Naukowcy, zamki, szaleństwo, czyli inspiracje stojące za Frankensteinem

Mary Shelley wydała powieść “Frankenstein albo: Współczesny Prometeusz” w 1818 roku. Dwieście lat temu. Napisała ją jako efekt “pojedynku” z Lordem Byronem. Tak, tym Lordem Byronem, który stanął z nią w szranki na opowiadania grozy. Skoro, gdy piszę ten tekst dzielą nas dwa wieki od wspomnianego wydania, to może chcecie posłuchać o tym, co tak naprawdę zainspirowało Mary Shelley do tego, aby wydać na świat potwora? Nie chcecie? I tak posłuchacie.

Historia opisana przez Shelley została przemielona przez kulturę na wszystkie możliwe sposoby. Przez lata powstawały kolejne wersje, a sama powieść nadal inspiruje. Jednak czy zastanawialiście się na przykład skąd wzięło się nazwisko szalonego (?!) naukowca, który uznał, że potrafi pokonać śmierć? Shelley nie wzięła nazwiska Frankenstein z powietrza. Nie przyszło do niej samo, w przypływie nieokiełznanej weny. To znaczy być może przyszło samo, ale zacznijmy jak zwykle od początku.

Dramatis personæ

Wiktor Frankenstein istniał naprawdę. No dobrze, może nie do końca naprawdę, ale fakty są takie, że jego nazwisko pochodzi od nazwy zamku, w którym urodził się Johann Konrad Dippel. Naukowiec urodzony w 1673 podawany jest jako najbardziej prawdopodobna inspiracja dla bohatera powieści Shelley. Nasz “prawdziwy Frankenstein” był alchemikiem, filozofem, wynalazcą, a według wielu był po prostu szaleńcem. W zamku Frankenstein, którego ruiny znajdują się niedaleko miasta Darmstadt w Niemczech,  stworzył laboratorium. Co robi szalony naukowiec w swoim laboratorium? Gofry…

Nie wiem, czy Konrad Frankenstein, bo tak również nazywany był Dippel, lubił gofry, ale to, co wiem wskazuje na to, że miał naprawdę bujną wyobraźnię. I choć niektórzy uznawali go za wariata, to pewne jest to, że był geniuszem. Interesowała go nie tylko alchemia, ale i teologia. Sam krytykował tych, którzy starali się ograniczać elementarne prawo do wolności wyboru. Największą obsesją Dippela nie było jednak to, czy da się pokonać śmierć, ale bardziej przyziemne sprawy. Konkretnie zamiana srebra w złoto. Nie udało mu się to, ale po drodze oprócz swojej osobistej porażki zaliczył też kilka zwycięstw. Z czego jest najbardziej znany?

Dippel
Człowiek oświecony
  • Z barwnika znanego jako Berliner Blau, który występuje też pod nazwą pruski błękit. To właśnie tego koloru były mundury pruskiej armii.
  • Wprowadził też do literatury termin “oświecony”, który wprowadzając go jednocześnie przestrzegał.

Pisał tak:

“…Oświecone umysły próbują przywrócić biblijny porządek natury a jeśli im się to szczytne-jak by się wydawało- zadanie powiedzie będą usiłować obalić samą Biblię, za pomocą tych samych oświeceń, jak już raz dostanie im się w ręce władza nad ludzkimi umysłami …

Oczywiście w życiorysie Dippela pojawia się wątek okradania grobów oraz to, że badał zmarłych twierdząc jednocześnie, że w naszych ciałach kryje się tajemnica nieśmiertelności. Jego działania przyniosły mu sławę, ale nie był jedynym, który “bawił się” ze śmiercią.

