Recenzja filmu Snowpiercer
Francuski plakat promujący film

Biedni z tyłu, bogaci z przodu. Jak w życiu

“Le Transperceneige” powinno być bliskie mojemu sercu, bo pojawiło się w tym samym roku, w którym się urodziłem. Chodzi o komiks autorstwa Jacquesa Loba i Jeana-Marca Rochette’a. Pierwszy odpowiadał za scenariusz, a drugi za część graficzną. Wydany w 1984 roku powstał wcześniej, ale dopiero teraz doczekaliśmy się ekranizacji, która do kin trafi jako “Snowpiercer: Arka Przyszłości”. Film wyreżyserował Joon-ho Bong, który postanowił spróbować swoich sił w Hollywood. Dostał pieniądze i fantastyczną obsadę, bo na ekranie pojawiają się m.in. Chris Evans, Tilda Swinton, Octavia SpencerJohn Hurt.

Punktem wyjścia dla filmu jest kolejne zlodowacenie, które ludzie ściągnęli na siebie podczas walki z globalnym ociepleniem. Resztki ludzkości podróżują po świecie w specjalnym pociągu. Każdy wagon spełnia inną funkcję, jednak zasada jest prosta. Biedni trzymani są z tyłu. Elita bawi się bliżej silnika. To oczywiście nie wszystkim się podoba. Już z tego krótkiego opisu możecie wywnioskować, że film Joon-ho Bonga, to nic innego jak opowieść o walce z nierównością. Na pierwszy rzut oka tak właśnie jest, jednak przy okazji chodzi o pokazanie, że każda rewolucja niesie za sobą konkretne koszty. Jeżeli decydujesz się przelewać krew, to musisz pogodzić się z tym, że i tobie tą krew przeleją. To nas z kolei prowadzi do kolejnego aspektu naszego istnienia. Do równowagi. Układ – biedni z tyłu, bogaci z przodu – nie musi być wynikiem czyjegoś działania na szkodę innych. Chodzi o to, że dobro potrzebuje zła i odwrotnie. Każdy ma i zna swoje miejsce. Świetnie wyjaśnia to scena z butem, której bohaterką jest Tilda Swinton. Buta nie nosi się na głowie. But ma być na stopach. Ludzie z tyłu pociągu są butem i mają zaakceptować swoje miejsce dla dobra pozostałych.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

“Snowpiercer: Arka Przyszłości” pełna jest odniesień do walki klasowej, selekcji naturalnej. Tego, czy jesteśmy w stanie zaakceptować swoje miejsce w świecie. Jest przy tym pełna nielogiczności, które niektórym mogą odbierać przyjemność z seansu. Odnosiłem wrażenie, że momentami jesteśmy chlastani symbolami tak, jakbyśmy nic nie rozumieli. Ja przymknąłem na nie oko, bo mamy do czynienia z dobrze zrealizowanym kinem sf skierowanym do dorosłego widza. Brudny tył pociągu, żywiący się galaretowatymi batonami zostaje przeciwstawiony czystej i kolorowej elicie. Bong w celu uwypuklenia różnic stosuje zabiegi takie jak wprowadzenie w brudny świat jaskrawego koloru. Dodatkowo świetnie operuje ograniczoną przestrzenią. Każda scena rozgrywa się w wąskich wagonach pociągu, a mimo to mamy wrażenie, że przestrzeń jest trochę większa. Klaustrofobia, przemoc i ciężki klimat przywodzą mi na myśl trzecią część serii Obcy. Tą rozgrywającą się w kolonii karnej. Jest tu miejsce na odrobinę humoru, ale takie chrzęszczącego między zębami, gdy postaracie się uśmiechnąć trochę szerzej. Każdy wagon jest inny. Każdy jest etapem walki. Ta zaprezentowana jest z odpowiednim polotem, ale przy okazji mam wrażenie, że twórcy chcieli być dosłowni w pokazywaniu przemocy i jednocześnie bali się tego, bo w kluczowych momentach kamera wędruje gdzieś indziej. Kadr się zmienia pozostawiając większość ludzkiej wyobraźni. Wspominałem o aktorach, więc wypada oddać im, że ze swoich ról wywiązują się bardzo dobrze. Groteskowa postać Tildy Swinton, nawiedzona nauczycielka w wykonaniu Alison Pill, narwany walczak Jamiego Bella czy uzależniony od narkotyków projektant zabezpieczeń Kang-ho Songa to tylko niektóre z indywiduów, których oglądanie jest prawdziwą przyjemnością.

“Snowpiercer: Arka Przyszłości” ma swoje wady. Przede wszystkim mroczna historia z początku po jakimś czasie zmienia się w satyrę, która nie jest już tak mocna jak to ciemne wcielenie filmu Bonga. Na właściwy tor wraca pod koniec. Całość trochę się rozłazi w szwach, a prawdziwą dziurę wielu zauważy w momencie, gdy zobaczy zakończenie. Żeby była jasność – mi zakończenie się podobało. Wiem jednak, że sporo osób na nie narzeka i twierdzi, że jest bez sensu. Według mnie ma sens i przynajmniej nie ogłupia widza wizją jakiegoś cudu pośród skutej lodem ziemi. Film przypomina trochę pociąg, który jest jego bohaterem. Dużo w nim różnych elementów, które zdają się żyć własnym życiem. Nie zawsze to życie wychodzi całości na dobre. Na szczęście przy okazji podobnie jak pociąg brnie przez śnieg przed siebie, a od Was samych zależy to, czy oglądając film będziecie na jego tyłach czy może na przedzie.

Polecam obejrzeć krótki film będący prequelem do historii opowiedzianej w “Snowpiercerze”. Wyjaśni Wam kilka rzeczy:

Fotografie użyte w tekście – Monolith Films

Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed

Logotyp na górze przeniesie Cię na stronę główną. Poniżej znajdziesz konta w serwisach, w których możesz mnie obserwować. Miło mi, że poświęcasz swój cenny czas na obcowanie z tym, co przygotowałem.

More Stories
Game of Thrones
W sieci intryg “Game of Thrones”