Silna kobieta w filmie jest bezużyteczna

Pozwólcie, że zacznę od czegoś, co wszyscy wiemy. Filmy to biznes. Nikt nie robi interesów po to, aby na nich stracić. Skoro tak, to każda decyzja dotycząca nowej marki czy tego, jak ma być prowadzona dana postać, mierzona jest na zysk. Nie na to, aby było nam miło i przyjemnie. To ma na siebie zarabiać i to zarabiać dużo. W tym miejscu pojawia się problem. Ten problem ma swoją nazwę. To kobieta. W wielu wypadkach silne filmowe bohaterki nie są pierwszym wyborem studia filmowego, bo nie zarabiają. Nie dostarczają tyle, ile może dostarczyć znany aktor. Oczywiście w tym wypadku są odstępstwa od reguły – chwała najwyższemu – ale nie mogę bez wątpliwości napisać, że Hollywood nie ma problemu z kobiecymi rolami. Ma i to wielki. Szczególnie w sytuacji, gdy kobieta nie jest główną bohaterką.

Lata 80. pełne estrogenu

Kino lat 80. i 90. XX wieku kojarzy się z takimi twardzielami jak Stallone, Segal, Van Damme czy Schwarzenegger. Ramię w ramię z testosteronem szedł inny hormon. Estrogen. Kobiety w filmach były silne, znaczyły tyle, co mężczyźni, a nazwiska takie jak Weaver czy Rothrock były gwarancją tego, że faceci będą filmy z nimi oglądać z wypiekami na twarzy, a kobiety będą im zazdrościć urody i tego, że potrafią solidnie skopać komuś tyłek. W tym miejscu chcę zaznaczyć, że silny kobiecy charakter w kinie, książce czy serialu nie sprowadza się tylko do umiejętności pobicia kilku facetów. To byłoby niesprawiedliwe. Postacie jakie można było zobaczyć na ekranach charakteryzowały się kilkoma cechami, które składają się na postać wartą uwagi. Były:

  • inteligentne,
  • zaradne,
  • targane różnymi emocjami,
  • miały ciekawą przeszłość,
  • miały konkretny cel,
Ellen Ripley w Obcym
Kto nie podkochiwał się w Ellen ten nie zna życia

Jednym słowem były po prostu intrygujące. Wielka w tym zasługa scenarzystów oraz aktorek, które dostawały role. Gillian Anderson, która ostatnio skradła moją wątrobę w serialu “The Fall”, zagrała w “Z Archiwum X” jedną z najciekawszych serialowych kobiety lat 90. XX wieku. Jej bohaterka podchodziła do świata z należnym mu sceptycyzmem, była atrakcyjna, ale nie była prezentowana jako ładny dodatek do swojego partnera. Cholera, Mulder zawdzięczał jej życie, to ona często była tą, której kibicowaliśmy – ja jej kibicowałem bardzo mocno. Podobnie było z Roseanne Conner, która choć była bohaterką serialu komediowego, to była kobietą wartą naśladowania. Twardą i starającą się radzić z przeciwnościami losu i dorastającymi dziećmi. W tym wypadku znowu sukces był wynikiem inteligentnie napisanej postaci i aktorki – Roseanne Barr – która wniosła do swojej postaci całą siebie. W kinie seria “Obcy” przyniosła dwie ważne osoby. Główną bohaterkę, czyli Ellen Ripley oraz jej skrajną wersję, czyli Jenette Vasquez graną przez Jenette Goldstein. W obu wypadkach dostaliśmy bohaterki, które zapadały w pamięć, a jej działania miały jakieś znaczenie. Wszystko działało. Miało ręce i nogi. W kinie i telewizji mogliśmy oglądać interesujące kobiece bohaterki i nagle coś się zepsuło. Przede wszystkim na wielkim ekranie, bo telewizja poradziła sobie z tym problemem znacznie lepiej. Przy czym muszę zaznaczyć, że głównie chodzi o przypadki filmów, w których kobiety są postaciami drugoplanowymi.

