Przodkowie Ricka i Morty’ego, czyli krótka historia animacji dla dorosłych

Nim powstały takie seriale jak “Rick i Morty” czy “BoJack Horseman” był chaos. No dobrze. Może nie chaos, ale lubię to stwierdzenie, więc musiało się pojawić. Animacje, podobnie jak komiksy, przez niektórych odbiorców postrzegane są jako część popkultury, w której szybciej odnajdzie się ktoś młodszy. Starsi mają filmy Bergmana i wcale nie pornograficzne seriale od HBO. To krzywdzące podejście, ale w pewnym sensie zrozumiałe. Wszak z perspektywy przeciętnego widza ciągle więcej seriali i filmów animowanych powstaje z myślą przede wszystkim o tych młodszych odbiorcach. Rzecz w tym, że tytuły dla dorosłych odcisnęły swoje piętno na rozwoju animacji, a ostatnio pojawia się ich coraz więcej. Taki obrót spraw to naturalna odpowiedź na potrzeby widzów i twórców. W końcu jedna i druga grupa była zainteresowana animacjami w zasadzie od momentu, gdy człowiekowi udało się wprawić rysunki w ruch.

Ta paskudna wojna

Już od początków XX wieku nie utożsamiano produkcji dla dorosłych z seksem, przemocą czy niewybrednym językiem. Skojarzenia, które mogą naturalnie wzorem filmów aktorskich łączyć się z “dorosłymi” produkcjami wcale nie były stałym ich elementem. Tym co pozwalało odróżnić animacje dla dorosłych od tych skierowanych dla młodych widzów była tematyka. Najczęściej chodziło o tematy społeczne czego najlepszym przykładem są niektóre krótkometrażówki produkowane przez studio Disneya. Pojawiała się w nich prohibicja, czy później przed i w trakcie II wojny światowej sama wojna, ale i temat pacyfizmu. Ten ostatni był jedną z głównych osi historii filmu Disneya zatytułowanego “Byczek Fernando” 1938 roku. Studio, które aktualnie kojarzy się przede wszystkim z filmami przyjaznymi dla całej rodziny nie tylko oferowało “doroślejsze” produkcje, ale i zdarzało mu się nieco świntuszyć za sprawą delikatnych seksualnych aluzji w swoich krótkometrażówkach. Kiedy było już za późno na pacyfistyczne apele animacja spełniała się jako narzędzie propagandowe. W trakcie wojny w zasadzie każda główna strona konfliktu tworzyła swoje filmy animowane. W “Bugs Bunny Nips the Nips” Królik Bugs ” (1944) walczy” z Japończykami za pomocą wybuchowych lodów, a w “How to Be a Sailor” Goofy prezentuje historię transportu wodnego, by ostatecznie zatopić japoński statek za pomocą torpedy.

Czy czułem odpowiedzialność, aby poruszać pewne sprawy? Absolutnie. Bobby Dylan dyskutował nad problemami – Disney nie. I spójrz na Coonskin, wszystkie kwestie, o których mówię, o oszustwach Miss America itd. To wszystko były tematy, które miały miejsce w tym czasie, poruszane bez nabijania się. Tak, zawsze czułem się odpowiedzialny za rozmowę o życiu. Dlaczego wykorzystywać animację do innych celów? To zbyt dużo pracy, żeby po prostu kogoś zabawić, to śmieszne! To znaczy, jeśli chcesz zabawiać ludzi, to ok, jest wiele sposobów na zabawę, ale czasami czasami musisz po prostu na innych krzyczeć. – Ralph Bakshi w wywiadzie dla Cartoon Brew

Dlaczego wybrano animacje? Przede wszystkim dlatego, że zauważono, iż animacje mogą być świetnym nośnikiem dla idei. Po płaszczem rozrywki dla każdego można było przemycić uzasadnienie dla wzięcia udziału w konflikcie, czy zdyskredytować wroga robiąc z niego ofiarę uwielbianego przez widzów bohatera. Rząd USA zaprzęgł do pracy największych branży. Od 1942 roku animacje propagandowe tworzył Disney, Warner Bros., Studio Fleischera. Jednym z najbardziej znanych filmów tamtego okresu jest “Twarz wodza (Der Fuhrer’s Face)”.  Pokazywała ona absurd życia w III Rzeszy i zwracała uwagę na to, że USA jest krajem, w którym mieszka się najlepiej i za którego wolność warto walczyć. W roli głównej wystąpił Kaczor Donald, a studio w 1943 roku zgarnęło Oscara za najlepszy animowany film krótkometrażowy. Z Nazistami walczyli też Popeye oraz Superman w animacjach tworzonych przez Famous Studios należące do Paramount Pictures. Żołnierze raczeni byli też przygodami szeregowca Snafu, który uczył widzów jak się zachowywać w konkretnych sytuacjach w trakcie konfliktu zbrojnego. Podnosił morale oraz w zabawny sposób pokazywał konsekwencje błędów, które może popełnić żołnierz.

