Kiedy przestać oglądać serial?

W trakcie oglądania czwartego sezonu tego serialu, w którym Kevin Spacey ma urojenia i mówi do kamery zamiast do swoich partnerów na planie naszła mnie myśl. Pytanie mnie naszło, tak konkretnie. Znienacka. Myśl ważna, bo każdy oglądając 6849302. sezon swojego “ukochanego” serialu w pewnym momencie zadaje sobie pytania:

Kiedy przestać? Ile jeszcze wytrzymam i czy ja naprawdę muszę to oglądać? Po ile boczek? Czy wyłączyłem żelazko? Lubisz budyń? Dokąd zmierza jeż?

Znacie to uczucie – szczególnie fragment o boczku i jeżu – wierci dziurę w świadomości. Uwiera niczym kamyk w bucie. I ja Was rozumiem. Wyciągam swą rękę oferując pomoc zbłąkanym, smutnym, zziębniętym. Moi drodzy, jeżeli chcecie poznać odpowiedzi na te ważkie pytania – nie wszystkie, bo nie wiem na przykład, ile kosztuje boczek w całej Polsce – to czytajcie dalej. Zaprezentuję Wam trzy drogi, którymi możecie podążyć. Trzy drogi, które mogą sprawić, że ten świat, nasz świat, ta ziemia, nasza ziemia lub czyjaś, kto za nią zapłacił, będzie lepsza. Wy będziecie zdrowsi, będziecie mieć więcej czasu dla siebie – bo przecież nie dla innych – i w końcu będziecie zdrowsi psychicznie. Chyba.

[alert type=red ]Uwaga! Poniższy tekst zawiera śladowe ilości mojego poczucia humoru. Jego czytanie można rozpocząć po konsultacji z lekarzem, terapeutą lub przypadkowo spotkaną osobą.[/alert]

Wyjdźmy od jednej podstawowej rzeczy. Nikt nie każe Wam oglądać wszystkiego, co pojawia się w telewizji polskiej, azerskiej czy nawet amerykańskiej. Nikt nie każe Wam również oglądać serialu do końca. Niby wszyscy to wiedzą, ale jest coś takiego, jak przyzwyczajenie. To ta tajemnicza siła, która sprawia, że ludzie nie rozwodzą się w 9 na 10 przypadków i tolerujecie swoje potomstwo proszące o pieniądze nawet wtedy, gdy są już dorośli. Po prostu za dzieciaka prosili tak często, że się przyzwyczailiście. Tak czy inaczej przejdźmy do sedna. Wiele seriali ma punkty wspólne, które mogą nam pomóc. Wspomniane punkty wspólne to jednocześnie punkty zwrotne, którymi powinniście się kierować oglądając serial. Wyobraźmy sobie hipotetyczną sytuację, że w końcu doczekaliście się premiery całego sezonu wyczekiwanego serialu o grupie zamaskowanych wegańskich chomików ninja. Z zapowiedzi wynikało, że to będzie świetna produkcja. W rolę chomików wcielili się m.in.:

  • Tom Hiddleston – otwieracie lodówkę, a tam Tom jako ninja chomik. Wyobraźcie to sobie, bo ja nie potrafię.
  • Bryan Cranston i Aaron Paul – znowu razem na ekranie po 40 latach od “Breaking Bad”, więc to musi być dobre
  • Natalie Dormer jedząca jabłko  W każdym odcinku wpierdziela jabłko, bo tak.

To oczywiście nie wszystko, bo na przykład pojawiają się tam też Paul Giamatti, który jak zwykle łysieje, ma brzuszek i dużo krzyczy oraz Idris Elba, który w końcu zagra bohatera o białym kolorze skóry dzięki czemu każdy będzie mógł go zaakceptować. Jednym słowem, dzieje się. To są dwa słowa.

