Kształt wody
Kształt wody

“Kształt wody” zasługuje na Oscara dla najlepszego filmu

Klamka zapadła. Oscar dla najlepszego filmu powędrował w ręce Guillermo del Toro. Przed samą ceremonią oraz chwilę po niej zacząłem czytać coraz więcej opinii o tym, że ten film nie zasługuje na Oscara dla najlepszego obrazu. Na osi opinii można znaleźć zarówno te, które zawierają w sobie choć odrobinę argumentów oraz takie, które sprowadzają się do “żartów” pokroju: he, he, wiecie, ten film o tej lasce i rybie, wiecie oni, ten tego, he, he, he.

Zostawiając na boku dywagacje o tym, czym są Oscary i jakie mają znaczenie warto pamiętać, że w sumie jest wiele filmów, które nigdy Oscara dla najlepszego filmu nie zdobyły, a mimo to ciągle są świetnymi filmami. Brak lub fakt zdobycia statuetki nie czyni filmu lepszym czy gorszym. Ostatecznie “historia pokazuje”, które obrazy się bronią i zostają w pamięci, a które stają się sezonowymi bohaterami. W tym miejscu patrzę na “Zakochanego Szekspira”, o którym pamiętam tylko z powodu tego, że “zabrał” Oscara “Cienkiej czerwonej linii”, a sama statuetka w tym roku spokojnie mogła też trafić do “Życie jest piękne”.

I to był tylko pierwszy przykład z brzegu, który ma zdecydowanie większy ciężar gatunkowy niż fakt, że Oscar powędrował do “Kształtu wody”. Filmu, który jak najbardziej na nagrodę zasłużył. Żeby nie być gołosłownym postaram się w krótkich żołnierskich słowach wyjaśnić dlaczego.

Wspaniały hołd dla kina

Za każdym razem jak czytam o kolejnym szoku doznanym przez widzów, że oto wygrywa film, który w sumie jest amalgamatem pomysłów, które już widzieliśmy otwieram popcorn. Przypomina mi się bowiem sytuacja, w której zbierają się mądrzy ludzie pracujący nad innowacją. Innowacją rozumianą jako:

Koniecznie musimy wymyślić coś, czego nikt jeszcze nie widział.

Tymczasem innowacja nie polega tylko na pokazaniu nam czegoś, czego świat nie widział. Innowacja – również w sztuce – polega na wzięciu czegoś, co znacie i nadaniu temu nowego znaczenia. Sprawieniu, że ludzie zaczną korzystać z tego inaczej niż dotychczas lub po prostu zaczną z czegoś korzystać. Motywy, czy nawet całe sceny, które składają się na “Kształt wody” w wielu wypadkach już widzieliśmy. Del Toro wziął coś z Szekspira, wziął coś z Gilliama, który wcześniej czerpał od innych, wziął w końcu coś z Douglasa Sirka i złożył swoją wersję o miłości niemożliwej. Tak, fani “Potwora z Czarnej Laguny”, też uśmiechają się szeroko.

Kształt wody
Fot. Fox Searchlight

Daję sobie rękę uciąć, że u Jeana-Pierre’a Jeuneta, który odnosił się do uderzającego podobieństwa czy wręcz plagiatu jednej ze scen z jego “Delikatesów” jesteśmy w stanie znaleźć przynajmniej jedną scenę, która będzie łudząco podobna do czegoś, co już wcześniej widzieliśmy. “Kształt wody” jest nie tyle w stu procentach oryginalną historią, co kolejną wersją opowieści, jakie ludzie snują od tysięcy lat. Spójrzcie choćby na uwielbiane przeze mnie klasyczne baśnie. One też w wielu wypadkach są wypadkową jakiś wcześniejszych historii. Zresztą del Toro znany jest z tego, że nie kryje się jeżeli chodzi o inspiracje i otwarcie o nich mówi.

To “zabawne” fantasy

Szeroko pojęte filmy fantastyczne nie mają łatwego życia w Akademii. W teorii doceniane, zauważane, ale gdy przychodzi do przyznania najważniejszych kategorii, to nagle ktoś zaczyna się ukradkiem uśmiechać. Wiecie, nie liczy się zwycięstwo, ale uczestnictwo. Być może tak jest, jednak ostatecznie lepiej postawić w gablocie złotego rycerza niż mieć pustą gablotę. Patrząc z perspektywy gatunku, to fantastyczny romans, który wysmażył Guillermo del Toro może nie jest przełomem – wszak “Powrót Króla” w 2003 roku rozbił bank – ale na pewno jest kolejnym jasnym sygnałem dla twórców i studiów filmowych, że warto inwestować w autorskie kino gatunkowe, oparte o coś innego niż znaną i uwielbianą franczyzę. Na tym polu film del Toro ma jedną przewagę nad filmem Jacksona. Kosztował kilka razy mniej. Mówi się o 20 milionach dolarów. Można? Można!