Państwa Osi nie pozostawały dłużne swoim przeciwnikom. III Rzesza obok propagandowych filmów z aktorami wykorzystywała również animacje. Nie tylko do tego, aby budować morale wśród żołnierzy i obywateli, ale i utwierdzać społeczeństwo w jedynym słusznym punkcie widzenia. Choć nie mieli postaci takich jak Goofy czy Bugs, to i tak dobrze sobie radzili. Wykorzystywali postacie znane z baśni, jak na przykład lis Reineke. I tak jak w średniowieczu był on symbolem sprytu, a może lepiej napisać cwaniactwa, tak w trakcie II wojny światowej został jednym z propagatorów postaw antysemickich czego dowodem może być film “Van den vos Reynaerde”. Charakterystyczne dla animacji propagandowych było wykorzystywanie stereotypów na temat poszczególnych nacji oraz sprawne posługiwanie się symbolami. W radzieckim filmie “Sępy” z 1942 roku tytułowe ptaki to Naziści, którzy bombardują urodzajne tereny ZSRR. Zestrzelić je mogą tylko dzielni piloci Armii Czerwonej, przed którymi tchórzliwe ptaki, bombowce, uciekają w popłochu.

Po wojnie nastąpił powrót do postaw antywojennych jak choćby w filmie “Good Will to Men” (1955) od studia Hanna-Barbera. Nie wszystkie były skierowane głównie do dorosłych widzów, ale ci nadal pozostawali w orbicie zainteresowań najważniejszych studiów zajmujących się animacjami. Zresztą jednym z symboli początków animacji dla dorosłych stała się Betty Boop. Postać stworzona przez Grima Natwicka dla wytwórni Fleischer Studios i Paramount Pictures wystąpiła w od 1932 roku w prawie setce produkcji. Studio należące do ojca bardzo dobrego, ale niedocenionego reżysera Richarda Fleischera, miało z powodu tej postaci drobne problemy. Gdy w 1934 roku powstał niesławny “Kodeks Haysa” studio musiało zakończyć produkcję filmów z jej udziałem mimo rosnącej popularności postaci. Głównym zarzutem było propagowanie wątków uważanych za “nieobyczajne”. Oczywiście z mocnym wskazaniem na seks.

Kodeks Haysa to spisany w latach 30. XX wieku konserwatywny kodeks zajmujący się dopuszczalnością scen przedstawianych w filmach produkowanych i dystrybuowanych w Stanach Zjednoczonych. – Wikipedia

Zapisy kodeksu dotknęły nie tylko Betty i tak naprawdę był to jeden z głównych czynników, dla których animacje siłą rzeczy zaczęto utożsamiać z młodym widzem. Sytuacja zaczęła się zmieniać, gdy na horyzoncie pojawiła się szansa rewolucji. Szczególnie rewolucji w sferze moralnej, której wykwitem na początku lat 70. XX wieku będzie “Kot Fritz” wyreżyserowany przez Ralpha Bakshiego. W tej kontrowersyjnej animacji tytułowy kot hedonista nawołuje społeczeństwo do rewolucji. Sprośna satyra na amerykańskie społeczeństwo wzbudziła tyle samo głosów oburzenia, co zachwytu i aktualnie jest jednym z klasyków animacji, ale i zapowiedzią, że podobne produkcje w przyszłości nie będą rzadkością, a kolejne granice stopniowo będą przekraczane.

Kot Fritz
“Kot Fritz”/Fot. Black Ink

Cudowne lata 90.

