Obcowanie z symbolami

Ostatnio trafiłem na kilka tekstów na temat uniwersum Obcego. Choć cenię sobie próby wielu autorów, aby pisać na temat serii, to bardzo rzadko znajduję coś, czego naprawdę bym o niej nie wiedział. Zresztą ciężko dowiedzieć się o niej czegoś nowego z tekstów, które są przeglądowe, bo takich mamy w sieci na pęczki. Czemu zamiast kolejny raz prezentować listę najlepszych scen, tytułów, które warto znać etc. nie skupić się na jednym elemencie i dobrze go opisać? Przecież uniwersum jest wielkie, a potencjalnych tematów całkiem sporo. Na przykład symbole. Cztery filmy są nich pełne. Może nie napiszę na ten temat doktoratu, ale na kilka ciekawych rzeczy warto zwrócić uwagę.

Jeżeli nie oglądałeś filmów a masz taki zamiar, to ostrzegam, że tekst zawiera spoilery

Zgwałcona niewinność

Postać "Obcego"
Czyż nie jest piękny i straszny

Co najczęściej słyszycie w momencie, gdy mowa jest o symbolice pierwszego Obcego? Prawdopodobnie stwierdzenie o tym, że Xenomorph jest wizualizacją naszego strachu przed nieznanym. To oczywiście prawda. Film powstał pod koniec lat 70. To znamienne, bo przez tamtą dekadę nakręcono przynajmniej kilkanaście klasyków, które powinien znać każdy fan kina science fiction. “Tajemnica Andromedy”, “Mechaniczna pomarańcza”, “Rzeźnia numer 5”, “THX 1138”, “Gwiezdne Wojny”, “Bliskie spotkania trzeciego stopnia” to tylko część bogatej filmografii, którą w wielu wypadkach łączy to samo. W powietrzu coraz słabiej czuć słodki dym marihuany. Zamiast niej pojawia się poczucie zbliżającej się rewolucji technologicznej. Prawdziwego przejścia w nieznane. Strata niewinności dla całego społeczeństwa. Zapoczątkowana przez program Apollo – świetnie spuentowana pod koniec lat 60. przez “2001: Odyseję Kosmiczną” Kubricka – niosła ze sobą obietnicę lepszego jutra, ale i wspomniany strach. To właśnie efektem tego uczucia i zupełnie nową jakością dla kina science fiction stał się obraz Ridley’a Scotta “Obcy – 8. pasażer Nostromo”. Po premierze filmu wszyscy byli pewni, że oto mamy do czynienia z czymś wyjątkowym. Zrodzona w wyobraźni H. R. Gigera istota nie była tylko symbolem nieznanego. Rozkładając ją na czynniki pierwsze dostrzeżemy, że ten czarny, pokryty chitynowym pancerzem stwór to coś znacznie więcej.

Kiedy oglądasz film kilka albo kilkanaście razy zaczynasz dostrzegać rzeczy, których być może nie udało się wyłapać przy pierwszym kontakcie. Ja na przykład pamiętam, że w ogóle nie zwróciłem uwagi na to czy Obcy ma oczy, czy ich nie ma. Projektując najbardziej przerażającą istotę w historii kina postawiono kilka warunków, które tym samym zerwały z dotychczas przyjętym kanonem. Jednym z jego wyznaczników były oczy. Człowiek działa na zasadzie skojarzeń, przypisywania nieznanym rzeczom cech, które mogą je jakoś przypisać do tego, co znamy, a tym samym dać nam szansę na odrobinę spokoju. Oczy są elementem, który znamy wszyscy, patrzymy w nie swojemu rozmówcy, nawet potencjalny morderca ma oczy. Co jednak dzieje się w momencie, gdy nie widzimy oczu? Boimy się, czujemy się nieswojo. Nie mamy znanego punktu zaczepienia. Obcy nie ma narządu wzroku. Nie ma elementu, który mógłby nas uspokoić. To jak precyzyjnie został wymyślony jest niesamowite. Jego wygląd różnym ludziom różnie się kojarzy. Jedni widzą w nim robaka – pancerz robi swoje – inni zwracają uwagę, że wygląda jak ruchomy szkielet człowieka. W obu wypadkach mają rację i w obu wypadkach efekt był jak najbardziej zamierzony. Nieznane symbolizowane przez Obcego to nasza pogoń za czymś nowym, nieodkrytym. Często ślepa, wynikająca z pychy. To również śmierć – stąd wygląd przypominający szkielet. Robactwo kojarzy się z rozkładem, zepsuciem. Wywołuje u nas odrazę wymieszaną ze strachem. Podobnie jak kolejny z jego atrybutów, podwójne szczęki. Stanowią symbol zagrożenia, niebezpiecznego drapieżnika. Jeden zestaw zębów tak nas nie zaskakuje. Co innego, gdy za tym widocznym płaszczem kryje się coś bardziej śmiercionośnego.

