Comic-Con 2017 filmowo, czyli co pokazano w San Diego i co być może będziecie chcieli obejrzeć

Nie mogę napisać, że wyjazd na Comic-Con do San Diego, to moje największe marzenie, ale gdyby ktoś chciał zostać sponsorem takiego wyjazdu, to ja nie mam z tym żadnego problemu. Wręcz przeciwnie. Chwała najwyższemu, że jest Internet, bo przynajmniej możemy obejrzeć zwiastuny produkcji, które były tam promowane. Jeżeli chodzi o filmy to nie ma tam tego wiele, ale stwierdziłem, że zbiorę wszystkie filmowe zapowiedzi w jednym miejscu. Bo czemu nie.

“Thor: Ragnarok”, reż. Taika Waititi
Premiera: 25 października 2017

Ujmę to krótko. Rozpierdol. Wybaczcie język, normalnie przeklinam bardziej, ale tym razem po prostu musiałem. O ile pierwszy zwiastun robił na mnie średnie wrażenie, o tyle tutaj jest wszystko, co sprawia, że oglądając go moje mięśnie twarzy tańcują jak po srogiej dawce substancji uważanych za psychoaktywne. Bogowie, lasery, pleśniowe sery. No wszystko jest na swoim miejscu. Muzyka, KOLORY i ona. Jej wysokość Cate Blanchett. Wygląda wspaniale i nawet jeżeli film ostatecznie będzie posysać – a nie będzie – to przynajmniej będę mógł cieszyć oczy tą wspaniałą aktorką. Jeżeli “Guardian of the Galaxy” są kolorowi, to “Thor: Ragnarok” miejscami wygląda jak po zażyciu LSD. Hulk przemówił, walkirie płyną z nieba pełne boskiego gniewu, a w tle przygrywają syntezatory. Jeżeli tak nie wygląda szczęście, to ja nie wiem, jak ono wygląda. Myślałem, że film superbohaterski nie wzbudzi już we mnie emocji, ale Taika Waititi wie, za które struny pociągnąć.

Liga Sprawiedliwości
To wersja “banerowa” wspominanego plakatu

“Liga Sprawiedliwości”, reż. Zack Snyder a.k.a Joss Whedon
Premiera: 17 listopada 2017

Na przeciwległym biegunie emocji znajduje się produkcja od Warner Bros. Uprzedzając pytania. Nie, Marvel mi nie płaci za znęcanie się nad konkurencją. Choć mógłby. Nad filmami z bohaterami DC znęcam się dla sportu oraz z troski. Troski wynikającej z tego, że uwielbiam Batmana i resztę tej smutnej ferajny. Oddam im jednak to, że po “Wonder Woman” mam nadzieję, iż wchodzą na odpowiednie tory. Pamiętam wprawdzie, że Wonder Woman to po prostu poprawny film, ale jak to mówią na bezrybiu i rak ryba, więc trzeba się cieszyć. W końcu zawsze może pojawić się potworek pokroju “Legionu Samobójców”. No dobrze, ale co z “Ligą”? Film oprócz długiego trailera pełnego nylonowego CGI dostał plakat, który bardzo chciałby zostać stworzonym przez Alexa Rossa, ale po drodze coś nie pykło. Cieszę się jednak, że zapowiada crossover z uniwersum Star Treka, co sugeruje ostatnie słowo z hasła na plakacie. Po zwiastunie wiem, że będzie surfujący Aquaman, śmiertelnie poważny Cyborg, zjarany Flash i tyle slow motion, ile można umieścić w jednym filmie. Wygląda jakby zebrali je z poprzednich produkcji i pomnożyli. Podobno dzięki slow motion filmy są dłuższe, a włosy Gal Gadot bardziej puszyste. Żeby nie było, że tylko narzekam, to mimo wszystko bije z tego zwiastuna coś, co może zapowiadać przynajmniej poprawny film. Jeszcze nie jestem pewny, co to jest, ale być może nazywa się Whedon. Aha i ja nie wiem o czym będzie ten film. To znaczy będą się bić, ale nie wiem, czy między sobą, czy z kosmitami, czy administracją Donalda Trumpa.

“Kingsman: Złoty Krąg”, reż. Matthew Vaughn
Premiera: 22 września 2017

Złoty krąg naprawdę zapowiada się na samo złoto. Nie wiem, czy napisanie o tym, że tutaj wszystkiego jest więcej w ogóle ma sens, bo i pierwsza część była głośna, szybka, brutalna. Tutaj mogę tylko czekać i krzyknąć:

Fuck yeah! – Tajny agent Statesman grany w filmie przez Czajnika Tatuma

Pedro Pascal z lassem wydaje się być tym czego potrzebujemy, a Colin Firth ma tyle klasy, że można nią obdarować wszystkie sąsiadujące z “Kingsman” produkcje.

