10 nowych seriali, którym warto dać szansę

Nie mamy czasu. Ja nie mam czasu, Wy nie macie czasu, ten wkurzony pan tam z tyłu też nie ma czasu. Dlatego uznałem, że skoro nie mamy czasu, bo ten jest towarem deficytowym, to nie ma problemu w tym, aby pokazać Wam coś, co ten czas Wam zabierze. Skoro i tak go nie mamy, to strata żadna, a przynajmniej się człowiek dowie czegoś nowego. Będzie miał okazję do tego, aby zadumać się nad sensem własnej egzystencji. Ostatecznie po tej zadumie stwierdzając, że w sumie to może jeszcze zarwać noc, aby nadrobić, któryś z poniższych seriali.

No właśnie. Zebraliśmy się tutaj, aby przyjrzeć się dziesięciu nowym serialom. Serialom, z których część zadebiutuje jeszcze w 2016. Część w roku 2017, a niektóre być może nigdy nie dadzą się poznać bliżej, bo nie wiadomo, czy ktoś, czytaj telewizja, będzie chciał na nie wykładać swoją ciężko zarobioną krwawicę. Jak możecie się domyślić, to są seriale, na które czekam. Z różnych powodów czekam. Prywatnych głównie. W sumie to czasami nie wiem po co. Słyszę głosy w głowie. Coś mi mówi, aby czekać. Aby oglądać. Muszę je oglądać. O jaki piękny jednorożec. Chodź do mnie maleńki. Chodź, mam ciasteczka…

Jean-Claude Van Johnson
Jean nie wie, co oglądać/Fot. Amazon

Jean-Claude Van Johnson (Amazon)

Premiera: 2016

Wiele razy powtarzałem, że jestem już stary. Na szczęście nie tak stary, jak bohater serialu “Jean-Claude Van Johnson”. Tym bohaterem jest nie kto inny tylko sam Jean-Claude Van Damme, który jeżeli wierzyć opiniom po emisji pilotowego odcinka przechodzi w nim samego siebie i na “stare” lata udowadnia, że zawsze potrafił grać. W sumie udowodnił to już w świetnym filmie “JCVD” z 2008 roku, ale pewnie go nie obejrzeliście, więc nawet nie wiecie, o czym piszę. Fabuła w skrócie wygląda tak, Jean-Claude Van Damme gra Jeana-Claude’a Van Damme’a. Zaskoczenie! Oprócz tego okazuje się, że aktor poza tym, że jest gwiazdą kina akcji, przebrzmiałą, pracuje jako tajny agent o pseudonimie Jean-Claude Van Johnson. I to jest dziwne, ale dziwniej robi się wraz z rozwojem fabuły. Na szczęście dziwniej w tym pozytywnym znaczeniu tego słowa, bo serial jest soczystą satyrą na “szołbiz”. Tych nigdy za wiele, a że wychowałem się na filmach z Van Dammem i zwyczajnie lubię na niego patrzeć na ekranie, to daję mu wielki kredyt zaufania. Za scenariusz odpowiada twórca skryptu do “Niezniszczalnych”.

Nowe seriale
Idzie nowe/Fot. Amazon

The Tick (Amazon)

Premiera: 2016

Podobnie jak w przypadku “Jean-Claude Van Johnson” Amazon udostępniło pilotowy odcinek drugiego podejścia do aktorskiego wcielenia Kleszcza. Legendarny już serial animowany ciągle pozostaje niedoścignionym wzorem ekranizacji komiksu stworzonego przez Bena Edlunda. Jeżeli ktoś nie zna “Kleszcza” to śpieszę wyjaśnić, że jest to wyjątkowo zabawna, ale i zmuszająca do refleksji, parodia komiksów o superbohaterach. Zmuszająca do refleksji, bo tytułowy Kleszcz w całym swoim byciu zabawnym jest tak naprawdę postacią tragiczną. Pierwszy raz w telewizji pojawił się w 2001 roku, gdy główną rolę otrzymał Patrick Warburton. Teraz czas na podejście drugie. Miejmy nadzieję bardziej udane niż serial z Warburtonem. Już bez niego w roli głównej, choć jest zaangażowany w produkcję, tylko z Peterem Serafinowiczem. Jeżeli zachowają absurdalny charakter pierwowzoru podlany przemyśleniami na temat zdrowia psychicznego i przyjaźni, to ja jestem z miejsca kupiony. Zresztą umówmy się. To jest “Kleszcz”, tego nie można nie lubić.

