Horrory na Halloween 2015
Najlepsze horrory na Halloween 2015

8 horrorów na Halloween, które polecacie

Halloween lata mi koło pióra. Jest to jest, nie ma, to nie ma. Cytując klasyka: na chuj drążyć temat. Korzystając jednak z okazji, że z roku na rok Halloween jest coraz bardziej obecne w świadomości przeciętnego zjadacza dyń postanowiłem zebrać horrory, które warto obejrzeć. W ubiegłym roku zaprezentowałem 5 filmów, które bardzo lubię. Problem z tamtymi horrorami był taki, że podczas oglądania mogło dojść rozległych obrażeń ciała. Głównie tych spowodowanych nadmiernymi emocjami udzielającymi się płci pięknej. Oczami wyobraźni widzę sytuację, w której dzielny mężczyzna zostaje zaduszony kocem, który służył jako pole siłowe oddzielające kobietę od perwersji rozgrywających się na ekranie. W drugą stronę to też może zadziałać. Nikt nie jest bezpieczny. W tym roku poszerzam listę i to nawet nie o filmy, które sam polecam, ale o te, które zaproponowali czytelnicy LO na Facebooku. Będzie strasznie, nie tylko dlatego, że to horrory na Halloween, ale i dlatego, że nie zawsze mamy do czynienia z filmami dobrymi. Dość pierdolenia. Lecimy z koksem. Jucha będzie tryskać.

Martyrs: Skazani na strach

Musi być coś w winie, którego Francuzi piją tyle, ile Niemcy jedzą kiszonej kapusty. Inaczej nie da się wytłumaczyć wszystkich chorych rzeczy, które można obejrzeć na ekranie, gdy leci francuski horror. Jednym z tych, przy których odwracałem czasami wzrok jest film Pascala Laugiera. To filmowe studium cierpienia. Pociągnięte do poziomu, w którym trzeba opuścić swoją strefę komfortu. Świetnie zmontowany, bardzo dobrze sfilmowany – surowy i brudny sznyt, który kocham – i bardzo, ale to bardzo sugestywny. Nie pozostawia niczego naszej wyobraźni. Jesteśmy my i cierpienie. Finał sprawił, że poczułem fizyczny ból. Ścisnęło mnie w mostku. Naprawdę.

Upiorna noc Halloween

Kilka osób w komentarzach poleciło ten film jako ciekawą propozycję na Halloween. Nie wiem, nie znam się, ale właśnie dlatego się wypowiem. Film Michaela Dougherty’a to kilka historii, które łączy to, że ich akcja rozgrywa się w trakcie Halloween. W obsadzie znaleźli się m.in. Anna Paquin (ma na koncie jedną z najbardziej wkurwiających mnie ról w historii seriali amerykańskich), Brian Cox (Hannibal Lecter!), Dylan Baker (zawsze mam wrażenie, że on się urodził po to, aby grać w komediach). O czym są wspomniane historie? Na przykład o tym, że ktoś się przekona, co się dzieje, gdy zdmuchnie się latarnię z dyni przed północą oraz jak sobie poradzić z nożownikiem. Tak jak napisałem. Nie widziałem tego horroru, ale już wiem, że mam plan na to Halloween.

Dom w głębi lasu

Z nieznanych mi powodów “Dom w głębi lasu” Drew Goddarda spotyka się ze skrajnymi opiniami. Dziwi mnie to bardzo, bo ten film to jeden z powiewów świeżości, jeżeli chodzi o gatunek. Choć może sformułowanie o świeżości jest nie na miejscu, bo tak naprawdę czerpie garściami z takich tytułów jak choćby “Martwe Zło”. W zasadzie to powinno wystarczyć za rekomendację, ale jak ktoś potrzebuje dalszej zachęty to napiszę tylko, że jak nie obejrzycie tego filmu to przyjdzie Venom i zje wam psa, kota, świnkę morską, czy co tam trzymacie w piwnicach. Może nie jest strasznie, ale jest na pewno ciekawie i momentami nawet zabawnie. No i jest Chris Hemsworth, co automatycznie daje filmom +10 do poziomu pussy magnet.

Wzgórza mają oczy

W latach 70. XX wieku narodziły się dwa filmy, które zdefiniowały horror na długie lata. Oba dzieła są kultowe, a to polecane było odpowiedzią na “Teksańską masakrę piłą mechaniczną”. Nakręcony w 1974 roku horror Toba Hoopera zainspirował inną legendę kina, Wesa Cravena, do tego, aby nakręcić coś równie dobrego. I niech mnie diabli, udało mu się. W 1977 roku na ekrany wszedł film, który okazał się równie dobry jak Masakra. “Wzgórza mają oczy” na dobre obrzydziły mi samotne wycieczki po Kalifornii. Nie żebym tam często bywał. W sumie to nigdy nie byłem. Grunt, że już wiem, że na pewno tam nie pojadę, aby wybrać się na jakieś pustkowie. Bo nigdy nie wiesz, kiedy trawisz na rodzinę kanibali.

