He-Man – najpotężniejszy pacyfista we wszechświecie, który zarobił miliardy

Kiedy mając lat naście oglądałem przygody He-Mana nie wiedziałem i nie interesowało mnie jak powstał, po co powstał i jakie przesłanie niesie ze sobą serial animowany, który swego czasu każdy musiał znać. Nie oglądałeś He-Mana, nie było dla ciebie litości. Szacunek w młodości zdobywało się znajomością przygód konkretnych bohaterów rozpalających wyobraźnię młodego widza. He-Man tę wyobraźnię rozpalał. I nie ma w tym nic dziwnego. Posągowy mężczyzna, który uważany jest za jedną z najpotężniejszych istot we wszechświecie. Do walki używał miecza, a towarzyszył mu dzielny bojowy tygrys. Czego chcieć więcej? Teoretycznie niczego, bo tyle mi wystarczyło, kiedy byłem dzieckiem. Teraz analizując to, co wielu moich rówieśników oglądało dochodzę do wniosku, że warto wracać do rzeczy uważanych za kultowe. Można dostrzec coś, czego wcześniej się nie widziało.

Władcy wyobraźni i naszych portfeli

Nie będzie żadnym odkryciem stwierdzenie, że He-Man powstał dla pieniędzy. Tak drogie dzieci, wielkie korporacje nie robią niczego z dobroci swego metalowego serduszka. Na szczęście od czasu do czasu udaje im się stworzyć coś, co nie przypomina kolejnej przyłożonej do naszych portfeli pijawki. Kiedy w 1976 roku szef Mattel, Ray Wagner zobaczył, ile musi zapłacić za prawa do produkcji linii zabawek na licencji “Gwiezdnych Wojen” uznał, że wydawanie w ciemno 750,000 dolarów go nie bawi. Przez kolejne lata przekonał się, że popełnił błąd, ale dobrego biznesmena nie poznaje się po tym, jak rozpamiętuje błędy, ale po tym, jak potrafi je wykorzystać. I Wagner je wykorzystał. Wiedział, że licencje są dobrym źródłem zysku, ale jednocześnie nie chciał za nie przepłacać. Dlatego na przełomie lat 70. i 80. XX wieku w jego filmie ludzie tacy, jak Mark Taylor czy Roger Sweet pracowali nad autorską linią zabawek. Z jednej strony autorską, a z drugiej czerpiącą garściami z popularnych licencji. Tu na scenę wchodzą wspominane “Gwiezdne Wojny”, ale i Conan. Film z najsłynniejszym barbarzyńcą na świecie pojawił się w kinach w 1982 roku i w tym samym roku na półki trafiły pierwsze zabawki z linii Masters of the Universe. Jedni powiedzą, że to przypadek, a inni, że He-Man jest mocno inspirowany postacią Conana. Szefowie Mattel wiedzieli, że w Hollywood są plany wykorzystania postaci stworzonej przez Roberta E. Howarda i uznali, że stworzą własnego barbarzyńcę. Choć twórca He-Mana, Roger Sweet, zaprzecza, to nie może zaprzeczyć, że firma negocjowała z właścicielami praw do bohatera możliwość wypuszczenia na rynek licencjonowanych zabawek, a ich niedoszła współpraca zakończyła się pozwem. Choć ostatecznie sąd przyznał rację Mattel uznając, że postać He-Mana jest oryginalnym pomysłem bez znamion plagiatu.