Luke Cage
Sweet Christmas/Fot. Netflix

Luke Cage (Netflix)

Premiera: 30 września 2016

Nie może zabraknąć serialu od Netflixa, który jest serialem o superbohaterze. Tak jak czekałem na “Daredevila” i “Jessikę Jones”, tak czekam i na Luke’a Cage’a. Przede wszystkim przez to, że Cage jest jednym z pierwszych w historii Marvela czarnoskórych superbohaterów. Jakby tego było mało, to jako heros jest niezwykle mocno związany z dzielnicą, w której mieszka. W panteonie postaci odzianych w trykoty wiele z nich broni całej galaktyki. Inni bronią naszą planetę czy swoje miasto, a Luke Cage broni dzielnicę. Serial zapowiada się na soczyste blacksploitation. Harlem, rap, gangsterzy, handel prochami i on. Wielki facet, którego nie imają się kule. Jeżeli będzie lepiej niż w przypadku drugiego sezonu “Daredevila” to będziemy w domu. To znaczy w Harlemie.

the-young-pope
Co tu robić, co tu robić/Fot. HBO

The Young Pope (HBO)

Premiera: 2016

Wiecie kim był Lucian Pulvermacher? Nie wiecie? Był papieżem. Konkretnie to antypapieżem. Nie piastował swojego urzędu w Watykanie, a w USA. Pius XIII wybrany został przez Prawdziwy Kościół Katolicki i był postacią interesującą na tyle, że za serial, w którym go zobaczymy zabrał się sam Paolo Sorrentino. Ten sam, który dał już nam wspaniałe “Wielkie Piękno”, “Młodość” czy moje ulubione “Wszystkie odloty Cheyenne’a ” – swoją drogą to chyba nie jest zbyt popularny wybór, jeżeli chodzi o filmy Sorrentino. Włoskiego reżysera można nie lubić, można mu zarzucać, że buduje piękne kościoły, w których często hula wiatr, ale nie można mu zarzucić tego, że nie wzbudza emocji. Serialem takim jak “The Young Pope” na pewno wzbudzi ich wiele, bo temat ciekawy, obsada zacna, a i szansa na delikatne wkurzenie niektórych osób. W roli głównej Jude Law. Będzie się działo.

Westworld
Jakie są Twoje pragnienia/Fot. HBO

Westworld (HBO)

Premiera: 2 października 2016

Był sobie kiedyś pisarz. Michael Crichton się nazywał. I ten pisarz od czasu do czasu reżyserował filmy. Jednym z nich był “Świat dzikiego zachodu”. Całkiem zgrabnie zrealizowany film science-fiction, w którym główną rolę grał park rozrywki. Park wyjątkowy, bo za sprawą robotów łudząco przypominających ludzi dawał szansę “przenieść się” w czasie. Niestety, jak to zwykle w filmach z robotami bywa, coś poszło nie tak i służący postanowili zostać panami. Po kilkudziesięciu latach temat z filmu Crichtona wraca. Tym razem za sprawą HBO, które zebrało prawdziwy dream team i przygotowało serialową wariację na temat tej historii. Kiedy piszę dream team, to mam na myśli prawdziwą drużynę gwiazd. Na ekranie pojawią się:

  • Anthony Hopkins,
  • Ed Harris,
  • Evan Rachel Wood,
  • Jeffrey Wright,
  • Ben Barnes,
  • Thandie Newton,

A za produkcję odpowiadają J.J. Abrams i Jonathan Nolan, to wiedz, że coś się dzieje. Oczywiście serial nie będzie w stu procentach pokrywać się z filmem, ale sam zamysł jest identyczny. Wyjątkowy park rozrywki, w którym można spełniać swoje pragnienia. No i jego właściciel, który nie cofnie się przed niczym. Mam nadzieję, że słyszycie jak zacieram rączki.