Miłość jest najważniejsza

Bezpiecznie jest zachwycać się kolejnym filmem Pixara i Disneya. Tymi, którzy pokazują nam, że miłość jest najważniejsza. Że rodzina, że bliskość i tak dalej, i tak dalej. Tymczasem tutaj dostajemy celebrację miłości, ale i przyznanie istnienia związanego z nią odrzucenia, na wielu płaszczyznach. Czy ktoś potrafi przypomnieć mi film, który zdobył Oscara dla najlepszego obrazu, a który otwiera scena masturbacji jako części codziennej rutyny niepełnosprawnej kobiety? Czy w ogóle, w której jasno daje się nam do zrozumienia, że masturbacja w ogóle istnieje i nie powoduje wysychania rdzenia kręgowego? Pomijając nawet fakt cielesności – która tutaj też “ograna” została na kilku płaszczyznach – to po prostu bardzo dobrze nakręcony i wyglądający romans.

Kształt wody
Fot. Fox Searchlight

Filmowa baśń, która urzeka nie tylko wizualnie, ale i pod względem muzyki czy aktorstwa. Wplata do tego wszystkiego elementy musicalu, thrillera, kina akcji, czy nawet uwielbianego przez del Toro kina grozy. Z jednej strony pokazuje wspomnianą potęgę miłości, a z drugiej pokazuje “potęgę kina” i sprawnej narracji właśnie poprzez wykorzystanie wielu składników, a nie tylko kurczowe trzymanie się przyjętego schematu. Niech mi Pan wybaczy Panie Spielberg, ale “Czwarta władza” to już delikatne przegięcie pały w kierunku napompowanego kina ku pokrzepieniu serc i powiększeniu kolekcji nagród.

Wykluczenie

“Kształt wody” oferuje nam też szerokie pole do interpretacji. Już samo wzięcie do jednego filmu bohaterów, którzy siłą rzeczy dają nam do zrozumienia, że tutaj najważniejszą jest reprezentacja tych, którzy mogą czuć się wykluczeni. Mamy więc niemowę, geja, czarną kobietę, funkcjonujących gdzieś z boku. Stających ostatecznie twarzą w twarz z establishmentem. Walczących o swoje prawa, gdy większość wytyka ich palcami lub w najlepszym/najgorszym wypadku stara się nie zauważać.

Fakt, że akcja rozgrywa się ponad pół wieku temu nie przeszkadza w tym, aby przyłożyć akcję do współczesności i bez żadnego problemu znaleźć punkty wspólne. Robiąc to – szczególnie w kontekście USA – otrzymujemy już nawet nie zestaw punktów wspólnych, co przepięknie ograny komentarz do aktualnych wydarzeń i sytuacji w kraju, z którym zdecydował się związać, ten przebrzydły i niechciany przez pewnego ważnego osobnika, Meksykanin

Kształt wody
Fot. Fox Searchlight

Pochwała inności

Powyższe prowadzi mnie do jeszcze jednej rzeczy. To orzeźwiające, gdy nagrodę w najważniejszej kategorii zdobywa film, który jest dumny z tego, że jest po prostu inny od wszystkich. Ten, który nie stara się gdzieś ukryć tej swojej odmienności. Oczywiście można przyjąć, że był to również najbezpieczniejszy wybór. Szczególnie w świetle wydarzeń, które wstrząsnęły branżą kilka miesięcy wcześniej. Jest spora szansa, że za jakiś czas mało kto będzie o tym filmie pamiętać. Pytanie, czy nie można tak powiedzieć o większości filmów, które przewijają się przez ekrany kin. Ostatecznie bowiem i tak pamiętamy o garstce, a sama pamięć widzów z czasem staje się nagrodą cenniejszą niż wszystkie statuetki świata.

PS. Na koniec dodam tylko, że moim osobistym faworytem były “Trzy billboardy za Ebbing, Missouri”. Nie dlatego, że to film lepszy od “Kształtu wody”, a dlatego, że wywarł na mnie większe wrażenie w warstwie emocjonalnej. Lepiej ze mną rozonuje. Nie zmienia to faktu, że i tak kłaniam się del Toro w pas.

Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed
More Stories
Bigby Wilk z Baśni
Ciężkie życie wilka