Dlaczego lubimy piosenki, które znamy? I filmy, i seriale też.

Dlaczego lubimy piosenki, które znamy? I filmy, i seriale też.

Książki też. W zasadzie lubimy wszystko, co już znamy. Dlaczego tak się dzieje? Co jest z nami nie tak? Może wręcz przeciwnie, wszystko jest właśnie w porządku. To znaczy ja się dobrze czuję. Nie wiem, jak Wy. Być może przekonamy się o tym na koniec tego tekstu.

Nie można zacząć tekstu o tym, dlaczego lubimy rzeczy, które znamy od nieśmiertelnego cytatu człowieka, który w zasadzie równie dobrze mógłby zamknąć dyskusję, bo to co powiedział można uznać za odpowiedź ostateczną. Bohater filmu “Rejs” grany przez fantastycznego Zdzisława Maklakiewicza mówił bowiem tak:

Proszę pana, ja jestem umysł ścisły. Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem. To przez reminiscencje. Jakże może mi się podobać piosenka, którą słyszę pierwszy raz? – Inżynier Mamoń

No właśnie. Jak? Przecież to jasne, że jak się podoba to znaczy, że coś w naszej głowie mówi nam, że tak powinno być. Mało tego. Nawet jak nam się podoba coś w teorii nowego, to tak naprawdę w tym nowym odbijają się echa tego, co już znamy i lubimy, więc łatwiej jest nam polubić nowe. To oczywiście celowe uproszczenie. Dlatego przejdźmy dalej.

Znam, bo lubię. Lubię, bo znam

Mózg stara się odpoczywać, jeżeli tylko jest do tego okazja. Pracując na pełnych obrotach musi szukać skrótów. Czegoś, co sprawi, że nie będziecie poświęcać cennej energii na zastanawianie się jakie czynności prowadzą do zaparzenia sobie porannej kawy. W tym wypadku działamy nawykowo. W przypadku nagród, sytuacji, gdy mózg już wie, że będzie mógł się nagrodzić, jest podobnie. Już samo pomyślenie o filmie, który lubimy i dobrze znamy sprawia, że czujemy się lepiej. W całym procesie nie chodzi tylko o nostalgię, o której napisałem długi tekst. Ta jest ważna, ale nie ona musi nas pchać do dwudziestego seansu “Pulp Fiction”.

Cristel Antonia Russell, profesor marketingu na American University i Sidney J. Levy, zajmujący to samo stanowisko na University of Arizon postanowili kilka lat temu sprawdzić, co powoduje, że kolejny raz sięgamy po ten sam film czy książkę. Zapytali badanych – 23 osoby – o to, co ostatnio zdarzyło się im “sprawdzić” jeszcze raz. Film, książkę, a może miejsce na wakacje. Pytania były tak skonstruowane, że badani musieli udzielać rozbudowanych odpowiedzi w pierwszej osobie. Dzięki temu na koniec można było sprawdzić, czy w odpowiedziach jest obecny wzór. Słowa kluczowe. Udało się go znaleźć. Okazało się bowiem, że niezależnie od odpowiedzi i tematu badani sięgali po to, co jest “sprawdzone”, co sprawia, że czują się pewnie.

Chłopcy z ferajny
Chłopcy z Ferajny/Fot. Kadr z filmu, reż. Martin Scorsese

Być może wydaje się Wam, że macie nad wszystkim kontrolę, ale zmartwię Was, bo tak nie jest. W przypadku nawyków oraz tego, jak działa mózg wykorzystujący podświadomość często stajemy się ich niewolnikami. Mózg we wszystkich wypadkach już wie, jaka czeka nas nagroda. Szczęście, podniecenie, relaks. To jednak nie koniec. Z badań Russell i Levy’ego wyszło również, że sięganie po znane już wytwory kultury jest swoistym potwierdzaniem nas samych. Tego, jak się zmieniliśmy. Jak zmieniło się nasze życie. Była na przykład kobieta, która oglądała co jakiś czas “List w butelce” z Kevinem Costnerem. Dlaczego to robiła? Bo film pozwolił jej przetrwać po nieszczęśliwym związku. Oglądała go, on jej przypominał to nieszczęśliwe wydarzenie, ale jednocześnie jej reakcja, możliwość spojrzenia w głąb siebie sprawiały, że z każdym kolejnym seansem czuła, że radzi sobie z problemem coraz lepiej.

