Who is Mr. Robot?

 

Elliot Alderson nie przepada za kontaktem z ludźmi. Ciągle ubrany tak samo obserwuje rzeczywistość z pewną dozą strachu, że ktoś może go zauważyć. Genialny outsider, który w wolnych chwilach wymierza sprawiedliwość. Nie zmienia się jednak w Batmana. Elliotowi bardzo daleko do przystojnego umięśnionego miliardera o analitycznym umyśle, który przy okazji sam ma problemy psychiczne skoro przebiera się za wielkiego nietoperza. Choć tak jak i Wayne Elliot ma swoje tajemnice. Jak ta, że przyszedł czas, aby zmienić świat.

Serial “Mr. Robot” jest jednym z największych pozytywnych zaskoczeń tego roku zaraz obok “Daredevila”, “iZombie” czy “Narcos”. Pozytywnych choć w samym serialu ciężko znaleźć optymizm. Wszystko przez fakt, że śledzimy losy człowieka, który już od pierwszego odcinkach męczy się. Pracuje w miejscu, które współpracuje z firmą będącą według Elliota uosobieniem całego zła na świecie. Jest samotny choć nie do końca, bo w jego wypadku to taka samotność kontrolowana. Jeden przyjaciel, jeden dealer narkotyków, spotkania z psychiatrą i prywatna krucjata wymierzona w pedofilów, niewiernych mężów, złodziei. Chwile zapomnienia serwowane przez narkotyki odciągają go od problemów i kłopotów z psychiką. Odciągają na chwilę, bo ostatecznie pogłębiają tylko stany psychozy.

Z początku wydaje nam się, że Elliot “po prostu” cierpi na fobię społeczną. Z czasem okazuje się jednak, że to nie jest jego jedyny problem, a widz z odcinka na odcinek sam pogrąża się w szaleństwie. Bo “Mr. Robot” to przede wszystkim serial oparty o psychozy, którego konstrukcja sprawia, że oglądając możemy czuć się zirytowani. Coraz mniej rozumiemy. Elliot coraz bardziej działa nam na nerwy. Męczymy się tak, jak męczące może być oglądanie osoby owładniętej problemami psychicznymi. “Mr. Robot” w pewnym sensie stara się wystawić nas na próbę, która kończy się kolejnymi twistami fabularnymi, po których wiemy więcej, aby znowu przekonać się, że nie wiemy nic.

Fuck Society

Ciężko jest pisać na temat “Mr. Robot”, aby nie zdradzać najważniejszych tajemnic, ale postaram się uniknąć spoilerów. Tak jak wspominałem powyżej Elliot wykorzystuje swoje umiejętności w zakresie kodowania do tego, aby zdobywać potrzebne informacje na temat ludzi, których chce ukarać. Na życie zarabia jako jeden ze speców od zabezpieczeń. I tak naprawdę do tego sprowadza się jego życie. Do pracy, kodowania i kontrolowanego zażywania narkotyków. Zmiana następuje w momencie, gdy jego działalność zostaje dostrzeżona przez wywrotową organizację fsociety. Dowodzona przez tajemniczego Pana Robota grupa stawia sobie za cel sprawiedliwość społeczną, która zostanie osiągnięta, gdy uda się zniszczyć firmę, która opłaca usługi Elliota, czyli E Corp. Moloch, który może być kojarzony na przykład z Google, stara się bowiem kontrolować praktycznie każdą sferę życia przeciętnego obywatela, więc zdecydowanie jest z czym walczyć.

Sam musi zdecydować czy chce, aby jego działania znaczyły coś więcej, czy woli nadal działać lokalnie. Decyzja jest ważna, bo raz podjęta zamyka drzwi, przez które można wrócić do poprzedniego życia. Albo jesteś z fosciety, albo jesteś przeciw nim. Nie zdaje sobie oczywiście jeszcze sprawy z tego, że przystając do tej grupy pogłębi swoje paranoje.

Mr. Robot - serial
Mr. Robot

Elliot zdaje sobie sprawę z tego, że nie jest taki jak większość z nas. Stopniowo odkrywamy kolejne fakty z jego życia, o którym opowiada ni to nam, ni to samemu sobie. Sposób prowadzenia narracji i fakt, że słyszymy to, co myśli główny bohater intryguje, ale jest też elementem większej całości, która zostanie pokazana pod koniec pierwszego sezonu. Zresztą nie tylko fakt specyficznej narracji jest tu istotny dla klimatu “Mr. Robot”.

