Jesteś frajerem, bo wydajesz kasę na gry f2p

W ciągu dwóch tygodni przeczytałem kilka tekstów na temat tego, jak Blizzard świetnie sobie radzi, a Hearthstone to rewelacyjna gra. Pisał o tym Michał u siebie, a dzisiaj swoich kilka groszy dorzucił inny Michał, Piwowarczyk. Szczególnie drugi tekst zwrócił moją uwagę, bo pada tam stwierdzenie o tym, że Michał wydał w Hearthstone pieniądze! Rozumiecie, takie prawdziwe pieniądze, nie pawie piórka czy piękne muszelki. Pieniądze. Na darmową grę. Pogrzało gościa.

Płacisz? Jesteś gorszy, dziwny, nienormalny

Jestem fanem modelu f2p w takiej formie, jaka proponowana jest m.in. w League of Legends czy wspominanym Hearthstone. W pierwszy tytuł grałem praktycznie bez przerwy przez prawie trzy lata. W drugi dopiero na dobre się wkręciłem. W obu wypadkach przeglądając fora internetowe na temat tych tytułów prędzej czy później trafiałem na temat wyglądający mniej więcej tak:

Czy opłaca się wydawać pieniądze?

I jak tylko taki temat się pojawiał, to jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pojawiał się w nim wianuszek mądrych ludzi stwierdzających, że nie. Że to nic nie daje, że nie ma sensu, że po co, jak możesz grać pierdyliard godzin i wszystko dostaniesz za darmo. Oczywiście, że dostaniesz, bo to darmowa gra. Nie musisz mieć zasobnego portfela, aby coś w niej znaczyć, bo bez niego też możesz dostać super miecz +10 do ubijania pcheł. Jak jesteś dobry w te klocki, to jesteś dobry nawet grając tylko jednym bohaterem. Z jednym tylko nie mogę się zgodzić. To, że ktoś wydaje kasę na darmową grę nie sprawia, że staje się “wielorybem”. Osobą, która właśnie dała się naciągnąć firmie, która rzeczoną grę stworzyła, dała ją graczom za nic i uwaga, daje im możliwość wydania kilku złotych.

Hearthstone
Tak wyglądam, jak otwieram pakiet

W grach f2p dochodzi do sytuacji, w której płacący gracz, przez tych, którzy nie płacą, postrzegany jest jako jednostka niższego rzędu. Frajer, który nie ma w sobie tego pierwotnego cwaniactwa. Widać, że w realu nie jest dobrym biznesmen, a co dopiero kandydatem na męża czy żonę.

Pay to win

Polygon w ubiegłym roku sprawdzał czy Hearthstone jest grą “pay to win”, czyli jak dużą przewagę daje wydanie np. 200 dolarów na pakiety kart w stosunku do graczy, którzy nie chcą wydać pieniędzy. Charakter gry i tego, jak konstruowane są talie powoduje, że może na początku gracz, który zapłacił ma przewagę, ale później nie ma ona znaczenia nawet pomimo tego, że ma więcej kart. Co z tego, jeżeli z wielu i tak nie skorzysta. Podobnie jest w League of Legends, możesz nowego bohatera kupić w dniu premiery lub zbierać punkty za mecze. Ostatecznie ani jeden, ani drugi typ gracza nie ma żadnej przewagi. Wszystko i i tak weryfikuje pole bitwy i jak ktoś jest noobem to nim zostaje z pełnym kontem czy bez niego.

Wspominam o tym dlatego, że oprócz tego, że dajesz się naciągnąć, to pewnie wydajesz kasę, bo chcesz łatwiej wygrywać. Argumentów tych, którzy wielorybami nie są, jest wiele. Czasem są one kompletnie abstrakcyjne i oderwane od rzeczywistości, bo jak można twierdzić, że w płacąc w Hearthstone łatwiej mi będzie wygrać. Nie kupię przecież kart, których nikt inny nie będzie mieć, moja postać nie będzie miała dodatkowych punktów życia, więc będzie trudniej mnie zabić. Pamiętam jak raz odbyłem dziwną rozmowę po jednym meczu League of Legends. Mój bohater, którym grałem – Alistar – miał jedną ze skórek, które może nie były przesadnie drogie, ale w tamtym momencie nie można było już jej dostać, bo została wycofana. Mój interlokutor bez ogródek zapytał mnie, czy naprawdę nie mam na co kasy wydawać. Dyskusja wyglądała mniej więcej tak:

Matador Alistar
Skórka niezgody

– Ale o co chodzi?