Odwołaliście spotkania, zaopatrzyliście się w ulubione napoje i jedzenie. Siadacie na swoim ukochanym miejscu. Dzieciom – jeżeli macie dzieci – podaliście takie ilości cukru, że teraz siedzą w kącie i ślinią się patrząc pustymi oczami w dal. Jest szansa, że po seansie pierwszego odcinka będzie trzeba z nimi jechać do lekarza, ale wiecie, że warto się poświęcić – to znaczy, je poświęcić. Uruchamiacie serial i szok. Elba za mało biały. Tom za mało tomowaty i nie do twarzy mu w futerku, a Natalie krztusi się jabłkiem i umiera w pilocie. Efekt jest mniej więcej taki:

Mówiąc krótko nie jest dobrze. To znaczy na razie nie jest dobrze, ale może będzie lepiej. Co w takim razie robić?

Odpuścić po pierwszym odcinku – tzw. “Metoda zabij nim złożył jaja”

To jest sposób polegający na błyskawicznym ucięciu chorej kończyny. Palicie ją żywym ogniem. Nie jesteście jeszcze na tyle przyzwyczajeni do bohaterów, aby cierpieć, a jednocześnie nie straciliście oglądając serial zbyt wiele wolnego czasu. Jest nadzieja, że się uda. Jest nadzieja, że będzie można żyć dalej w spokoju. Potraktujcie to jak pierwszą i ostatnią randkę w ciemno z wyjątkowo brzydkim facetem. Przez tydzień będziecie się jeszcze budzić z krzykiem, ale przejdzie Wam. Kiedyś.

Plusy: Spora oszczędność czasu, który można zmarnować na coś innego. W serwisach społecznościowych możesz napisać już po pierwszym odcinku, że cały sezon posysa niczym finał “True Blood”.

Minusy: A jak serial się rozkręci, a Natalie Dormer wróci jako seksowny chomik zombie?

Odpuścić w połowie sezonu – “Metoda na dwoje babka wróżyła”

Pierwsze odcinki podobają ci się. Wszystko wskazuje na to, że może być naprawdę dobrze. Intryga jest ok, atmosfera gęsta, Natalie wróciła jako seksowny chomik zombie i teraz zamiast jabłek zjada mózgi – how cool is that. W obsadzie gościnnie pojawiła się Eva Green, a Jokerem okazała się kobieta – konkretnie Charlize Theron. Jednak zbliżasz się do połowy i coś zaczyna się dziać. Zauważasz, że Idris nie jest już tak zabawny jak w “Lutherze”, a Tom ciągle biega w koszuli – to musi być frustrujące nawet pomimo tego, że jest w tym serialu chomikiem. Odcinki zaczynają się dłużyć. Coś w Tobie umiera, nerwowo spoglądasz na zegarek, co jest nowością, bo wcześniej tego nie robiłeś. Po kolejnym epizodzie wyrwany z katatonii przez napisy końcowe podjemujesz decyzję. Przyszła pora rozstania. Trochę cierpisz, bo Natalie. Twoi znajomi ciągle oglądają ten serial i wrzucają radosne statusy rozdrapując stare rany. Klamka zapadała, musisz dać sobie radę bez chomików. Bądź silny.

Plusy: Zobaczyłeś, co miałeś zobaczyć. Teraz znowu masz czas odebrać dzieci z przytułku, posprzątać w domu lub po prostu obejrzeć ten nowy świetny serial o inwazji zmutowanej marchwi. Życie jest piękne.

Minusy: Eva Green i Natalie – a w zasadzie to, że ich nie zobaczysz.

Odpuścić po pierwszym sezonie – “Metoda …When I said I would never leave you… And you never will. But I’ve got a job to do, too. Where I’m going, you can’t follow. What I’ve got to do, you can’t be any part of. Ilsa, I’m no good at being noble, but it doesn’t take much to see that the problems of three little people don’t amount to a hill of beans in this crazy world. Someday you’ll understand that.”