Ludzie bez znaczenia

Seriale stają się coraz lepsze, a twórcy starają się pokazać nam rzeczy, których wcześniej w telewizji nie mogliśmy zobaczyć. Estetyka obrazu w produkcjach takich jak “Hannibal” czy “Utopia”, gdzie odpowiednio dobrane kadry stanowią samodzielną historię stoi w opozycji do tego, co oferuje seria stworzona przez Sama Esmaila. Tak, jak hakerzy z serialu stoją w opozycji do zastanej rzeczywistości, tak “Mr. Robot” ze swoją wizualną oszczędnością pokazuje środkowy palec wszystkim wysublimowanym tytułom. Jego z pozoru ascetyczny charakter ma drugie dno, które opiera się zasadzie, która stosowana jest od lat nie tylko w filmach, ale i innych sztukach wizualnych. Twórcy wykorzystali bowiem tzw. “zasadę trójek”, która odpowiada za kompozycję kadru, aby za jej pomocą nadać dodatkowy wydźwięk wydarzeniom i podkreślić to, co dzieje się z postaciami. Na początek wyjaśnienie czym ta zasada jest. W skrócie wygląda tak tak:

Kadr powinniśmy podzielić na dziewięć równych pól, które ułożone są w trzech kolumnach i trzech rzędach. Rozdzielonych liniami poziomymi i pionowymi. Każdy z kluczowych elementów kompozycji powinien znajdować się wzdłuż tych linii lub w ramach wydzielonego przez nie obszaru.

To tak w wielkim skrócie. Dzięki tej zasadzie możemy komponować kadry tak, że sugerują odbiorcy, co jest ważne, a co nie. W “Mr. Robot” kadry są konstruowane w oparciu o zasadę trójek i co ciekawe nie wykorzystuje się jej tylko po, aby zwrócić nam uwagę na najważniejszych bohaterów. Można z niej skorzystać na przykład po to, aby zaznaczyć izolację bohatera. W “Mr. Robot” najczęściej samotność postaci zaznaczana jest poprzez “upchnięcie” jej na skraju kadru. Kiedy bohaterowie przebywają razem w centrum, to z reguły jest to związane z relacjami jakie są między nimi. Co ciekawe skoro mamy do czynienia z walką jednostki z systemem dochodzi do sytuacji, w której bohaterowie są wypychani z kadru. Z początku znajdują się w centrum, by stopniowo znaleźć się na jego skraju. Przestrzeń to system, a reszta to postacie. Ich obecność na skraju pokazuje jak bardzo przytłaczający jest ich przeciwnik.

Serial Mr. Robot
Elliot często prezentowany jest z boku kadru, a nie w jego centrum

Dochodzimy w ten sposób do wniosku, że walka, którą obserwujemy toczy się nie tylko w ramach dialogów i decyzji podejmowanych przez postacie, ale i na płaszczyźnie obrazu. Takie działanie ma jeszcze jeden cel, którym jest oszukiwanie widza, bo często stosowane zabiegi mają nas odwieźć od tego, co mogłoby sprawić, że odkryjemy zbyt wiele z ciągle rozwijającej się fabuły.

Jest pan chory

Jednak siła “Mr. Robot” nie sprowadza się tylko do gry obrazem. Wiąże się również z tak istotną dla rozwoju fabuły kondycją psychiczną Elliota. Postać grana przez Ramiego Maleka cierpi, a my to cierpienie obserwujemy. Jak się okazuje zostało ono przedstawione niezwykle sugestywnie, bez odbiegania od rzeczywistości. Dziennikarze serwisu Vulture postanowili zapytać doktora Paula Puriego o to, czy problemy Elliota przedstawione są wiarygodnie. Puri potwierdził, że jak najbardziej. Zauważył, że Elliot doświadcza urojeń, czyli fałszywych przekonań, które towarzyszą mu w zasadzie bez przerwy. Jeżeli bohater widzi rzeczy, których nie ma, to wbrew temu, co sądzi wielu widzów wcale nie oznacza, że jest schizofrenikiem. To coś zupełnie innego:

Halucynacje to jedno, ale on też praktycznie zapomniał cały znaczący fragment swojej przyszłości, czyli doświadcza amnezji wstecznej. On w praktyce widzi rzeczy ze swojej przeszłości, reprezentowane w zupełnie inny sposób. Gdybym miał ocenić, co się z nim dzieje, powiedziałbym, że ma poważne zaburzenie dysocjacyjne tożsamości.

Jeżeli ktoś cierpi na dysocjacyjne zaburzenia tożsamości, to często zachowuje się w sposób dla nas niezrozumiały. W takim wypadku to, co robi Elliot sprawia, że nie potrafimy odróżnić prawdy od urojeń i tym samym gubimy się nie rozumiejąc tego, co się dzieje. To, co dopełnia ten obraz to fakt, że sama postać została wykreowana w taki sposób, iż jest jedną wielką chodzącą sprzecznością. Postrzega się jako mściciel, który chce pomagać innym, ale przy okazji jego działania sprawiają sporo dodatkowych problemów. Twierdzi, że ma nad wszystkim kontrolę, a w rzeczywistości jest uzależniony od morfiny i buprenorfiny. Niby jest głównym bohaterem, ale przy okazji jego zachowanie sprawia, że nie jest dla nas wiarygodny.

