Dzień, w którym odkryłem Ricka i Morty’ego

Moja fantastyczna seria z serialami trwa. Naprawdę możecie się ode mnie uczyć i mi zazdrościć. „River”, „Happy Valley” – to ten serial, o którym miałem Wam napisać już kilka tygodni temu, ale ciągle się zbieram – świetne „I nie było już nikogo”, „Wodogrzmoty Małe” czy w końcu „American Crime Story: Sprawa O. J. Simpsona”. Zestaw wyjątkowy pod wieloma względami, który właśnie stał się jeszcze lepszy, bo do tego składu dołączył „Rick and Morty”. Rzecz absolutnie bezbłędna. I tylko dla dorosłych.

Wielkie umysły myślą podobnie

Wiem to, bo sam jestem takim umysłem i rozumiem inne wielkie umysły. Wspominam o tym nie po to, aby się chwalić, bo oczywistościami chwalić się nie trzeba, ale dlatego, że „Wodogrzmoty Małe” i „Ricka i Morty’ego” łączy zdecydowanie więcej niż może się Wam wydawać. Nie chodzi o to, że obie produkcje to seriale animowane. Że jeden i drugi bawi się popkulturą z lekkością, której pozostałe serie mogą im pozazdrościć. Tu chodzi o coś zdecydowanie więcej, ale nim do tego przejdziemy powinienem wyjaśnić o co w tym serialu w ogóle chodzi i dlaczego jest kolejną pozycją, którą powinniście zaznaczyć za pomocą czerwonego jak krew na śniegu markera.

Serial Rick i Morty
Oglądaj!

Wszystko zaczęło się od dwóch panów. Konkretnie od Justina Roilanda i Dana Harmona. Tego pierwszego najpewniej nie kojarzycie choć oglądając takie serie jak wspomniane „Wodogrzmoty Małe” czy „Pora na Przygodę” mogliście go słyszeć. Roiland w większości seriali, przy których pracuje udziela się jako aktor użyczający głosu postaciom. Z kolei ten drugi jest twórcą jednego z najlepszych seriali komediowych ostatnich lat, czyli „Community”. Z Roilandem znają się z czasów pracy przy animacjach dla Channel 101 i gdy Harmon stracił pracę przy serialu, który sam stworzył, a Roiland szukał nowego wyzwania wpadli na pomysł wspólnego projektu. Dla kanału Adult Swim upichcili „Ricka i Morty’ego”. Serial, który bawi się wszelkimi znanymi motywami science-fiction. Warto wspomnieć, że ich przepyszne wręcz danie to kotlet delikatnie odgrzewany, bo Roiland dla Channel 101 stworzył „The Real Animated Adventures of Doc and Mharti”, który wygląda znajomo na kilku płaszczyznach. Po pierwsze, skojarzenia z bohaterami „Powrotu do przyszłości” są jak najbardziej na miejscu – co zauważyli też prawnicy studia Universal. Po drugie, skojarzenia z Rickiem i Mortym też są jak najbardziej na miejscu, bo Roiland i Harmon po prostu przerobili poprzednie dzieło Roilanda na coś do czego wspominani prawnicy studia Universal już się nie przyczepią, choć konstrukcja nadal opiera się też na tym, jak zbudowana była trylogia „Powrotu do przyszłości”.

“Autostopem przez Galaktykę” to moja największa inspiracja, jeżeli chodzi o mój wkład w serial – Dan Harmon

