Douglas Trumbull – człowiek, który odmienił Hollywood

Kontynuując teksty, których nikt, albo prawie nikt, nie przeczyta biorę na warsztat człowieka, który powinien mieć na koncie kilka Oscarów, ale nie za zasługi, ale za filmy, które pomagał zrealizować. Który jest cichym bohaterem wielu produkcji science fiction, ale pewnie niewielu z Was o nim słyszało, choć chcę się mylić. Douglas Trumbull. Wizjoner, który kilka razy dokonywał w kinie rewolucji, gdy reszta świata dłubała w nosie.

Kosmiczny balet

W 2014 roku Douglas Trumbull udzielił wywiadu, w którym powiedział coś, co wielu fanów kina poczytać może za herezję. Kubrick nie zasłużył na Oscara za “2001: Odyseja Kosmiczna”. Szok, niedowierzanie i kapusta kiszona. Jak to? Przecież to genialny film, genialny reżyser i ten Oscar należał mu się jak psu zupa. Tak, ale jest w tym jedno wielkie “ALE”:

Kubrick nie stworzył efektów specjalnych. On je reżyserował. Było coś nieodpowiedniego w przyjęciu przez niego tego Oscara. Najsmutniejsze jest jednak to, że to jedyny Oscar, którego Kubrick w ogóle otrzymał. Był niesamowicie utalentowanym reżyserem i powinien wygrać za reżyserię i scenariusz, bo to było jego prawdziwą siłą – nie za efekty specjalne.

Kontrowersje w sprawie Oscara dla Kubricka nie są niczym nowym. Sam Trumbull jak najbardziej ma pełne prawo, aby powiedzieć to, co przeczytaliście powyżej z jednej prostej przyczyny, na efektach specjalnych zna się jak mało kto w branży. W końcu pracował m.in. przy:

  • Wspomnianej “Odysei Kosmicznej”,
  • “Bliskich spotkaniach trzeciego stopnia”.
  • “Łowcy Androidów”,
  • “Star Treku”.

Za trzy filmy był nominowany do Oscara, ale pierwszą statuetkę otrzymał dopiero w 1993 roku. Nie za film, a za wkład dla całego przemysłu filmowego. Był w stanie odrzucić propozycję pracy przy “Gwiezdnych Wojnach” – uznał, że to mało interesujący go projekt – a nawet wrócić do pracy po trzydziestu latach jak gdyby nigdy nic pomagając samemu Terrencowi Malickowi w realizacji sekwencji do filmu “Drzewo życia”. Nie wiadomo jednak, czy faktycznie miałby o czym pisać, gdyby kilkadziesiąt lat temu Douglas Trumbull nie trafił do Hollywood. Były na to spore szanse, bo jak sam przyznaje nie miał pojęcia, czy chce pracować przy efektach specjalnych. Przyjechał do Los Angeles, ale bez mocno sprecyzowanego planu. Owszem myślał o kinie, ale nie wiedział co i gdzie będzie robić, a jego kariera to kolejny dowód na to, że czasami potrzebujemy odrobiny szczęścia. Jego portfolio sprowadzało się do kilku mocno ze sobą związanych rzeczy. Przede wszystkim był to kosmos, statki kosmiczne i kosmici.

Blade Runner
Niby zwykła panorama, a jednak stoi za tym coś więcej/Fot. Warner Bros.

Nim trafił do kina zaczepił się w agencji reklamowej, a później związał się z przełomowym dla siebie projektem. Chodziło o film “To the Moon and Beyond”, który pokazywany był w trakcie Wystawy Światowej w Nowym Jorku na przełomie lat 1964/1965. Co było w nim takiego wyjątkowego? To, że zrealizowana przez Cinemrama Inc. produkcja nakręcona została w tzw. “The New CINERAMA – 360 Process”, co pozwalało na wyświetlanie obrazu na ekranie w sposób w jaki możecie obserwować pokazy w planetariach. Trumbull był zaangażowany w jego powstanie, a sam film obejrzał Stanley Kubrick. Jak możecie się domyślić efekt był piorunujący, a słynny reżyser stwierdził, iż zaangażuje firmę Graphic Films, w której pracował młody Douglas, do swojego kolejnego projektu. I tak Douglas zmienił Los Angeles na Londyn, a mając 23 lata miał okazję pracować przy jednym z najważniejszych filmów w historii kina.

