Zestaw anime dla początkujących – Seriale

Chcesz zacząć oglądać anime. Przyszedłeś tu z tą myślą, bo chcesz, ale nie wiesz, jak zacząć. Normalnie napisałbym, że masz problem, ale od jakiegoś czasu staram się takie problemy rozwiązywać. Jestem jak Winston Wolf. Nie wiesz co czytać, oglądać, wstrzykiwać sobie czy nawet wciągać  z popkultury, przychodzisz do mnie. Jak tego nie wiedziałeś, to teraz już wiesz. Dzwoń, pisz, wysyłaj znaki dymne. Skończmy jednak z tą autoreklamą i przejdźmy na zaplecze masarni.

A więc chcesz zacząć oglądać anime?

To świetnie się składa, bo złożyłem zestaw filmów i seriali z myślą o początkujących. Takie pozycje, które absolutnie każdy może spokojnie obejrzeć. Nie chcę używać sformułowania “neutralne”, bo one na pewno neutralne nie są, ale na pewno są to pozycje, od których można zacząć przygodę z japońską animacją, bo zwyczajnie mamy tu do czynienia z klasykami. Będą rzeczy nowsze, będą rzeczy starsze. Jednak nim pojawi się ktoś z komentarzem, że w ogóle lista powinna wyglądać inaczej lub brakuje tego czy tamtego informuję, że:

  • To jest subiektywny wybór. Może się to okazać szokiem dla niektórych, ale to oznacza, że kieruję się swoim gustem, a nie jakąś uważaną za ogólnie pożądaną normą. Można się ze mną nie zgadzać, ale przecież o to w potencjalnych dyskusjach często chodzi.
  • Pozycji na pewno może być więcej. Zawsze może być więcej. 20, 30, 40 itd., ale pytanie po co? Po co zalewać czytelnika pierdyliardem tytułów skoro i tak ostatecznie okaże się, że nadal będzie zagubiony. Trzeba go odgubić*, i ja w tym odgubieniu mam mu pomóc, ale nie ma problemu, aby dopisywać kolejne tytuły – najlepiej z argumentacją dlaczego – w komentarzach.

Skoro rzeczy oczywiste mamy omówione to wypada jeszcze zwrócić uwagę na to, że seriale anime, które wybrałem to przedstawiciele różnych gatunków znowu z myślą o różnorodnych preferencjach potencjalnego widza. Filmy pojawią się w osobnym tekście, bo część o serialach tak się rozrosła, że uznałem, iż będzie lepiej, jak podzielę całość na dwie odsłony. Tak, aby nie mieszać seriali z filmami. Nim jednak przejdziemy dalej wypada odpowiedzieć na jeszcze jedno pytanie.

Dlaczego w ogóle warto oglądać anime?

Pytanie wydaje się zasadne głównie dlatego, że potencjalny widz może zapytać po co oglądać anime skoro jest tyle innych animacji. Czyż Amerykanie nie kręcą fantastycznych filmów dla całej rodziny? Czy nie mają tam produkcji dla dorosłych? Czy w Europie nie jest tak samo? Mają, ale w przypadku japońskiej animacji jest kilka elementów, które sprawiają, że są wyjątkowe. I tak:

  • Wyobraźnia – Animacje z Japonii wyglądają jak efekt pracy ludzi, którzy nie mają skrupułów przed wprowadzeniem w życie nawet najbardziej szalonych pomysłów. Jeżeli ktoś szuka serialu, w którym śmiertelnie chora dziewczynka zostaje uratowana przez tajemniczy kapelusz w kształcie pingwina, to proszę bardzo, jest taki serial. A ten przykład to akurat małe miki. Bywa dużo, dużo lepiej.
  • Dobro nie musi wygrać – Animacje Disneya eksplorują temat miłości i bardzo dobrze. Wiele z nich kończy się dobrze, ale w japońskich animacjach – ale i w tych Pixara, aby oddać mistrzom z zachodu, co ich – nie wszystko musi się skończyć dobrze. Podobnie jak w przypadku baśni starają się pokazać, że świat nie jest czarny lub biały. Że są sytuacje, gdy miłość, przyjaźń i braterstwo wcale nie triumfują. Jeżeli ktoś myśli, że George R. R. Martin zabijając wielu swoich bohaterów robi coś wyjątkowo, to znaczy, że bardzo mało wie.
  • Mają warstwy – Rzeczy wyjątkowe mają warstwy. To, co na powierzchni to dopiero początek podróży. Więcej kryje się pod powierzchnią. Sztuką jest wszystko odkrywać, co sprawia, że jeszcze bardziej doceniamy efekt pracy twórców.
  • Emocje – Japońskie animacje prezentują pełne spektrum emocji. Nie oszczędzają swoich bohaterów i widzów. Nie dość, że je prezentują, to również je wywołują. Kto nie płakał w trakcie “Grobowca świetlików” ten ma serce z kamienia.
  • Piękno – to akurat kwestia mocno subiektywna, ale animacje prosto z Kraju Kwitnącej Wiśni uważam za niezwykle gustowne, piękne i pod wieloma względami artystycznymi, niepowtarzalne.
  • Tematyka – Japończycy poruszają w swoich filmach i serialach tematy różne. Od przyjaźni, przez dysfunkcyjne rodziny przez filozoficzne rozprawki na temat sensu naszego istnienia. Nie ma tematów tabu.

