Jak oglądać Gwiezdne Wojny? Kolejność, plusy i minusy proponowanych metod

Są takie pytania, na które od wieków staramy się odpowiedzieć. Czy bóg – każdy – istnieje? Co to znaczy być człowiekiem? Dlaczego kura przeszła przez ulicę? Kim jesteśmy i dokąd tuptamy? Czy Gwiezdne Wojny to fantasy czy science fiction? To tylko wybrane przykłady, nad którymi setki lat męczą się mądrzejsi ode mnie. Sam postanowiłem zmierzyć się z innym pytaniem.

Jak oglądać Gwiezdne Wojny? Która kolejność jest najlepsza? Jakie są wady i zalety każdego z rozwiązań? W sumie wyszły z tego trzy pytania. Pytania, na które paradoksalnie wcale nie jest tak łatwo odpowiedzieć. Dlatego drogi wędrowcze, jeżeli szukasz odpowiedzi, to jest spora szansa, że dobrze trafiłeś. Uprzedzam jednak przed jednym:

Wydaje mi się, że wszystko jest jasne, więc możemy spróbować odpowiedzieć na tych kilka pytań, które przeczytaliście powyżej.

Gwiezdne Wojny
Prequele

Metoda 1 – Chronologiczna

Epizody: I, II, III, IV, V, VI, VII, VIII, IX

Czasami proste rozwiązania są najlepsze. Pierwsze z nich, to po prostu poznawanie historii z odległej galaktyki w kolejności chronologicznej. To zresztą jest kolejność, którą sam preferuję. Ja i George Lucas, a wiadomo, że wielkie umysły myślą podobnie. Nie ma w tym wielkiego kombinowania. Ot, bierzecie wszystkie epizody i lecicie od pierwszej odsłony “nowej trylogii, która już nie jest taka nowa”. Nie oznacza to jednak, że to najlepsze rozwiązanie. Nic z tych rzeczy, jest to prawdopodobnie najgorsza możliwość (z perspektywy wielu fanów Sagi szczególnie), ale niekiedy wolimy po prostu wspomniane proste rozwiązania. To jest proste. Jak konstrukcja cepa.

Zalety: Poznajecie wydarzenia po kolei. Dodatkowo pierwszy epizod wydaje się być najbardziej przyjazny dla młodszych widzów. Co oczywiście z późniejszymi odsłonami przestaje mieć znaczenie, ale może to być dla kogoś zaleta, że bez bólu wprowadzi dziecko w świat Gwiezdnych Wojen.

Wady: W tej kolejności Odległa Galaktyka wita nas m.in.: żartami o pierdzeniu, bekaniem, postaciami, na które mamy wyjebane, a te które są interesujące kończą żywot przed napisami końcowymi. Drewnianym aktorstwem przez trzy epizody. Jednak największą wadą jest to, że oglądając chronologicznie pozbawiamy się największego i najlepszego twistu całej Sagi. Odpowiedź poznajemy w trakcie pierwszych trzech epizodów i gdy całość w oryginale wybrzmiewała w “Imperium Kontratakuje” przy kolejności chronologicznej nie robi już żadnego wrażenia. Wszystko jest jasne. Zero opadu szczęki. Szczególnie u widzów, którzy kompletnie świata Gwiezdnych Wojen nie znają.

Gwiezdne Wojny
Samo gęste

Metoda 2 – Zgodnie z produkcją

Epizody: IV, V, VI, I, II, III, VII, VIII, IX

Tak poznawałem historię ja i wielu fanów przede mną. Zaczynając od “Nowej Nadziei”. Prequele, z nieszczęsnym “Mrocznym Widmem” na czele, przychodzą później. Dzięki temu tam, gdzie widz może zostać zaskoczony zostanie zaskoczony, polubi bohaterów, świat, przygotuje się psychicznie na to, co nadejdzie po epizodzie VI. Choć nie, nic go na to nie przygotuje. Świat nie był gotowy na Jar Jar Binksa, Haydena Christensena i midichloriany. Nic nie mogło nas na to przygotować.

Zalety: Jar Jar Binks pojawi się dopiero za trzy filmy. Jest szansa, że jak nie znacie uniwersum, to pokochacie je na tyle, aby przełknąć wszystko, co przyjdzie w kolejnych trzech filmach. Poznacie w końcu Gwiezdne Wojny tak, jak “starzy” fani. Choć nie do końca.

Wady: Mimo wszystko to nie będzie to samo poznawanie Sagi. Głównie przez to, że już zakończenie “Powrotu Jedi” wytrąci Was z rytmu. Pojawia się tam przecież Anakin w wersji z prequeli. Dodatkowo przez kolejne dekady George Lucas poprawiał swoje filmy. Nie zawsze były to poprawki słuszne. Choć warto też wspomnieć o tym, że w sieci dostępne są tzw. Despecialized Editions. Są to “filmy złożone” przez fanów sagi. W taki sposób, aby odtworzyć oryginalną klasyczną trylogię w formie jak najbliższej wersji kinowej, ale jednocześnie odświeżonej. Niestety, żeby je zdobyć musicie złamać prawo, bo nie są dostępne w oficjalnej dystrybucji. Zresztą pojawią się one przy okazji tego tekstu jeszcze raz.