Mr Robot - Tyrell Wellick

 

Wiem, że wielu z Was będzie takim obrotem spraw zirytowane, bo przecież nie oglądamy jakiegoś serialu po to, aby ostatecznie stwierdzić, że bohaterowie działają nam na nerwy, a wydarzenia przedstawiane są tak, że nie bardzo wiemy, co tak naprawdę tam się dzieje. Ja jestem kupiony. Owszem momentami wydaje mi się, że oglądam chaos, który ktoś chce poukładać, ale z drugiej strony, czy nie tak wygląda życie osoby chorej psychicznie? Takiej, która stara się posklejać świat, który rozpadł się na tysiące kawałków. Czasami coś się udaje i elementy do siebie pasują, a czasami musimy dać za wygraną i obserwować rzeczywistość zniekształconą. Jak w stłuczonym lustrze.

 

Chcesz wysadzić świat?

 

Bardzo często przy okazji tego, co można przeczytać na temat “Mr. Robot” pojawia się odwołanie do “Podziemnego Kręgu”. Coś w tym jest, ale te dwa tytuły mimo wszystko skupiają się na czymś innym. “Mr. Robot” przede wszystkim jest serialem nie tyle o walce z systemem, co walce z chorobą psychiczną, a przynajmniej to jest jego głównym tematem w pierwszym sezonie. W drugim być może pojawią się nowe wątki, które przeniosą środek ciężkości w innym kierunku.

Mr Robot
Darlene

Dla mnie to nie jest serial roku, choć jest wśród najlepszych. Niektórych zmęczy narracją. Inni odpadną, bo będzie ich irytować główny bohater. Jeszcze inni uznają, że w sumie to już wszystko widzieli i nie ma tu nic nowego. Dlaczego w takim razie polecam zapoznanie się z “Mr. Robot”? Bo jako jeden z niewielu seriali porusza problem, który eksplorowany jest rzadko. Nie chodzi tu o inwigilację, bezpieczeństwo czy fakt, że grupy takie jak Anonymous, na których fsociety jest wzorowana, starają się walczyć z ich zdaniem opresyjną władzą, która wykorzystuje swoje wpływy, aby ingerować w naszą prywatność. Z systemem. Chodzi o to, jak ten sam system tłamsi ludzi. Jak osoby z problemami psychicznymi starają się odnaleźć w “naszej rzeczywistości”. Elliot przypomina rybę w sieci, która miota się próbując wydostać się z niej wydostać. Im bardziej się miota, tym mniejsze ma szanse na to, aby uciec, bo stopniowo opada z sił. Każdy z nas czasami jest Elliotem. Każdy z nas czasami jest rybą w sieci.

 

  • Mr. Robot wielbię miłością głęboką jak rów mariański i odwzajemnioną. Nie tylko dzięki Ramiemu 🙂

    PS. Czy czcionka się posypała czy tak ma być? Bo troszkę malutka :C

  • Tradycyjnie zacząłem oglądać, spodobał mi się i przestałem na szóstym odcinku, by wrócić później. Jeszcze nie wróciłem. Serial jest rzeczywiście świetny. Działający na nerwy bohaterowie nie przeszkadzają mi od pierwszego sezonu “The Shield”, po którym stwierdziłem, że nie znajduję postaci, z którą mógłbym się utożsamiać. W “Mr Robot” jednak łatwiej wsiąknąć. Tylko czemu nie chce mi się siedzieć przed telewizorem? 🙂

  • Kamil Szólc

    Świetny serial – wcześniej nie miałem okazji oglądać żadnej telewizyjnej produkcji poruszającej tematyki związanej z chorobami psychicznymi. Uznanie trzeba też oddać aktorom, którzy kapitalnie wcielili się w swoje role. Jestem ciekaw czy dla Ramiego Maleka będzie to trampolina dla jego dalszej kariery? Bo talent na pewno ma. No i nie można zapomnieć o Martinie Wallstromie i jego socjopacie Tyrellu (gdzie się podziewa na końcu? :)) Nawet Christian Slater w końcu ma szansę zagrzać miejsce gdzieś dłużej 😉 Chętnie chciałbym znaleźć czas, żeby obejrzeć ten serial od początku i doszukiwać się smaczków, których wcześniej nie zauważyłem.

    ps. Przemyśl sprawę z czcionką no jakaś malutka jest i źle się czyta 😉

    • Spokojnie to nie jest na stałe – w sensie font.

      A co do serialu, to jestem niezwykle ciekawy, jak potoczą się kolejne wątki – przede wszystkim Wallstroma i jego żony 🙂

      • Kamil Szólc

        Boje się tej jego żony 😛 zaskoczyli i chyba najbardziej zaintrygowali mnie też całkiem na końcu – SPOILER!!!!!! White Rose i E Corp?

  • Natalia Chrzescijanek

    Główny bohater grał w grze “Until Down” (?) i chyba tylko dlatego looknę na tą produkcję, ponieważ w grzy wypadł wspaniale 😀

  • ToJa

    Właśnie skończyłem oglądać, i oh, jej!, powiem tylko: czekam na drugi sezon! <3