“Dark” nie jest niemieckim “Strangers Things”, ale na pewno jest serialem, który warto obejrzeć

Jeszcze przed premierą “Dark” naczytałem się, że pierwsza oryginalna niemiecka produkcja Netflixa jest podobna do “Stranger Things”. Owszem, “Dark” jest w kilku miejscach podobny do jednego z koni pociągowych popularnej platformy, ale nie na tyle, aby mówić o niemieckiej odpowiedzi na serial braci Duffer.

I właśnie od tego zaczniemy. Od wyjaśnienia tego, co wszyscy usilnie próbują innym wmówić, ale nie bardzo w tym wmawianiu pojawia się jakiś konkret, który jest czymś więcej niż luźnymi skojarzeniami.

“Dark” to na pewno nie jest “Stranger Things”

Zupełnie normalne jest to, że korzystamy z uproszczeń. Wytrychów, które pozwalają nam szybko i bezboleśnie sklasyfikować coś, cokolwiek. Z serialami jest podobnie. Widzimy serial, w którym jest tajemnica, są dzieciaki – co z tego, że starsze – i klimat, który już gdzieś widzieliśmy. Uruchamia to automatycznie zakładkę “Stranger Things”. Później odpalamy “Dark” i nagle okazuje się, że mało coś tego “Stranger Things” w tym niemieckim serialu. Mało, bo choć sami twórcy cieszą się z porównań i wskazują na kilka wspólnych inspiracji, to na tym się kończy. Tym bardziej, że dokładnie ten sam mechanizm można zastosować w stosunku do serialu braci Duffer. Ten przecież też jest niezwykle podobny do wielu produkcji – szczególnie filmowych. Wynika to z prostej rzeczy, z sięgania po motywy znane z tych produkcji. Zlepianiu ich w całość i oferowaniu nam czegoś zupełnie nowego. Popkulturowy recykling w stanie czystym.

Myślę, że porównanie do “Stranger Things” to efekt zbiegu okoliczności polegającego na tym, że okoliczności, że my [Jantje Friese i Baran bo Odar – przyp. Ja] i bracia Duffer czytaliśmy te same książki, kiedy byliśmy młodzi. Oni byli pod wpływem Stephena Kinga, my zostaliśmy pod wpływem Stephena Kinga. Lubimy przerażające małe miasteczka, tajemnicze historie, rzeczy, które stają się nieco mroczniejsze. – Jantje Friese na pytanie o podobieństwa

“Dark” robi podobnie, ale przy okazji próbuje określić własną tożsamość jako samodzielna produkcja. Tak, mamy tu grupę dzieciaków na tropie tajemnicy. Tylko szybko okazuje się, że dzieciaki są istotne, ale wcale nie odgrywają takiej roli jak w serialu, który wskazywany jest jako punkt wyjścia dla Niemców. Tak, jest tutaj tajemnica i zaginięcie, ale znowu nijak ma się to do produkcji amerykańskiej. Można wymieniać dalej. Żeby jednak nie bawić się w litanię porównań skończę ten wątek jednym porównaniem. “Stranger Things” to Steven Spielberg, a “Dark” to jednak bardziej David Lynch – ale pamiętajcie, że to tylko uproszczenie. Porównanie nie jest moje, to Baran bo Odar jest jego autorem. Niemiecki serial jest bardzo długim odcinkiem “Strefy mroku”, wariacją na temat historii niesamowitych z fabularnym rdzeniem mocno wrośniętym w teorie znane z fizyki.

Chodź pomaluj mój świat. Na czarno

Tytuł zobowiązuje. “Dark” jest mroczne. Smutne. W zasadzie nie przypominam sobie, aby przez dziesięć odcinków pierwszego sezonu pojawiła się choć chwila słońca, która nadałaby otoczeniu inną barwę od wszechobecnego koloru zgniłej, wilgotnej i brudnej zieleni czy brązu. Z “górującymi” nad miasteczkiem lasami oraz elektrownia atomową. Ciemno, zimno, pada, jakieś Chiny Niemcy. Wiem, że akcja rozgrywa się w listopadzie, który w Niemczech raczej nie jest najbardziej słonecznym miesiącem w roku, ale pod względem klimatu miałem wrażenie, że nie tyle oglądam serialu z Niemiec, co jakąś produkcję z dalekiej północy. Skandynawowie byliby dumni.

