Co zamiast Hearthstone’a? W poszukiwaniu karcianki idealnej

Próbowałem wrócić do “Hearthstone’a”. Próbowałem to dobre słowo, bo ostatecznie mi się to nie udało. To znaczy grę zainstalowałem. Nawet zagrałem ze dwa mecze, ale od wielu miesięcy nie mogę się pozbyć wrażenia, że jak chcę jakiś wygrać, to niestety muszę zainwestować kilkadziesiąt dolarów w karty. Nie zrozumcie mnie źle. To nawet nie jest kwestia pieniędzy, a poczucia, że bez ich wydawania nic nie znaczysz. Biznes im się na pewno dobrze skaluje, ale mnie od jakiegoś czasu model oferowany przez Blizzard zwyczajnie odrzuca. Kolejne dodatki, przygody, zmiany, które wymuszają ciągłą czujność i pociągają za sobą konieczność wydawania jeszcze więcej pieniędzy. Szczególnie, gdy nie ma czasu na farmienie. Jak gram, to mimo wszystko, chciałbym od czasu do czasu coś wygrać. Mieć poczucie, że nawet biorąc pod uwagę moje powolne tempo mogę coś w tej grze osiągnąć. Jakbym chciał ciągle zbierać łomot, to bym pojechał na Pragę Północ krzycząc “Lech Poznań Pany!”. To i tak byłoby bardziej pasjonujące od zbierania ciągłego oklepu w “Hearthstone”. Tak wyglądał punkt wyjścia dla moich poszukiwań – i nie chodzi okrzyki wielbiące Lecha Poznań. Przejdźmy do ich efektów.

Nim zaczniecie czytać kilka niezbędnych informacji:

  • To nie jest pogłębiona analiza prezentowanych tytułów. Nawet nie mogłaby nią być, bo grałem/gram w kilka tytułów jednocześnie. Ciągle nie podjąłem decyzji, który tytuł zostanie tym jedynym. Choć mam już faworyta. Dodatkowo ciągle nie zgłębiłem żadnego z nich, aby takiej analizy się podjąć. Dlatego ten tekst jest bardziej przeglądem i zaznaczeniem, że takie gry istnieją niż czymś, co ma zadecydować, co jest najlepsze.
  • Niektóre linki prowadzące do rejestracji mogą być linkami z programów referencyjnych. To oznacza bonusy dla mnie, jeżeli ktoś postanowi sprawdzić grę z mojego skromnego polecenia, ale i czasami dla Was. Mogą też nimi nie być. Ciężko mi się zdecydować.
  • Nie sprawdziłem wszystkiego, co jest dostępne w temacie gier karcianych i ich mutacji. Dlatego wszelkie dodatkowe polecenia są mile widziane.

Trzy punkty, które życia Wam nie zmienią, ale mi pozwolą spokojniej spać. Dlatego teraz, już bez zbędnego pierdolenia, jak mawiają górale, przechodzimy do sedna.

“Duelyst”
Producent: Counterplay Games Inc.
Platformy: Windows, Linux

Gra od Counterplay Games Inc. to połączenie karcianki i przede wszystkim strategii turowej. Jej znakiem rozpoznawczym i tym co było jednym z powodów, dla których się nią zainteresowałem jest piękna, pixel artowa, grafika. Piękna oczywiście dla tych, którzy w ogóle pixel art lubią. Reszta może zaobserwować u siebie torsje i potrzebować odrobiny świeżego powietrza. Nad tworzeniem gry czuwał Keith Lee, który pracował wcześniej przy “Diablo 3”. Duelyst klimatem oferuje mariaż między fantasy a science-fiction, jest tam trochę steam punku, a samych frakcji różniących się stylem gry i jednostkami jest sześć. Każda z nich ma swojego przywódcę, bohatera, który też jest obecny na planszy. Może się po niej poruszać, atakować, używać umiejętności specjalnej. Jest tylko jeden szkopuł. Jeżeli on zginie, przegrywacie. Ze względu na to, że bohater jest jedną z jednostek wymusza to na graczu stosowanie odpowiedniej strategii, która z jednej strony wykorzysta jego atuty, a z drugiej obroni go przed wrogimi jednostkami. Największym plusem jest to, że mecze nie są przesadnie długie, a każda z frakcji jest interesująca przez charakterystyczny dla siebie styl gry. Nie mam – jeszcze, choć mam wrażenie, że nie jest do końca tak jak myślę – poczucia, że muszę koniecznie zapłacić za kolejne pakiety kart, ale farmienie waluty, którą można wymienić na kule z kartami jest czasochłonne.

