Wszystkie przedstawione wydarzenia i postaci są fikcyjne

Jak Rasputin wpłynął na kino

Oczekując na drugą scenę po napisach w “Spider-Man: Daleko od domu” czytałem napisy końcowe. W pewnym momencie moim oczom ukazał się tekst, który widziałem tysiące razy:

All characters appearing in this work are fictitious. Any resemblance to real persons, living or dead, is purely coincidental.

Tysiące razy. W wielu językach, a mimo to dopiero teraz zadałem sobie pytanie, którego z jakiegoś powodu nie zadawałem sobie wcześniej.

Od kiedy w filmach pojawia się ten tekst i dlaczego?

Nie jest przecież możliwe, aby pojawił się ot tak, po prostu wraz z narodzinami kina ktoś uznał, że taka formułka – lub zbliżona – będzie niezbędna. Zacząłem o tym czytać i wszystko zaczęło się wraz z premierą filmu “Ostatnia cesarzowa” w 1932 roku. W obrazie wyreżyserowanym przez Ryszarda Bolesławskiego oraz Charlesa Brabina pojawia się scena, w której twórcy insynuują, że księżniczka Natasza miała zostać zgwałcona przez Rasputina.

Kadr z filmu “Ostatnia Cesarzowa”

Księżniczka Natasza miała być personifikacją Iriny Aleksandrownej Romanowej, która z kolei była jedyną siostrzenicą cara Mikołaja II. Księżniczka Irina film widziała i nie spodobało się jej to, co zobaczyła. Poczuła się dotknięta do tego stopnia, że wytoczyła proces o zniesławienie przeciwko wytwórni MGM. Dodatkowym smaczkiem w całej tej sytuacji był fakt, że jej mąż – Feliks Jusupow – brał udział w zamordowaniu Rasputina. Ten został zgładzony w pałacu Jusupowów w Petersburgu. Za swój udział w morderstwie mąż księżniczki Iriny o mało nie zapłacił życiem, bo właśnie takiej ceny domagała się – dodam, że bez procesu – caryca Aleksandra Fiodorowna, czyli żona Mikołaja II.

Ostatecznie książę skórę uratował, a później miał zobaczyć insynuacje, że Rasputin miał zszargać cześć jego małżonki. Sędzia, który orzekał w sprawie obejrzał film dwukrotnie. Po seansach skłonił się do stanowiska powodów i przyznał im w 1934 roku odszkodowanie w wysokości 127,373 dolarów, co stanowi równowartość 2,386,000 dolarów (w 2018). W uzasadnieniu wyroku sędzia zaznaczył, że przeciwko wytwórni świadczył już podpis na samym początku filmu:

This concerns the destruction of an empire … A few of the characters are still alive—the rest met death by violence.

Tym samym twórcy sami nie odcinali się od historii, a wręcz zaznaczali, że film ma z nią wiele wspólnego. Dodatkowo małżeństwo doszło do porozumienia poza salą sądową. Udało im się uzyskać okrągły milion dolarów, co w 2018 stanowiłoby równowartość 19,000,000. Przyznacie, że okazała sumka. Mnie jednak bardziej od pieniędzy interesują konsekwencje tego pozwu, wyroku i samej ugody.

Co tu robić, co robić?

Irina z mężem Feliksem. Fot. w domenie publicznej.

MGM zdecydowało, że film zostanie wycofany z obiegu na całe dziesięciolecia. Wszystko ze strachu przed kolejnymi pozwami. Środowisko nie pozostało głuche na cała sytuację, która okazała się bezprecedensowa, bo zwycięstwo księżniczki Iriny oznaczało, że podobne sytuacje mogą się powtarzać. Kluczowe okazało się orzeczenie sądu, który sugerował, że w podobnych sytuacjach, jak ta z filmem “Ostatnia cesarzowa” należy zaznaczyć, że to, co oglądamy jest fikcją – o ile faktycznie jest.

W ten sposób twórcy rozpoczęli umieszczać cytowany na samym początku wpis w swoich dziełach. Możecie go zobaczyć w serialach, książkach, nawet w dziełach, które opowiadają coś, co się wydarzyło. Dobrym przykładem niech będzie film Martina Scorsese “Wściekły Byk”. Choć opowiada on o życiu Jake’a LaMotty, a on sam brał udział w tworzeniu filmu jako konsultant, to i tak studio zdecydowało się na umieszczenie wspominanego tekstu.

Jego dodanie nic nie kosztuje, dlatego studia traktują jego obecność jako rutynę. Coś o czym nawet się nie myśli. Po prostu powinno się pojawić i tyle. Co ciekawe sytuacja z filmem “Ostatnia cesarzowa” nie była pierwszym wypadkiem, w którym sprawa skończyła się w sądzie. Pierwszym związanym z kinem. Wcześniej, bo w 1908 roku w Wielkiej Brytanii, doszło do procesu o zniesławienie po artykule w “Sunday Chronicle”.

Artykuł był humoreską na temat postaci Artemusa Jonesa, który miał mieć kochankę. Historia była zmyślona, zbieżność nazwiska i imienia niezamierzona, ale prawdziwy Thomas Artemus Jones – prawnik i współpracownik gazety – poczuł się dotknięty i podobnie jak lata później księżniczka Irina, złożył pozew. Wygrał.

Źródła:

More Stories
The Look: Perfect balance