Doktor Strange
Gabriele Dell'Otto

Dlaczego “Doktor Strange” to być może najważniejszy film Marvela w historii

Z wszystkich zbliżających się premier Marvela to “Doktor Strange” wzbudza we mnie największe emocje. Nie dlatego, że jestem fanem byłych chirurgów ubranych w cyrkowe ciuszki. Dlatego, że ten film powinien ostro namieszać w filmowym uniwersum Marvela.

Połamane paluszki strzelające gwiazdkami

Doktor Strange
Czary mary

Historię Strange’a możecie sobie sprawdzić sami na przykład tutaj. W skrócie chodzi o to, że mieliśmy świetnego neurochirurga, który przy okazji był egoistą z kompleksem boga. Mówiąc krótko Stephen Vincent Strange to buc. W komiksach buce z reguły zostają złoczyńcami, ale w przypadku Strange’a stało się inaczej. Doktor miał wypadek, którego najpoważniejszą konsekwencją było to, że jego ręce nie były już takie jak przed wypadkiem. Dalej dostaliśmy historię o przemianie bohatera – jak u Mickiewicza – który następnie wchodzi w posiadanie wyjątkowej mocy oraz kilku bardzo potężnych fantów. Jednym z nich jest – uwaga, bo to będzie mocny kawał informacji – Kamień Dusz, czyli jeden z kamieni nieskończoności, czyli tych, które chce dostać Thanos, czyli wszystko nam się układa w jedną całość. Strange jest geniuszem, ma dostęp do magii i w ogóle jest jednym z najfajniejszych bohaterów Marvela. W tym zdaniu mieści się clue mojego wywodu. Magia.

Patrząc na całe filmowe uniwersum widzowie zobaczyli już elementy bardziej przyziemne (Iron Man to w sumie zwykły facet z furą gotówki i ilorazem inteligencji na poziomie Hawkinga), efekty działania tajnych eksperymentów (Kapitan Ameryka), efekty działania ludzkiej głupoty, którą czasami nazywamy heroizmem (Hulk), spojrzeliśmy na boską stronę bohaterów (Thor), a ostatnio podziwialiśmy część kosmiczną świata komiksów za sprawą Strażników Galaktyki. Wszystko ładnie się ze sobą splata, dlatego teraz został nam kolejny z elementów układanki. Sfera magiczna, która w komiksach jest bardzo ważna, ale na razie była mimo wszystko pomijana – może poza faktem działania Lokiego, ale jego magiem nazwać nie mogę. Tu na scenę wchodzi Doktor Strange.

W udzielonym w czerwcu wywiadzie Kevin Feige powiedział coś takiego:

…bardzo, bardzo ważny nie tylko dlatego, że to świetna postać, a zarazem podróż człowieka, który z aroganckiego chirurga staje się ostoją spokoju i dosłownie spaja wszystkie wymiary razem, ale też dlatego, że daje nam nowe możliwości w sposobie opowiadania historii w naszych filmach.

Według plotek, które można znaleźć w Internecie Strange oprócz tego, że w końcu zajmie się nadprzyrodzoną częścią świata Marvela będzie filmem, który nie zaprezentuje narodzin tego bohatera. W prawie wszystkich poprzednich produkcjach mieliśmy konkretne “origin story”. Tym razem ma być inaczej. Oczywiście spodziewam się, że mimo wszystko widzowie dostaną jakieś wyjaśnienie, kim w ogóle jest ten koleś z wąsem, ale podstawą filmu ma być to, czym Strange się zajmuje, co potrafi i kto z nim dołączy do zabawy.

Cały ten magiczny kram

Szefowie Marvela spokojnie i bardzo metodycznie przygotowywali widzów na nadejście tego bohatera. Zwróćcie uwagę na to, że w Thorach pojawia się kilka słów o magii, jednak nie jest ona tam nazwana magią per se, a bardziej tym czego nie potrafi wytłumaczyć ludzka nauka. To jest istotne dlatego, że mieszanie bogów i magii może wzbudzać pewne kontrowersje, a co za tym idzie wiązać się z niezdrowym zainteresowaniem ze strony przedstawicieli różnych religii. W przypadku Strange’a nie można już mówić o magii jako o czymś czego nie może wytłumaczyć nauka. Doktor jest pełnoprawnym magiem, który jakby się ktoś postarał to spokojnie mógłby zostać bohaterem kolejnej części serii “Baldurs Gate”. Razem z jego umiejętnościami do filmowego uniwersum dołączą demony, wampiry i cały ten nadprzyrodzony kram, którego na razie nie oglądaliśmy. To też jest ważne dla Marvela, bo dzięki temu przygotowuje nas na dalsze ruchy zmierzające do tego, aby rozszerzyć uniwersum np. o Ghost Ridera czy Blade’a – jest na to szansa.