Jak kwiatek w butonierce

Na każdym kroku jesteśmy tłamszeni przez poprawność polityczną. Liczba postaci o odpowiednim kolorze skóry musi się zgadzać. Co z tego, że przy okazji koloru skóry – polecam dyskusję na temat tego, czy Bond powinien być czarny – scenarzyści wpadają bardzo często w stereotypy. Oto pierwszy z brzegu. Biały główny bohater ma kilku kolegów. Ten, który jest murzynem z reguły jest tym najbardziej zabawnym, bo przecież czarni są z natury zabawni i dobrze grają w kosza. Azjata to ten inteligentny, ale trochę nudny gość. Przykłady można mnożyć. Z kobietami jest podobnie. Kino nie ma na nie pomysłu. Przede wszystkim mam tu na myśli kino najbardziej dochodowe. Przez dekady wykształciła się potrzeba, która później przekształciła się w konieczność umieszczenia w filmie silnej bohaterki. Rzecz w tym, że gdzieś po drodze zgubiono sens jej obecności. Kiedy zastanowicie się nad hasłem “silna kobieca postać” to pierwsze wrażenie jest takie, że faktycznie jest potrzebna, że to dobrze. Później przyglądając się temu hasłu bliżej olśni Was, że ktoś robi nas wszystkich w konia, bo to wytarty i pusty frazes. Takie same ramki jak “zabawny murzyn”. Nie jest problemem stworzyć taką bohaterkę, problemem jest dać jej coś do roboty. Nadać jej znaczenie.

Emily Blunt
Do pewnego momentu wszystko jest ok

Wielokrotnie podnoszony przy okazji takich dyskusji “Test Bechdel” – o którym wspominałem już na łamach bloga czy jakiś czas temu pisał o nim Paweł Opydo – choć został wymyślony na początku jako żart zwraca uwagę na problem. W tym wypadku na problem tego, że kobiety często ze sobą nie rozmawiają, a jak rozmawiają, to najczęściej o mężczyznach. Trzeba jednak pamiętać, że jak we wszystkim tak i w przypadku testu Bechdel należy zachować umiar. Spoglądając na listę filmów z ubiegłego roku zauważycie, że filmy nie zdają tego testu choć powinny – The Babadook jest dobrym przykładem. Nie zdaje go, bo bohaterki rozmawiają albo o mężu głównej postaci, albo o jej synu. Co jest idiotyczne, bo akurat tych dwóch bohaterów jest bardzo istotnych dla fabuły i siłą rzeczy nie ma w tym nic dziwnego czy tym bardziej stereotypowego. Paweł poruszył w przytaczanym przeze mnie tekście swoim tekście ważną kwestię targetów, do których kierowane są filmy oraz tego, że wyszło specom od marketingu, że kobiety owszem mogą być, ale niech nie zwracają na siebie uwagi. Do tego trzeba dorzucić to, że traktowane są jako alibi. W ubiegłym roku pojawił się bardzo dobry film science-fiction “Na skraju jutra”. Moim zdaniem jedna z najlepszych produkcji 2014, a jedną z głównych bohaterek jest Rita grana przez Emily Blunt. Ona jest świetnym przykładem tego, co napisałem, gdy myślę o alibi. Co widzimy na zewnątrz? Silną kobietę, która daje się wiele razy zabić, aby nauczyć czegoś głównego bohatera. To ona jest twarda, a on jest łajzą. Taka nowa Ripley. No właśnie nie do końca, bo jak oglądaliście film, to zauważcie, co się dzieje w pewnym momencie. Dochodzimy do punktu, w którym Rita, aby wrócić na pierwszy plan musi zasłużyć na taki honor. To subtelne zagranie, gdy to facet przejmuje pałeczkę i na końcu to on jest ważny jest pewnie dla wielu z Was bez znaczenia. I to jest błąd, bo bohaterka nie zmieniła się, była ciągle tą samą fajną babką, którą była na początku.

