Penny Dreadful – zapowiedź straszniejszego jutra

Stacja Showtime postanowiła zrobić wszystkim niespodziankę i udostępniła na kanale YouTube pierwszy odcinek swojego nowego serialu. Po Penny Dreadful obiecuję sobie sporo, dlatego nie zwlekając zbyt długo sięgnąłem po pilota. Jak dają za darmo, to trzeba brać, a nie czekać do połowy maja. Tym bardziej, że na ekranie mają się spotkać bohaterowie znani z powieści Wilde’a, Stokera czy Shelley. Co może się nie udać?

Bardzo wiele

Zgodnie z prawem Murphy’ego jak coś ma się nie udać, to na pewno się nie uda. Szczególnie, gdy mówimy o czymś, co zapowiada się bardzo, ale to bardzo dobrze. Nie chcę zdradzać zbyt wiele z fabuły pierwszego odcinka, więc postaram się po prostu opisać wrażenia. Pierwsza rzecz dotyczy obsady. Jej trzon stanowią aktorzy, którzy mogą albo okazać się strzałem w dziesiątkę, albo totalną porażką. Wiem, że tak jest z reguły, ale w przypadku Penny Dreadful nie opuszcza mnie wrażenie, że jeżeli coś ma pogrzebać ten serial to będą właśnie aktorzy. Timothy Dalton to stary wyga, którego postać jest tak napisana, że z jednej strony delikatnie wpada w pastisz opowieści niesamowitych, a z drugiej bywa straszna. Niby fajnie, ale przy okazji wydaje się być strasznie jednowymiarowy. Josh Hartnett wykorzystuje to w czym jest dobry. Ładnie wygląda i ładnie się uśmiecha. To wystarczy. Przynajmniej kobietom. Chwała Buddzie za to, że nie tylko panie będą miały na co popatrzeć. Panowie dostaną ją:

Eva Green
Eva Green – screen z filmu “Pęknięcie” (2009)

W serialu nie będzie to jednak powyższa romantyczna wersja. O nie. W Penny Dreadful pojawia się wersja, którą tygrysy, małe i większe zwierzęta hodowlane i w końcu faceci lubią najbardziej. Mroczna, opętana, w ciemnym makijażu. Brakuje tylko czarnego lateksu, ale może i na to przyjdzie pora. To właśnie jej Vanessa Ives jest postacią, dla której będę oglądał ten serial dalej. Dla niej i dla jeszcze jednego bohatera, którego opisywać nie będę choć pewnie i tak domyślacie się o kogo może chodzić. Serial ma się pozycjonować jako mroczny wiktoriański (choć wystroje wnętrz na to nie wskazują) horror, w którym będzie dużo seksu i przemocy. Ewentualnie przemocy i seksu. Kolejność dowolna. Jak na razie widziałem przemoc – sporo krwi, trochę obrzydliwości, martwe dzieci etc. – ale seksu nie było. Jest za to mowa o starożytnych tajemnicach. Gdzieś w tle przewija się szatan, opętania, Kuba Rozpruwacz – normalka dla mieszkańca XIX wiecznej Anglii.

Czegoś brakuje

Eva Green zapowiada się naprawdę zacnie, ale przy okazji odnosiłem wrażenie, że postacie “nie siedzą” w fabule. Nie zostały napisane tak, aby z miejsca chwycić widza za jaja lub jakieś inne czułe miejsce i rzucić na skraj fotela. Ives ma na to szanse, ale wiele będzie zależało od tego, jak potoczy się jej wątek. Wiem, że to pilot, który jest tylko wstępem. Pierwszym zamachem koła, który niemrawo rozpoczyna ruch. Z tego powodu liczę na to, że im dalej w las tym będzie ciekawiej. Oczekuję większej ilości postaci takich jak Ferdinand Lyle. Ekscentryczny naukowiec grany przez Simona Russella Beale’a wypada tutaj zdecydowanie in plus. Coś wie, coś ukrywa, a do tego jest trochę szalony.

Nie do końca przypadła mi też do gustu sfera wizualna. Twórcy starają się pójść ścieżką wydeptaną przez fantastycznego Hannibala, ale do ideału jeszcze im daleko. Mam wrażenie, że czeka nas balansowanie między estetyką historii pulp magazine a klasycznym horrorem. Makabra będzie się tu przeplatać z tajemnicą, co jednym bardzo się spodoba, a inni dadzą sobie spokój. Choć trzeba pamiętać, że pulpowa stylistyka jest jak najbardziej na miejscu. W XIX wieku mianem “penny dreadful” określano niesamowite historyjki sprzedawane za przysłowiowego pensa. Sensacja goniła tam sensację, a głównym celem było szokowanie czytelnika.

Nie chcę się wdawać w szczegóły fabuły odcinka, aby nie psuć zabawy tym, którzy go jeszcze nie widzieli, dlatego w tym miejscu zakończę. Oczekiwałem i ciągle oczekuję czegoś lepszego. Bardziej intrygującego. Mniej True Blood, a więcej Lovecrafta. Na szczęście to tylko prawie godzina większej całości, więc mam nadzieję, że z odcinka na odcinek będzie coraz lepiej. Choć w tym wypadku trzeba pamiętać o tym, że nadzieja umiera ostatnia.

PS. Obejrzeć pierwszy odcinek możecie po krótkiej zabawie z “oszukaniem” Waszej przeglądarki. O tym, jak zmienić lokalizację już pisałem przy okazji Netflixa, więc tam Was odsyłam.

Dlaczego oglądamy horrory?