“Pacific Rim: Uprising”, reż. Steven S. DeKnight
Premiera: 22 lutego 2018 (świat)

Pierwszy “Pacific Rim” to jeden z tych filmów, które znam już na pamięć, ale nie przełączam, gdy akurat trafię na niego skacząc po kanałach. Bo jak to mówią, pacierza i filmu o wielkich robotach walczących z wielkimi potworami, nie odmawiam. Drugą część reżyseruje DeKnight, który jako reżyser pracował głównie przy serialach – “Tajemnice Smallville”, “Daredevil” – ale może to dobrze. Może okaże się, że z tej mąki będzie chleb. W obsadzie przede wszystkim Scott Eastwood i John Boyega. To nie ma zresztą znaczenia, bo to na co naprawdę czekam, to starcia jeszcze większych potworów i jeszcze większych robotów. Jak to dostanę, to nie mam więcej pytań.

“Ready Player One”, reż. Steven Spielberg
Premiera: 8 marca 2018 (świat)

Pierwsza rzecz, która rzuciła mi się w oczy w zwiastunie to fakt, że Steven Spielberg “reklamowany” jest jako ten, który w kinie zmienia, ustanawia, zasady. Coś może w tym być. W końcu jego nazwisko kojarzy się dla większości z jakością, ale i z dziełami często przełomowymi. Tutaj dostajemy ekranizację książki Ernesta Cline’a, która swego czasu trochę namieszała w świecie literatury. Historia jest prosta. W roku 2044 świat bardziej przypomina slumsy niż rajski ogród. Ludzie uciekają do OASIS. Wirtualnej rzeczywistości, w której każdy może być kim tylko chce. Główny bohater Wade Owen Watts spędza tam nie tylko czas, ale i próbuje rozwikłać zagadki przygotowane przez twórcę OASIS, Jamesa Donovana Halliday’a. Bo świat stworzony przez Hallliday’a jest pełen odniesień do popkultury, ale wszystkie zauważą tylko ci najbardziej uważni. Czy zwiastun dostarcza? Dostarcza. Jeszcze nie wiem co, ale coś na pewno.

“Piła: Dziedzictwo”, reż. Michael Spierig i Peter Spierig
Premiera: 27 października 2017

Ludzie giną. Znowu. Przejdźmy dalej.

“Bright”, reż. David Ayer
Premiera: 22 grudnia 2017 (Netflix)

Nowy film Ayera wygląda trochę jak ekranizacja gry “Shadowrun”. Orkowie, elfy, magia i karabiny. Gdzieś między tym wszystkim Will Smith. Ciężko mi napisać coś więcej oprócz tego, że zapewne obejrzę. Nie tylko ze względu na to, że kojarzy mi się z “Shadowrunem”, ale przede wszystkim dlatego, że zawsze chciałem zobaczyć Joela Edgertona w roli orka. Z karabinem. Wiecie, że Will Smith typowany był kiedyś do roli Jezusa Chrystusa? Nie wiecie, to już wiecie.

“The LEGO Ninjago Movie”, reż. Charlie Bean
Premiera: 22 września 2017

Nie wiem o co chodzi z Ninjago, ale wszystko wskazuje na to, że LEGO znowu to zrobi. Trzeci film z rzędu będzie zabawnie, będzie z nerwem, będzie momentami sucho, ale na pewno będzie ciekawie. Przynajmniej tyle mogę wywnioskować po trailerze. Najgorsze jest w tym to, że za każdym razem jak oglądam film, który jest jedną wielką reklamą klocków, to mam ochotę biec do sklepu i kupić sobie zestaw. Mam ponad 30 lat i chcę się bawić LEGO. Chylę czoła za specami od marketingu. Wasza strategia działa.

“Notatnik śmierci”, reż. Adam Wingard
Premiera: 25 sierpnia 2017 (Netflix)

Film wzbudza sporo emocji u fanów oryginału. Nie dziwi mnie to, ale od pierwszej zapowiedzi nie mogę się pozbyć uczucia, że jednak chcę to obejrzeć. Willem Dafoe jako Ryuk był chyba najlepszym możliwym wyborem. I choćby dla niego warto dać filmowi Wingarda szansę. Zresztą sam reżyser ma na koncie kilka ciekawych pozycji z gatunku szeroko pojętej grozy i thrillera. Wyreżyserował m.in. moim zdaniem niedocenionego “Gościa” z  Danem Stevensem czy jedną z sekcji w “V/H/S”. Film może jako całość nie powalał, ale jego część była w najgorszym wypadku poprawna. Pracował też na planie serialu “Outcast: Opętanie” na bazie komiksów Roberta Kirkmana.

