Wiemy już, że aktorski Wiedźmin – bez gumowych smoków na sznurku! – powstanie. Radujmy się i cieszmy, bo pozwólcie, że posłużę się wytartym już frazesem, nasz najlepszy towar eksportowy od czasu wódki i Vadera na to zasługuje. Ironizowałem na Facebooku, że twórcy mają ułatwione zadanie, bo nic gorszego niż film Marka Brodzkiego nie powstanie. Przestańmy się jednak znęcać nad trupem, bo ten przynajmniej miał okazję walczyć o uwagę widza, a film Tomasza Bagińskiego, to ciągle niewiadoma. Tak jak niewiadomą jest obsada. W ostatnim wywiadzie Bagiński przyznał, że budżet zamknie się w okolicach 30 milionów dolarów – to górna granica, w którą w miarę możliwości będą celować. Na warunki amerykańskie kwota jest niska, ale z drugiej strony wystarczy, aby zrealizować kameralny film z przyzwoitymi efektami specjalnymi i obsadą, w której Yennefer nie ma wąsów – przepraszam panią Grażynę Wolszczak, którą bardzo cenię. Jeżeli faktycznie będzie kameralny i oprze się o dwa pierwsze opowiadania, to powinno wystarczyć. Mają nadzieję kręcić w Polsce, ale i na Ukrainie oraz Białorusi.

Pytanie, czy „Wiedźmin” to jest film typu „Władca Pierścieni”. Moim zdaniem nie. Jest znacznie poważniejszy. Film będzie więc mniejszy, ale planujemy jego realizację w skali międzynarodowej, hollywoodzkiej. To będzie, jak na te filmy, które się realizuje w Polsce, przedsięwzięcie gigantyczne. […] Dla mnie te historie zawsze były taką bazą tego, kim jest Geralt, kim jest główny bohater powieści. Wydaje mi się, że zaczęcie od nich i zbudowanie filmu bardzo mocno takiego, użyję amerykańskiego słówka, „sfokusowanego” na bohaterze, na Geralcie, jest dobrym pomysłem na pierwszy film. – Tomasz Bagiński w wywiadzie dla “Dzień Dobry TVN”.

Na pytanie o aktora przyznał, że wiedzą do kogo uderzyć, ale na razie za wcześnie na nazwiska. Na pewno będzie to aktor anglojęzyczny. W tym momencie wkraczam ja i prezentuję swoją szóstkę aktorów, których chętnie zobaczyłbym w roli Geralta. Nie są to wybory zaskakujące, więc czekam na propozycje alternatywnych typów w komentarzach.

1. Richard Armitage

Zaczynamy z przytupem, czyli od krasnoluda, który może zostać Wiedźminem. Jak już wszyscy wiemy Armitage jest w stanie zagrać Niemca, króla i wariata, który w wolnych chwilach jest seryjnym mordercą – niekoniecznie w tej kolejności – więc powinien poradzić sobie z rolą Geralta. Rzucimy mu tylko odpowiedni kolorek na włosy, damy do ręki miecz i pozwolimy w końcu pokazać wszystkim, że to 189 cm wzrostu robi wrażenie, kiedy bierze zamach. Jak to się mówi, ma chłop warunki. Dodatkowo z brodą i długimi włosami robi wrażenie niczym Marchewa Żelaznywładsson. Ma kryzmę albo jak wolicie charyzmę. Biorąc też pod uwagę jego dotychczasowe role jest to aktor ciągle w finansowym zasięgu twórców. Fakt, grał w wielki hicie jakim był “Hobbit”, ale potrafił też rzucić się w wir pracy przy projektach na mniejszą skalę.

Zamyślony Richard jest zamyślony

2. Nikolaj Coster-Waldau

To wybór kontrowersyjny, bo przecież Geralt nie stracił ręki. Tak poważnie, to jest to wybór kontrowersyjny, bo mam wrażenie, że jestem jedną z niewielu osób, które widzą go w ogóle w tej roli. Znowu jest to aktor w zasięgu finansów twórców. Od kilku lat na co dzień ma do czynienia z fantasy i to w tym brutalnym, mrocznym wydaniu. Z jednej strony nie jest to wielka gwiazda, a z drugiej aktor, który dzięki “Grze o tron” nie jest twarzą anonimową. Wyobraźcie go sobie z soczewkami, długimi włosami i zmęczoną zarośniętą twarzą. No dalej, wyobraźcie sobie. Rozkazuję Wam.