Już sam punkt wyjścia dla historii nie nastraja optymistycznie. Zaginięcie dziecka. Później jest tylko lepiej. Stopniowo poznajemy bohaterów. Twórcy prezentują je nam zarówno poprzez interakcje z innymi postaciami, ale i poprzez konkretne działania, które owe postacie podejmują. Oszczędzają nam ekspozycji, wyjaśniania, dlaczego ktoś robi coś lub dlaczego jest taki, jaki jest. To wszystko dostaniecie. Jak na tacy. Podobnie jak dostaniecie coraz gęstszą siatkę powiązań i wydarzeń, które mają miejsce.

Friese i bo Odar stworzyli bowiem swój serial zgodnie ze starą zasadą stosowaną na przykład przez Orsona Wellsa. Stary dobry Wells wyznawał bowiem zasadę, że robiąc film nie pokazujecie widzowi jednej historii. Prowadzicie przynajmniej dwie równoległe opowieści. Dawkujcie je w taki sposób, że gdy dochodzicie do punktu kulminacyjnego jednej z nich przechodzicie do drugiej. Tam znowu osiągacie punkt kulminacyjny, więc przechodzicie do tej pierwszej lub trzeciej, czy czwartej. W ten sposób uwaga widza jest utrzymana na mniej więcej tym samym poziomie. “Dark” ma słabsze momenty, jak choćby dwa pierwsze odcinki, które nie tyle są słabsze, co być może zostaną przez niektórych uznane za powolne i nudnawe. Jednak pomimo tego, jako całość, udaje się scenarzystom zapanować nad narracją zgodnie ze wspomnianą zasadą.

Można zwariować, ale bez przesady

Narracja wkłada nam do głowy kolejne wątki stopniowo. Warstwami. Jeden odcinek za drugim pojawiają się kolejne fakty. Coś zaczyna wynika z czegoś innego. Nagle jakiś szczegół trzy odcinki temu zaczyna mieć sens i staje się istotny dla dalszego przebiegu fabuły. Wybaczcie zawoalowany sposób wypowiedzi, ale naprawdę nie chcę mówić nic na temat fabuły, aby nikomu nie popsuć zabawy. Ostrzegano mnie, że “Dark” jest skomplikowane. Jest, ale pod warunkiem, że przysypiacie w trakcie odcinków. Jeżeli oglądacie uważnie, to nie ma siły, aby nie połapać się o co w tym wszystkim chodzi.

Tym bardziej, że po pierwszym sezonie można spokojnie napisać list pochwalny do twórców serialu. Wzięli się za bary z jednym z popularniejszych motywów w kulturze popularnej i wyszli z tej walki zwycięsko. Ustrzegli się większych nielogiczności. Zachowali jasny związek przyczynowo-skutkowy, a przy okazji pozwolili widzowi na to, aby ten próbował rozwiązać zagadkę oraz poskładał sobie wszystko w całość samodzielnie. Amerykańscy krytycy zarzucają “Dark” to, że bohaterów nie da się lubić. No pewnie, że nie. Tylko pytanie, dlaczego ja mam kogoś z nich lubić?

To nie jest serial, po którego premierze będziecie się rozpływać nad tym, że dzieciaki znane z serialu wystąpiły w jakimś programie ubrane w smokingi i wykonały jazzowy standard. To nie jest ten typ serialu. Tu nie ma bohaterów, którym będziecie mocno kibicować, bo każdy jest w jakiś sposób skrzywiony. Skażony wydarzeniami, wokół których rozgrywa się akcja. Tu nawet momentów humorystycznych nie ma, bo napięcie między postaciami stopniowo rośnie wraz z tym, jak niektóre z nich odkrywają, co się dzieje. Pomaga w tym otoczenie, ale i aktorzy, którzy wywiązują się ze swoich ról wyjątkowo dobrze. Wchodzą w rolę, potrafią wykrzesać z siebie emocje. Dzięki temu wierzymy w to, że smutek i gniew, którym przepełnione jest “Dark” są prawdziwe. Jak na prawdę ekranu.