He-Man
Tak prezentowały się prototypy postaci/Fot. OAFE.net

Jedynym sposobem w jaki mogłem sprzedać ten pomysł było przygotowanie modeli w 3D – dużych modeli. Wykorzystałem figurkę Big Jima ustawiając ją w pozycji bitewnej i modelując ciało za pomocą gliny. W ten sposób uzyskałem gipsowe modele. Te trzy prototypy [barbarzyńca, żołnierz i astronauta], które pokazałem pod koniec 1980 roku stworzyły He-Mana. Wyjaśniłem, że to potężna figurka, którą możesz umieścić w każdych warunkach i rzeczywistości, bo ma bardzo generyczne imię: He-Man! – Roger Sweet

Sweet swój pomysł sprzedał bez problemu. Wagner uznał, że pomysł jest naprawdę dobry i dał zielone światło dla całej potencjalnej linii zabawek, co jak się później okazało było strzałem w dziesiątkę. Co ciekawe ów sukces nie był mocno rozciągnięty w czasie. Wystarczyło kilka lat popularności, aby firma na sprzedaży wszystkiego, co powstawało w ramach licencji zarobiła ponad 2 miliardy dolarów. Może ta kwota nie robi na nikim większego wrażenia, bo są filmy, które same są w stanie tyle zrobić, ale wtedy w latach 80. XX wieku to były kolosalne pieniądze tym bardziej, że zarobione za sprawą zupełnie nowej marki.

He-Man
Zabawki sprzedawały się jak szalone/Fot. Mattel

Zarobić jeszcze więcej

Wagner i Sweet wiedzieli, że istnieje silna synergia między sprzedażą zabawek, a produktami, które tą sprzedaż wspierają. Z tego powodu podjęto decyzję, że przyda się coś, co jeszcze bardziej zainteresuje potencjalnych kupców do wydawania pieniędzy. Na początku nie myślano o serialu czy filmie. Pierwszym krokiem były komiksy, które sprzedawano razem z zabawkami. Komiksy służyły wyjaśnieniu dzieciom, kim jest bohater. Prezentowały też jego przygody, co automatycznie wytwarzało potrzebę posiadania kolejnych zabawek i nowych komiksów. To co musicie wiedzieć to fakt, że w komiksach He-Man był po prostu He-Manem. Nie było Adama, nie było królewskiego rodu. Był za to barbarzyńca z plemienia Eternia. Wszystko było prostsze, a cała fabuła sprowadzała się do tego, że He-Man bronił swego zamku za pomocą uzbrojenia pozostawionego przez bardziej rozwiniętą cywilizację. Jakby tego było mało w komiksach He-Man i Szkieletor nie tylko nie byli wrogami. Zdarzało się im walczyć ramię w ramię, a każdy z nich dzierżył miecz, które po złączeniu tworzyły Miecz Mocy.

Szkieletor
Wiecie, że Szkieletor najprawdopodobniej jest wujkiem He-Mana? Nie, to już wiecie

To oczywiście się zmieniło wraz z pojawieniem się w 1983 roku pierwszego odcinka serialu “He-Man i Władcy Wszechświata”. Ten jednak nigdy by się nie narodził, gdyby nie jedno ze spotkań, do którego doszło w siedzibie sieci Toys ‘R’ Us. Dyrektor marketingu w Mattel, Mark Ellis, ratując sytuację w trakcie kiepsko przebiegającej rozmowy wpadł na pomysł, że powie szefom sieci, iż powstaje animacja związana z zabawkami. Wszystko przez to, że wspominane komiksy nie robiły na nikim wrażenia, a już na pewno nie wzmacniały sprzedaży tak bardzo, jak wszyscy sobie tego życzyli. Pomysł animacji bardzo się spodobał i teraz nie było wyjścia. Trzeba było ją stworzyć. Niestety problem był w tym, że żadne poważne studio nie chciało się podjąć projektu. Realizacji odmówiło m.in. studio Hanna-Barbera, co spowodowało, że Mattel zwróciło się do firmy Filmation, która wcześniej realizowała dla nich reklamy. Na papierze nie był to najlepszy wybór, ale okazało się, że szefowie Filmation nie tylko potrafią liczyć pieniądze, ale są też wyjątkowo obrotni. Pierwotnie serial miał być emitowany w soboty rano, ale żadna z dużych stacji (CBS, NBC i ABC) nie chciała się na to zgodzić. Z powodu odmowy prezydent Filmation, Lou Scheimer, wpadł na pomysł, że wyprodukują 65 odcinków pierwszego sezonu, a następnie udostępnią go do emisji stacjom pięć dni w tygodniu skoro tak atrakcyjna pora, jak sobota rano, nie wchodziła w grę. Znowu to nie miało prawa się udać, ale jakimś cudem się udało.