“Avengers: Infinity War”, reż. Anthony Russo i Joe Russo
Premiera: 26 kwietnia 2018

Pokazali zwiastun. W sieci można go obejrzeć. Wszystkie nagrywane ziemniakiem, więc szanujmy się, ale chyba lepiej poczekać na coś, co po prostu da się oglądać.

“My Friend Dahmer”, reż. Marc Meyers
Premiera: w USA już zadebiutował na festiwalach, w kinach ma się pojawić do końca roku

To może być bardzo ciekawy film. Szczególnie, gdy ktoś lubi opowieści o seryjnych mordercach. Jeffrey Dahmer jest jednym z najsłynniejszych seryjnych morderców w USA. Swoje ofiary zabijał, gwałcił, a następnie czasami zjadał. W tej kolejności. Film Meyersa opowiada o początkach Dahmera. Konkretnie o czasie, który spędził w liceum. Wiemy o 17 ofiarach, a pod koniec swojej “działalności” w 1991 mordował przynajmniej raz w tygodniu. Scenariusz powstał na bazie komiksu pod tym samym tytułem. Autorem komiksu jest John “Derf” Backderf, który jako nastolatek przyjaźnił się z Dahmerem. Był zresztą jednym z niewielu, którzy w ogóle poświęcali mu uwagę.

“Brigsby Bear”, reż. Dave McCary
Premiera: Nie wiem, ale w USA zadebiutował już na festiwalach

Na koniec zostawiłem film, który urzekł mnie pomysłem i chyba urzeknie też wykonaniem. “Brigsby Bear” wygląda jakby na Comic-Con zawitał przez przypadek w drodze do Sundance, ale specjalnie mnie to nie martwi, bo film McCary’ego wygląda interesująco. Główny bohater,James, całe życie spędził w schronie przeciwatomowym.  Świat znał z opowieści oraz z perspektywy maski przeciwgazowej, w której mógł wychodzić na zewnątrz. Dorastał oglądając program dla dzieci zatytułowany “Brigsby Bear”, którego odcinki dostarczano mu na kasetach VHS. Pewnego dnia do domu zawitali policjanci i wszystko wywróciło się do góry nogami. Nie oczekują objawienia, ale na pewno oczekuję mądrej historii o przyjaźni i dostosowaniu się do życia w nowych warunkach. Zwiastun mi to obiecuje, więc trzymam cię za słowo Dave.

To tyle, nie wiem, czy coś mi umknęło z filmów prezentowanych na Comic-Con 2017, ale chyba nie. Jeżeli coś opuściłem, to dawajcie znać.

Przeczytaj:

Co Wonder Woman mówi o amerykańskiej kulturze?
Total
32
Shares
  • Rob Krol

    ten ostatni film dlaczego mam wrażenie graniczące z pewnością że już widziałem taką fabułę komedia chyba przełom l90/00 czy tam aby brendan fraser z mumii nie grał?? ja się cieszę na swoje campowe DCCW universum gdzie do dali sporo aktorów znanych i mających na koncie mniej lub bardziej kultowe produkcje się już śmieję na maczetę we flashu albo pana M.A.N.T.I.S w supergirl czy pasdana albo emersona :))

  • K.

    “Pokazali zwiastun. W sieci można go obejrzeć. Wszystkie nagrywane ziemniakiem, więc szanujmy się, ale chyba lepiej poczekać na coś, co po prostu da się oglądać.”

    NO!!! WE WATCH LIKE TRUE FANS!!!
    A tak w ogóle to jest jeszcze wideo na którym widać tę 1/3 trzecią część ekranu, której nie było widać na poprzednim pyronagraniu, naprawdę nie ma na co narzekać.

    • Widziałem. Naprawdę, wolę poczekać na jakąś sensowną jakość 🙂

  • tey

    Ohoho, rzeczywiście “Thor: Ragnarok” wygląda na niezłą napierdzielankę. Loki po stronie “dobrych” i Thor ze ściętymi piórami, coś takiego. 🙂 Takie filmy są fajne, bo: dużo się dzieje (byle nie było śmiertelnie głupie) i jest na czym oko zawiesić, bo są smaczne ciasteczka w osobach Hiddlestrona i Hemswortha 🙂 Czy są jeszcze jakieś zalety? Chyba nie, komiksy są do oglądania i filmy na ich podstawie też.