Moja własna odyseja

Zlecenie miało trwać maksymalnie dziewięć miesięcy. Wiemy jednak jak to jest z geniuszami kina i wszystko się przeciągnęło i rozrosło. Ostatecznie przybierając formę filmu zatytułowanego “2001: Odyseja Kosmiczna”. Udział Trumbulla był znaczący, a w samym filmie wykorzystano pierwszy raz tzw. mapowanie odblaskowe, co pozwoliło na uzyskanie niespotykanych wcześniej naturalnych ujęć kosmosu. Zresztą spójrzcie na sekwencję otwierającą film. W połączeniu z fenomenalną muzyką ciary są murowane:

Wspomnianą technikę wykorzystano nie tylko przy zdjęciach kosmosu, ale i w legendarnej sekwencji “Świtu ludzkości”:

Film Kubricka był dla niego przełomowy, bo Trumbull miał okazję obejrzeć jak powstaje wielkie kino, ale i podejrzeć sposób pracy słynnego reżysera, co później miało niebagatelny wpływ na sam warsztat pracy Trumbulla.

Kubrick kontrolował każdy aspekt realizacji pod względem jakości. Ciągłe testy, monitorowanie każdej kamery i projektorów.

Przed 25. rokiem życia Douglas pomógł Kubrickowi zrealizować sekwencje, które wcześniej były w sferze marzeń filmowców. Już wtedy było widać, że jest wizjonerem, a udowodnił to kilka lat później. W latach 70. opracował zupełnie nowy format nazwany Showscan. Stworzył go, bo chciał, aby nasze doświadczenia z oglądania filmów były jeszcze pełniejsze, co było sygnałem, że to właśnie tym aspektem zajmie się zawodowo. W skrócie Showscan opierał się na wykorzystaniu szerszej taśmy filmowej, która rejestrowała obraz przy większej liczbie klatek na sekundę, co gwarantowało wyższą jakością obrazu i większą płynnością ruchu. Nic specjalnego powiecie. No właśnie nie do końca, bo Trumbull kilkadziesiąt lat temu opracował rozwiązanie, które pozwalało mu na osiągnięcie efektów, jakie później osiągnął James Cameron przy okazji “Avatara”.

To, co zrobił Jackson, ja realizowałem 35 lat temu.

Z kolei sama “Odyseja” była projektem idealny dla kogoś, kto nie kręci filmów dla samego ich kręcenia, kogoś, kto poszukuje. Trumbull naprawdę postrzega kino jako dziedzinę sztuki, w której stara się poszukiwać tego “czegoś”. Stąd wspomniane odrzucenie propozycji pracy przy “Gwiezdnych Wojnach”. Po “Odysei” zrealizował kolejne filmy (np. “Andromeda znaczy śmierć”), ale tylko po to, aby zebrać fundusze na własny film, który będzie w pełni wyrażać jego wizję. I ten film ostatecznie powstał.

Niemy wyścig

Nie będę się zagłębiać w kwestie logiczności scenariusza debiutu reżyserskiego bohatera tego tekstu. Zwrócę tylko uwagę na to, że “Niemy wyścig”, gdy wchodził do kin w 1972 roku był jednym z filmów, które studio Universal wypuszczało na rynek nęcone sukcesem “Easy Ridera”. Nie promowano ich, a same produkcje nie miały wielkich budżetów. Dla Trumbulla nie był to wielki problem, bo zrealizował filozoficzne kino science fiction, w którym kolejny raz wykorzystał swój talent do robienia cudów z niczego. Chciał zaprezentować kino, które zmusza do myślenia i to mu się udało. Choć film nie był nawet w części sukcesem, jakim mógł być, to po latach inspiruje kolejnych reżyserów sięgających po temat relacji między człowiekiem i maszyną czy dotykających kwestii samotności w kosmosie. To ten film odbija się w historiach opowiedzianych w “Wall-E” czy “Moon”. Warto obejrzeć choćby z tego powodu, że to prawdziwy poligon doświadczalny dla speców od efektów specjalnych. W zasadzie można go pokazywać wszystkim fanom CGI jako dowód, że praktyczne efekty to coś sto razy lepszego. Choć oni i tak przecież wiedzą swoje. Tak czy inaczej Trumbull przewidział, że mało kto obejrzy “Niemy wyścig” i w myślach szykował kolejny projekt. Ten, który miał się skończyć katastrofą.