Kluczowe cechy:

  • Grafika, czyli skaczące piksele, dodam tylko, że są kolorowe
  • Sporo kart do zebrania
  • Kilka klas, które są na tyle różne, że każdy znajdzie coś dla siebie
  • Ciekawe zagadki zmuszające do wykorzystania mechaniki gry
  • Kiepski samouczek
Zagraj w Duelyst

 

Gwint

“Gwint”
Producent: CD Projekt Red
Platformy: PlayStation 4, Xbox One, Microsoft Windows

Kiedy na Twitterze zadałem pytanie o alternatywy dla “Heartstone’a” karcianka, która narodziła się dzięki “Wiedźminowi” była wymieniana najczęściej. “Gwinta” oczywiście znałem wcześniej. Pierwszy raz zagrałem jeszcze na etapie zamkniętej bety. Później w ogóle jej nie ruszałem. Aż do teraz. Samo założenie, na którym oparty jest “Gwint” jest bardzo podobne do pozostałych dostępnych na rynku gier z gatunku. Ot mamy starcia dwóch graczy, którzy wystawiają swoje talie zbudowane na bazie jednej z dostępnych w grze frakcji. Pierwszą różnicą jest tu jednak fakt, że starcia podzielone są na rundy – jak np. w bijatykach – i aby wygrać trzeba wygrać dwie z nich. Dodatkowo nie tyle bijemy tutaj bohatera/awatara/każde inne wcielenie gracza, a kumulujemy punkty otrzymywane za zagrywanie kilku rodzajów jednostek. Rundę wygrywa ten, kto na jej koniec będzie miał więcej punktów. Nie ma many, więc nawet najsilniejsze karty można zagrać od razu. Oprócz tego strategia gracza oprócz odpowiedniego zarządzania kartami – bo to nie jest tak, że w drugiej rundzie dostajemy nowy zestaw kart – opiera się na spasowaniu w odpowiednim momencie. Często to właśnie dobrze “zagrany” pas może mieć kluczowe znaczenie dla zwycięstwa. Czasami na przykład lepiej odpuścić rundę niż wygrać ją kosztem mniejszej liczby kart w rundzie kolejnej. Wszystko oczywiście zależy od sytuacji na planszy i ręce przeciwnika. Szanuję tempo gry oraz to jak jest unikatowa pod względem rozgrywki.

Kluczowe cechy:

  • Prosty i przyjazny na starcie przez co każdy może zacząć bez bólu zębów oraz wątroby
  • Szybkie mecze
  • Unikatowa mechanika nawet jak na warunki karcianek
  • Postacie znane i lubiane z serii gier, która na świecie jest pewnie już bardziej znana od naszego papieża
Zagraj w Gwinta

 

“Eternal”
Producent: Dire Wolf Digital
Platformy: Microsoft Windows, Android

Jeżeli macie dość “Heartstone’a”, ale mimo wszystko szukacie czegoś mocno zbliżonego, bo na przykład na dźwięk nazwy tej wstrętnej firmy na b dostajecie wysypki pod pachami, to “Eternal” powinien być pierwszym wyborem. Pod wieloma względami jest najbardziej zbliżony do gry stworzonej przez Blizzard. Na szczęście nie jest przy tym jej biedną kopią. To tytuł z własną tożsamością, który czerpie nie tylko z innych komputerowych karcianek, ale i tych tradycyjnych. Na przykład poprzez wprowadzanie możliwości blokowania atakujących jednostek naszymi dostępnymi na planszy. Zupełnie jak ma to miejsce w “Magic: The Gathering”, czyli jednostki atakują zawsze bohatera przeciwnika, a nie w pierwszej kolejności siebie nawzajem. Czy też zagrywanie kart many (a tak naprawdę kart tzw. pieczęci) o różnych kolorach, co od razu przywodzi na myśl lądy z MtG. Pieczęcie odpowiedniego koloru są potrzebna do zagrywania kart. Z kolei z produkcji Blizzarda czerpie na przykład takie elementy jak deck builder czy styl planszy, na której toczy się rozgrywka. Ciekawym wyróżnikiem dla tej gry jest na przykład podejście do mulligana. Na samym początku mamy bowiem do wyboru albo zostawić sobie “całą ręką”, albo zdecydować się na zupełnie nową. Przy drugiej opcji dostajemy gwarancję, że otrzymamy niezbędne do prowadzenia rozgrywki pieczęcie. Jak nie trudno się domyślić celem gry jest ” zabicie” bohatera przeciwnika, który podobnie jak my, na samym początku gry dysponuje 25 punktami zdrowia.