Powyższe raczej nie zamyka kwestii odpowiedzi na pytanie dlaczego warto oglądać anime, ale zawsze można punkty uzupełnić. Te, które wymieniłem, przyszły mi do głowy jako pierwsze, gdy sam starałem się na to pytanie odpowiedzieć. No, i teraz w końcu możemy przejść do mięcha.

Seriale anime, które nie wiesz, że chciałeś obejrzeć, a ja ci mówię, że powinienieś

Seriali anime, od których warto zacząć jest całe mnóstwo. Ja wybrałem takie, które są przedstawicielami wielu gatunków, tak aby każdy albo prawie każdy znalazł coś dla siebie. Oczywiście nie są to wszystkie możliwe gatunki, bo tych w anime jest więcej niż ja mam włosów na głowie, ale na dobry początek powinno wystarczyć.

Cowboy Bebop
Tego pana będziecie lubić, nawet bardzo

Tytuł: Cowboy Bebop

Twórca: Shinichirō Watanabe, 1998

Jeżeli tworzyłbym listę najlepszych anime w historii wszechświata i światów ościennych, to Cowboy Bebop na pewno by się na niej pojawił. W sumie to żelazny klasyk i często obiekt sporów fanów o to, czy przypadkiem nie jest to najlepsze anime – a przynajmniej serial – jakie powstało w historii medium. Ja się spierać nie będę, ale jednego temu serialowi nie można odmówić, jakości. Naprawdę ciężko znaleźć osobę, która nie ogląda anime, a która po obejrzeniu przygód grupy łowców nagród nie stwierdzi, że to po prostu jest dobre. A jest. Tytuł każdego odcinka – a tych jest 26 – to tytuł utworu muzycznego. Wśród nich pojawiają się choćby utwory The Rolling Stones czy Queen, a wspominam o tym, dlatego, że to tylko jedno z nawiązań do kultury popularnej. Serial jest prawdziwym paczworkiem pozszywanym z nawiązań do westernów, wspomnianej muzyki – która odgrywa w serii bardzo ważną rolę – filmów przygodowych, akcji, kina noir, gansterskiego i science-fiction, jest tego multum. Na pierwszy rzut oka wygląda jakby nie mogło się udać, ale ostatecznie okazuje się, że się udaje. Nieśpieszne rozwijanie postaci, które są przy okazji bardzo dobrze rozpisane, a do tego ciekawy scenariusz. Serial może konkurować z najlepszymi produkcjami aktorskimi.

Samurai Champaloo
Ktoś ma ochotę na hip-hop?

Tytuł: Samurai Champloo

Twórca: Shinichirō Watanabe, 2004-2005

Jeszcze raz Watanabe, ale tym razem nie z westernem, a kinem drogi. Oto spotykają się trzy osoby, które przy okazji różnią się charakterami na tyle, że jest do dobra baza do tego, aby na ekranie działo się naprawdę sporo. Mamy spokojnego Jina, nerwowego Mugena i dziewczynę zagadkę, czyli Fuu. Cała trójka chcąc nie chcąc rusza w podróż po Japonii, ale po co Wam nie zdradzę. Kolejny raz Watanabe oferuje miks gatunków, ale tak jak przy Bebopie sięgał np. po jazz, tak tutaj sięga po hip-hop – swoją drogą wolne tłumaczenie tytułu na polski oznacza scratchującego samuraja. Oba jego seriale mocno się ze sobą łączą pod względem konstrukcji. Są epizodyczne, bazują na rozwoju postaci i relacjach między nimi. Wreszcie znowu dostajemy świetnie dobraną muzykę, która kolejny raz odgrywa kluczową rolę w narracji. W zasadzie jak ktoś sięga po Bebopa, to z miejsca może sięgnąć i po to.