Niemy wyścig
Ciekawostka – w droidy wcielili się aktorzy bez nóg chodzący na rękach/Fot. Universal Pictures

I to taką związaną ze śmiercią słynnej aktorki. W 1983 roku do kin weszła “Burza mózgów”, która miała być realizowana w formacie Showscan. Gwiazdami produkcji są Christopher Walken oraz Natalie Wood. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie kilka faktów. Po pierwsze w trakcie zdjęć w tajemniczych okolicznościach Wood straciła życie tonąc podczas nocnej eskapady na jachcie, na którym był Walken oraz mąż Wood, Robert Wagner. Po tym smutnym incydencie atmosfera wokół filmu zrobiła się bardzo napięta, a studio przestało wspierać reżysera. Dodatkowo Trumbull miał wizję, aby pokazywać go w kinach w bardzo precyzyjnie określony sposób. Chodziło o to, aby sekwencje tytułowej “burzy mózgów” pokazywać na całej płaszczyźnie ekranu, co miało stać w kontraście do pozostałych scen wyświetlanych tylko na jego części. Niestety i tutaj reżyser nie miał szczęścia, bo kina nie chciały się na to zgodzić tym samym ingerując w wizję Trumbulla. Film był klapą, a sam Trumbull zajął się na dobre technicznymi stronami prezentacji filmów.

Oprócz wspomnianego Showscana miał swój udział w pracach przy formacie IMAX, udoskonalał kamery, którymi teraz posługują się twórcy na całym świecie, realizował projekty z pogranicza gier interaktywnych czy szukał UFO za pomocą kamer wyposażonych w specjalne soczewki. Ciągle poszukuje nowych rozwiązań, które sprawią, że kino dla widza będzie jeszcze bardziej niesamowitym doznaniem. Choć w rzeczywistości jego wizję w tej chwili od strony technicznej podziela tylko dwóch reżyserów, James Cameron i Peter Jackson. To właśnie za sprawą doświadczeń Trumbulla Jackson zdecydował się na realizację “Hobbita” w 48 klatkach na sekundę. Po co? Aby zaprezentować widzowi jeszcze bardziej naturalny obraz – choć prezentacja wersji w 48 klatkach wzbudziła dyskusję, czy faktycznie chcemy oglądać filmy, które zaczynają przypominać teatr telewizji. Sam Trumbull uważa, że filmowcy powinni pójść o krok dalej i zacząć kręcić nie w 48, ale w 120 klatkach na sekundę. Po co skoro mamy problem już przy 48 klatkach? Ano po to, że obraz puszczony z taką prędkością, cyfrowo obrobiony i wyświetlony na wielkim ekranie sprawiłby, że moglibyśmy zapomnieć o tym, że oglądamy film. Stałby się rzeczywisty, a my poczulibyśmy się częścią prezentowanych wydarzeń. To rodzi pewne problemy natury poznawczej i akceptacji tego, co rzeczywiste, a co nie, ale przyznajcie, że brzmi ekscytująco. Ja już mam ciarki…

PS. Polecam, abyście zajrzeli na jego stronę internetową, gdzie dowiecie się na przykład jak realizowano efekty specjalnie do “Łowcy androidów”.

Sprawdź:

[button color=”red” size=”big” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/na-ekranie/richard-fleischer-w-przedsionku-slawy/”]Richard Fleischer – najlepszy z nieznanych reżyserów[/button] [button color=”red” size=”big” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/na-ekranie/dlaczego-naduzywanie-cgi-choroba-efekty-specjalne-sa-super/”]Dlaczego nie powinno się nadużywać CGI[/button]
  • Tak żebyś wiedział. Przeczytałam i przypomniałam sobie, że “Niemy wyścig” miałam obejrzeć wieki temu. Także notka w pytkę 😉

  • “Niemy wyścig” film, który na długo zapadł w mej pamięci, chociaż oglądałem go w latach mych nastoletnich. Nie zapomnę tej atmosfery oraz ponurej wizji, w której ludzkość odcina się od przyrody całkowicie.