– Po cholerę ci te skórki, jak grać nie umiesz (to jeden ze stereotypów w LoL-u, że skórkę można kupić dopiero jak jesteś najlepszy na Marsie w grze konkretną postacią).

– Bo mi się podoba.

– No i co z tego, naucz się grać, a zresztą nieważne, bo i tak jesteś beznadziejny wydając tutaj kasę.

– Ok. Go fuck yourself.

Mniej więcej tak się to skończyło. Zamurowało mnie, choć z drugiej strony specjalnie też nie zdziwiło. Wydaje mi się, że w niektórych grach działa mechanizm frustracji wynikającej z tego, że mamy coś, czego nie mają inni, więc ci inni wartościują swoje wybory przede wszystkim tłumacząc, że oni nie muszą dawać doić się twórcom gry. Pod tym względem wolę Hearthstone, bo nigdy nie wiesz, ile Twój przeciwnik wydał szmalu na posiadaną talię.

Money!

U mnie powody są trzy:

  • Nie mam czasu, więc jak mogę kupić coś na czym mi zależy, to kupuję.
  • Lubię mieć coś czego nie mają inni.
  • Wreszcie, drobną sumą co jakiś czas “dziękuję” twórcom gry, która sprawia mi frajdę nawet, jeżeli nie da się wycenić godzin przyjemności, które są ich udziałem.

Traktuję gry f2p trochę jak gry z dobrowolnym abonamentem. Jak mogę to płacę. Jak nie mam potrzeby lub kasa przyda się na coś innego, to odpuszczam. Nie czuję się lepszy, a tym bardziej nie czuję się gorszy. Z tego powodu nie rozumiem, dlaczego moja prywatna sprawa staje się sprawą kogoś innego. Wiem, że gry f2p pełne są pryszczatych nastolatków, którzy większe sumy pieniędzy widzieli na koncie swojej postaci w The Sims. Niestety wiem też, że pełne są frustratów, którzy licea czy gimnazja już dawno skończyli. Dlatego aby była jasność, nie jestem frajerem, a tym bardziej wielorybem. Ja po prostu lubię wydawać kasę, a jak ci się to nie podoba, to idź być dupkiem gdzie indziej.

  • “(…) drobną sumą co jakiś czas „dziękuję” twórcom gry (…)”

    Dla mnie jest to główny powód, dla którego raz na jakiś czas wydam kilka złotych na zakup jakiegoś wirtualnego grata czy konta premium/VIP/inna_fajna_nazwa w grze F2P. Wiem, że twórcy i tak na brak kasy nie narzekają (szczególnie jeśli mowa o popularnych tytułach), ale mimo wszystko uważam, że jeśli gra jest dobra i daje mi ileśtam godzin niezłej rozrywki, to autorom należy się za to zapłata.

    • Próbowałem kiedyś policzyć, ile kasy wydałem np. w League of Legends i mi się nie udało, ale jednego jestem pewny, kwota którą tam wydałem starczyłaby na kilka gier i to pewnie w EK 🙂 Ale co z tego skoro bawiłem się po prostu dobrze.

    • Właśnie. Więc o co chodzi? Kelnerowi też zostawiam napiwek, w wysokości zależnej od poziomu obsługi. Jestem frajerem? Phi.

  • Strasznie wkurza mnie to zaglądanie graczom do portfela przez innych graczy. Kupujesz itemy w f2p? Jesteś frajerem! Pobiegłeś do sklepu i kupiłeś grę AAA na premierze? Co za debil! Zapłaciłeś za season passa? Ale kretyn! Co kogo obchodzi na co wydaję moje pieniądze? I czy naprawdę komuś przeszkadza, że kupię sobie rzecz A bo mnie stać/bo chcę/bo mam takie widzimisię? A potem słyszę jak to psuję branżę. No tak, bo przecież prawdziwy zatroskany o dobro branży gamer kupuje gry za grosze dwa lata po premierze, DLC się nigdy nie skalał, a w f2p “do wszystkiego doszedł ciężką pracą”. Świat jest pełen frustratów.