Berserk
Bohaterowie

Tytuł: Berserk

Twórca: Naohito Takahashi na podstawie mangi Kentaro Miury, 1997-1998

Dla jednych bezsensowna młócka. Dla innych świetny serial w klimacie dark fantasy, w którym trup się ściele gęsto, krew tryska hektolitrami, a atmosfera jest tak gęsta, że można powiesić motykę. Opowieść o demonach, najemnikach i pewnej trudnej znajomości. Znowu są tu dobrze zarysowane postacie, a przemoc to tylko fasada, bo choć jest to zdecydowanie pozycja tylko dla dorosłych, to nie o odcinanie członków w niej chodzi. No może nie przede wszystkim o to. Choć serial już trochę trąci myszką, to w ostatecznym rozrachunku dobrze się zestarzał i nadal można go oglądać bez palpitacji serca i krwawiących oczu. Niektórych może zachęcić to, że świat stworzony przez Miurę mocno inspirowany jest średniowieczną Europą – zupełnie jak u Sapkowskiego, z którego twórczością można znaleźć jeszcze więcej cech wspólnych.

Attack on Titan
Mięsko!

Tytuł: Atak tytanów

Twórca:  Tetsurō Araki na podstawie mangi Hajime Isayamy, 2013

Dark fantasy, jak “Berserk”, ale w świeższym wydaniu, gdyby osoby, które zobaczą przygody Gutsa stwierdziły, że wolą coś z inną kreską. Akcja rozgrywa się w alternatywnym świecie, który podobnie jak to miało miejsce u Miury pod względem rozwoju przypomina średniowiecze. Jednak w przeciwieństwie do “Berserka” tutaj główny motyw jest postapokaliptyczny, bo ludzkość jest na granicy wyginięcia. Wszystko za sprawą gigantycznych istot, które żywią się mięsem, a z którymi garstce ludzi przychodzi się mierzyć. To ludzie są to zwierzyną i to oni żyją w ciągłym strachu, że kolejny dzień będzie ich ostatnim. Ci, którzy przeżyli zamknęli się w obrębie wielkich murów licząc, że w końcu uda się znaleźć sposób na swoje największe przekleństwo. Jeżeli nie boicie się religijnych odniesień – które potęguje soundtrack – to bierzcie i jedźcie z tego wszyscy. Serial jest brutalny, ale sprawnie wykorzystuje motyw walki, którą tak naprawdę toczy każdy z nas.

Mushishi
Jest pięknie

Tytuł: Mushishi

Twórca: Hiroshi Nagahama na podstawie mangi Yukiego Urushibary, 2005-2006

Realizm magiczny, czyli coś dla fanów powieści na przykład powieści Gabriela Garcíi Márqueza czy Andrzeja Stasiuka. Tylko w wydaniu japońskim. Wszystko kręci się tutaj wokół istot, które mogą żyć wszędzie, ale tak naprawdę jedynym, co łączy je z innymi żywymi istotami jest fakt, że żyją. Mogą pomagać, ale mogą i szkodzić. Niektórzy uważają je za demony, inni za zbawienie. Tych pierwszych bronią ci, którzy potrafią Mushi zobaczyć i właśnie kimś takim jest główny bohater anime. To serial mocno zasadzony w motywach znanych z mitologii, który jest tytułem zadającym pytania o porządek świata. Przyjemny miks filozofii, komedii, akcji i dobrze poprowadzonej fabuły.

The Great Teacher Onizuka
Tak wygląda nauczyciel, którego nie będziecie mieć

Tytuł: Great Teacher Onizuka

Twórcy: Naoyasu Hanyu i Noriyuki Abe na podstawie mangi Tōru Fujisawy, 1999-2000

Zmieniamy nieco klimat. To propozycja lżejsza, komediowa, której akcja rozgrywa się w szkole, do której trafia tytułowy Onizuka. Młody nauczyciel, który chce zrobić wszystko, aby nie stać się kolejną “ofiarą” swojej nowej klasy. W tym celu chce być innym nauczycielem niż wszyscy. Stara się pomagać, pokazać uczniom, że szkoła nie musi być przykrym obowiązkiem, a miejscem, do którego warto przychodzić po coś więcej niż tylko z pozoru niepotrzebną wiedzę. Jeżeli myślicie jednak, że Onizuka jest takim zwykłym belfrem, to się grubo mylicie. Sam został nauczycielem głównie dla tego, że dziewczyna, z którą się umówił uciekła do swojego kochanka, który też był nauczycielem. Grunt, to mieć właściwą motywację do pracy i Onizuka ją ma. Wspominałem, że był szefem gangu motocyklowego? Nie, to był. Może żarty nie są zbyt wyszukane, ale nie można odmówić serialowi poczucia humoru i dobrego balansowania na granicy komedii, romansu i dramatu. Aha i największą siłą serialu jest to, że każdy odcinek stara się nas czegoś nauczyć. W końcu to serial o najlepszym nauczycielu w historii.

Detroit Metal City
Nergal, to ty?

