Tak powinno się robić “kino kopane”

Dwa lata temu udało mi się załatwić patronat nad filmem “Raid”. W Polsce do kin wprowadzała go firma, w której pracowała moja znajoma. Odezwała się do mnie, czy nie jesteśmy zainteresowani. Byliśmy. Szczególnie, jak zacząłem czytać na temat tej produkcji i oglądać trailery takie jak ten:

Nie mogło być źle. Przed pokazem przedpremierowym nie wiedziałem, że po seansie zdradzę swoją żonę. Zakochałem się w “Raid” i kocham ten film do teraz. Z tego powodu na kontynuację czekałem jak nastolatek na transformacje w “Czarodziejce z Księżyca”. Doczekałem się.

Dłużej znaczy lepiej

Kobiety pewnie przyznają mi rację. W końcu dwie i pół godziny to całkiem dobry czas jak na jeden raz. “The Raid 2” właśnie tyle trwa. Ponad 150 minut akcji przetykanej kryminalną intrygą. Gareth Evans postanowił, że nie będzie kombinował tylko do sprawdzonego modelu, w którym wielu ludzi naparza się z głównym bohaterem dorzuci jakąś bardziej rozbudowaną fabułę. Akcja rozpoczyna się w momencie, w którym zakończyła się pierwsza część. Rama dostaje propozycję nie do odrzucenia. Jeżeli chce ochronić rodzinę musi pomóc jednostce specjalnej policji w walce z korupcją. Oczywiście nie nastawiajcie się na thriller szpiegowski. To raczej taka “Infiltracja” z dużą ilością rewelacyjnie zrealizowanych scen walki. Jak piszę, że są rewelacyjne, to one są RE-WE-LA-CY-JNE. Niektóre sceny to absolutne mistrzostwo świata kolejny raz udowadniające, że najlepsze kino akcji powstaje w Azji. Zresztą zobaczcie scenę walki w toalecie:

Niby chaos, ale wszystko jest płynne. Ciosy padają jak strzały z bicza, a kamera tańczy między walczącymi, jakby sama brała udział w bójce. Takich perełek jest tam więcej. Mi najbardziej w pamięć zapadła sekwencja w błocie na spacerniaku i ta kręcona w wagonie metra, gdzie dziewczyna wyposażona w dwa stalowe młotki rozprawia się z ochroniarzami pewnego przestraszonego pana. Poezja. W zasadzie to nawet nie poezja, co brutalny balet pełen łamanych kości, wybijanych stawów i ran różnego typu od tych ciętych po szarpane. Wymyślcie coś, a to pewnie znajdzie się w “The Raid 2”. Oglądając czułem się trochę jakby właśnie przyjechał Mikołaj i powiedział, wybierz sobie prostytutkę, którą tylko chcesz. Ja stawiam. No raczej panie Mikołaju. Pan stawia i ta pani też.

Screen z filmu The Raid 2
Ta pani jest zła/Materiały prasowe

O aktorstwie rozpisywać się nie ma sensu, bo to nie jest film, w którym delektujemy się oszczędną grą pełną emocji wielokrotnie nominowanych do Oscarów staruszków kina. Na szczęście poziom nie zbliża się do tego prezentowanego przez polskie kino akcji, więc mówiąc krótko, jest po prostu poprawnie. Co ciekawe ten film miał powstać jako pierwszy. Evans miał już gotowy scenariusz i to miał być jego debiut. Niestety kilka lat temu nie miał pieniędzy, więc zamiast tego nakręcił swój pierwszy film opierając się na kręceniu w jednej lokacji.

Schematy i klisze

Żeby nie wyszło na to, że polecam Wam najlepszy film na świecie muszę trochę ponarzekać. Fabularnie tak jak w przypadku aktorów jest poprawnie, ale nic ponadto. Wynika to z faktu, że Evans posłużył się zgranymi już zabiegami. Główny wątek to nic innego jak wielokrotnie sprawdzony motyw zdesperowanego gliniarza pod przykrywką. Czarne charaktery nie są szczególnie ujmujące i wyglądają, jakby je ktoś wyciął z szablonu umieszczanego w przewodniku “Zrób sobie własnego Dartha Vadera”. Może poza kulejącym Bejo i wyglądającym jak wojowniczy żul z dworca Prakoso, którego gra Yayan Ruhian, czyli Mad Dog z pierwszej części. Evans radzi sobie jak mało kto ze scenami walki, ale nie potrafi pokazać czegoś świeżego w schematach, które widzieliśmy już milion razy.

Dialogów jest więcej niż w “jedynce”, a my mamy zbliżyć się do bohaterów lepiej poznając ich psychikę. Problem w tym, że z miejsca wszystko jest jasne. Tu nie ma gigantycznych zaskoczeń i zwrotów akcji, które zapadają w pamięć sprawiając, że pod trzepakiem rozentuzjazmowana grupka kolegów krzyczy:

Ty, a widziałeś, co się wtedy stało? No ja! Nie wierzę. – rozentuzjazmowany Franciszek

Takie okrzyki nie pojawią się w stosunku do fabuły. Sceny akcji i owszem sprawiają, że szukamy szczęki u sąsiadów z dołu, ale reszta jest no cóż… no po prostu jest.

Mokry sen

Ponarzekałem i ostrzegłem, że fabularnie nie jest to pierwsza liga. Tyle tylko, że ja w serii “Raid” tego nie szukam. Pierwsza część była oszczędna pod względem prezentacji bohaterów i wygrała sympatię widzów czystą akcją. Z tego powodu “dwójkę” oglądałem przede wszystkim pod tym kątem. Tu nie ma mowy o rozczarowaniu. Jest 110% pure adrenaline from Indonesia.

The Raid 2 - screen 1
Jeden z najlepszych pojedynków w filmie/Materiały prasowe

Tak jak pisałem, ale dla pewności powtórzę raz jeszcze, nie jest to najlepszy film akcji jaki nakręcono. Większa skala filmu sprawia, że jest więcej miejsca na pomyłki i jakieś mniej lub bardziej zrozumiałe głupoty. Evans się ich nie ustrzegł, ale przykrył większość z nich bardzo dobrze zrealizowanymi scenami walk i pościgów. Fani “kina kopanego” powinni, a w zasadzie muszą, ten film zobaczyć. Reszta może, ale błagam, niech nie nastawia się na filozoficzne rozkminy o końcu świata i kruchości życia. Takie rzeczy tylko u Kieślowskiego.