Strange i Eye of Agamotto
Eye of Agamotto

Zresztą sam cytowany już Faige przyznaje, że studio chce dalej rozwijać swój filmowy świat sięgając właśnie po elementy nadprzyrodzone. Nim tak się stanie wiele zależy od sukcesu Doktora. Dla mnie ten film jest tym samym, czym dla całego studia był Iron Man. Przed sukcesem serii, Iron Man był popularnym bohaterem, ale nie nazwałbym go gościem z pierwszej ligi, którego znają nawet ci, którzy komiksów nie czytają. Marvel miał i w sumie ciągle ma ten problem, że cześć pierwszoligowego składu gra w innych drużynach. Fantastyczna Czwórka, Spider-Man, X-Men itd. Na szczęście dla Marvela przemyślane ruchy związane z Iron Manem okazały się strzałem w dziesiątkę. Strange podobnie jak Tony Stark wymaga idealnego wręcz castingu, który będzie połową sukcesu filmu. Mocnymi kandydatami wydają się Joaquin Phoenix i Jack Huston. Pierwszy to gwiazda, a przy okazji kapitalny aktor. Drugi to obiecujący aktor, ale na razie pracuje na swoje nazwisko w Hollywood. Rozgarnięty szef powinien postawić na tego pierwszego, bo on gwarantuje dodatkowy hype wokół postaci, której wiele osób mimo wszystko nie zna. Choć ja osobiście stawiam na tego drugiego.

Doktor Strange
Byliście grzeczni?

Z wypowiedzi szefów Marvela wynika też, że czeka nas swego rodzaju eksperyment fabularny. Podoba im się koncepcja podróży między wymiarami i manipulowania rzeczywistością. Jeżeli założenia o wrzuceniu widzów w wir wydarzeń prezentujących nam Strange’a jako pełnoprawnego herosa okażą się prawdziwe, to być może będziemy obserwowali jego walkę o utrzymanie równowagi między światami. Powstaje też pytanie, czy scenarzyści są w stanie tak zaprezentować bohatera, aby ten nie wyglądał głupio z tym całym swoim arsenałem magicznych sztuczek i niektórymi okrzykami. Dotychczas wszyscy, którzy pojawiali się na ekranie byli “sankcjonowani” przez wyjaśnianie nam ich istnienia za sprawą wspominanej już nauki. Teraz to nie będzie takie proste, choć nauka i w kontekście Strange’a ma się pojawić. Ostatnią rzeczą, która sprawia, że to będzie ważny film jest to, że główny bohater może zastąpić w kolejnych Avengers Tony’ego Starka. Downey Jr. nie będzie go grać do końca świata, więc studio na pewno ma przygotowany plan, który zakłada, że w rolę mentora grupy wcieli się ktoś inny. Tym kimś powinien być Strange.

A co jeżeli się nie uda?

Nie wiem, choć faktycznie Marvel ma sporo miejsc, w których przy Strange’u może się wyłożyć. Liczę jednak na to, że podejdą do tematu dokładnie tak jak zrobili to w przypadku pierwszego Iron Mana czy ostatnio Strażników Galaktyki. Już wybór reżysera wydaje się być przemyślanym posunięciem. Scott Derrickson specjalizuje się w mrocznych filmach z nadprzyrodzonymi siłami, więc do Strange’a pasuje. Gorzej, jak jego forma zbliży się do poziomu z “Dnia, w którym zatrzymała się Ziemia”. Wtedy wszyscy mamy przesrane. Nie zmienia to jednak faktu, że plan Marvela wchodzi w decydującą fazę, a potknięcie na tym etapie może mieć bardzo poważne konsekwencje.

Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed
More Stories
Jak Netflix tworzy swoje seriale, czyli dane w służbie kreatywności