Zabawa w Boga

Jeżeli oglądaliście serial “The Frankenstein Chronicles”, to zapewne pamiętacie, że wydarzenia z pierwszego sezonu dotykają tzw. “Murder Act” z 1751 roku. Dokument pozwalał na to, aby ciała straconych więźniów mogły być przedmiotem badań i eksperymentów. Pismo wzbudziło sporo kontrowersji, ale jednocześnie otworzyło legalną drogę do tego, aby lepiej poznać ludzkie ciało. Od tego miejsca możemy poprowadzić linię prowadzącą do włoskich naukowców. Na tapet weźmiemy dwa nazwiska. Pierwszym jest Luigi Galvani, czyli człowiek odpowiedzialny za odkrycie zjawisk elektrycznych w tkankach zwierzęcych. Ten sam, który dał podwaliny pod elektrochemię i zainspirował swojego kolegę po fachu Alessandro Voltę do badań nad elektrycznością. To z kolei doprowadziło do wynalezienia baterii.

The Frankenstein Chronicles
Fot. Netflix

Galvani jest tutaj istotny dlatego, że jego najsłynniejszy eksperyment doprowadził do “pobudzenia” kończyn martwej żaby za pomocą elektryczności. W tym miejscu na scenę wchodzi inny Włoch. Giovanni Aldini. Prywatnie fizyk, pasjonat tematu elektryczności i siostrzeniec Galvaniego. Aldini w 1803 roku zabrał do swojego laboratorium ciało straconego mordercy George’a Forstera. Potrzebował go do kolejnego pokazu. Musicie bowiem wiedzieć, że Aldini pokazywał innym naukowcom jak elektryczność oddziałuje na ludzkie tkanki, a ten najbardziej spektakularny pokaz odbył się właśnie w 1803 roku z udziałem – biernym – ciała Forstera. Aldini zaprezentował je przed Królewskim Kolegium Chirurgów w Londynie. Efekt zrobił piorunujące wrażenie, bo widzowie mogli zobaczyć, jak poddane działaniu prądu zwłoki zdawały się odzyskiwać życie.

Warto w tym miejscu wspomnieć o tym, że celem Aldiniego nigdy nie było wskrzeszanie zwłok. Zależało mu na tym, aby sprawdzić, czy elektryczność można wykorzystać w medycynie. Niemniej to nie oznacza, że innym naukowcom nie zaczęło zależeć na tym, aby pokonać śmierć. Takimi  osobami byli na przykład Andrew Ure i James Jeffray. Mieszkający w Glasgow naukowcy już po wydaniu przez Shelley słynnej powieści oraz zainspirowani badaniami swoich włoskich kolegów zaczęli szukać sposobu na przywrócenie życia. Przedmiotem ich badań stało się ciało Matthew Clydesdale’a, który zawisł za morderstwo.

It’s alive!

To, co stało się z tym ciałem później wzbudziło sporą sensację. Pokaz “ożywienia” Clydesdale’a został opisany m.in. przez Petera Mackenziego, który relacjonował co następuje:

Andrew Ure
Andrew Ure

W jednym z jego nozdrzy umieszczono cienką rurkę, podłączono baterie galwaniczne… Jego klatka piersiowa natychmiast się poruszyła! Złapał oddech… jego oczy szeroko się otworzyły – zapewne zdumiony stanął prosto… i stał… jego szyja nie była przemieszczona, a on sam wrócił do życia za sprawą ogniw galwanicznych… Niektórzy studenci krzyczeli… niektórzy zemdlali inni klaskali. Profesor wyciągnął lancet, który wsadził w żyłę szyjną sprawcy, a ten natychmiast upadł… jak wół ubity uderzeniem rzeźnika.

Ta dramatyczna relacja nie pokrywała się wprawdzie z relacją profesora Ure, ale na pewno pobudzała wyobraźnię. Sam Ure nie podchodził do tego, jak do cudu czy wskrzeszenia, a raczej jak do kroku w stronę efektywnego wykorzystania elektryczności w medycynie. Tak czy inaczej nawet, gdy Ure nie twierdził, że udało mu się tchnąć życie w ciało trupa, to ludzie tacy jak Mackenzie sprawili, że zaczęło rodzić się przekonanie, że istnieje ucieczka przed śmiercią.

Bez względu na wszystkie eksperymenty jedno jest pewne. Mary Shelley stworzyła jedną z najważniejszych powieści w historii literatury fantastyczno-naukowej. Pobudziła wyobraźnię tak samo jak prawdziwi naukowcy starali się tchnąć życie w martwe tkanki. Na szczęście jej się udało.

Total
19
Shares