Taboo
To jest Tom, a to jego włócznia/Fot. FX

Taboo (FX)

Premiera: 2016/2017

Znowu świetna obsada wspierana przez Ridleya Scotta w roli producenta. Na ekranie uwagę ma zwracać głównie Tom Hardy, który wciela się w Jamesa Keziaha Delaney’ego. James uznany za zmarłego wraca z wyprawy do Afryki, w której spędził 10 lat i dowiaduje się o tym, że ojciec zostawił mu wyjątkowy spadek. Flotę handlową. W zasadzie to, co z niej zostało. Wizyta na Czarnym Lądzie zmieniał Jamesa, który w cywilizowanym świecie będzie musiał okazać więcej bezwzględności niż na dzikim lądzie. Na ekranie oprócz Hardy’ego zobaczymy: Oonę Chaplin (“Gra o tron”), Jonathana Pryce’a (“Piraci z Karaibów”) czy Michaela Kelly’ego (“House of Cards”). Scenariusz jest dziełem Stevena Knighta (“Peaky Blinders”), a reżyseruje Kristoffer Nyholm. Ten od oryginalnego “The Killing”.

American Gods
Jaki jest dzisiaj dzień/Fot. Starz

American Gods (Starz)

Premiera: 2017

Tak zwany “no-brainer”. Oto mamy serialową wersję historii, którą opowiedział Neil Gaiman w swojej powieści “Amerykańscy bogowie”. Jej bohaterem jest Cień, który po wyjściu z więzienia dowiaduje się, że jego żona nie żyje. Świat mu się zawalił, ale nie wszystko stracone. Cień ma cel, którym jest ochranianie tajemniczego pana Wednesday’a (w tej roli Ian McShane i to jest strzał w dziesiątkę). Razem podróżują przez Stany Zjednoczone i spotykają starych znajomych Wednesday’a. Owi znajomi nie są zwykłymi ludźmi. To, znowu będziecie w szoku, bogowie. Ci, którzy przybyli ze starego świata do nowego. Oczywiście powieść Gaimana nie jest historią wesołej wycieczki. Zresztą przekonacie się, jak obejrzycie serial, który miejmy nadzieję, że potraktuje pierwowzór delikatnie.

Powerless
Oni też mają supermoce/Fot. NBC

Powerless (NBC)

Premiera: 2017

Budżety władz komiksowych miast muszą być ogromne. Naprawa wszystkich zniszczeń wywołanych np. przez inwazję kosmicznego gluta z planety oddalonej od Ziemi o lata świetlne to spore wyzwanie. Oprócz służb sprzątających sporo pracy muszą mieć np. agenci ubezpieczeniowi. Choć nie mam pojęcia, jak ich praca może się w ogóle opłacać. Mówiąc krótko. Na co dzień ekscytujemy się wyczynami Supermana, ale kiedy opada kurz zwykli ludzie ruszają do pracy. “Powerless” pokaże nam, jak żyje się zwykłym ludziom w świecie pełnym herosów i złoczyńców. Nuda? Nic z tych rzeczy. Już w komiksach można było spojrzeć na świat z perspektywy zwykłego obywatela. Wystarczy przypomnieć sobie “Marvels” czy “Gotham Central”. Wspomniane komiksy były poważne, dlatego “Powerless” będzie komedią. Bo czemu nie.