Już się cieszy na rolę

3. Rufus Sewell

Kolejny aktor, który ma ponad 180 centymetrów wzrostu – przypadek, nie sądzę. Jednocześnie fantastyczny aktor teatralny, którego chętnie znowu zobaczyłbym w kinie fantasy. Ostatnio użyczał swojego talentu w “Herculesie” Bretta Ratnera. Jego doświadczenie i talent wskazują na to, że powinien poradzić sobie z ciężarem głównej roli. Ciągle odnoszę też wrażenie, że jest to aktor jakby w cieniu, ciągle nienależycie wykorzystany. Śledzę jego karierę od momentu, gdy obejrzałem “Mroczne miasto” Alexa Proyasa i za każdym razem jak Sewell pojawia się na ekranie moje serce raduje się i mam nadzieję, że i wasze serca będą radosne, gdy pojawi się jako Geralt.

Mroczny Rufus

4. Mads albo Lars Mikkelsen

Ja wiem, że jedynym prawilnym Geraltem dla wielu z czytelników jest Mads Mikkelsen. Ja się z tym zgadzam. Fanowskie przeróbki grafik promocyjnych do “Wiedźmina 3”, na których umieszczano twarz Mikkelsena utwierdzały masy w tym, że jest to aktor idealny. Coś w tym jest, bo na każdej z nich prezentował się świetnie. W filmie “Valhalla: Mroczny wojownik ” pokazał, że nikt tak pięknie nie potrafi milczeć jak on. Z kolei jego zdjęcie z “Michaela Kohlhaasa” stało się pierwszym “oficjalnym” zdjęciem Mikkelsena w roli Geralta. Tak często można je zobaczyć przy okazji wszystkich tekstów o potencjalnej obsadzie filmu, że w zasadzie funkcjonuje już jako osobny byt. No dobrze, ale oprócz Madsa jest jeszcze ciut starszy Lars. Już słyszę jęk niezadowolenia, ale do diabła z tym. Lars jest równie kapitalnym aktorem. Udowadniał to zarówno w produkcjach amerykańskich – “House of Cards” – angielskich – “Sherlock” – czy rodzimych, duńskich. Tam przede wszystkim “Forbrydelsen”. Z odpowiednią charakteryzacją będzie wyglądał nie gorzej niż młodszy brat.

Za dużo zajebistości w jednym miejscu, abym mógł to przetrawić

5. Travis Fimmel

Ciut szalony król wikingów, a aktualnie Anduin Lothar. Nie wiem, czy jako Geralt nie zagrałby kolejny raz Ragnara Lothbroka, ale z drugiej strony chyba by mi to specjalnie nie przeszkadzało. Dobrze wypada w roli wyszczekanych brutali. Dobrze mu też w długich włosach no i jest perspektywicznym wyborem, jeżeli chodzi o serię filmów. Ma 36 lat, w Hollywood stawia dopiero pierwsze “dorosłe kroki”. No chyba, że “Warcraft” okaże się gigantycznym sukcesem, który rozpocznie serię ekranizacji tej słynnej gry, a w kolejnych odsłonach znajdzie się miejsce dla Anduina. Choć ja w to osobiście nie wierzę.

Dawno nikt ci nie spuścił wpierdolu

Na koniec trzy propozycje, których nie chce mi się szerzej opisywać, bo jestem leniwym dziadem, ale powinny się pojawić z różnych powodów.

  • Alexander Skarsgård – ot, tak. Lubię gościa. Był wampirem, więc teraz może być też tym, które na nie poluje.
  • Viggo Mortensen – choć w jego wypadku wiek już może robić swoje (57 lat), ale z drugiej strony to kapitalny aktor, który lubi grać w kameralnych produkcjach.
  • Liam McIntyre bo to typ Myszy, a ja się ze zdaniem Myszy liczę.
  • Kevin Costner – zaskoczeni, co? Rzecz w tym, że swego czasu Andrzej Sapkowski przyznawał, że jest to aktor najbliższy jego wyobrażeniu Geralta. Ma 60 lat na karku, ale ciągle potrafi jeszcze zatańczyć. Nie tylko z wilkami.

No, to tyle ode mnie. Całuję i ściskam.