Tytuł: Detroit Metal City

Twórca: Hiroshi Nagahama na podstawie mangi Kiminoriego Wakasugiego, 2008

Znowu komedia, ale tym razem muzyczna. W końcu tytuł nawiązujący do jednego z przebojów KISS zobowiązuje. Wyobraźcie sobie, że marzycie o karierze w branży muzycznej. Gracie spokojne numery, chcecie być jak Ed Sheeran – no może oprócz rudych włosów, bo jak wiadomo rudzi nie mają duszy, a kto chciałby nie mieć duszy – ale ostatecznie jesteście jak Nergal. Skąd ta rozbieżność? Bo w życiu nie wszystko poszło tak, jakbyście tego chcieli i faktycznie robicie karierę, ale nie jako grajek w swetrze, a frontman death metalowej kapeli. O tym jest Detroit Metal City, które przez niektórych uważane jest za jedną z najzabawniejszych rzeczy, jakie obejrzycie w swoim życiu.

Lovely Complex
Nie widać na grafice, ale tu ważny jest wzrost

Tytuł: Lovely Complex

Twórca: Konosuke Uda na podstawie mangi Aya Nakahary

Żeby nie było, że u mnie tylko krew i przemoc prezentuję coś z gatunku shōjo, czyli mang, ale i anime, skierowanych do dziewcząt. Tutaj podstawą jest romans i wszelkie romantyczne relacje między bohaterami. Jest też sporo komedii, bo przecież związki między ludźmi to jedna wielka karuzela uśmiechu. W “Lovely Complex” tymi ludźmi są Otani i Risa. On jest zdecydowanie za niski dla niej, a wzrost to tylko jeden z problemów, które będziecie mogli obejrzeć na ekranie. Choć tytuł spodoba się przede wszystkim płci pięknej – wyciska łzy zarówno ze śmiechu jak i z powodu smutku – to facet powinien się na nim bawić równie dobrze. Szczególnie, gdy dwójka bohaterów się kłóci. Wtedy dzieję się rzeczy wyjątkowe.

Golden Time
Same problemy

Tytuł: Golden Time

Twórca: Chiaki Kon na podstawie powieści i mangi Yuyuko Takemiya

Druga komedia romantyczna, która nadaje się na początek. Jej bohater Banri Tada, to nowo przyjęty student prywatnej szkoły prawniczej w Tokio. Już pierwszego dnia gubi się, co ma swoje pozytywne konsekwencje, bo trafia na innego mistrza orientacji w terenie, czyli Mitsuo Yanagisawe, który zostaje jego przyjacielem. Później pojawia się ona i już możecie się domyślić o co chodzi i do czego jej pojawienie może doprowadzić.

Monster
O co w tym wszystkim chodzi?

Tytuł: Monster

Twórca: Masayuki Kojima na podstawie mangi Naokiego Urasawy, 2004-2005

 

Zostawmy miłostki i na koniec zafundujmy sobie coś naprawdę mocnego. “Monster” spodoba się każdemu, kto kocha thrillery. Głównym bohaterem jest genialny chirurg, który ma wszystko. Świetną pracę, piękną narzeczoną, posłuch wśród współpracowników. Bajka. Wszystko zmienia się, gdy do szpitala, w którym pracuje trafia chłopiec z postrzałem głowy. Jedna decyzja, którą podejmie w trakcie operacji sprawi, że jego idealne życie wywróci się do góry nogami. “Monster” to trzymający w napięciu kryminał, który sprawi, że będziecie go oglądać na skraju foteli. Jest śledztwo, jest tajemnica, są morderstwa, a jak są wszystkie te elementy to już wiecie, co będziecie nałogowo oglądać, aby w końcu dowiedzieć się jak się wszystko skończy.

Psycho-pass
Kto dzisiaj chce zabić?

Tytuł: Psycho-Pass

Twórcy: Naoyoshi Shiotani i Katsuyuki Motohiro, 2012

Skoro był kryminał, to jeszcze może coś związanego z cyberpunkiem. W “Psycho-Pass” akcja rozgrywa się w samowystarczalnej Japonii. Kraj jest odcięty od innych, bo zwyczajnie ich nie potrzebuje, a wszystko za sprawą tego, iż pieczę nad rozwojem pełni Sybill. Czym jest Sybill? Systemem komputerowym, który potrafi powiedzieć wszystko o człowieku. Jakie są jego wady, jakie zalety, gdzie sprawdzi się najlepiej i w końcu czy popełni przestępstwo. Skojarzenia z “Raportem mniejszości” są jak najbardziej na miejscu, bo bohaterką jest agentka służąca w specjalnej jednostce prewencji. Eliminuje osoby, które system uzna za niebezpieczne Skąd to wie? Monitoruje stan psychiczny obywateli i jeżeli wykryje, że jednostka jest na skraju popełnienia przestępstwa do akcji wkracza wspomniana jednostka. Dystopijna wizja świata, pytania o sprawiedliwość i granice oddania się kontroli nie tylko technologii, ale władzy w ogóle.

To tyle jeżeli chodzi o seriale. Filmy pojawią się w osobnym materiale. Listę pomógł mi stworzyć Kuba, który “zawiaduje” Magazynem Miłośników Komiksu. Wpadnijcie tam od czasu do czasu.

