“Happy Valley” – brytyjska odpowiedź na “The Wire”

Silna bohaterka kobieca, to ciągle rzadkość. Z kolei jak już się pojawia to często okazuje się, że jej potencjał nie jest w pełni wykorzystany albo sama bohaterka jest tylko pretekstem do przekazania pałeczki mężczyźnie. Tak niestety jest, ale na szczęście są wyjątki od tej reguły i postacie takie jak Catherine Cawood. Policjantka, która nie jest kreowana na superherosa, a jednak mimo swojej normalności ma w sobie prawdziwą siłę. być może to efekt działania wspomnianej normalności i ekstremalnych sytuacji, w których Cawood od czasu do czasu się znajdzie. Może to zasługa obdarzenia jej “naszymi” problemami i pragnieniami. W końcu może to zasługa zderzenia jej bohaterki z jednym z najbardziej odpychających czarnych charakterów w historii telewizji. Tak moi mili, “Happy Valley” znać trzeba.

Policjant z krwi i kości

Największą zaletą “Happy Valley” jest krwista, jak najlepszy stek, rola Sary Lancashire, która tchnęła w swoją bohaterkę życie. Robi to tak dobrze, że oglądając Cawood na ekranie odnosiłem wrażenie, że nie patrzę na serial, a na nagrania z kamer ukrytych w domu prawdziwej brytyjskiej funkcjonariuszki policji z prowincji. Cawood choć ma w sobie smutek Luthera nie odrzuca innych od siebie i dzięki temu jest bliższa nam niż jej kolega po fachu. Rozwiązywanie spraw – a umówmy się, że na prowincji większość z nich to nic spektakularnego – jest jej pracą, a co za tym idzie nie robi z tego wielkiego halo. Linia między zarabianiem na życie, a życiem prywatnym jest bardzo dobrze zarysowana choć w pewnym momencie ze względu na postępy fabuły i ona się zatrze. Jednak mimo to dostajemy jasny sygnał, że Cawood ma na głowie większe problemy niż ćpun, który pod wpływem grozi, że się podpali na placu zabaw. I tak, widzieliśmy już to wiele razy, ale w “Happy Valley” te większe czy po prostu normalne problemy są pokazane w taki sposób, że zwyczajnie wierzymy w to, co oglądamy. Patrzymy jak momentami miota się z bezsilności próbując wychować wnuka, jak angażuje się w relacje ze swoim byłym mężem, czy w końcu jak stara się trzymać na dystans gwałciciela jej córki.

Happy Valley to jeden z najlepszych dramatów w historii Wielkiej Brytanii – Chris Chibnall, scenarzysta serialu “Broadchurch”

Wiem, że może nie brzmi to jak przeciętne problemy, ale wierzcie mi, że na ekranie one właśnie takie są. Tym bardziej, że sposób w jaki prezentowane są rejony hrabstwa Yorkshire potęguje to uczucie. Bo nie wiem, czy macie tak samo, ale odnoszę wrażenie, że Wielka Brytania jest prezentowana na dwa sposoby:

  • Jako piękna, romantyczna, kraina cudów.
  • Jako smutne i szare miejsce, w którym ciągle pada, a ludzie uśmiechają się przez przypadek.

“Happy Valley” plasuje się gdzieś pośrodku, bo z jednej strony pokazuje prowincję – i chwała za to, że nie jest to kolejny serial, którego akcja rozgrywa się w wielkiej metropolii – która potrafi oczarować swoimi widokami, a z drugiej jest tam miejsce na ludzkie dramaty. Na szczęście tych drugich też jest odpowiednia ilość. Nie za dużo, nie za mało. Patrząc na bohaterów serialu mamy wrażenie, że to wszystko nie tyle jest odgrywane, co faktycznie rozgrywa się na naszych oczach. Ktoś wyznaje komuś po pijanemu swoje oddanie – by później zwymiotować pod drzewem – ktoś inny jest wściekły na swojego szefa i planuje słodką zemstę, a ktoś inny stara się bezpiecznie wrócić do domu. Ostatni raz podobne uczucie towarzyszyło mi w trakcie oglądania “The Wire”. Tam też miałem wrażenie, że na ekranie nic pozornie się nie dzieje, że wszystko jest takie do bólu wręcz normalne, a jednak trzymało za jaja i nie chciało puścić. Z “Happy Valley” jest tak samo.

Happy Valley
Nie szarp się, to nie będzie bolało/Fot. BBC One

Oddaj serial kobiecie. Nie pożałujesz

Sukces artystyczny serialu to ogromna zasługa Sally Wainwright. Tworząc “Happy Valley” zrobiła to, co lubi robić najbardziej, czyli w centrum umieściła postać kobiety, która pokazuje, że potrafi udźwignąć ciężar historii na swoich barkach. Wainwright jest specjalistką od tworzenia postaci kobit, które można podziwiać i brać z nich przykład. Z tego powodu tak naturalnie wypadają sceny, w których Catherine wchodzi w interakcję ze swoją siostrą Clare (Siobhan Finneran). To są po prostu świetnie napisane momenty i kolejny kamyczek do ogródka Wainwright jako wyjątkowej scenarzystki, która przy okazji jest niezwykle wierna swojemu krajowi i nie stara się na siłę uczynić z serialu zbioru cytatów z najlepszych seriali amerykańskich, bo to jest cool i tak po prostu trzeba. Jej seriale są na wskroś brytyjskie, bo jak sama przyznaje stara się, aby to Wielka Brytania u niej była cool.