Legion
Przynajmniej się nie nudzi/Fot. FX

Legion (FX)

Premiera: 2017

Charles Xavier miał syna. Davida Charlesa Hallera. Niby zwykły chłopiec, ale to tylko pozory. Podobnie jak ojciec David jest mutantem. Bardzo potężnym mutantem. I wszystko byłoby super, gdyby nie jeden malutki, tyci problem. David cierpi na zaburzenie dysocjacyjne tożsamości, czyli tzw. osobowość wieloraką. Każda z “mieszkających” w jego ciele osobowości kontroluje jedną moc. Tym samym jest spore prawdopodobieństwo, że Legion, już wiecie skąd jego pseudonim, jest najpotężniejszym z żyjących mutantów. Problem w tym, że przez swoją niestabilność nie jest w stanie wykorzystać swojego potencjału. Na początku byłem sceptyczny. Teraz, gdy wiem o co chodzi, jestem dużo spokojniejszy. Raz, że pomysł wydaje się interesujący, a dwa, że za serial odpowiada Noah Hawley. Twórca serialowego “Fargo” jest gwarancją jakości. Przynajmniej tak wmawiam sobie, gdy rozmawiam z Tadeuszem, Krzyśkiem, Jankiem, Arturem, Bartkiem i Ziemowitem… W sumie nie wiem, który z nich teraz pisze.

The Deuce (HBO)

Premiera: 2017

Kończymy dramatem kryminalnym. I to nie byle jakim. David Simon, twórca “The Wire” i “Show Me a Hero”, funduje nam serial o przemyśle porno. Konkretnie o początkach jego legalnej działalności w Nowym Jorku. Simon razem z Georgem Pelecanosem (też pracował przy “The Wire”) pokażą nam jak królowie porno dochodzili do swojej potęgi, ale nie tylko. Jeżeli spodziewacie się pikantnych scen prosto z Porn Huba, to możecie się zawieść. “The Deuce” pewnie nie będzie ukrywać o co w porno chodzi, ale przy okazji dotknie też innych tematów. HIV, przemocy, wykorzystywania kobiet, prania brudnych pieniędzy i nielegalnych interesów. Czekam i pragnę jak żółw orzeszka. W obsadzie m.in.: Maggie Gyllenhaal, James Franco i Karate Kid, to znaczy Ralph Macchio.

The Deuce
Maggie wskazuje drogę/Fot. HBO

To oczywiście nie wszystkie seriale. Czekam jeszcze na “The Crown” o Elżbiecie II oraz “Iron Fista”. Oba od Netflixa. Pewnie jeszcze o czymś zapomniałem. Na pewno. I przypomni mi się za jakiś czas.

Przeczytaj:

[button color=”white” size=”normal” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/na-ekranie/rozwazania-po-drugiej-stronie-muru/”]Po drugiej stronie muru[/button] [button color=”white” size=”normal” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/na-ekranie/kim-sa-harlem-hellfighters-z-battlefield-1/”]Harlem Hellfighters – bohaterowie, o których zapomniał świat[/button]
  • O raju… Ja mam jeszcze sporo seriali do nadrobienia. Jakiś milion. Więc nie mam pojęcia kiedy przyjrzę się tym nowszym. 😀

  • Marek

    Zestawienie super, obawiam się tylko o Powerless. Boję się że wyjdzie coś na poziomie YT i z wielkiego halo zrobi się 10-13 odcinków.

    • Sam się boję, ale najbardziej boję się, że to nie będzie zabawne. Niech nawet będzie realizacyjnie jak z YT, tylko niech będzie śmieszne 🙂

  • Kleszcz <3 ciekawa jestem co im z tego wyjdzie, z wielką chęcią obejrzę 🙂
    pozostałe tytułu też bardzo zachęciły – życia nie starczy na oglądanie tego wszystkiego 🙂

    • Kleszcz to wielka niewiadoma, bo jednak konwencja komiksu, a później animacji, nie pozostawiają złudzeń jak ten bohater powinien być portretowany. Tak czy inaczej liczę na pełen sezon. Kleszcza nigdy za wiele 🙂

  • Konrad Kozłowski

    Z przykrością informuję, że Kleszcz rozczarowuje. Przed seansem miałem dokładnie takie samo podejście jak Ty – tego nie da się nie lubić. A jednak, w odcinku pilotażowym nie zagrało nic – ogląda się dziwnie, nie zachęca.