Kluczowe cechy:

  • Walka mocno inspirowana “Magic: The Gathering”
  • Nie trzeba płacić, aby mieć poczucie postępów w grze
  • Dynamiczne starcia, w których odnajdą się choćby ci, którzy chcą odpocząć od “Hearthstone”
  • System mocy, który dokłada dodatkową warstwę do strategii gracza
  • Mecze zdecydowanie dłuższe od tych, które można rozegrać w tytułach powyżej
Zagraj w Eternal

 

“Shadowverse”
Producent: Cygames
Platformy: Android, iOS, Microsoft Windows, Mac OS

To coś dla fanów nie tylko karcianek, ale i anime. Bo “Shadowverse” – jak widzicie na screenie i wideo – to odpowiedź na pytanie, co by było, gdyby “Hearthstone” powstał w Japonii. No może nie do końca, ale rozumiecie o co mi chodzi. Tu też mamy dwóch graczy stających naprzeciw siebie, a ich celem jest spuszczenie przeciwnikowi łomotu. Co w takim razie wyróżnia ten tytuł od innych oprócz stylu graficznego? Przede wszystkim mechanizm ewolucji kart. Oznacza to w wielkim skrócie tyle, że w trakcie rozgrywki jedna karta może zmienić się w inną. To z kolei powoduje, że grając powinniśmy wziąć pod uwagę potencjale zmiany i również pod ich kątem planować kolejne ruchy. Z wszystkich wspomnianych karcianek w ten tytuł grałem jak na razie najkrócej, ale dam mu jeszcze szansę. A przynajmniej planuję.

Kluczowe cechy:

  • Interesujące klasy, dla których można rozegrać kampanię
  • Od groma kart, które ewoluują w trakcie rozgrywki
  • Świetna grafika, fani anime i mangi docenią ją podwójnie
Zagraj w Shadowverse

 

“Faeria”
Producent: Abrakam
Platformy: Microsoft Windows, Android i iOS (w obu wypadkach tablety)

Mój prywatny numer jeden. Urzeczony “Duelyst” myślałem, że to właśnie z tym tytułem spędzę najwięcej czasu. Tymczasem okazało się, że to właśnie “Faeria” sprawia mi najwięcej radości. Dlaczego? Zacznijmy od tego, że to mariaż gry planszowej, taktycznej i karcianki. Przy czym w każdym z tych aspektów stara się robić coś inaczej niż inni. Na przykład planszy na początku nie ma. To znaczy są heksy, na których budujemy lądy – zwykłe i “kolorowe” – na zmianę z przeciwnikiem. W ten sposób plansza staje się istotnym elementem strategii w trakcie gry. Inaczej potraktowano też kwestię zasobów, z których korzystamy, aby używać kart. Zasoby są kumulowane, więc jak w jednej turze zostanie nam np. 3 punkty Faerii to w kolejnej rundzie będziemy mieli ich 6 (3 dostaje się automatycznie) plus to, co wpada z kontrolowanych przez nas studni. Zarządzanie zasobami staje się obok planszy kolejnym elementem decydującym o potencjalnej porażce czy zwycięstwie. Takich zmian i kreatywnego podejścia do mechanik znanych z klasycznych tytułów TCG jest więcej. Oprócz tego urzekła mnie stylem graficznym. Pięknie wykonane grafiki przywodzące na myśl projekty postaci ze studia Ghibli to małe dzieła sztuki. Podejście grafików do tematu np. potworów jest godne podziwu. Tu nawet jak pojawia się niedźwiedź, to musi się czymś wyróżniać. Podoba mi się podejście do kwestii płatności w grze i tego, że jedną z walut – złoto – można zdobywać naprawdę szybko. Osobiście polecam ten tytuł każdemu.