Happy Valley
Dzień jak co dzień w pracy policjanta/Fot. Ben Blackall

Sporo brytyjskich dramatów policyjnych jest bardzo mizoginistycznych, zdesperowanych, aby być kurewsko świetne – to automatycznie mnie odrzuca. – Sally Wainwright – sorry John, ale Tobie tam się mocno dostało

Coś w tym, co mówi Wainwright, jest. Nie tylko brytyjskie seriale cierpią na to schorzenie. Zatracając swoją tożsamość. Jeżeli spojrzycie na większość tych z Wielkiej Brytanii, to tam faktycznie jest miejsce głównie dla smutnych policjantów – choć czasem znajdą się perełki jak choćby John River – kobiety stanowią mniejszość. W “Happy Valley” proporcje są delikatnie odwrócone i to kobiety zdają się wieść prym w całym serialu. To ich relacje są tu na pierwszym planie i to one ostatecznie muszą sobie radzić, bo nie mogą liczyć na rycerza na białym koniu. Co ciekawe to podejście się Wainwright opłaciło, bo jej seriale bardzo się podobają nie tylko w ojczyźnie, a przede wszystkim w USA. Nie udałoby się to gdyby nie jej zacięcie do tego to, aby pokazać Wielką Brytanię taką, jaką ona ją widzi. Dla Amerykanów jest to okno na inny świat. Świat, który nie stara się na siłę przypominać tego, co sami Amerykanie mają na co dzień – m.in. dlatego tak popularne za oceanem było “Downton Abbey”.

Wróćmy jednak do samego serialu i tego, co dodatkowo oferuje. Przede wszystkim świetną narrację. Tak jak napisałem powyżej teoretycznie nic się nie dzieje. Jest jak w “The Wire”, gdzie patrzyliśmy na standardową pracę policjantów z Baltimore. Tutaj jest podobnie, a historia prowadzona przez dwa sezony trzyma się kupy i naprawdę ciężko jej coś zarzucić. Scenariusz nie rozłazi się w szwach, nie ma dziur, które sprawiają, że czujemy się jak trakcie kupowania kilograma sera szwajcarskiego. Zamiast tego jest napięcie i autentyczna niechęć do Tommy’ego Lee Royce’a. Ten grany przez Jamesa Nortona bohater, to jeden z najbardziej odpychających czarnych charakterów, jakie widziałem w kinie i telewizji. Balansuje na krawędzi między zagubieniem, a agresją i pogardą dla kobiet. Norton praktycznie zawsze trafia w punkt odpowiednio dozując nam doznania, ale jedno robi tak samo od początku. Sprawia, że od pierwszego pojawienia się na ekranie mamy ochotę skręcić mu kark.

Happy Valley
Ostrzegam będziecie chcieli go ukatrupić/Fot. BBC One

Dlaczego nie oglądasz “Happy Valley”?

To jest bardzo dobre pytanie. Kiedy przyglądam się dyskusjom na temat seriali z Wielkiej Brytanii, które wszyscy polecają, to z reguły pojawiają się tam te same tytuły. Musisz obejrzeć “Luthera”, “Sherlocka” czy “Doktora Who”. To wszystko prawda, ale to co w tej chwili musisz zrobić, to obejrzeć “Happy Valley”. Choć na pierwszy rzut oka to faktycznie jest dramat policyjny, to w rzeczywistości to raptem jeden poziom, na którym serial powinien być odbierany. Już same problemy rodzinne, o których wspominałem, mogą stanowić bazę dla odrębnego serialu. W relacjach między siostrami jest tyle samo ciepła, co cierpkich słów. Te z kolei często są związane z walką Catherine o to, aby być sprawiedliwą w stosunku do wnuka, który choć nie jest niczemu winny, to ciągle przypomina o zmarłej córce i sprawcy jej nieszczęść.

Z tego powodu na koniec mogę napisać tylko, że nie znać “Happy Valley” to grzech śmiertelny. Szczególnie, że drugi sezon jest lepszy niż pierwszy, a nie wiadomo, czy trzeci w ogóle powstanie, więc oglądania nie ma wcale tak dużo, a emocje jakie mu towarzyszą są bezcenne. Za resztę zapłacicie kartą swojego banku.

Przeczytaj:

[button color=”red” size=”normal” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/na-ekranie/kim-jest-showrunner/”]Kim jest showrunner?[/button] [button color=”red” size=”normal” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/na-ekranie/seriale-niedokonczone/”]Seriale niedokończone[/button]

 

  • Marcin KochaNoski

    pełna zgoda, prosty, nieskomplikowany serial z ogromnym ładunkiem emocji i świetną grą aktorską