Filmy 2015 do sprawdzenia
Plakat Ant-Mana daje radę

Filmy, których nie chcecie przegapić w 2015

Pod koniec roku będzie na blogu bardzo filmowo, bo w przygotowaniu jest już lista najlepszych filmów 2014, a od jakiegoś czasu możecie przeczytać kilka słów na temat najgorszych filmów mijających dwunastu miesięcy. Skoro podsumowujemy kończący się rok, to nie mogę nie wspomnieć o kolejnym zestawie filmów, na które czekam z wypiekami na twarzy w 2015. Tak jak obiecywałem pod koniec sierpnia czeka Was kilka tytułów, na które warto zwrócić uwagę. Ja na nie uwagę zwrócę na pewno, bo inaczej nie przygotowywałbym tego tekstu. Prawda? Poprzednio zacząłem od produkcji, które miały już premierę w USA, a Polska ciągle czeka. Skoro możemy powiedzieć, że mamy nową świecką tradycję to i tym razem na otwarcie pójdą właśnie takie produkcje. Kolejność jest według premiery w kraju nad Wisłą.

1. Whiplash

Styczeń zacznie się do mocnego uderzenia i to dosłownie, bo “Whiplash” to film o waleniu pałeczkami w bęben lub bębny w zależności od potrzeb. Pół świata go już widziało – nawet chłopcy Putina – a my musimy poczekać. Jest na co, bo już dawno nie czytałem tylu entuzjastycznych recenzji. Te mnie nie dziwią, bo dzieło Damiena Chazelle’a ma kilka elementów, które automatycznie decydują o sukcesie filmu. Postaram się je przedstawić:

  • To film o muzyce i muzykach, więc na wstępie ma +10 do zajebistości,
  • Miles Teller – tu w wersji walącej. Mocno spocony, ale kobiety będą i tak wzdychać, bo facet jest jednym z najbardziej obiecujących aktorów młodego pokolenia.
  • J.K. Simmons – tu w wersji mocno wkurwionej. Kiedyś poświęcę mu osobny tekst, bo to jeden z tych fantastycznych aktorów, którzy zasługują na więcej uwagi i zawsze zamiatają konkurencją, gdy pojawiają się na planie.
  • Doceniono go w Sundance – a jak ktoś Was doceni w Sundance, to w zasadzie możecie iść na burgera i mieć wszystko gdzieś.

W tym momencie chwytacie za kalendarz, gruby czerwony marker i zapisujecie datę 2 stycznia 2015. Idealnie na kaca.

2. Birdman

Co ja Wam będę pisać. Jeżeli na planie spotyka się Alejandro González Iñárritu, który postanowił nakręcić komedię, a do współpracy zaprasza Michaela Keatona, Edwarda Nortona, Naomi Watts, Emmę Stone i Zacha Galifianakisa, to wiecie, że coś się dzieje. W zasadzie nie coś, a COŚ, bo “Birdman” jest poważnym kandydatem do zgarnięcia najważniejszych nagród filmowych. Dla mnie to film tym ważniejszy, że znowu będę mógł oglądać Michaela Keatona w szczycie formy aktorskiej. Najlepszy odtwórca roli Batmana w historii tej postaci w pewnym sensie rozlicza się ze swoją karierą za sprawą filmu Iñárritu. Nie oczekujcie jednak komedii w stylu “Głupi i głupszy”. To raczej gorzka pigułka z momentami surrealistycznymi jazdami. Jaram się jak Rzym za Nerona. I Wy też powinniście.

3. Chappie

Neill Blomkamp może i jedzie ciągle na tym samym patencie, ale jak robi to dobrze, to po co się zmieniać? W końcu AC/DC ciągle nagrywają jedną piosenkę, a i tak mają miliony fanów. Chappie zapowiada się intrygująco głównie przez to, że po tym, jak zobaczyłem pierwszy zwiastun skojarzył mi się z jednym z filmów mojego dzieciństwa, czyli “Krótkim spięciem”. Mamy robota, który zachowuje się bardzo ludzko. Trochę humoru i sporo akcji. Teoretycznie Blomkamp atakuje przepis na sukces, bo akcja w połączeniu z humorem sprawdza się już od setek lat. Na ekranie m.in. lekko zagubiony Dev Patel, czyli Slumdog oraz Sharlto Copley, który jest talizmanem szczęścia Blomkampa.

4. W samym sercu morza

Ron Howard ludzie! I to Ron Howard kręcący film o zatopieniu statku wielorybniczego przez ogromnego kaszalota. Historia podobno wydarzyła się naprawdę, a wydarzenia zainspirowały Hemana Melville’a do napisania “Moby Dicka”. W filmie przodek Moby’ego – tego muzyka, nie wieloryba – będzie członkiem załogi. W rzeczywistości Herman nie stanął oko w oko z olbrzymem, który zaatakował statek i ostatecznie go zatopił. Na początku byłem sceptyczny do całego projektu, a później stwierdziłem, że kto jak kto, ale Ron Howard może nakręcić solidny film przygodowy z gigantycznym kaszalotem w tle. No i jest Cillian Murphy, więc nie musi mnie już nikt bardziej przekonywać.

5. Entourage

Serial Douga Ellina połknąłem i spokojnie zaliczam go do grona najlepszych seriali wszech czasów. Przede wszystkim dlatego, że pokazuje jak od wewnątrz funkcjonuje Hollywood. Owszem, sporo było produkcji, które starały się to robić, ale dopiero “Ekipa” zrobiła to w tak kompleksowy i słodko-gorzki sposób. O pełnometrażowy film trochę się boję, bo nie wiem, jak Ellin poradzi sobie jako reżyser, a dodatkowo nie wiem, czy to, co sprawdzało się przy trwających dwadzieścia pięć minut odcinkach sprawdzi się w dłuższej produkcji. Nie boję się za to o obsadę, bo ekipę tworzą starzy znajomi z serialu. Będzie też Ari Gold, więc nawet, gdyby w filmie pojawił się sam Jeremy Piven to i tak byłoby warto go zobaczyć.