Jakimś cudem przebrnąłeś przez moment mielizny i zadyszki jaką złapał serial w połowie sezonu. Ostatnim wysiłkiem dotrwałeś do finału. Niby możesz powiedzieć, że spełniłeś swoje zadanie. Przetrwałeś, ale jednocześnie w miejscu, w którym powinna być Twoja dusza spoziera na nas dziura. Coś w tobie umarło, a przed Tobą przecież kolejny sezon. Decydujesz jednak, że to nie ma sensu. Trochę za sprawą psa, który chciałby w końcu dostać do jedzenia coś normalnego, a nie żyć na celulozie z książek, których nigdy nie przeczytałeś. Trochę za sprawą policji, która zapukała do Twoich drzwi odstawiając ci dzieci. Okazało się, że córka wykorzystała nieuwagę i założyła nielegalną plantację rukoli, a syn biegał po mieście przebrany za szopa. Czas się opamiętać i odpuścić. Kolejnego sezonu już nie obejrzycie.

Plusy: Będziesz mieć czas wysłać dzieci na terapię.

Minusy: To jednak cały sezon, sporo zmarnowanego czasu. Ze zgryzoty możesz wpaść w alkoholizm.

Trzy drogi. Każdy ma swoją. Możecie wybrać. Wybierajcie mądrze. Na koniec nie pozostaje mi nic innego jak zapytać jakie macie metody na “sprawdzenie serialu”? Ja na przykład z reguły daję mu szansę na 3-4 odcinki, jak nie zażre, to odpuszczam.

PS. Inspiracją dla wpisu był tekst, który odnalazłem wśród zakładek.

Przeczytaj:

[button color=”red” size=”big” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/na-ekranie/binge-watching-jasne-i-ciemne-strony-szalu-ogladania/”]Binge-watching – jasne i ciemne strony szału oglądania[/button] [button color=”red” size=”big” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/na-ekranie/seriale-niedokonczone/”]Seriale niedokończone[/button]
  • Krystian

    Z własnego doświadczenia piszesz? Szczególnie interesuje mnie wątek o dzieciach 😀

  • Nicolas Dominique

    I te chomiki…

  • emma

    hahaha ten gif z Elmem, chyba jest trochę jak spiderman tańczący do każdej muzyki 😀 Pasował mi do muzyki klasycznej (hue hue), dał radę do Spingsteena i Grace. A co do seriali, ja mam tak, że jaram sie jak zapałka na pierwszym sezonie, a potem coś się takiego tam psuje w drugim sezonie, że już mnie nie ciągnie i po prostu mi się nie chce. Tak było ze Suits (kochałam, tak mega mega, i gapiłam się z rozdziawioną gębą na tych przystojniaków w garniturach, podziwiałam i wgl, a potem główny bohater znalazł sobie laskę na serio i nie było już tak fajnie…) w sumie jeszcze Gra o Tron, niby spoko, ale oglądałam, oglądałam i nagle przestało mi zależeć, Jak poznałem waszą matkę tak samo, jarałam się jak koza nową grządką do perfidnego obgryzienia, ale później, no nie mogę powiedzieć że mnie znudziło, bo było mega, tylko, eeem zbliżała się matura, matura się skończyła, a miłość do serialu juz nie wstała z letargu. Bo to chyba jest tak, że ja nie nadaję się do długodystansowych fascynacji serialowych 🙂

    • emma

      ALE, muszę jeszcze dodać, że oglądam seriale kryminalne, o taaaak, ale nie “jeden dzień- 2 sezony” tylko partiami i tak glądam Poirota, Ojca Browna i właściwie do niedawna Prawo i Porządek, ale teraz moja telewizja tego nie nadaje 13 ulicy :c więc się skończyło

  • Monika

    Powiedz co zrobiś jak taki serial psuje się przy 4 sezonie? To jest problem!

    Przed opisanymi przez Ciebie etapami ja mam jeszcze jeden. Zazwyczaj czytam recenzje nowego serialu na kilku portalach/blogach. Jeżeli tematyka seriala interesuje mnie a opinie są takie w miare lub lepiej to zasiadam do pierwszego odcinka. W przypadku mniej atrakcyjnej fabuły dla mnie to serialowi daje szanse tylko przy bardzo dobrych ocenach.

    • Przestaje oglądać. Tak było np. Z True Blood czy Fringe.