Katee Sackhoff
Niech Was nie zwiodą pozory

Podobnie jest w przypadku Katee Sackhoff w “Riddicku”. Na zewnątrz teoretycznie przedstawiona jest nam jako twarda baba, która ma swoje traumy, ale w ostatecznym rozrachunku okazuje się, że jest tylko elementem seksualnym całej produkcji. Kimś w obecności kogo można “odpalić” kilka seksistowskich żartów. Te dwie postacie to jeszcze pół biedy. Gorzej, gdy dostajemy interesującą postać, która ostatecznie przez cały film nie ma żadnego znaczenia dla jego fabuły. Przykłady? Proszę bardzo. Valka z “Jak wytresować smoka 2” czy Wyldstyle z “Lego: Movie”. Szczególnie ta druga jest kuriozum, które z jednej strony spełnia warunki bohaterki jaką warto oglądać, aby później zmarginalizować jej rolę do obiektu żartów. Tak, wiem, że to komedia, ale podobne zagrania powtarzają się w wielu innych produkcjach.

“Nie wiem, co z tym zrobić” – Smutny Scenarzysta

Pierwszym krokiem jest napisanie postaci tak, aby nie była dziwką, zabawką faceta, głupią cizią, ładnym dodatkiem. To jest ta prosta część. Kolejnym krokiem jest to, aby nadać jej znaczenie. Jeżeli na ekranie oglądacie bohaterkę, która ma wszystkie atrybuty silnej żeńskiej postaci, a ostatecznie jej rola sprowadzi się do tego, że pogada z głównym bohaterem i powie mu, że w niego wierzy i że on jest “the only one” to właśnie dostaliście gówno w papierku, a nie dobrze kogoś, kto ma znaczenie. To smutne zjawisko niektórzy określają mianem “Syndromu Trinity”. Na pewno oglądaliście serię “Matrix” rodzeństwa Wachowskich. Trinity zostaje tam widzom przedstawiona jako nie mówiąca za wiele kobieta ze skwaszoną miną, która ma swój cel. Jest intrygująca, atrakcyjna, ma swoje zdanie i na pewno jest równoprawnym członkiem całego zespołu. Wraz z rozwojem fabuły dochodzi do odwrócenia ról, czyli fajna babka jest “fajna” do momentu, gdy główny bohater – męski – nie stanie się jeszcze “fajniejszy”. Wtedy sceny z nią i Neo stają się mało strawnym melodramatem, w którym jedyną rolą Trinity jest przypominanie Neo jaki jest wspaniały i że tylko on może uratować tygrysy w Chinach.

Ktoś może krzyknąć, że to nie tak, że to nie prawda. Są ciekawe bohaterki. Owszem, takich przykładów jest sporo i z tym kłócić się nie ma sensu. Ktoś może wskazać na bajki Disneya, które przecież “wyprodukowały” całe zastępy kobiecych postaci wartych uwagi. To też prawda, ale oglądając każdy z filmów Disneya zadajcie sobie pytanie, czy ta postać przemawia do każdego? Czy fabularnie jej postępowanie nie jest spłycone? Potem sięgnijcie po filmy studia Ghibli i tam popatrzcie, jak scenarzyści potrafią “ograć” kobiece postacie. Produkcje takie jak “Mój sąsiad Totoro”,  “Spirited Away” czy “Księżniczka Mononoke” mają to, czego bajki Disneya nigdy nie miały. Kobiety, których obecność na ekranie nie jest kompletnym nonsensem, które sobie radzą. Nie będę opisywać każdego z tych filmów, bo liczę, że albo je obejrzeliście, albo dopiero obejrzycie i to nie tylko ze względu na ciekawe bohaterki.