"Alien 3" - David Fincher
Uwielbiam tą scenę

No dobrze, a co ma do tego gwałt? Kiedy Facehugger znajduje swoją ofiarę dokonuje się coś, co można sprowadzić do oralnego gwałtu. Zresztą jest coś seksualnego w tym, jak Obcy się porusza. Budzi skojarzenia z perwersyjnym seksem – nemezis Ripley wygląda trochę jak mężczyzna odziany w czarny skórzany kostium do zabaw sadomaso. Myślicie, że kwestia gwałtu i seksu są naciągane? Sam Dan O’Bannon – scenarzysta filmu – mówił otwarcie o tym, co chciał osiągnąć:

Jedną z rzeczy, która wzbudza u ludzi niepokój jest seks… Powiedziałem, że tak zaatakujemy publiczność, zaatakujemy ich seksualność. I wcale nie zaatakuję kobiet na widowni. Zaatakuję mężczyzn. Postanowiłem umieścić tam każdą rzecz, którą wymyśliłem, a która sprawi, że mężczyźni będą krzyżować nogi. Homoseksualny oralny gwałt, narodziny. Ta rzecz składająca jaja przez twoje gardło.

Na tym seksualne symbole w filmie się nie kończą. Wygląd statków, jaj, spód wspominanego Facehuggera. To wszystko albo przywodzi na myśl penisy, albo waginy. Świat pierwszego Obcego jest ich pełny.

Istotne są również narodziny Obcego. Wszyscy wiemy, jak dochodzi do wydostania się go na zewnątrz. Jeżeli przyjmiemy, że istota jest symbolem zła, to rozrywając klatkę nosiciela utożsamia to wszystko, co w nas tkwi i czasem bardzo gwałtownie daje o sobie znać. Pisząc “wszystko” mam na myśli ten gorszy pierwiastek naszego charakteru, który w wielu z nas jest choć wcale nie musi się ujawnić. Cholera, przecież już nazwa statku jest w filmie Scotta symboliczna. “Nostromo. Opowieść z wybrzeża.” to powieść Josepha Conrada, a ten jak wiecie napisał m.in. “Jądro Ciemności”. Widzicie relację między nimi a filmem?

Scena z filmu "Obcy - 8. pasażer Nostromo"
Symbol wszelkiego zła

Jednym z grzechów ludzkości jest wspomniana już pycha oraz egoizm. Nie liczymy się konsekwencjami naszych działań. W opisywanym uniwersum tymi konsekwencjami jest właśnie postać Obcego, który sprowadza nas brutalnie na ziemię przypominając, że czasem lepiej się powstrzymać, bo nigdy nie wiemy, co czai się w mroku i jakie nasze działania mogą mieć efekty. To taki wyrzut sumienia prosto z sennego koszmaru.

Wojna, biblia i groteska

Kolejne filmy z serii – choć różnie oceniane – kontynuują zapoczątkowany w “Obcym – 8. pasażerze Nostromo” przegląd symboli i metafor. James Cameron z lepszym lub gorszym skutkiem przez całą swoją karierę stara się, aby przynajmniej część z jego filmów była metaforą czegoś z rzeczywistości. Wystarczy sobie przypomnieć ekologiczne przesłanie “Avatara”. Nachalne i prymitywne. Kiedy dostał do realizacji “Aliens” założenie było proste. Po pierwsze chciał przygotować dobry film akcji – i tym przede wszystkim jest druga część serii – a po drugie miała to być metafora do wojny w Wietnamie. Przyglądając się dziełu Camerona zobaczymy, że to tak naprawdę opowieść o garstce dzielnych amerykańskich żołnierzy na obcej ziemi, którzy muszą stawić czoła przeważającemu i często działającemu w ukryciu wrogowi. To zresztą ciekawe, że Cameron zdecydował się na taki zabieg 11 lat po zakończeniu wojny. Projekt statku przewożącego wojskowych na planetę kojarzy się z helikopterami, które brały udział w działaniach wojennych. Strój żołnierzy i ich wyposażenie również.

To jednak nie jest wszystko. Marines i tu, i w dżungli mieli przewagę technologiczną nad swoimi przeciwnikami. Jak to się w obu wypadkach skończyło wszyscy wiemy. W trakcie wojny tak jak w filmie korporacje zarabiały na konflikcie. Przypomnijcie sobie również niekompetentnego pułkownika Gormana, który przynajmniej w teorii dowodzi całym oddziałem. Teraz poszukajcie informacji na temat tego, jak weterani i zwykli ludzie oceniają dowódców podczas wojny w Wietnamie. Znajdziecie całą masę podobieństw i często powtarzające się słowo, niekompetencja.