*Wiem, że nie ma takiego słowa.

  • jojtek12

    Kiedy autor wspomina o twoim ulubionym anime i innych klasykach czujesz jak wyrasta ci broda mędrca.

    • Które jest Twoim ulubionym?

      • jojtek12

        Mushishi. Spodziewałem się, że zobaczę tu jeszcze Death Note.

        • Rozmawiałem dzisiaj z kumplem, który pomógł mi stworzyć listę i doszliśmy do wniosku, że Death Note jest spoko, ale tylko jako koncept. Później robi się trochę #meh. Podobnie wyleciało np. Neo Genesis Evangelion, które w ostatecznym rozrachunku robi się bełkotliwe – choć i tak lubię 🙂

          • jojtek12

            Osobiście dzielę sobie Death Note na dwie części. Tą dobrą i tą po …. 🙂

          • No chyba że w ten sposób. A widziałeś może filmy aktorskie? Ja nie i zastanawiam się czy dają radę?

          • jojtek12

            Death Note nie ale sprawdziłem kiedyś 2 inne tytuły i raczej nigdy już żadnego nie sprawdzę. W tym przypadku wolę poczekać na to co pokarze hollywood, czytałem ostatnio, że zaangażował się w to Netflix ale nie spodziewam się zbyt wiele.

          • Hollywood od jakiegoś czasu robi podchody do kilku tytułów – choćby do Bebopa, ale czy ja wiem, czy to dobry pomysł. To jednak nie ten krąg kulturowy, choć ocenimy jak się coś pojawi. Dajmy na to Ghost in the Shell – to będzie ciekawy sprawdzian 🙂

          • jojtek12

            Problem jest taki, że wszystkie tego typu filmy będą naginać do amerykańskich standardów co raczej nie wyjdzie na dobre. Chociaż Bebop sam właściwie do takowych nawiązuje.

          • Dlatego on wydaje się najsensowniejszy, ale pożyjemy, zobaczymy 😉

          • Cpt

            Mi osobiście filmy aktorskie Death Note podobały się bardziej, niż anime/manga. Nie były może jakieś wybitne, ale w miejscach, gdzie oryginał miał rozwiązania delikatnie mówiąc dalekie od logicznych, owe filmowe adaptacje wstawiały coś, co ma sens.

          • sam jesteś bełkotliwy. (no nareszcie. bo ile można komentować bez mowy nienawiści :/)

          • BAN, SZABLA, BAN!!!!!@#@&*#@_($)_!

  • A gdzie Tsubasa i generał Daimos? 😛

    Zdziwiłeś mnie obecnością Tytanów (chociaż sam uwielbiam). Dziwne, że w sumie nie ma przedstawiciela shonen (DB, Naruto, Bleach itp).

    • Nie szedłem w taką totalną klasykę sprzed wielu lat. A DB, Naruto, Bleach odrzuciłem. Z całej trójki myślałem o Bleach, ale wyleciało.

    • skg

      Według mnie fajnie że pominął to co wszędzie jest wrzucane jako pierwsze co warto obejrzeć a w rzeczywistości są tasiemcami (uwielbiam wszystkie trzy xD) Wielkie propsy za Psycho-Pass! Świetne anime spowodowało że przekonałem do oglądania animców moją starszą siostrę (’79) i mamuśkę (’60) 😀 Brakuje jakiejś komedii tak głupiej że aż genialnej pokroju Beelzebuba, ale to tylko moje zdanie 😉

      • Myślałem o czymś totalnie zwariowanym, ale później uznałem, że może nie na początek, może to za dużo, ale to tylko moje zdanie 🙂

        • skg

          Mówiąc o anime i pomijając coś totalnie zwariowanego jest niemożebne 😀 Ale to tylko moje zdanie… 😉

  • Zacząłem w liceum przygodę od Death Note, potem poleciałem Darker than black, Code Geass, Gundam 00, Fairy Tail. Po drodze kilka tytułów typu Myself;Yourself (uroniłem kilka łez) czy Soul Eater.

    I jako wielbiciel Firefly muszę nadrobić Bebopa w końcu 😀

    • Bebop koniecznie, niech to będzie pierwsza rzecz, po którą sięgniesz 🙂

      • Stary, przy moim obecnym backlogu komiksowo/serialowo/filmowo/książkowym… ugh ;D

        • No dobra, ale dla Bebopa byś miejsce znalazł, nie ma opierdalania się

  • Kilka znam, większość mam w planach, jako że odbieram je jako klasyki 😉 Mushishi jako manga wypada średnio, ale i tak czyta się dobrze. 😉 A Pycho Pass jest jednym z lepszych anime, jakie widziałam. 😉 Czekam na wpis o filmach, bo w tym temacie, poza studiem Ghibli, nie jestem szczególnie obeznana. W zeszłe wakacje trafiłam na świetne anime, Death Parade, nie wiem, czy słyszałeś. Pomysł rewelacyjny, na taki wpis się nie nada, ale warto obejrzeć.