Podobnie jak w przypadku serialu tworzonego przez Alexa Hirscha tak i tutaj wszystko rozbija się o kreatywność. Rick Sanchez jest genialnym, acz trudnym w obejściu, naukowcem mieszkającym w domu swojej córki. Pije, narkotyzuje się, a w przerwach konstruuje szalone wynalazki pozwalające na przykład zatrzymać czas czy przenieść bohaterów do innego wymiaru, aby przemycić wielkie nasiona w rectum swojego wnuka. No właśnie, wnuk. Morty podróżuje z dziadkiem i jest, delikatnie mówiąc, imbecylem. No dobrze, może nie imbecylem, co zwykłym nastolatkiem, który marzy o tej jedynej dziewczynie ze szkoły, której nie może mieć. W sumie przy okazji ma też problemy z podejmowaniem decyzji, zapładnia kosmicznego robota służącego do rozmnażania pewnej bardzo agresywnej rasy oraz podchodzi do wszystkiego bardzo emocjonalnie. Oprócz niego jest starsza siostra – typowa nastolatka, której przedłużeniem ręki jest jej telefon – ich matka – chirurg od koni – oraz bezrobotny ojciec, którego materiał genetyczny na pewno mocno wpłynął na poziom intelektualny syna. Co ciekawe postać Ricka i Jerry’ego to tak naprawdę dwie strony tego samego medalu. Jerry mimo tego, że jest kompletnym nieudacznikiem ciągle próbuje, coś chce wszystkim udowodnić. Jednocześnie jest za głupi, aby zdać sobie sprawę z tego, jak bezwartościowe jest jego życie. Z kolei Rick zdaje sobie sprawę z bezsensu egzystencji, ale wcale nie jest lepszy od ojca Morty’ego. W końcu jest człowiekiem, który ciągle odczuwa ból – i to jego głównie próbuje utopić w morzu alkoholu.

Rick i Morty
Najlepsze imprezy tylko z Rickiem. I pasożytami

Rick i Morty przez dwa sezony przeżywają przygody, który nie tylko odwołują się do popkultury – już w samej czołówce znajdziecie odniesienia do „Doktora Who”, „Strefy Mroku” czy twórczości Lovecrafta – ale przede wszystkim rozbijają w puch motywy science-fiction i horroru, a same odwołania traktują inaczej niż np. The Simpsons. U nich to nie tyle odwołanie jest żartem i puentą, co przyczynkiem do tego, aby uderzyć czymś jeszcze, wygłosić głupi komentarz, czy bawić się motywem w sposób, o którym nawet nie pomyślicie. Każdy odcinek to ostra jazda bez trzymanki, w której wszystkie chwyty są dozwolone. I tak jak Hirsch stworzył serial dla każdego, tak Roiland i Harmon postawili na widza dorosłego. Stąd przekleństwa, odwołania do seksu, żarty z wszystkiego, co tylko można wymyślić i aluzje, które zrozumie głównie dorosły. Najlepiej taki, który trochę w swoich dotychczasowym życiu przeczytał i obejrzał.

Tak. Wszyscy przy pracy nad Rickiem i Mortym zajmujemy się tym razem. Rozmawiamy o swoich ulubionych motywach z science-fiction, a później sprawdzamy, co je napędza, gdzie są ich baterie. Czy możemy je wymienić na większe baterie? Czy możemy je wzmocnić, a może po prostu zniszczyć? Jakie jest ich standardowe przesłanie – na przykład, czy na końcu jest prawdziwa miłość? Wykorzystajmy to przesłanie do czegoś innego.

Siedzimy i mówimy „Ok, okulary rentgenowskie. Jakie jest przesłanie historii o okularach? Czy na przykład to, że nie chcesz wiedzieć wszystkiego, bo taka możliwość sprawi, że wiesz za dużo i będziesz nieszczęśliwy. Czy to jest przesłanie systemu, które mówi nam to, bo nie chce abyśmy byli zbyt silni? Ok, to czy nie byłoby zabawnie jeżeli opowiemy historię okularów rentgenowskich, w których takie okulary są bardzo pomocne?”

To, co mówili w wywiadzie dla The Guardian twórcy serialu jest w zasadzie kwintesencją tego, czym „Rick i Morty” jest. Teoretycznie wszystko już było, ale w praktyce w każdym odcinku dzieje się coś, co sprawia, że akcja zmierza w kierunku, którego nie jesteście w stanie przewidzieć.

Tu nie ma przypadków

Wiem, pisałem o tym przy okazji choćby „Pory na Przygodę” czy „Wodogrzmotów Małych”, ale prawda jest taka, że wszystkie te seriale mają sporo wspólnego. To kolejny przykład na to, co się dzieje, gdy twórcy traktują odbiorców jak inteligentnych ludzi. W przypadku „Ricka i Morty’ego” podstawą jest to, że choć na pierwszy rzut oka wydaje nam się, iż odcinki nie są ze sobą powiązane, to tak naprawdę jedno wynika z drugiego, a jakby tego było mało to scenarzyści są w stanie w logiczny sposób wyjaśnić każdą, nawet najbardziej, szaloną teorię i wybrnąć z fabularnego koziego rogu, w który się zapędzili. Oczywiście ułatwia im to charakter serialu operującego absurdem, ale mogli pójść na łatwiznę i odpuścić logikę wydarzeń. Choć wtedy byłby to serial generujący gagi losowo, co nie jest niczym szczególnie odkrywczym.