      • tiruriru

        Fringe [*] – w pewnym momencie masakra masakr.

        • Ja nie wiem, jak ten serial się kończy, a pierwsze sezony uwielbiałem i oglądałem wręcz kompulsywnie 🙂

        • Nie wiem, ile tam było sezonów, ale nie daliśmy rady. Mimo tego, że byłem sporym fanem 🙂

  • tiruriru

    Popłakałam się ze śmiechu, dziękuję 😀

  • No i jak mam wziąć te rady do serca, jak napisałeś Tom Hiddleston, Natalie Dormer i serial – choćby to była największa szmira, są aktorzy dla których obejrzę wszystko 😉
    A tak na poważnie, są seriale przy których warto poczekać (The Originals miało bardzo średni pierwszy sezon, otrzepywało mnie w nim z bycia spin offem, a teraz w sezonie trzecim trzymają bardzo dobry poziom. Ale przez to, że są spin offem – choć klimatycznie serial jest bardzo odległy od tego, z czego się wywodzi – i miał średni początek, to oglądalność niestety ma niską). A są takie, których żałuję, że skończyłam, jak HIMYM – nie wybaczę im jak to śpiewająco zepsuli.

    • Z takim podejściem mogę napisać tylko, że nie ma dla Ciebie ratunku. To koniec 🙂

  • Jeden odcinek, max dwa. Chyba, że wiem że seria jest krótka (max 6 odcinków) a Tom tomowaty to jestem w stanie zagryźć zęby. Nie mam absolutnie żadnego problemu z rzucaniem seriali właściwie w dowolnym momencie (bye bye Supernatural na początku siódmego sezonu) i właściwie nigdy nie żałuję, bo po prostu cieszę się z odzyskanego czasu. Wracam rzadko i zazwyczaj jak ostatnia pipka czekam na relacje z męki znajomych, którzy wykazali się większym hartem ducha niż ja. Ktoś musi oglądać, żeby spokojnie mógł spać ktoś 😉

  • Marcin ‘Pieróg’ Omelan

    Najczęściej uciekam po 4 odcinkach, ale mam problem w przypadku Arrow. Od 2 sezonów wieje nieprzyjemną wonią chomika zombie wykopanego z ziemi po 30 latach, ale nadal nie mogę przestać oglądać bo społeczność wokoło serialu jest cudowna, czasami zdarzy się fajne mrugnięcie okiem do oglądających. Takiego problemu nie miałem przy Vikings które po dramatycznie złym 3 sezonie powinno być anulowane i zapomniane, czy The Walking Dead gdzie przemęczyłem się przez 2 sezony łącznie bawiąc się dobrze przez może 3 minuty.
    Całe szczęście w nieszczęściu Firefly miało tylko 1 sezon a Utopia 2, przynajmniej nie miały słabszych momentów które by przyćmiły to co się do tej pory działo.

  • A ja bym chciała, żeby więcej seriali, które oglądam zmierzały ku jakiemuś końcowi. Bardzo nie lubię porzucać oglądania, bo mam wrażenie, że skoro poświęciłam tyle czasu na obejrzenie 3,4,5 (albo 11, jak w przypadku Supernatural)sezonów to jakoś tak…głupio odejść. Zupełnie tak jak ze związkiem – bo nie odchodzi się, kiedy pojawią się pierwsze problemy. Przecież potem przyjdą lepsze dni (sezony…odcinki…). A co jeśli nie? Chociaż były takie seriale, które porzucałam po pierwszych odcinkach. Bo po prostu, coś bardzo mi nie odpowiadało – ostatnim takim serialem był “Wersal. Prawo Krwi.” Jeden odcinek. Może ktoś mnie przekona, by dać mu szansę?

  • No właśnie, oto jest pytanie 🙂 I jakie wnioski w przypadku “HoC 4”? Jestem w połowie sezonu i właśnie myślę, co tu dalej robić. A ratunku, co za trudna decyzja! I odwieczne pytanie, czy kreacje Claire są ciągle na tyle dobre, żeby trwać ??? PS. Świetny wpis, gify boskie 🙂