    Pozdrawiam.

    • O Death Parade nie słyszałem, ale zapiszę jako rzecz do sprawdzenia 🙂

  • Piotr Mandera

    Dorzuciłbym “Ghost in the Shell: Stand Alone Complex”, ale chyba niewielu docenia geniusz tego serialu, zwłaszcza drugiego sezonu.

    • Serialu nie widziałem, ale słyszałem sporo o nim – głównie dobrych rzeczy. Natomiast samo GitS pojawi się w części o filmach. To wiem na pewno 🙂

  • Fisher14

    Mogłeś dorzucić
    Baccano! – Pulp fiction the anime.
    Black Lagoon – zamiast AoT
    His and Her Circumstances – najciekawszy romans jaki widziałem.

  • Dodałbym oczywiście Death Note, od którego sporo osób zaczęło oglądać anime oraz FMA: Brotherhood, które jest po prostu genialne.

    • O tym, dlaczego Death Note się nie pojawiło piszę w jednym z pierwszych komentarzy pod tekstem 🙂

  • Anarky

    Z anime to oglądałem tylko Naruto i filmy Miyazakiego. Chętnie zerknę na wymienione pozycje, bo jestem trochę zielony w temacie. Znajomi polecali mi jeszcze Death Note, Ghost in the Shell i Hellsinga. Raczej niezbyt ambitne pozycje, ale kiedyś na pewno zerknę. W każdym razie z listy na pierwszy ogień pójdzie chyba Mushishi, bo kreska mnie zachwyciła, a i opis brzmi intrygująco. 🙂

  • rob

    ja dorzuciłbym kosmosów 😉 bo tu mamy sporo fajnych serii, od klasyków jak space pirate captain harlock po mocno zajmujące się polityką Legend of Galactic Heroes po bardziej komediowe Outlaw Star lub trigun 🙂 wracając na ziemie polecam komediowy akcyjny klasyk Gun Smith Cats, jak ktoś woli ninja wybór jest szeroki np.basilisk czy ninja scroll ,osobny gatunek to serie mocno jadące po bandzie jak np.FLCL ;-)) itd itd można by pisać i pisać 🙂

    • Dokładnie, jakbym miał wrzucić wszystko, co pojawia się w propozycjach, które teraz spływają, to bym musiał stworzyć encyklopedię 🙂

  • Karta

    Kiedyś (dokładniej w latach gdy wychodził Cowboy Bebop czy Wolf’s Rain) oglądałam anime hurtowo. Niestety potem odpuściłam, ograniczyłam się prawie wyłącznie do filmów od Ghibli. Widzę, że mam sporo do nadrobienia. Chyba skorzystam z twojej listy i na pierwszy ogień pójdzie Monster i Detroit Metal City.

  • Karen

    Nieobecność Death Note trochę mnie mimo wszystko dziwi -nawet, jeśli później jest “trochę #meh”, to jednak jest to seria, od której wiele osób zaczynało i która w swoim czasie była tak popularna, że wciągnęła wiele osób, które na co dzień anime nie oglądają. Wielu moich znajomych, którzy z anime generalnie nie mają nic wspólnego, przyznaje się, że oglądało Death Note i bardzo dobrze go wspominają. To serial, któremu udało się wyjść poza tą niszę, w jakiej zwykle pozostają anime (jako “bajki dla dzieci”, “chińskie bajki” etc.) i który pokazał wielu ludziom, że anime nie musi być infantylną rozrywką dla zdziecinniałych. Podobnie jest teraz w przypadku Attack on Titan, choć mam wrażenie budzi on więcej kontrowersji, bo o ile przy Death Note ludzie bardziej się zgadzają, że to świetny serial, tak do Attack on Titan mają mnóstwo zarzutów, można się spierać, czy zasadnych, czy nie.

    • I bardzo dobrze, że się można spierać i cieszy mnie to, że wywiązała się taka dyskusja 🙂

  • Jędrzej Cieślak

    Ale, że Rycerzy Zodiaku nie ma… >:D, niemniej jest GTO, bomba, jestem fanem! A w ogóle ułatwiłeś mi zadanie bo miałem to sam ogarniać dla siebie, dziękuję :).

  • Mateusz Oleszek

    Od jakiegoś czasu (głównie za sprawą kolegi, który ma zajawkę od kilku miesięcy) chciałem zacząć oglądać anime, jednak nie mogłem się zebrać. Ten artykuł był dla mnie jak iskra. Obejrzałem Death Note’a w tydzień, jestem w połowie Attack on Titan a dopiero się rozkręcam. Więc chcę po prostu powiedzieć: DZIĘKI!

