musi być sensownie zakorzeniony w całej historii. Jeżeli na koniec filmu początek nie ma kompletnie sensu, to właśnie stała się rzecz straszna. Zgubiliśmy gdzieś logikę narracji. Ważne jest również to, że początek choć mocny nie powinien być rozwleczony.

Suicide Squad
Czy to jest dobry film? Niewiele na to wskazuje/Fot. Warner Bros.

Let Me Think About It

Sporą frajdę czerpię z tego, że twórcy dają mi możliwość przemyślenia tego, co właśnie obejrzałem. Pozwalają mi sprzeczać się z tym, co robią bohaterowie. Mogę się z nimi zgadzać, mogę się z nimi nie zgadzać, ale nie czuję, że coś jest mi narzucone, że tak ma być. Jeżeli nie ma miejsca na myślenie, to nie ma miejsca i na inne rzeczy.

The whole world. World over.

Film to nie tylko bohaterowie. Film to również środowisko, w którym ci bohaterowie funkcjonują. Kiedy piszę świat, to nie mam na myśli całych planet. Równie dobrze może to być miasto, dzielnica, ulica czy po prostu pokój, w którym toczy się akcja. Miejsce akcji powinno być potraktowane tak samo jak potraktowani są bohaterowie. Musi być wiarygodne. Dobrym przykładem jest znaczenie miast w komiksach. Niby nikt nie zwraca na to uwagi, ale kiedy przystanąć na chwilę i pomyśleć, to nagle okazuje się, że miasto może być dla akcji bardzo ważne. Kluczowe.

Time is on my side, yes it is

Czas. To, jak prezentowana jest nam akcja oraz to, jak kolejne wydarzenia z siebie wynikają. Scenariusz może być logiczny, ale ową logikę możemy stracić na przykład w trakcie montażu. Zresztą montaż może uratować nawet kiepski film albo pogrzebać taki, który zapowiadał się na bardzo dobry. Nie wiem, czy oglądając filmy zwracacie uwagę na to, jak są montowane, ale przy odrobienie uwagi gwarantuję, że zaczniecie dostrzegać, gdzie wykonano cięcia. Szczególnie, gdy film miota widzem jak szatan. Od miejsca do miejsca bez ładu i składu.

It’s Not the End of the World

Powyższe to nie koniec, bo w wielu wypadkach dochodzą do tego kolejne elementy takie jak na przykład:

  • Pieniądze – choć nie są niezbędne do stworzenia dobrego filmu, to prawie zawsze pomagają. I nie chodzi tutaj o gigantyczne środki, raczej o fakt, aby twórcy nie musieli się o nie martwić.
  • Zaangażowanie – jeżeli w trakcie realizacji go zabraknie to bardzo często widać na ekranie. Problemy na planie, nieporozumienia. Brak wiary w to, że to co robimy ma sens.

Wszystko, co wypisałem można uzupełniać dalej. Jednak z reguły patrzę na te elementy oceniając film. Zresztą ja tego nie wymyśliłem. To wszystko można znaleźć w większości opracowań na przykład na temat pisania scenariuszy. Tak nakazuje logika.

PS. Śródtytuły po angielsku to fragmenty utworów. W kolejności:

  • Jay Z – “99 Problems”
  • Vanilla Ice – “Ice, Ice Baby”
  • David Bowie – “Heroes”
  • Metallica – “Cure”
  • P.O.D. – “Boom!”
  • Ida Corr vs Fedde Le Grand – “Let Me Think About It”
  • Pearl Jam – “World wide suicide”
  • Rolling Stones – “Time is on my side”
  • Super Furry Animals – “It’s Not the End of the World”
  • Pozwól, że trochę wsadzę kij w mrowisko. No, bo wszystko ładnie pięknie gdy podoba mi się film obiektywnie zły (khem Suicide Squad). No widzę wady i niedoróbki, ale bawiłam się dobrze, sue me.
    Ale co w momencie gdy nie podoba mi się film powszechnie uważany za dobry (khem Guardians of the Galaxy)? Czy jeśli uważam, że durny, nie wciągający a bohaterowie to kretyni, to to ogólnie może być wtedy DOBRY film? A jeśli nie może (no bo serio jak mamy ocenić czy bohaterowie zainteresują wszystkich czy nawet większość) to czy jakikolwiek film może być obiektywnie dobry?
    Moim zdaniem w kwestii formalnej, oczywiście. Zdjęcia, reżyseria czy montaż mogą być bezsprzecznie i absolutnie fenomenalne. Ale do tego dochodzi jeszcze trzy pierdyliony takich niuansików jak gra aktorska, wiarygodność historii, motywacje bohaterów, że właśnie za cholerę nie da rady przyłożyć tego do wszystkich i stwierdzić, że to na pewno jest film, który ruszy każdego.

    A w ogóle to ukradłeś mi pomysł na notkę, kradzieju Ty!

    • Film może być obiektywnie dobry właśnie w warstwie formalnej. A co zrobić jak nie podoba ci się film uważany za dobry. Nic. Nie robić nic. On nie musi ci się podobać. Nie musi ci się nie podobać film zły. W tym cała zabawa 🙂

      Ps. Nic nie ukradłem. Tak sobie leżała to wziąłem 🙂

      • rob

        nie ma złych filmów tylko czasem wódki/piwa/wina brak xDD

  • TAK.