Mój Sąsiad Totoro
Każdy kocha Totoro

Być może się czepiam i tylko ja dostrzegam pewną zależność czy wręcz wzór w postępowaniu scenarzystów, ale warto zadać sobie pytanie podczas seansu, w którym pojawia się “silna kobieca postać” czy w pewnym momencie nie znika nagle z ekranu. Z niewiadomych przyczyn, a jak znika, to czy robi coś ważnego dla fabuły oprócz tego, że umiera, jest zakładniczką, którą musi uratować mężczyzna, czy też jest jego wielką miłością, z którą on spotka się na sam koniec. Podobnych pytań jest więcej i gwarantuję Wam, że często dostrzeżecie coś na co na pierwszy rzut oka nie zwracaliście wcześniej uwagi.

 

  • Szczerze mówiąc nie mogę się zgodzić, żeby Rita Vrataski była dobrym przykładem postaci, które pod koniec filmu traci na znaczeniu. Owszem, Omegę zabija Cage. Ale nawet pomijając wszystkie wcześniejsze przebiegi, w których to Rita stworzyła z niego tym kim jest, jego ostatnia misja nie miałaby szans powodzenia gdyby nie poświęcenie Rity, Owszem, bohaterka umiera, ale robi to zupełnie inaczej niż całe zastępy kobiet w lodówce. Ginie bohaterską śmiercią żołnierza, po to by uratować ludzkość, a nie by zaserwować facetowi emocjonalną traumę. To jest jej wybór. Trochę jak Vasquez z Aliens, która też postanawia się poświecić by dać innym czas na działanie.

    • Tak tylko, że ona staje się narzędziem do tego, aby uczynić z męskiego bohatera kogoś kto jest zajebisty. W dyskusji z Wojtkiem Bierońskim na Facebooku wrzuciłem pytania, na które należy sobie odpowiedzieć patrząc na postać kobiecą w filmie:

      1) Po tym jak poznajemy bohaterkę czy udaje jej się zrobić coś, co ma fundamentalne znaczenie dla fabuły? Cokolwiek? Jeżeli zrobi coś ważnego dla fabuły, to czy ostatecznie zostaje: zgwałcona, pobita, zabita, porwana, ucieka przed swoim prześladowcą po to, aby zmotywować głównego bohatera?

      2) Czy decyduje się/lub nie na seks z nim randkę/zerwanie? Czy motywuje/demotywuję mężczyznę do bycia bohaterem?

      3) Czy służy bohaterowi przede wszystkim po to, aby ten się rozwinął lub miał motywację do działania? Czy w którymś momencie fabuły nasza bohaterka jest najważniejsza (tzn. jest najmądrzejsza, najtwardsza, najbardziej doświadczona, to ona rozwiąże wszystkie problemy)?

      4) Jeżeli tak, to czy nadal taka jest (w większości sytuacji) w momencie, gdy na ekranie pojawia się główny bohater? Skoro jest taka dobra i potrafi sobie radzić, to czy w pewnym momencie fabuły nie dochodzi do tego, że konieczna jest interwencja wspaniałego rycerza na białym koniu?

      5) Czy jej duma w ogóle ma znaczenie dla fabuły filmu?

      Głównie chodzi o wzorce postępowania, a te w większości przypadków powielają się – w blockbusterach.

  • Nox

    Kolejny dobry tekst, a pytania, które pojawiają się w Twoim komentarzu poniżej równie celne albo i celniejsze. Kobiety w filmach niestety są redukowane często do roli fabularnego rekwizytu. Postaci żeńskie buduje się wokół ich seksualności/kwestii miłosnych. Spotkałem się z ciekawą opinią, że scenarzyści powinni najpierw napisać postać męską, u której płeć nie ma fundamentalnego znaczenia, a potem zamienić ją na kobietę.

    Jednym z niewielu chlubnych przykładów współczesnych bohaterek jest Katniss Everdeen. Co by nie mówić o nierównym poziomie poszczególnych części “IŚ”, protagonistka jest postacią z krwi i kości.