Choć po cichu liczono na sukces, to nikt nie spodziewał się tego, jak bardzo trafionym pomysłem będzie produkcja. W szczycie popularności serialu w 1984 roku kolejne odcinki były oglądane przez ponad 9 milionów widzów. To był wynik, z którym trzeba było się liczyć, a decyzja o emisji pięć dni w tygodniu okazała się kluczowa, bo sprawiała, że pięć razy częściej niż pierwotnie zakładano zbierano przed telewizorami rzeszę potencjalnych klientów. Wraz z kolejnymi odcinkami sprzedaż zabawek rosła, a Mattel coraz bardziej zwracała uwagę na to, aby rozwijać fabułę i całą historię postaci, z którymi zaczynały się utożsamiać setki tysięcy dzieciaków. Ciekawostką dla fanów komiksów może być fakt, że przy niektórych odcinkach nad scenariuszem pracowali m.in. Bruce Timm i Paul Dini (później znani z genialnego serialu “Batman: The Animated Series”) oraz Joe Straczynski (który ma na koncie na przykład “Superman: Earth One”). W latach 1983 – 1985 powstało 130 odcinków i ich popularność dała Mattel jasny sygnał, że trzeba pójść o krok dalej.

He-Man
He-Man i reszta w trochę bardziej nowoczesnej wersji/Fot. DC Comics

Na kłopoty Dolph Lundgren

Telewizja jest super, ale przykład “Gwiezdnych Wojen” pokazał, że Hollywood jest jeszcze lepsze, więc zapadły kolejne decyzje. Trzeba podbić kina, a za podbój miał odpowiadać film “Władcy Wszechświata”. Jednak w tym miejscu trzeba wyprostować jedną nieścisłość, która pojawia się przy okazji wspominania tej “wyjątkowej” produkcji. Choć do kin trafiła po emisji ostatniego odcinka serialu animowanego, to nie bazowała na nim. Producent filmu, Edward R. Pressman, kupił prawa do realizacji jeszcze przed premierą pierwszego odcinka serialu. “Władców Wszechświata” zrealizowała firma Cannon Films i to jest o tyle ważne, że na koncie ma m.in. morderstwo na filmowych przygodach Supermana, które zatytułowane jest “Superman IV: The Quest For Peace”. Choć oba filmy okazały się gigantycznymi porażkami zarówno artystycznymi jak i finansowymi, to powinniśmy za to podziękować, bo Cannon Films miało w planach zarżnięcie jeszcze jednej popularnej marki. Firma kupiła prawa do przeniesienia na ekrany kin przygód Spider-Mana. Na szczęście porażki finansowe wspomnianych produkcji sprawiły, że Spider-Man od Cannon Films nigdy nie powstał. Choć warto też dodać, że był w planach sequel “Władców Wszechświata” bez Lundgrena w obsadzie, który był załamany efektem końcowym pierwszej części, ale za to z surferem Lairdem Johnem Hamiltonem. Na szczęście i do tego nie doszło.

