Najlepsze horrory
Fragment filmu "Martwe Zło"

5 horrorów, które trzeba obejrzeć. Nie tylko w Halloween

Miałem odpuścić i nie pisać nic z okazji Halloween, ale co tam. Wypiłem piwo, usiadłem przed komputerem i nie mam za bardzo co robić, więc stwierdziłem, że w takim układzie można coś napisać. Takich zestawień znajdziecie w sieci całą masę. Moje wyróżnia się tylko tym, że jest moje, a filmy, które w nim się pojawią bardzo lubię. Z różnych względów.

Skoro Halloween staje się w Polsce coraz bardziej popularne zwykły Kowalski coraz częściej szuka informacji na temat tego, jakie horrory warto zobaczyć. Wyobraźmy sobie sytuację, że zapraszacie fajną dziewczynę do siebie. Jecie kolację, rozmawiacie, a później – nie wiedzieć czemu, bo nie ma na to racjonalnego wytłumaczenia – stwierdzacie, że obejrzycie razem film. Niestety zamiast wybrać jakąś komedię romantyczną – z tych ambitnych np. “500 dni miłości”, a nie lukrowany chłam – stawiacie na horror. W ten sposób nikt nie zaliczy, ale co tam. Pomogę Wam i polecę kilka filmów, które przydadzą się na randce. Pewnie po randce też, bo jak wybranka Waszego serca obejrzy, któryś z nich, to raczej będzie krótka randka. Choć istnieje cień szansy, że jak dacie sobie złamać rękę, a przy okazji obejmiecie kobietę swoim drugim, zdrowym i silnym ramieniem, to coś z tego będzie. Kto wie…

W paszczy szaleństwa

Trafiłem na ten film skacząc po kanałach. Szczęście chciało, że trafiłem na sam początek. A że dodatkowo jestem fanem Sama Neilla, to z miejsca byłem kupiony. Film opowiada historię Johna Trenta, który ma za zadanie znaleźć zaginionego pisarza. Ten oczywiście nie pisze poradników kulinarnych tylko horrory. Nie będę zdradzać o co konkretnie chodzi, bo popsuję Wam zabawę. Na zachętę napiszę, że reżyserem “W paszczy szaleństwa” jest niezastąpiony John Carpenter. Ma u mnie dozgonny szacun m.in. za “Wielką drakę w chińskiej dzielnicy” oraz “Coś”. Za ten film również, więc jak dodacie do tego próbę stylizowania go na powieści H. P. Lovecrafta, to w zasadzie odpowiedzieliście sobie na pytanie, czy warto go zobaczyć. Warto. Naprawdę.

Martwe Zło

Remake nie musi być zły. Film Raimiego oglądałem, jak część z Was na chleb wołała “pep”, a jak wybierała się na jagody to musiała zabierać ze sobą drabinę. Do nowej wersji w reżyserii Fede Alvareza podchodziłem z dystansem. Tym bardziej, że jestem fanem filmu z 1981 roku. Na szczęście Fede nie starał się “przepisać” tego, co już widzieliśmy. Postawił na lepki klimat gore. I to momentami ostre gore – scena z nożem wycięła sobie miejsce w mym gołębim sercu – które część widzów może zniesmaczyć. Fede zerwał z szaleństwem i nieprzewidywalnością pierwowzoru. Poszedł własną drogą i choć efekt nie jest wybitnym kinem, to w kategorii slasherów wypada całkiem dobrze. Powstaje pytanie czy kamp nie bronił się w tej historii lepiej niż klasyczny horror. Nie wiem, mi się podobało i jak potrzebujecie czegoś ostrzejszego, to i Wam się spodoba.

Kręgosłup Diabła

Guillermo del Toro ma rękę do historii grozy. Zanim nakręcił “Hellboy’a” – ciągle czekamy na trzecią część! – i “Labirynt Fauna” flirtował przede wszystkim z horrorem. W “Kręgosłupie Diabła” ogrywa na pozór wyświechtane motywy z wcześniejszych filmów. Sierociniec, martwy chłopiec – naprawdę słabo jest trafić do sierocińca biorąc pod uwagę ilość zgonów na placówkę – i dwa spotykające się ze sobą światy. To wszystko już było. Dlaczego w takim razie powinniście go zobaczyć? Bo człowiek, który kręci filmy, w których wielkie potwory naparzają się z wielkimi robotami wie, jak wycisnąć z celuloidowej taśmy klimat. Całe litry klimatu. Film balansuje na granicy między horrorem a dramatem. Co ważne zmusza do refleksji i to jest jego największa zaleta.

Coś

Napisałem, że Carpenter ma dozgonny szacun. Z tego powodu nie mogę pominąć “Cosia”. Film ma wszystko czego szukam w historiach grozy. Poczucie zaszczucia, mocne sceny i dobrze budowane napięcie. Wiem, że efekty specjalne po latach już nie wzbudzają podziwu, ale ciągle ogląda się to po prostu dobrze. Dla mnie “Coś” to taki sam klasyk jak “Obcy”. Ta sama liga. Carpenter świetnie poprowadził historię, w której razem z głównym bohaterem zadajemy sobie pytania, kto tak naprawdę nie jest tym za kogo się podaje. Kolejny raz dostaliśmy dowód na to, że nie trzeba ludzi straszyć hektolitrami sztucznej krwi. Wystarczy zasiać w nich ziarno wątpliwości.

1408

Mam wrażenie, że ten film często jest pomijany, gdy mowa o wartych uwagi ekranizacjach prozy Kinga, a dodatkowo przypięto mu łatkę filmu nieudanego. Nic z tych rzeczy. Jest zupełnie odwrotnie. “1408” to naprawdę dobry horror z fantastycznym Johnem Cusackiem – mam do niego słabość. Bohaterem granym przez Cusacka jest Mike Enslin, który zajmuje się badaniem spraw nawiedzonych domów i hoteli. Za każdym razem potrafi podważyć prawdziwość rewelacji na temat duchów aż do momentu, gdy trafia do pokoju o numerze 1408. Naprawdę nie rozumiem, dlaczego ten film jest niedoceniony. Może ci wszyscy ludzie, którzy go krytykują po prostu go nie widzieli?

Bonus – Uwolnienie

To nie jest horror, ale jak usłyszycie:

Squeal like a pig! Wheeee!

To będziecie się czuli jak na dobrym horrorze. No i Jon Voight. Klasyk.

Tak wygląda moja piątka, która przyszła mi do głowy, kiedy myślałem o horrorach, które lubię oglądać. Jak macie swoją to dawajcie w komentarzach.

[powerkit_button size=”md” style=”primary” block=”false” title=”Dlaczego oglądamy horrory?” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/na-ekranie/dlaczego-ogladamy-horrory/” target=”_self” nofollow=”false”]

Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed
More Stories
Harry Potter z Polski
Harry Potter z Polski