Kapral Hicks z "Aliens"
Marine przyszłości

Trapiony problemami podczas realizacji reżyserski debiut Davida Finchera też wnosi swoje trzy grosze do symboliki uniwersum Obcego. Fincher nie mógł liczyć na zaufanie producentów w kwestii swojej wizji filmu, który do kin trafił w mocno przemontowanej wersji. Młody reżyser chciał zrobić z niego biblijną przypowieść, w której w pierwszych założeniach scenariusza na końcu ostaną się raptem dwie postacie. Jak Adam i Ewa, którzy stoczyli walkę z apokaliptycznym Smokiem. Motyw tego ostatniego pojawia się w filmie i jest to pozostałość po pomysłach Finchera i przede wszystkim Vincenta Warda, który pierwotnie miał tą odsłonę reżyserować. Ward zaproponował studiu 20th Century Fox, że nakręci “Imię Róży” w kosmosie. Ostatecznie nie on został reżyserem, ale Fincher podchwycił kilka z jego pomysłów na to, jak można zaprezentować całą fabułę. Obcy u Finchera przypomina Antychrysta. Zrodzony z krowiego truchła wygląda inaczej niż ten, którego oglądaliśmy w dwóch poprzednich filmach. Ripley jest jak Chrystus, który spada z niebios, aby pomóc potępionym – więźniom kolonii karnej – i tak jak w przypadku Biblii tak i tutaj nie było mowy o akceptacji Mesjasza od samego początku. Symboliczna jest też ostatnia scena, w której Ripley poświęca swoje życie i przypomina ukrzyżowanego Jezusa. Warto wspomnieć w tym miejscu o tym, że Fincher chciał, aby obyło się bez narodzin Obcego. Niestety to się nie udało. Krytykowana przez wielu trzecia część choć faktycznie w wersji kinowej jest kiepska, to już w tej reżyserskiej jest kawałkiem porządnego filmu. Lubię ją za klaustrofobiczny klimat i wspominane biblijne odniesienia. Choć pokutuje przekonanie, że Fincher się swojego filmu wstydzi, czy wręcz wyrzeka, to sam przyznaje, że to była dla niego ciężka, ale bardzo cenna lekcja. Między innymi przez doświadczenia na planie “Obcego” w kolejnych filmach był bardziej zdecydowany w kreowaniu własnej wizji. To jak wiemy bardzo się opłaciło.

Trzecia część i tak ma lżejsze życie niż ta zrealizowana przez nomen omen kapitalnego reżysera jakim jest Jean-Pierre Jeunet. Największym grzechem Jeuneta było obranie drogi groteski, którą film często się staje. Czy to przez grę aktorów, czy przez fabularne zabiegi. Scenariusz Whedona nie jest jego najlepszym dziełem, ale ma kilka mocnych elementów, które uzupełniają opisywany świat symboli. Jest “Obcym: Przebudzeniu” mocna scena z wizytą w pokoju z nieudanymi próbami klonowania Ripley i pozyskania z jej ciała Obcego. To symbol będący zarazem ostrzeżeniem przed nadużywaniem możliwości jakie daje nam medycyna. Brutalne aborcje, które miały tam miejsce znajdują swój smutny finał w jednej z ostatnich scen, w której oglądamy abominację zrodzoną z połączenia DNA człowieka i Obcego. Spotkałem się z opiniami, że ta scena jest żałosna. Pewnie jest, ale ma ona drugie dno. To, co oglądamy to też jest aborcja. Ripley w brutalny sposób pozbywa się “swojego” dziecka tak jak wcześniej naukowcy pozbywali się kolejnych efektów nieudanych prób klonowania. Podobnie jak w trzeciej części i tu znajdziemy odwołania do religii. Najbardziej ludzką z postaci okazuje się android, który dokonuje aktu samoukrzyżowania przed popełnieniem grzechu przeciw swojemu ojcu. Czemu tak robi? Bo został do tego zaprogramowany. Eksploatowany jest też symbol matki, która przewija się przez wszystkie filmy i pełni różne role. W czwartej części poświęca swoje potomstwo. Robi to dla siebie czy dla innych? Pewnie jedna i druga odpowiedź są w tym wypadku poprawne.

Facehugger z Obcego
Facehugger

Wszyscy zginiecie

Być może wygląda to jak dorabianie ideologii do coraz słabszych filmów, ale według mnie seria świetnie eksploruje tematy naszej seksualności, strachu czy roli kobiet. Naładowana jest odniesieniami, które naprawdę warto wyłapać, bo zmieniają naszą ocenę całości. Nawet ten nieszczęsny “Prometeusz” oferuje kilka bardzo dobrze wplecionych w fabułę symboli – matka i dziecko, biblijny wąż, krzyż, odniesienia do mitologii greckiej i tytułowego Prometeusza. Mam nadzieję, że mój wpis sprawi, że spojrzycie na tą kapitalną serię inaczej, a co najważniejsze obejrzycie filmy raz jeszcze. Ja na pewno tak zrobię.

Wyzwanie czytelnicze
Skoro wyzwanie, to trzeba się z nim spróbować
  • Zapoznam się z tym 🙂 Dzięki!

    • Pewnie, że pasuje, zaraz dopisuję do listy i pokazuję mężowi: jest wielkim fanem Aliena i Alienów.

      • To tak jak ja z żoną 🙂 To mam nadzieję, że mu się spodoba 🙂