„Dawno temu w dalekiej krainie, ja, Aku, zmieniający postać władca ciemności, rozpętałem niewypowiedziane zło, ale porywczy wojownik samuraj władający magicznym mieczem wystąpił przeciwko mnie. Zanim zadał mi ostateczny cios, otworzyłem wrota czasu i wtrąciłem go w przyszłość, w której moje zło jest prawem. Teraz ten głupiec szuka drogi powrotu do przeszłości, aby uwolnić świat od Aku!”

Tak rozpoczyna się opowieść o samuraju, który musi przemierzyć czas i przestrzeń, aby wrócić tam, gdzie jego miejsce. Naprawić szkody wyrządzone przez zmiennokształtnego demona i ostatecznie go pokonać. Kiedy pierwszy sezon “Samuraja Jacka” pojawił się w telewizji stało się jasne, że widzowie – zarówno ci starsi, jak i ci trochę młodsi – otrzymali coś wyjątkowego. Serial animowany, który przez to, jak został wykonany otworzył drogę podobnym produkcją. Zaryzykuję wręcz stwierdzenie, że gdyby nie “Samuraj Jack” nie moglibyśmy dzisiaj oglądać takich seriali jak “Pora na przygodę”, “BoJack Horseman” czy “Rick i Morty”. Genndy Tartakovsky nie bał się eksperymentów. Zaprezentował animację, która opowiadała o niezłomności i była napakowana akcją przy okazji nie bojąc się eksperymentów.

Wspomniane eksperymenty to choćby subtelna gra dźwiękiem, który odgrywa w serialu kolosalne znaczenie. Czasami jest to po prostu cisza, a czasami kolejne sekwencje pozbawione dialogów, ale pełne emocji wywoływanych przez świetnie zrealizowaną ścieżkę dźwiękową. Tak o kluczowych elementach “Samuraja Jacka” mówił sam Tartakovsky, przy okazji prac nad najnowszym sezonem:

Najważniejszy jest sposób narracji. Sekwencje muzyczne, cisza, tempo i rytm, skąpe dialogi. Ręcznie wykonana szata graficzna, opowiadanie historii za pomocą obrazów. Wszystko to stanowi nieodłączną część serialu i chcieliśmy powrócić do tego w nowej odsłonie.

W powyższej wypowiedzi zamyka się wszystko, co charakteryzuje tą wyjątkową produkcję. Oczywiście można się sprzeczać, czy “Samuraj Jack” to faktycznie najlepszy serial animowany w historii. W końcu przez lata powstało wiele równie ważnych produkcji. Rzecz jednak w tym, że chyba żadna z nich nie opowiada tak dobrze swojej historii za pomocą obrazu.