Klapa filmu okazała się symptomatyczna i można uznać, że rok 1987 był początkiem końca żywota kury znoszącej złote jajka. He-Man nie wytrzymał konkurencji m.in. ze strony dwóch innych coraz mocniejszych marek, które znacie, czyli Wojowniczych Żółwi Ninja i Transformers. Choć sprzedaż zabawek zaczęła dramatycznie spadać, to sukces Mattel jest bezprecedensowy. Zupełnie nowa marka zarobiła dla swojej firmy dziesiątki milionów dolarów, a model biznesowy, który zastosowano przy sprzedaży z powodzeniem stosowany jest do dziś. Jednak nie to jest najciekawsze. Najciekawsze jest bowiem to, że pomimo tego, iż sam pomysł był dziwaczny, to i tak udało się wspomniany sukces osiągnąć. Bo przecież rozkładając wszystko na czynniki pierwsze nie sposób nie przyznać, że “Władcy Wszechświata” to jedna z najdziwniejszych marek w historii, w której szeregach pojawia się zabawka na tyle głupia, że sami twórcy uznali, iż nie nadaje się do serialu. Jak widać nie przeszkadzało to ani zarobieniu pokaźnych sum pieniędzy, ani podboju serc dzieciaków, które potrafiły rozpocząć zamieszki, gdy dowiedziały się o tym, że nie będzie kolejnych odcinków ich ukochanego serialu – do takich zamieszek naprawdę doszło, w Abilene w Texasie 8000 dzieciaków wyszło na ulicę, gdy miejscowa stacja zdecydowała się zdjąć go z anteny. Wszystko za sprawą postaci, która przez 130 odcinków choć jest potężnym wojownikiem nie uderzyła nikogo nawet raz. Jak widać w świecie popkultury wszystko jest możliwe…

Przeczytaj:

[button color=”red” size=”normal” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/na-ekranie/zestaw-seriali-anime-dla-poczatkujacych/”]Seriale anime dla początkujących[/button] [button color=”red” size=”normal” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/na-ekranie/12-zasad-animacji-disneya/”]12 zasad animacji Disneya, czyli jak nakręcić idealny film animowany[/button]
  • Z tym Szkieletorem to chyba dopiero w nowych przygodach He-Mana wyszło albo w komiksach poźniejszych z tego co pamiętam. W oryginalnym serialu były jakieś smaczki, ale nie powiedziano wprost 🙂 Swoją drogą seria od DC jest ciekawa i to bardzo. Genialny tekst, uwielbiam He-Mana, dzieki 🙂

    • Tak, to w komiksach było wyjaśniane, ot taka ciekawostka.

      PS. Dziękuję za uznanie 🙂

      • A może tak jakiś tekst o komiksach samych z He-Manem? 🙂

        • Może się uda, ale znając mnie, to pewnie nie w tej dziesięciolatce 🙂

  • BalooCTW

    Naprawdę ciekawy tekst. Przyjemnie było poczytać o serialu, który pamiętam z dzieciństwa.

  • rob

    i jak się nie mylę mimo problemów przetrwał do dziś, bo komiksy i zabawki chyba wciąż są na rynku. ostatni serial to powstał jakoś w początku lat 2000??. no i dał nam też She Re czyli żeńską wersje która zaliczyła chyba najbardziej spektakularną akcje w obu serialach czyli przesunięcie księżyca :)) (dobrze pamiętam??)

    • Nowego serialu nie oglądałem, a co do She-Ry, to w sumie ona jest nawet silniejsza od samego He-Mana 🙂

      • rob

        niby tak ale ma pięte achillesową, bo jej miecz ma kryształ jak go się uszkodzi to moc ulatuje do puki się go w kryształowym pałacu nie zreperuje :-))ale uczciwie mówiąc chciałbym żeby zrobili z nią film live action leciałbym w tę pędy do kina 🙂 a pamiętasz inny “klasyk”z l 80 czyli szagme albo zaginione światy leciało to w dropsie 🙂 czego tam nie było słonce w centrum ziemi piraci arkadia nawet historyczne postacie

        • Pamiętam, ale jakoś nigdy się nie zdarzyło, abym oglądał więcej odcinków 🙂

  • Człowiek1989

    To była jedna z moich ulubionych postaci nawet miałem parę zabawek . A serial po prostu kochałem 🙂 i do tej pory jak na necie spojrzę odcinek jest ucieszony . Oczywiście jeśli chodzi o kreskówkę uznaje tylko dwie . Czyli
    He-Man i Władcy Wszechświata (1983-1984)
    She-Ra – księżniczka mocy (1985-1986)