Zresztą nie chodziło tylko o to, aby szokować. Jeszcze przed pojawieniem się “Kota Fritza” triumfy w telewizji zaczął święcić serial “Flinstonowie”. Wyprodukowany przez studio Hanna-Barbera był pierwszym serialem animowanym emitowanym w USA w godzinach największej oglądalności. Całe rodziny zbierały się wieczorami w weekendy, aby śledzić zabawne przygody dwóch rodzin jaskiniowców. Być może w tym miejscu zapytacie, co “Flinstonowie” robią w tekście o historii animacji dla dorosłych? Prawda jest taka, że sukces tego serialu nie opierał się tylko na tym, że miał sympatycznych bohaterów i był zabawny. Tak naprawdę perypetie Freda i Barney’a skierowane były tak samo do dzieci, jak i ich dorosłych. Wszystko przez to, że scenarzyści starali się przemycać tematy i żarty zrozumiałe dla rodziców dzieci. Szybko okazało się, że takie rozwiązanie może być receptą na sukces i rodzinny serial o tematach znanych każdej rodzinie jest strzałem w dziesiątkę.

Betty Boop
Betty Boop

Wiele lat później ten sam model zostanie wykorzystany przez Matta Groeninga. Twórca popularnych Simpsonów poszedł jednak o krok dalej. Jego serial zgrabnie balansuje na granicy już nie tylko i, ale produkcji przede wszystkim dla dorosłych. W końcu ich narodziny związane są z gościnnymi występami w “The Tracey Ullman Show” na kanale FOX, a ich wygląd był w pewnym stopniu związany z jedną z pierwszych flagowych produkcji stacji, czyli “Światem według Bundych”. Tak jak “Flinstonowie” byli odpowiedzią na potrzebę serialu rodzinnego w latach 60. tak “Simpsonowie” okazali się idealną rodziną na przełomy kolejnych dziesięcioleci. Można się w tym momencie spierać, czy serial faktycznie cały czas jest skierowany głównie do starszej widowni. Jednak nawet jeżeli już nie balansuje tak bardzo na “granicy przyzwoitości”, to ciągle jest jeden z najważniejszych komentarzy społecznych w USA. Ich sukces otworzył drzwi dla bardziej śmiałych projektów.

W latach 90. XX wieku obok emitowanych już od kilku lat “Simpsonów” zaczęło pojawiać się coraz więcej animacji, które rozwijały koncept serialu poruszającego tematy znane dorosłym widzom. Do wyścigu o widza stawało coraz więcej stacji. I tak jak FOX miał ikoniczną już żółtą rodzinę, tak MTV postawiło na dwóch nastolatków. Stworzeni przez Mike’a Judge’a Beavis i Butt-head stali się symbolami tej muzycznej stacji, ale przy okazji stali się też symbolami rewolucji w muzyce popularnej. Cztery lata po ich debiucie wyobraźnią widzów zawładnął inny serial. “Miasteczko South Park” stało się fenomenem, bo jego twórcy Trey Parker i Matt Stone uznali, że nie ma sensu certolić się w tańcu. Nie mieli żadnych świętości i tak naprawdę przez ponad 20 sezonów dostało się chyba każdemu od Jezusa przez Hollywood aż do cyklistów. W 1997 roku wraz z debiutem “South Park” Mike Judge stworzył dla stacji FOX serię “Bobby kontra wapniaki”, która podobnie jak serial Parkera i Stone’a była satyrą na amerykańskie społeczeństwo, ale nie przekraczała granic dobrego smaku, a już na pewno nie wywoływała tylu kontrowersji.

Film rysunkowy nie tylko zapewnia autorowi-malarzowi niezależność od reżysera, od aktora, od warunków światła i daje mu możliwość bezpośredniego wyrażania swojej indywidualności, lecz także pozwala mu nie krępować się w wyborze treści. –  Karol Irzykowski, „X Muza. Zagadnienia estetyczne kina”, Warszawa 1977

W 1999 roku pojawiły się kolejne seriale. Matt Groening uderzył z “Futuramą”, a Seth MacFarlane zaprezentował światu serial “Family Guy”, a kilka lat później i “Amerykańskiego tatę”. Istotne jest to, że większość z powstających wtedy produkcji było komediami. Czas dramatu miał dopiero nadejść. Komedia wydawała się bezpieczną opcją, szczególnie, że twórcy nie byli do końca pewni, czy animacja mimo wszystko odniesie sukces. Szybciej udawało się sprzedać serial komediowy niż rasowy dramat, który na dodatek jest animacją. Swoją cegiełkę do rozwoju animacja dla dorosłych dorzuciło Adult Swim. Blok programów skierowanych dla zdecydowanie dojrzalszych widzów emitowany wieczorami na kanale Cartoon Network służył jako pole do eksperymentów dla twórców animacji.

Przerysowani
“Przerysowani”, czyli pierwsze animowane reality show. Tak jakby.