  • Specyficzny

    Uwielbiam jak ktoś nie ma pojęcia o czym piszę i robi z tego “artykuł”
    temat jest skierowany dla dla osób co chcą zacząć przygodę z anime a ty
    podajesz serie które Tobie się podobają i według Ciebie są to najlepsze
    anime które mógłbyś polecić. Czytałem wszystkie komentarze i doszedłem
    do wniosku że skoro nie obejrzałeś większości anime nie powinieneś się
    zabierać za pisanie takich rzeczy. Większość z tych tytułów jest
    proponowane przez każdego który pyta się o “najlepsze anime” wystarczy
    wpisać w google a ty z tego zrobiłeś swoją pracę dodając kilka słów od 
    siebie. Według Ciebie death note się nie nadaję, tylko jakbyś nigdy
    przedtem nie oglądał żadnego anime i obejrzał jako pierwsze death note
    to zupełnie inaczej byś patrzał na to anime. Gdyby nie uśmiercili L kira
    zostałby złapany bo jakby nie patrząc to L już wiedział o nim wszystko,
    dlatego też musiał go zabić ale tutaj nie chodzi o to jak się seria
    “zepsuła” według Ciebie tylko co zawierała. Inteligencja głównego
    bohatera jak na licealistę była niesamowita, każdego owijał sobie wokół
    palca nie wspominając o tym że “walczył” z najlepszym detektywem w 
    Japonii. Druga sprawa gdybyś oglądał anime w 2006r czyli wtedy kiedy
    powstało i co tydzień czekał na kolejny odcinek też inaczej byś 
    zareagował na tą serie ale skoro nie jesteś obiektywny i nie jesteś
    wstanie użyć trochę głowy do tego nie nadajesz się na osobę która może
    polecać anime bo kierujesz się tylko i wyłącznie swoją opinią. Jest
    multum anime które biję o głowę te powyżej ale przecież kierujesz się
    swoją opinią i opinią osób z google które polecają te anime jako “jeżeli
    jesteś fanem anime musisz to obejrzeć” no ale to już twoja sprawa i 
    twoja praca. Nadrób zaległości, te anime które obejrzałeś pomnóż razy 3 i
    wtedy zacznij zabierać się za pisanie takich artykułów. Może i 
    skrytykowałem twoją prace ale niestety nie mogę przejść obojętnie jeżeli
    widzę takie rzeczy na własne oczy. Jeszcze tylko dodam “Dokładnie,
    jakbym miał wrzucić wszystko, co pojawia się w propozycjach,
    które teraz spływają, to bym musiał stworzyć encyklopedię :)” wystarczy
    podwoić obecną ilość anime które się tutaj znajdują i na pewno by 
    wystarczyło jest to temat w którym pomagasz nowym osobą wybrać coś
    dobrego pod ich gusta tak więc przede wszystkim powinieneś mieć na 
    uwadze każdy gatunek anime a nie tylko kilka które ci się podobają bo
    nie każdy ma takie same upodobnia tak samo jak z filmami i książkami,
    jedni wolą przygodowe i scfi a dla nie których ludzi takie książki/filmy
    są badziewne. https://pl.wikipedia.org/wiki/Anime wystarczy dać po 3
    anime pod każdy popularny gatunek i wyszła by dobra lista, pozdrawiam.

    • Dziękuję za rady. Postaram się do nich zastosować w przyszłości. Jednocześnie sam zostawię Cię z czymś nad czym warto się zastanowić.

      1) O wiele lepiej dyskutuje się w momencie, gdy porzucamy pasywno-agresywny styl wypowiedzi. Dzięki temu, gdy prezentujemy swoje zdanie poparte rzeczowymi argumentami dyskusja może się toczyć normalnym trybem, a uwagi nie są odbierane jako np. uszczypliwości. To zdecydowanie pomaga nie tylko w przypadku dyskusji w Internecie.

      2) Odnosząc się już do samego “artykułu”. Jest wielce prawdopodobne, że obejrzałeś więcej anime ode mnie. Zapewne gdzieś na świecie jest ktoś, kto obejrzał jeszcze więcej niż Ty czy ja razem wzięci. Nie będę się wdawać w metodologię przygotowania listy, ale zwrócę uwagę na jedną istotną rzecz. Jak świat stary posługujemy się głównie własnymi odczuciami i doświadczeniem. Musimy mieć jakiś punkt zaczepienia, filtr, który pozwala nam na to, że ostatecznie nasze opinie są faktycznie nasze. Z jednej strony odbierasz prawo do prezentowania własnej opinii – bo w sumie na czyjej innej opinii mamy się opierać na osobistym blogu – a z drugiej podobną wypowiedzią stawiasz się w roli nieomylnego specjalisty, który owo zdanie wyrobił bazując na własnym doświadczeniu i bez względu na to, co przedstawisz to będą opinie. Tyle że Twoje. Idąc dalej rozumiałbym, gdybym usztywnił swoje poglądy, przedstawił się w roli nieomylnego specjalisty, a ta lista to jedyna, którą warto znać. Bynajmniej. Od tego są komentarze, od tego jest dyskusja, aby zaprezentować swoje propozycje właśnie ze względu na to, że ktoś widział coś innego niż Ty. Wtedy wywód ma sens. Samo postawienie sprawy na ostrzu noża: nie znasz się, bo ja tak uważam jest niesprawiedliwe nie tylko wobec autora – w tym wypadku mnie – ale i wobec innych, którzy być może też nie obejrzeli wszystkiego co pojawiło się na świecie.