The Loved Ones

Kolejna produkcja, której nie widziałem, ale skoro polecacie, to jest. Podobno studniówka może być torturą. Mam cichą nadzieję, że oglądanie tego filmu nią nie jest, bo skoro już mam poświęcić swój czas, to niech to nie będzie czas zmarnowany. Zerknijmy na opis fabuły:

17-letni Brent Mitchell dręczony poczuciem winy i bólem po stracie ojca, ucieka w świat marihuany i głośnego metalu. Gdy zbliża się szkolny bal, otrzymuje on zaproszenie od Loli. Odrzucając je, nie jest świadom konsekwencji tego, co się dzieje gdy Lola nie dostaje tego czego chce… Z pomocą ojca Lola organizuje własny, makabryczny bal, na którym zostaje królową, a Brent królem, czy mu się to podoba czy nie…

Też uciekałem w świat głośnego metalu. Nadal uciekam, więc ja Brenta rozumiem. Kupili mnie. Trzeba obejrzeć. Nie wiem tylko skąd wezmę swoją Lolę. Ważna uwaga na koniec: to film z Australii, a wiecie co mówią o Australijczykach? Nie wiecie? Ja też nie, ale coś mówią. Na pewno.

Obecność

HISTORIA OPARTA NA PRAWDZIWYCH WYDARZENIACH! Jak widzę taki tekst, to z reguły mam ochotę uśmiechnąć się gorzko i skierować do wyjścia. No, ale skoro już piszę o filmie, który bazuje na wydarzeniach, które miały miejsce, to zrobię wyjątek i zostanę. “Obecność” opowiada historię nawiedzonego domu, do którego wprowadza się niczego niespodziewająca się rodzina. Nie wiedzą jak głęboko będą pływać w guanie. Kiedy już się orientują okazuje się, że potrzebna jest pomoc specjalistów. Nie ma Ghostbusters, więc trzeba sięgnąć po małżeństwo Warrenów. Speców od zjawisk paranormalnych. Szybko okazuje się, że zadanie przerasta nawet ich. Przyjemny horror. Warto sprawdzić. Polecam. Marcin Tomaszewski.

Martwa cisza

Gdy film ma w tytule zarówno śmierć jak i ciszę, to są dwie opcje. Albo zaniemówicie z wrażenia, albo kojfniecie w trakcie seansu. W tym wypadku oscylujemy gdzieś po środku skali. Nie ma dramatu, ale do klasyka jeszcze trochę brakuje. Reasumując jest to kolejny film o tym, że ktoś ginie, ktoś jest smutny i w tym smutku traci zdrowy rozsądek i zaczyna mieszać się w sprawy, w które nie powinien się mieszać. Jednak to jest kino, a nie pitu pitu, więc są “żyjące” lalki, pacynki, czy jak to cholerstwo się nazywa. Jest wszystko, czego możecie się spodziewać po horrorze. Nawet brak sensu momentami jest. Taki to klasyczny horror. No ale zasady w tym wypadku zawsze są śmiertelnie proste. Są śmiertelne i proste.

Krzyk

Kończymy klasykiem. Wes Craven pojawia się w tym tekście dwa razy, bo skubaniec na to zasługuje. O ile w przypadku “Wzgórza mają oczy” odpowiedział na film Hoopera, o tyle w “Krzyku” stworzył nowy gatunek. Nie wiem, co mogę napisać o tym filmie. W zasadzie on nie potrzebuje rekomendacji. Nie traktujcie go śmiertelnie poważnie – rozumiecie, śmiertelnie, poważnie, taka gra słów – ale tak się składa, że dopiero na Facebooku przypomniano mi, że w sumie oglądałem go raz i to bardzo dawno temu, więc czemu nie zrobić sobie powtórki przy okazji tego Halloween. To jest plan. Tylko nie odbierajcie telefonów, bywają zabójcze. Widzicie, znowu to zrobiłem. Taki żart. Śmieszny. No dobra, suchy, ale staram się.

To tyle. 8 filmów, które wystarczą na więcej niż jeden wieczór. Jak macie dodatkowe propozycje to czekam. Mam nadzieję, że będą zabójcze… Widzicie, znowu to zrobiłem. Jestem taki zabawny…

Dobra idę sobie.

Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed
More Stories
Peaky Blinders
Mitologizując przestępcę, czyli jak można nie kochać Peaky Blinders