Metoda 3 – Ernsta Ristera

Epizody: IV, V, I, II, III, VI, VII, VIII, IX

To jest bardzo ciekawa odpowiedź na pytanie, jak oglądać Gwiezdne Wojny. Kolejność zaproponowana przez Ernsta Ristera zakłada rozpoczęcie od “Nowej Nadziei”, pozwolenie na to, aby wybrzmiał nam twist z “Imperium Kontratakuje” i gdy otrząsamy się z szoku, jaki wywołał w nas fantastyczny film w reżyserii Irvina Kershnera przechodzimy do prequeli, by po nich pójść dalej chronologicznie. Same prequele traktujemy wtedy na wzór rozbudowanego flashbacku.

Zalety: Przede wszystkim fakt, że dwa pierwsze epizody “wprowadzają nas w klimat”. Nie tracimy wspominanego twistu. Łapiemy kontekst opowieści. Być może jesteśmy bardziej przygotowani na Jar Jar Binksa. Nie, nie jesteśmy. W tym układzie zakończenie “Powrotu Jedi” jest bardziej strawne.

Wady: Wydaje mi się, że największą wadą jest fakt, że po świetnych filmach trafiamy na fabularne niziny, w których na szczęście są jasne punkty (Ewan McGregor czy Samuel L. Jackson), ale i tak nie ratują całości. Sama historia z kolei mimo wszystko może okazać się w tym układzie pogmatwana właśnie przez zaburzenie chronologii.

90 Minutes in heaven
Nie byliście gotowi na Anakina z wąsem/Fot.
Emmett/Furla Films

Metoda 4 – Maczety

Epizody: IV, V, II, III, VI, VII, VIII, IX

Ta metoda – zaproponowana przez Roda Hiltona –  oglądania Gwiezdnych Wojen zakłada zapoznanie się z Sagą tak jak w przypadku Ernsta Ristera z tą różnicą, że pozbywamy się “Mrocznego Widma”. W tej metodzie po prostu nie ma tej planszy. Dlaczego w ogóle warto zrezygnować z tego filmu? Przede wszystkim dlatego, że według mnie – ale i na przykład według Dakanna – on praktycznie nie wnosi nic do samej fabuły. Owszem poznajemy kilku bohaterów, którzy są interesujący, ale większość z nich ginie.

Zalety: Nie ma Jar Jar Binksa (przynajmniej jeden film mniej), nie ma Jake’a Lloyda, nie ma wielu innych rzeczy, które sprawiają, że oglądanie “Mrocznego Widma” sprawia fizyczny ból fanom Sagi. Naprawdę już nawet patrzenie na to, jak farba schnie na ścianie jest bardziej produktywne.

Wady: Z drugiej strony odbieramy sobie okazję do poznania Qui-Gon Jinna i Dartha Maula. Nie zobaczymy fantastycznej sceny pojedynku na samym końcu. Dodatkowo choć mogę napisać wiele złego o “Mrocznym Widmie”, to mimo wszystko jest w nim coś ze starych filmów kina nowej przygody, które George Lucas tworzył na spółkę z kolegami pokroju Spielberga czy Zemeckisa. Z punktu widzenia fabularnego istotne wydarzenia są związane z Senatorem Palpatinem, które pozwalają nam lepiej zrozumieć sposób w jaki dotarł do władzy. Podobnie jest z przemianą Anakina. Mimo wszystko może Wam zabraknąć wydarzeń z “Mrocznego Widma” do pełni portretu psychologicznego tego bohatera.

Gwiezdne Wojny
Prawie jak western

Metoda 5 – Kapsuły czasu

Epizody: IV, V, VI, I, II, III, (IV, V, VI,) VII, VIII, IX

To z kolei można nazwać ostateczną odpowiedzią na to, jak oglądać Gwiezdne Wojny i w jakiej kolejności. Zaczynamy od oryginalnej trylogii, ale w wersjach, które są najbliższe oryginalnym kinowym (kłaniają się wspominane już wersje despecialized). Następnie sięgamy po prequele, by znowu wrócić do oryginalnej trylogii, ale tym razem w wersjach po wszystkich zmianach Lucasa na przestrzeni lat. Ciężko go zrealizować, ale być może komuś się uda.

Zalety: Łączy w sobie zalety w zasadzie wszystkich wspomnianych wersji.

Wady: Niestety obejrzenie w tej kolejności może okazać się niemożliwe. Wadą dla kogoś może być też to, że dokłada sobie kolejne godziny oglądania tego samego. Choć z drugiej strony ktoś taki raczej nie jest wielkim fanem Sagi.

Zostało nam jeszcze jedno pytanie. Co zrobić z “Legendami” filmami takimi jak “Łotr 1”. W sieci można znaleźć metody oglądania Gwiezdnych Wojen uwzględniające przynajmniej “Łotra”, ale według mnie najlepiej obejrzeć go w oderwaniu od reszty. Głównie dlatego, że choć łączy się fabularnie z “Nową Nadzieję”, to wydaje mi się, że lepiej sprawdza się jako samodzielna opowieść. Tym samym początek “Nowej Nadziei” jest bardziej interesujący. Nie wiemy do końca co się stało, o co cały ten hałas. Zostajemy wrzuceni w sam środek wielkiej przygody. I to moi drodzy jest w Gwiezdnych Wojnach najpiękniejsze.

Oczywiście to tylko wybrane przeze mnie sposoby. Chętnie poznam Wasze propozycje i przemyślenia odnośnie proponowanych metod.

Przeczytaj:

Która wersja Blade Runnera jest najlepsza?
Total
34
Shares
  • Rob Krol

    kompletnie nie rozumiem dlaczego pominąłeś bitwę o endor xDD caravan of courage adventure of endor i specjal świąteczny SW ;p

  • Ja wolę oglądać od jedynki wzwyż. Po prostu wtedy poznaje sie historię 🙂