      Kilkadziesiąt lat życia i pracy zawodowej nauczyło mnie, że wielu ludzi oczekuje absolutnego obiektywizmu głosząc prawdy na jego temat przez pryzmat subiektywnych doświadczeń i opinii. To paradoks, z którym niestety nigdy sobie nie poradzimy.

      Pozdrawiam!

  • Na wstępie, z jakiegoś nieznanego mi powodu Disqus stwierdził, że będzie wrzucać Twoje komentarze w Spam. Dlatego ten przeniosłem ręcznie jako widoczny, a pozostałe skasowałem.

    Wracając do tematu:

    1. Bardzo mnie to cieszy
    2. Grunt, że gdzieś tam się w tym zgadzaniu spotkamy. Nie musimy się zgadzać w 100%. Choć wiem o co ci chodzi, to swojego zdania nie zmienię, bo lista przygotowana przeze mnie to lista, która nie ma wymiaru ultymatywnego. Jest moja, powstała na bazie moich doświadczeń, ale i konsultowana z osobami, które oglądają anime trochę dłużej niż ja cz Ty – w Twoim wypadku zakładam to po roczniku, którego używasz w mailu. Zdaję sobie sprawę z tego, jak reagują/mogą reagować ci, którzy zobaczą stare anime (np. Cowboy Bebop), ale jednocześnie wierzę, że dobre dzieło broni się niezależnie od upływu lat 🙂

    • Specyficzny

      Też z tobą się zgodzę że na wybieranie serii przede wszystkim liczy się wiek odbiorcy, młodsi bardziej lubią akcja-przygoda-ecchi natomiast starsi odbiorcy trzymają się od tego z daleka i wolą bardziej poważne serie. Ja akurat lubię każdy gatunek anime w każdym razie byłem zmuszony polubić i powoli się przyzwyczajałem przez co też moje oceny anime są bardzo surowe i po dwóch odcinkach jestem w stanie przewidzieć całą fabułę. Tak jestem młodym odbiorcą[21lat] ale kiedy dowiedziałem się że db,naruto,pokemony,fma to są anime zacząłem się tym interesować i można powiedzieć że w wieku 12 lat miałem miałem już swoją pierwszą 50 obejrzaną, miałem kilka przerw 1-2 letnie ze względu na to że nie chciałem zmuszać się oglądać średniaków które są kopiami kopii dlatego też czekałem aż wyjdzie coś nowego. Od dawna chciałem zabrać się za zrobienie swojego mal-a ale stwierdziłem że po prostu jest to strata czasu bo trwało by to zbyt długo, z twojej listy nie oglądałem jedynie Detroit Metal City bo nie przepadam za tym rodzajem muzyki dlatego też sobie odpuściłem hehe. No ale do rzeczy bo tak sobie czytam co napisałem i wygląda jakbym się przechwalał ale nie oto mi chodzi, chciałem raczej udowodnić że wiek nie ma znaczenia w ilości obejrzanych anime jedynie opinia względem różnych serii może być inna. Z twojej listy najbardziej przypadło mi SnK idealnie trafiło te anime w moje gusta, oryginalna fabuła,kreska dobra muzyka uwielbiam shouneny a to jest jeden z lepszych, chociaż wiem że duża część osób krytykuję no ale najwidoczniej nie jest to ich ulubiony gatunek więc trzeba komentować ;p szkoda że przeciągają z tym drugim sezonem, już tyle razy miał wyjść i cały czas przekładają no mam nadzieje że zapowiedź na kwiecień będzie ostatnia, no nic dzięki za rozmowę i życzę powodzenia w kolejnych artykułach, pozdro.

  • patrze na tytuly i mowie sobei w glowie: narpawde?!. niektore widzialam i rzperwalam bo sa dla mnie po prsotu slabe i nudne 😉 niektore moge zrozumiec bo to “klasyki” ale dla mnei slabe klasyki 😉 ale np. tytani? eh nie rozumiem popularnosci tego anime. totalnie. no ale bylo slowo “subiektywnie” wiec coz… przynajmniej szczerze 😀