Każdy ma animację, mam i ja

To fani Adult Swim uratowali serial “Family Guy”. To tam można było zobaczyć takie produkcje jak “Robot Chicken” czy “Aqua Teen Hunger Force”. W końcu to właśnie w ramach Adult Swim powrócił “Samuraj Jack”. Już nie jako ambitny serial dla każdego, a bardziej jako rasowy dramat dla zdecydowanie starszego widza. Sukces wszystkich wspomnianych tytułów sprawił, że twórcy nie bali się iść jeszcze dalej i próbować nowych rozwiązań. To dzięki nim mogły później powstać takie seriale jak “Rick i Morty” czy “BoJack Horseman”. Ten drugi to prawdopodobnie jedno z najlepszych studiów rozpaczy jakie powstało w ogóle. Serial przygnębiający, ale przede wszystkim diabelnie mądry i celny w obserwacjach nas samych.

Riley Freeman
Riley Freeman jeden z bohaterów serialu “The Boondocks”/Fot. Adult Swim

Aktualnie w zasadzie każdy może znaleźć coś dla siebie. Obok dramatów ciągle powstają komedie. “Archer” będący parodią klasycznych historii szpiegowskich, “Bob’s Burgers” czy “Nie ma jak w rodzinie” będące kolejnymi satyrami na amerykańskie rodziny czy po prostu rodziny i ich problemy. Niektóre serie choć tworzone z myślą o młodszych widzach starają się połączyć ich potrzeby z potrzebami na przykład starszego rodzeństwa czy rodziców. Sięgają tym samym po wypróbowany od kilkudziesięciu lat motyw, ale nie będąc przy tym kolejną kopią “Flinstonów” i “Simpsonów”. Takie seriale jak na przykład “Po drugiej stronie muru” czy “Pora na przygodę” nie boją się poruszać tematów trudnych, takich jak choćby śmierć czy choroby.

Rozwinął się pełnometrażowy film animowany. Podobnie jak seriale poruszający często niewygodne sprawy. Twórcy “uciekający” w animację mają możliwość bardziej plastycznego przestawienia problemu. Czasami, jak na przykład w “Ojcu” Sebastiana Danta, dokonywane jest rozliczenie z rodziną. Czasami z samym sobą i swoją przeszłością, jak w „1977” Peque Vareli, która postanowiła w krótkim filmie przedstawić swoje problemy okresu dojrzewania. I tak jak animacje w trakcie II wojny światowej często służyły jako narzędzie propagandowe tak teraz często wykorzystywane są, aby dać świadectwo okrucieństwa konfliktu zbrojnego. Tutaj przykładem może być film Hanny Heilborn i Davida Aronowitscha. Ich „Niewolnicy” są przejmującym obrazem losu dzieci z ogarniętego wojną domową Sudanu, zmuszane do pracy, głodzone i bite. To tylko kilka przykładów. Przejście przez te najbardziej prominentne i warte uwagi produkcje nie tylko z USA to temat już nie na tekst, a na całą pracę doktorską.

Przez lata animacje nie tylko mocno się zmieniły, ale przede wszystkim udowodniły wszystkim, że mogą być istotnym nośnikiem dla poważnych tematów. Mogą zabierać głos, który będzie słyszany i respektowany w takim samym stopniu, jak klasyczne produkcje aktorskie. Oczywiście w powyższym tekście nie byłem w stanie wymienić wszystkich tytułów, które odcisnęły swoje piętno w rozwoju seriali skierowanych do dorosłych. Spory wkład w ów rozwój mają również Japończycy, których produkcje nadal inspirują twórców na całym świecie. To jednak temat na osobny tekst. Mi pozostaje się cieszyć, że animacja nie stoi w miejscu, a kolejne stacje inwestują środki w często pozornie szalone pomysły. Tym razem chińska zła wróżba mówiąca o tym, abyśmy żyli w ciekawych czasach ma jak najbardziej pozytywną konotację. Faktycznie czasy są ciekawe, szczególnie dla fanów animacji.

Sprawdź również:

Popełniasz błąd, jeżeli nie oglądasz Wodogrzmotów Małych
Total
34
Shares
  • Rob Krol

    przerysowani o tam się nie patyczkowali co do nie których żartów to aż dziw bierze że ktoś je dopuścił do emisji ;p nawiasem chyba warto byłoby wspomnieć o europejskich produkcjach zwłaszcza francja i okolice wypuściły kilka produkcji w l 70 i wczesnych 80 które pod filmy dla dorosłych podchodzą jak domniemywam ;p