Rick i Morty
Jeden obraz, który podsumowuje serial

To jednak nie koniec. Okazuje się bowiem, że wszystkie te seriale łączy coś jeszcze. Tym samym dochodzimy do tekstu o wielkich umysłach. Oglądając zarówno „Wodogrzmoty Małe” jak i „Ricka i Morty’ego” znajdziecie wzajemne odniesienia do obu produkcji. Zaczynając od tego, że Alexa Hirscha można usłyszeć w serialu swoich kolegów, a z kolei Justin Roiland użycza swojego głosu w produkcji Hirscha. Idąc dalej, Hirsch zasugerował wręcz, że obie produkcje dzielą to samo uniwersum, co kilka razy znajdywało swoje potwierdzenie w kolejnych odcinkach, ale połączenia między nimi wyszukali sami fani.

Był taki moment, gdy Justin i ja pracowaliśmy w małym biurze Disney Channel. Marzyliśmy o tym, że któregoś dnia będziemy mieli swój własny dziwaczny serial i rozmawialiśmy o tym, jak będziemy nadużywać władzy. – Alex Hirsch w jednym z wywiadów o relacji między serialami

Jak widzicie los bywa łaskawy i choć pracowali dla innych stacji, to pozwalali sobie na drobne żarty i nawiązania. Niby nic, ale tak naprawdę nie zdarzyło się, aby seriale z innych stacji nawiązywały do siebie, a ich twórcy sugerowali, że mogą dzielić ze sobą coś więcej niż tylko przyjaźń między twórcami. Choć to jeszcze nie znaczy, że możliwy jest crossover, to kto wie, co przyniesie przyszłość. Największym problemem jest oczywiście to, że nie zanosi się, aby pojawił się kiedyś trzeci sezon „Wodogrzmotów” – choć sam Hirsch po opuszczeniu Disneya znalazł nowe miejsce do pracy.

Po prostu Biblia. Święta księga. Jest bardzo dużo Biblii w naszym serialu. Był cały odcinek, w którym sięgnęliśmy do Księgi Kapłańskiej. – Justin Roiland w wywiadzie dla The Guardian

Jest jednak coś jeszcze, co sprawia, że „Rick i Morty” powinien znaleźć się na liście rzeczy do obejrzenia. Fakt, że tak jak wiele produkcji, które powoli acz konsekwentnie pracują na status dzieł kultowych, ma warstwy. Kloaczny humor i gulasz z popkulturowych motywów to tylko pierwszy poziom. Więcej kryje się pod powierzchnią. To często celny komentarz wymierzony w każdego z nas. Punktujący nasze zachowania i przyzwyczajenia. To bolesny portret psychologiczny człowieka, który kryje się pod maską z żartów i oparów alkoholu – no i absurdu. Niepewność, brak perspektyw, wypalenie, przerost ambicji, czy w końcu poczucie odrzucenia. To wszystko tam jest i czeka na Was abyście odkrywali kolejne poziomy na własną rękę. Warto. Tak bardzo warto. Tym bardziej, że czeka nas trzeci sezon, a to świetna informacja. Naprawdę.

PS. Na szczęście ostatecznie i tak chodzi głównie o dobrą zabawę i fakt, że śmiać się można ze wszystkiego. Nawet z tego jak beznadziejna jest nasza egzystencja.

Przeczytaj:

[button color=”red” size=”big” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/na-ekranie/kiedy-przestac-ogladac-serial/”]Kiedy przestać oglądać serial[/button] [button color=”red” size=”big” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/na-ekranie/binge-watching-jasne-i-ciemne-strony-szalu-ogladania/”]Binge-watching – dobre i złe strony[/button]
  • Elim

    Oglądałem i też jak najbardziej polecam. Dodatkową zachętę to spróbowania tego serialu może być fakt, że dużą większość odcinków można obejrzeć za darmo na stronie Adult Swim.

  • Jędrzej Cieślak

    Rickiego Martina? 😮

  • Dominika

    Wstąpiłeś na właściwą drogę synu 😀