Bo “Dark” to nie tylko serial o tajemnicy, zaginięciu dzieci, czy próbach ich odnalezienia. To serial o relacjach między ludźmi. O beznadziejności sytuacji, w której możecie się znaleźć. Bezsilności. To serial pełen wspomnianego gniewu. Kłamstw. Tajemnic. Skrywanych uraz i osobistych pragnień. Część tajemnicza to tylko fasada. Prawdziwe mięso jest pod nią. Tam jesteśmy my. Ja, Ty i ta pani z tyłu. Tylko boimy się tego przyznać.

Chcieć więcej

Jeden z czytelników LO napisał, że wszystko spoko tylko zakończenie jest złe i żenujące. Ten jeden komentarz sprawił, że czekałem na zakończenie z jeszcze większą niecierpliwością. I wiecie co? Nie jest żenujące. Przynajmniej słowo żenujące po prostu do niego nie pasuje. Jest nie na miejscu. Jak dokonacie szybkiej rewizji tego, co wydarzyło się we wszystkich odcinkach i samodzielnie pomyślicie – pod warunkiem, że naprawdę uważnie oglądaliście i przede wszystkim słuchaliście tego, co mówią bohaterowie – to zakończenie jest logicznym następstwem tego, co się działo przez ostatnie godziny. Jednak to jest dywagacja na poziomie bardzo ogólnym. Bez wdawania się w szczegóły fabularne.

No dobrze, ale co nie gra w “Dark”? Zostając na naprawdę ogólnym poziomie informacji, które przekazuję nie zawsze działa tempo. Choć nie uważam, że całość można spokojnie skondensować do 3-4 odcinków, można, ale po co, to faktycznie jest kilka momentów spowalniających akcję. Drobnych mielizn, przez które trzeba się przebić. Na szczęście nie ma ich tyle, aby zniechęcić. Tak przynajmniej mi się wydaje, bo ostatecznie pozostawieni zostaniecie z kilkoma tajemnicami do odkrycia. Pytaniami, na które jeszcze nie uzyskacie odpowiedzi.

Tym samym jeżeli ktoś się zastanawia, czy oglądać “Dark”, to odpowiadam, że tak. Oglądać. Bez dwóch zdań.

PS. Osobny akapit powinien zostać poświęcony muzyce. Pomijając świetnie dobrane utwory jest jeszcze sporo “własnych dźwięków” powstałych na potrzeby serii. Całość tylko potęguje i tak już gęstą atmosferę. Powoli uzupełniam playlistę z numerami, które można usłyszeć we wszystkich odcinkach. Oto i ona:

Total
84
Shares
  • LightBreeze

    Oo a ja właśnie zastanawiałam się nad obejrzeniem tego serialu. Muszę
    zobaczyć!

    • Jestem ciekawy opinii. Ostrzegam tylko, że początek może być trudniejszy do przetrwania – w sensie spotkałem się z takimi opiniami – mnie wciągnęło od razu, ale dostrzegam elementy, które mogą nużyć 🙂

  • Damian Wojciechowski

    Jestem w trakcie oglądania pierwszego sezonu i muszę przyznać, że serial jest… ciężki w odbiorze. Owszem, jest ciekawy i chce się do niego wracać, jednak mam problemy z obejrzeniem więcej niż dwóch odcinków za jednym podejściem, bo trudno to wszystko ogarnąć. Mam wrażenie, że to jedna z tych produkcji, przy których trzeba się naprawdę skupić, żeby to wszystko miało jakiś sens 😛