    • Dlatego takim powiewem świeżości jest Furiosa z “Mad Maxa”, która wręcz stała się pierwszoplanową postacią w filmie, którego gł. bohaterem jest przynajmniej w teorii mężczyzna. Ją, Ripley czy Sarę Connor po prostu chce się oglądać 🙂

      • Nox

        To prawda. Za to Marvel, coraz lepiej kreujący Black Widow w kolejnych filmach, w nowych Avengers dał totalnie ciała :/ Na szczęście jest jeszcze Agentka Carter 🙂 Ciekaw też jestem serialowej Supergirl. Nie będzie to raczej klasyczny przykład silnej kobiety, ale może niezależna dziewczyna i po prostu dobrze napisana postać?

        • Agentka Carter to zdecydowanie dobry przykład. Co do Supergirl, to nie mam pojęcia, ale bazując na tym, co przeczytałem, czy zobaczyłem przypuszczam, że może nie będzie to druga Sarah Connor, to jest dobrze.

      • Natalia Szcześniak

        No ale Mad Max w pełni wpisuje się w twoją teorię! Zauważ że po 1: na końcu to Max przejmuje dowodzenie i on jako mężczyzna w zgrai zagubionych niewiast przedstawia jedyny słuszny plan, a po 2: Furiosa jest przedstawiona jako wyjątek na tle głupich, rozhisteryzowanych dziewcząt odzianych w biel, taki wyjątek od reguły, czyli z mojej perspektywy to wygląda tak, że ogólnie kobiety są głupie, ale czasem zdarzy się jedna wyjątkowa jednostka, która nie zaprzecza ogólnej regule.

        • Tak, ale przejęcie dowodzenia przez Maxa nie sprawia, że F. jest mniej istotna. Ona jest równorzędnym partnerem dla Maxa. Z kolei drugi punkt to biorąc pod uwagę prawie każdy film można przekręcić w drugą stronę, czyli jak jest główny bohater facet, to jest otoczony wianuszkiem idiotów 🙂

          • Natalia Szcześniak

            Przejęcie dowodzenia przez Maxa sprawia, że nawet najbardziej wyjątkowa i samodzielna kobieta potrzebuje na pewnym etapie wsparcia mężczyzny – tak ja to widzę i to mnie boli 😛 A z kolei co do punktu drugiego to bym nie generalizowała, bo to jednak różnie bywa. I nie żebym jakoś szczególnie drążyła ten temat i przeszukiwała opinie w internecie, ale feminizm w MM4 podkreślają głównie recenzenci – mężczyźni. No, ale kurczę, nawet postać Furiosy jest silnie zmaskulinizowana, nie ma ręki, ma pomazaną twarz, jest pozbawiona typowo kobiecych cech – czy to nie jest odrobinę cliché? No nie wiem, jak dla mnie to nie jest jednak pozytywny przykład.
            Chciałam jeszcze dodać, ale wysłało mi się za wcześnie, że wpis jest bardzo wciągający i ciekawy, dlatego wzięłam się za czytanie komentarzy, nie wiem w sumie co mi do łba strzeliło żeby zacząć komentować czyjś blog od nie zgadzania się z autorem, bo w gruncie rzeczy ja się z Tobą zgadzam co do meritum i na pewno będę tu zaglądać 🙂