Byłam bardzo zaskoczona. Myślałam, że ludzie sięgają po już znane rzeczy z nostalgii, by wrócić do przeszłości. Tymczasem tak naprawdę jest to przejaw spoglądania w przyszłość i perspektywy. – Cristel Antonia Russell

To piękny stan, kiedy pała łan

Kiedy słuchacie muzyki i akurat leci numer, który bardzo Wam się podoba, który dobrze znacie, Wasz mózg eksploduje. Ciało zalewane jest przez endorfiny. Później pojawia się dopamina, która w pewnym sensie zapisuje daną sytuacją w pamięci, jako tą, o której warto pamiętać. Do której warto wracać. Zapisuje numer na Waszą wewnętrzną playlistę najlepszych kawałków. I teraz spróbujcie tylko pomyśleć o słowach Waszego ukochanego numeru i już czujecie się lepiej. Ja na przykład w tym momencie cieszę się nucąc “Łan pała” Łąki Łan.

Nie byłbym sobą, gdybym korzystając z tego, że piszę o muzyce, nie wspomniał o badaniach. Eksperymenty z tego zakresu prowadziła psycholog Elizabeth Hellmuth Margulis kierująca Music Cognition Lab na University of Arkansas. Zgłosili się nie niej ochotnicy, którym puszczała fragmenty muzyki. Ta stworzona została przez takich kompozytorów jak Luciano Berio czy Elliott Carter. Eksperyment był podzielony na etapy:

  • Pierwszy – gdy fragmenty nie zawierały powtórzeń.
  • Drugi – gdy te same fragmenty poddano komputerowej obróbce oraz pojawiły się powtórzenia.

Efekt był taki, że w zasadzie w każdym wypadku lepiej oceniano fragmenty z drugiego etapu. Te przerobione. Jak mawiają naukowcy, na dobicie, spróbowano przeprowadzić eksperyment jeszcze inaczej. Uczestnikom wszystko przed eksperymentem powiedziano. Na czym polega eksperyment. Jakiej przeróbce poddano fragmenty z drugiej części badania. Co się tym razem stało? To samo. Ludzie i tak uznawali za lepsze fragmenty z drugiej części eksperymentu. Eksperyment powtarzano wiele razy i efekt zawsze był ten sam.

Powtarzalność jest cechą, która leży u podstaw naszej muzykalności – Elizabeth Hellmuth Margulis

Na potwierdzenie słów pani profesor wspomnę, że podczas badań nad źródłem sukcesu konkretnych utworów muzycznych okazało się, że największe sukcesy święciły te oparte na powtarzalności. Takie badania prowadził profesor Andrea Ordanini z mediolańskiego Bocconi University wraz z naukowcami z University of Southern California. Efekt ich badań był taki, że popularność piosenki mocno była uzależniona od powtarzalności refrenu. Każde dodatkowe powtórzenie zwiększało prawdopodobieństwo, że numer stanie się hitem o ponad 14 procent.

Duck Tales
Kaczki, uuu

Użyj tego jeszcze raz, Sam

Skoro już o naukowcach mowa, to oni mają na takie ciągłe powtarzanie termin. Nie wiem, czy prawidłowo go przetłumaczę, ale możemy mówić o “regresywnym ponownym użyciu”. Mózg korzysta z popkultury do tego, aby wykonać skok w przeszłość. Takie skoki są potrzebne do tego, aby przypomnieć sobie konkretne momenty z życia. W pewnym sensie zapobiegają zapomnieniu. Spełniają funkcję terapeutyczną, ale i ocierają się o kwestie związane z egzystencjalizmem. Wspominani już w tekście Russell i Levy mówią o sięganiu po te same filmy czy albumy tak:

Dynamiczne powiązania między przeszłością, teraźniejszością i przeszłością poprzez ponowne użycie danego wytworu pozwalają nam na egzystencjalne zrozumienie. Nawet pojedynczy ponowny kontakt pozwala na powrót doświadczeń związanych z przeżytymi przyjemnościami, ale i zrozumieniem dokonanego wyboru.

W tym ujęciu popkultura nie jest postrzegana nawet jako forma terapii czy ciągłej nostalgicznej podróży. Przybiera ona formę palimpsestu opierającego się na doświadczeniach zapisanych w pamięci, ale z nałożoną nową warstwą. Nową perspektywą.

Stąd kolejna wizyta w Hogwarcie czy oglądanie fenomenalnego monologu Jacka Nicholsona z filmu “Ludzie honoru” to nie tylko przyjemna podróż w czasie. Sięgamy po nie, bo nasz mózg, my sami, czerpiemy przyjemność z ponownego obcowania ze wspomnieniami. Gmeramy we własnej pamięci. Odbudowujemy to, co jest nam znane. Mózg jest szczęśliwy, bo wszystko jest w stanie przetworzyć znacznie łatwiej niż coś zupełnie nowego. My jesteśmy szczęśliwi, bo znamy nagrodę, która na nas czeka na końcu drogi. A przecież o szczęście nam wszystkim chodzi. Prawda?

Przeczytaj:

Którą wersję Blade Runnera obejrzeć?