 

Ari Gold jest moim mistrzem.

6. Ant-Man

Gdyby ktoś powiedział mi, że Paul Rudd zostanie superbohaterem, to wyśmiałbym go i stwierdził, że się ze świnką Peppą na głowy pozamieniał. Los bywa jednak przewrotny i oto Paul Stephen Rudd specjalista od ról komediowych, gość, który zagrał same role o których nie pamiętam, stanie się Ant-Manem. Cholera, to duża rzecz, bo bohater, którego gra jest dla uniwersum Marvela niezwykle ważny. Szkoda, że nie udało się go zrealizować wcześniej i wpleść wątków z tego filmu np. do Age of Ultron. W końcu to właśnie Hank Pym jest sprawcą całego zamieszania z Ultronem. Nie straciłem wiary w ten projekt nawet bez Edgara Wrighta na pokładzie, który zrezygnował po tym, jak jego wizja filmu nie była tą pożądaną przez studio.

7. Pan

Skoro już pojawił się w tekście jeden reżyser o nazwisku Wright, to czas na drugiego. Tym razem chodzi o Joe Wrighta, który postanowił wziąć na warsztat klasyczną historię o Piotrusiu Panie i pokazać jej początek. Dlatego z filmu dowiemy się, jak Hak został strasznym piratem, a Piotruś został obrońcą dzieci z Nibylandii. Film pojawił się na liście kilka tygodni temu, kiedy przez przypadek trafiłem na pierwszy zwiastun. Kompletnie zapomniałem, że powstaje, a tu proszę, zapowiada się co najmniej intrygująco.

8. Everest

Człowiek kontra natura to zawsze dobry pomysł na film. Może być lepszy, jak naturę reprezentuje najwyższy szczyt świata. Pamiętam jak jako dziecko oglądałem film “K2”, który zrobił na mnie piorunujące wrażenie i mam nadzieję, że “Everest” Baltasara Kormákura wywoła podobne emocje. Po tym zdaniu prawdopodobnie część z Was zaczęła zastanawiać się, kim do diabła jest Kormákur? Reżyser pochodzi z Islandii i to jeden z tych, których radzę zapamiętać. Na koncie ma m.in. udaną “Kontrabandę” i solidnych “Agentów”. W góry wybrał się z plejadą gwiazd, bo z naturą zmierzą się Jake Gyllenhaal, Keira Knightley, Robin Wright, Jason Clarke (i to jest świetna informacja) i Josh Brolin. Jak “Everest” będzie choć w połowie tak dobry, jak dobra jest jego obsada to mogę spać spokojnie.

9. Black Mass

Nie wiem, czy macie podobnie, ale ja ostatnio boję się otworzyć piekarnik, bo być może wyskoczy z niego Benedict Cumberbatch. Scott Cooper – reżyser “Szalonego serca” i “Zrodzonego w ogniu” – postanowił zafundować nam combo breakera i w jednym filmie umieścił dwóch aktorów, którzy wydają się być wszędzie. Benedicta i Johnny’ego Deppa. Chwała najwyższemu, że oprócz nich sięgnął też po Joela Edgertona, Kevina Bacona i Petera Sarsgaarda, co gwarantuje dobrą zabawę. Tym bardziej, że “Black Mass” wpisuje się w gatunek kryminalnych dramatów, które ogląda się siedząc na skraju fotela lub kanapy. Zależy, kto gdzie siedzi. Historia opowiada o jednym z najbrutalniejszych przestępców z południowego Bostonu, który przy okazji został informatorem FBI, a jego brat był senatorem. Szykuje się uczta.

10. Spectre

Lista filmów do obejrzenia w przyszłym roku bez nowego Bonda jest listą niekompletną. Jako zapalony wyznawca Bonda, który lubi nawet odsłonę z Georgem Lazenbym w głównej roli, czekam na nią jak prawiczek na pierwszy seks. Pomijam fakt, że reżyserem znowu jest Sam Mendes. Główny powód jest jeden:

 

Taka była też moja reakcja, gdy dowiedziałem się, że Scott dostał angaż. Naprawdę reszta obsady, choć zacna, nie interesuje mnie tak, jak pan powyżej. No i tytuł filmu z miejsca zdradza z czym Bond będzie miał do czynienia. Organizacja Widmo to jedna z ikon serii i cieszę się jak dziecko na to, że pojawi się w pełnej krasie w jej najnowszej odsłonie. To się nie może nie udać.

Kolejna część listy wkrótce, czyli pewnie już w przyszłym roku. Ciekawy jestem na co Wy czekacie w 2015?

Sprawdźcie:

[powerkit_button size=”md” style=”primary” block=”false” title=”Filmy, które warto obejrzeć w 2015″ url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/na-ekranie/filmy-2015-premiery-ktore-chce-obejrzec-czesc-1/” target=”_self” nofollow=”false”]

[powerkit_button size=”md” style=”primary” block=”false” title=”Serialowy plan na 2015″ url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/na-ekranie/seriale-2015-na-ktore-czekam/” target=”_self” nofollow=”false”]

Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed

Logotyp na górze przeniesie Cię na stronę główną. Poniżej znajdziesz konta w serwisach, w których możesz mnie obserwować. Miło mi, że poświęcasz swój cenny czas na obcowanie z tym, co przygotowałem.

More Stories
Serial Happy Valley
“Happy Valley” – brytyjska odpowiedź na “The Wire”