  • Cush

    Bardzo ciekawy artykuł i takie przedstawianie kobitek w filmach już nie raz widziałam. Najpierw jej kibicuję, że ma “jaja”, że jest zaradna, sama zabije pająka, rozgromi pół armii wroga, a potem usiądzie w pięknie skrojonej sukni i będzie wyglądać jak pyszna babeczka wśród ziemniaczków – choć osobiście nie mam nic do słodkich ziemniaczków – to po połowie filmu okazuje się “że ona już dłużej nie może tak żyć”, “nie wytrzyma tego” no i fakt, robimy się sierotką. Ale były takie kobitki, które naprawdę chciało się naśladować. Może zabiję takimi przykładami, ale to nie moja wina, że takie filmy powstają i nie żebym wszystkie chciała naśladować. Ot tak wpadło mi do głowy, bo większość z nich była milionowo razy powtarzana w TV, a mowa tu o serialowych babiczkach takich jak: “Xena – wojownicza księżniczka”, “Miss agent” z wystrzałową Sandrą Bullock, choć ona to przecież nawet w Speed była super bohaterką, czy Sarah Michelle Gellar z “Buffy postrach wampirów”, albo choćby główna bohaterka w “Ghost in the shell”. Myślę, że nie brakuje takich bohaterek i jak bym się tak dłużej zastanowiła – choć nie wiem dokładnie ile czasu by mi to zajęło, więc się “wszczymam” – to znajdzie się ich dużo, dużo więcej. W filmach pojawiają się i super bohaterowie, którzy tam, gdzie trzeba przeciwnikowi pokazać, jaki numer buta się nosi, to oni zwyczajnie albo nic nie robią, albo są tacy biedni, że po 5 minutach to nie wiadomo czy jest co zbierać z tego superbohatera, czy też nie. Moim skromnym zdaniem, reżyserzy, – a w większości są to mężczyźni 😉 – wolą jednak żeby to oni kobitkami się opiekowali niż miało by to być odwrotnie. Oczywiście damy jej troszkę wolności na początku, żeby jako reprezentantka płci pięknej pokazała wszystkim, że kobiety też potrafią być zaradne, ale tylko do pewnego stopnia ;). Bo kobicina ma być delikatna, pachnieć i pięknie wyglądać. Nawet o inteligencji już nie będę mówić, bo to już prawie super bohaterka. Tak więc może wynika to troszkę ze strachu? egoizmu? z ich strony. Wolą żeby to mężczyźni byli superbohaterami. No bo przecież kto by im prał pelerynki, pastował buty i cerował skarpety? Co prawda Batman miał swojego kamerdynera, ale np. taki Spider-man? A o odwrotnej sytuacji nie ma co nawet gdybać, bo Kobieta Kot na pewno sama zajmowała się swoim strojem 😉
    Trochę strasznie wypadła ta moja odpowiedź, ale nie jestem żadną przedstawicielką feministek 😀 nic z tych rzeczy. Takie przemyślenia mi się nasunęły, po prostu i już 😉

    • Jednym z powodów, jaki się pojawia jest to, że taki układ chcą oglądać widzowie i to się po prostu sprzedaje. Jeżeli tak faktycznie jest, to już nawet nie powinniśmy się zastanawiać nad inteligencją twórców, a nad inteligencją widzów 🙂

  • W “Jak wytresować smoka 2” mamy w ogóle ciekawą sytuację. Valka, tak jak piszesz, jest postacią zupełnie zepsutą przez twórców. Ma potencjał, ma za sobą świetną historię i generalnie jest epicka… ale gdyby jej nie było, niewiele by się zmieniło. A jej świetna historia jest przedstawiona tylko po to, by miał kto opłakiwać Stoika.
    Z drugiej strony w tej samej bajce mamy Astrid, czyli jedną z najlepiej napisanych kobiecych bohaterek w animacjach od… dawna. Astrid jest dziewczyną głównego bohatera, ale jej rola nie sprowadza się tylko do tego. Jasne, stoi po stronie Czkawki, ale kiedy trzeba szybko podejmuje odważne (i nie głupie!) decyzje. Potrafi przejąć dowodzenie, poprowadzić drużynę, zdobyć to, czego potrzebuje i być przy tym super kozacką postacią o której pamięta się jeszcze długo po obejrzeniu bajki.

    Mam nadzieję że scenarzyści “naprawią” Valkę w ostatniej części “Jak wytresować smoka” tak, by też była “kozacka”. W końcu w prawdziwym świecie pełno jest świetnych mam, które gdyby tylko miały taką możliwość zostałyby zaklinaczami smoków i obrońcami uciśnionych gatunków 🙂