    Z f2p to zjawisko jest tym śmieszniejsze, że wszyscy którzy mówią o “czystości” grania za darmo nie zdają sobie sprawy, że ich ulubiona produkcja to nie jest organizacja charytatywna. Że programiści też coś muszą jeść i że czasem zwykła ludzka przyzwoitość kazałaby zapłacić chociaż kilka groszy za produkt przy którym spędzam setki godzin. Ale z niektórymi nie pogadasz.

    • W LoL-u odbyłem jeszcze jedną, podobną do opisanej, rozmowę, ale tym razem skończyła się jeszcze szybciej. Zaglądanie ludziom do portfela to niestety normalka. Pracując cały czas w mediach gwarantuję, że mało który tekst tak się będzie klikać jak ten o cudzej kasie. Nawet tej graczy 🙂

  • Kocham prograczy, którzy żyłują na czym się da. Jeszcze bardziej kocham reguły wnioskowania, które wyznają: jeżeli wydałeś kasę w grze (nieważne czy f2p czy jakiś in-game purchase w grze płatnej), to znaczy, że jesteś n00bem. Kocham, kocham, kocham. Bo nie jestem pro. Bo mogę wydać pieniądze. Bo mogę mieć ładniejsze skórki niż ci wszyscy spece, jeżeli zechcę. Nie, nie gram w LoLa 😛

    • Ja je wszystkie kupuje, aby innych wkurzać. Bling i lans w ramach League of Legends to podstawa. Przynajmniej noobię z klasą i kasą 🙂

      • I prawidłowo. Niech zielenieją. A do bety HotS się dostałeś/próbujesz dostać? Tam też można wydawać bling ;P

        • Próbuję, ale się nie dostałem. Na razie HOTS pojawił się wśród gier w menu mojego Battlenet, ale jedną opcją jest wykupienie dostępu z pakietem golda.

  • Trafnie zarysowałeś ciekawe i irytujące zjawisko. Niedawno otworzyłem pierwszą w “karierze” skrzynkę wydropioną w cs:go (trzeba kupić klucz za ok 2 euro). Wylosowałem skórkę na kałacha wartą ok. 25 euro. Zwykle nie gram z randomami, bo mam super paczkę, z którą dosyć często grywam, ale akurat nikogo nie było on-line (3-4 nad ranem), a ja miałem ochotę pyknąć. Nie mam jakichś super umiejętności, nie grałem we wcześniejsze kantery, bo wydawało mi się, że to seria nie dla mnie, zawsze wolałem cRPG-i, platformówki, przygodówki czy RTS-y… z sieciowych strzelanek grałem chwilę w q3 i w ut wagarując w kawiarenkach internetowych z 15 lat temu. W każdym razie ostatnio cs mnie wciągnął, a raczej wciągnęły mnie osoby, które nauczyły mnie grać. Rozgrywając mecz z 4 randomami w teamie szło mi niespodziewanie dobrze – przeciwna drużyna zwyzywała mnie od frajerów kupujących drogie itemy (fuckin’ lucky, do you think that you play better when you waste your money for expensive skins?). Później mecz zaczął iść gorzej, zmęczenie, późna pora, 3-4 razy z rzędu, raz czy dwa razy będąc last man standing popełniłem gafy, które kosztowały nas stratę rudny. Osoby z mojej drużyny zaczęły pisać: “u can buy ak for E25 but u cannot buy skill” + 3 osoby zagłosowały, żeby wyrzucić mnie z gry.

    • Czyli nawet w CS:GO jest coś takiego? Dobre, bo nie zdawałem sobie sprawy z tego, że tam można kupować jakieś dodatki, skórki etc. Wiesz, prochu my tym nie odkrywamy, ale cholera strasznie mnie to męczy i gniecie, gdy słucham lamenty innych. Dlatego tak bardzo doceniłem pomysł Blizzarda, aby komunikację między graczami ograniczyć do absolutnego minimum. To był świetny ruch, bo przecież tam też by się działo, gdyby pojawił się normalny chat 🙂