Kluczowe cechy:

  • Piękna grafika – choć nie każdemu baśniowość gry przypadnie do gustu
  • Sporo do roboty oprócz gry przeciwko innym graczom
  • Interesujące podejście do znanych z podobnych gier mechanik
  • Świetnie poprowadzone wprowadzenie i łatwy start dla nowych graczy
Zagraj w Faerię

 

“Card Monsters”
Producent: MU77
Platformy: Android i iOS

Na koniec zostawiłem tytuł, który w sumie powinien pojawić się jako pierwszy. Cały czas obecny w pamięci mojego telefonu, uruchamiany codziennie. “Card Monsters” to idealna propozycja dla kogoś, kto chciałby zagrać w karciankę, ale nie ma czasu na długie pojedynki czy bardzo skomplikowane składanie talii. Tutaj wszystko jest minimalistyczne. Starcia między graczami zajmują dosłownie kilka minut. I to nie jest żart, bo pojedynek można zakończyć na przykład w cztery minuty. Talie są skromne, ale i tak można chwilę spędzić na tym, aby złożyć tę idealną. Nowi gracze bardzo szybko zorientują się o co w grze chodzi i w zasadzie bez większych poradników mogą zacząć konstruować swoje talie. To, co wyróżnia “Card Monsters” od innych gier jest fakt, że na planszy mogą przebywać maksymalnie trzy karty stworów każdego z graczy, a przegrywa nie ten, który straci wszystkie punkty życia, a ten, który nie będzie miał już potworów, którymi może grać. Dodatkowo stwory dzielą się na te do walki w pierwszym rzędzie i te, które na przykład ostrzeliwują wroga. Stąd trzeba dobrze się zastanowić, którą kartę mamy zamiar zagrać, bo przesunąć stwora między rzędami można tylko w wypadku zgonu tego potwora, który zajmuje pożądane przez nas miejsce.

Kluczowe cechy:

  • Bardzo szybkie pojedynki
  • Mimo wszystko sporo możliwości układania talii
  • Łatwy dostęp do kart, bo pakiety można zdobyć na naprawdę różne sposoby bez płacenia
  • Tylko na komórki
Zagraj w Card Monsters (Android) Zagraj w Card Monsters (iOS)

 

Nie zdążyłem sprawdzić wszystkich tytułów, które mi polecano. Na przykład nie zagrałem jeszcze w “The Elder Scrolls Legends”, które też jest powszechnie chwalone. Odłogiem leży polecany już przeze mnie “Card Hunter”, który przecież ma sporo wspólnego z karciankami. Jak znajdę czas, to zagram i uzupełnię tekst. Uzupełnię go też o dodatkowe informacje o poszczególnych grach, które widzicie powyżej. To tyle. Przynajmniej na razie.

Total
19
Shares
  • Rob Krol

    o płatności w grach to prawdziwa plaga i to zarówno w androidzie jak i App Store chciałem jakąś znaleźć na telefon to się okazało że 90-95% gier je ma jak jeszcze zobaczyłem ile sobie potrafią liczyć za elementy(od kilkadziesiąt zł do nastu tysięcy ) to się dyskretnie wycofałem dobrze że mam gry na starym telefonie i daje się grać na nich 😛

  • A czym ma być to wygrywanie w sumie w HS? Osiągnięcie Legendy jest nieco złudnym celem, mi styka bycie zawsze w tych 15% najlepszych graczy (do rangi 15 w dół), trzeba się cieszyć z małych sukcesów 🙂

  • Ja póki co jeszcze zostaję przy HS i co miesiąc udaje się wbić przynajmniej tą 5tą rangę, lub legendę. Niestety w pewnym sensie zaczynam podzielać Twoją opinię, że zaczyna być to trochę P2W. Bo skoro dodatki wychodzą 2/3 razy do roku to, albo należy codziennie ugrać te darmowe 100g za winy, robić questy i odkładać wszystko na wyjście dodatku, lub wyłożyć ileś tam dolców i kupić paczki w preorderach etc. Z drugiej strony plusem są zmiany jakie zaczyna wprowadzać blizzard, nie wypadają legendy, które już posiadamy, nowe przygody są free ponieważ chcą kompletnie odejść od tego schematu i ewentualnie jakieś krótkie będą się pojawiać w związku z nowymi dodatkami.