Zacznę od truizmu. Cosplay to fenomen. Nierozerwalnie już związany z kulturą masową. Fandomami czy po prostu ludźmi, którzy w ten sposób afirmują swoje uczucia do danego wytworu wspomnianej kultury. Kiedy zapytacie kogoś o historię cosplayu, o to, kto cosplay “wynalazł” czy po prostu zapoczątkował, to bardzo często padnie nazwisko Forresta J Ackermana. Rzecz w tym, że pomija się osobę, bez której tak naprawdę wspomnianego fenomenu nigdy by nie było.

Bo czy mówi Wam coś Myrtle R. Douglas? Znana też jako Morojo? Jest spora szansa, że nie. Głównie dlatego, że z jakiegoś powodu jej zasługi dla rozpropagowania przebierania się za ukochane postacie z komiksów czy filmów są pomijane. Czas to zmienić.

Dawno, dawno temu…

Warto zacząć od początku. Na początku oprócz chaosu było Cesarstwo Chińskie. To właśnie tam – w XVII wieku w czasach panowania Dynastii Qing – pojawiła się moda na przebieranie się za ulubione postacie. Konkretnie postacie literackie. Może moda to za dużo powiedziane, ale faktycznie można znaleźć wzmianki o tym, że ktoś przebierał się za fikcyjną postać. Trzeba było poczekać kilka wieków i przenieść się na inny kontynent, aby cosplay zaczął być czymś więcej niż tylko wzmianką w historii Państwa Środka.

Słowo cosplay zostało ukute przez Nobuyukiego Takahashiego, który w 1984 roku odwiedził World Science Fiction Convention w Los Angeles. Uznał, że użyje nowego słowa, bo ono lepiej wyrazi to o co chodzi w przebieraniu się za postacie znane z filmów czy książek.

Konkretnie musimy wyruszyć do Stanów Zjednoczonych. To tam w prasie zaczęły pojawiać się informacje o tym, że organizowane są bale tematyczne fanów twórczości Juliusza Verne’a. Oczywiście taki bal tematyczny wiązał się z koniecznością przebrania się za postać znaną z książek. Amerykańskie imprezy czy chińskie “przebieranki” były wstępem do tego, co miało się stać za kilkadziesiąt lat. Miłość ludzi do bohaterów tych prawdziwych i tym zmyślonych jest naturalnie związana z naszą naturą. Jestem w stanie się założyć, że dzieci w starożytnej Grecji przebierały się za postacie z ich wierzeń czy słynnych generałów. Stąd nie powinno dziwić to, że od czasu do czasu pojawiali się pojedynczy pionierzy.

Tacy, jak William A. Fell, który w 1908 roku na festynie łyżwiarskim pojawił się przebrany za bohatera komiksu znanego jako “Pan Skygack z Marsa”. W 1910 roku Otto James uznał, że to świetny pomysł i przebrany za tego samego bohatera komiksu postanowił w ten sposób reklamować lodowisko, którego był właścicielem. Problem w tym, że nie wszyscy zrozumieli jego intencje i ostatecznie został aresztowany za publiczne paradowanie w tym przebraniu. No dobrze, ale wspomniałem o Myrtle R. Douglas, a jak na razie opisuję tylko przypadki, w których główną rolę odgrywają mężczyźni.

Skygack
Pan Skygack z Marsa i jego personifikacja/Fot. Wikipedia

Myrtle Rebecca Douglas Smith Gray Nolan

Gdy William A. Fell zaskoczył uczestników festynu łyżwiarskiego Myrtle kończyła cztery lata. Mając cztery lata niewiele wiemy o tym, co chcemy zrobić ze swoim życiem w przyszłości, a już na pewno nie wiemy jak ten cały bajzel zwany życiem się ostatecznie potoczy. W przypadku Myrtle potoczył się tak, że stała się w USA bardzo wpływową osobą jeżeli chodzi o świat literatury science-fiction. Od końca lat 30. do końcówki lat 50. XX wieku odpowiadała za trzy magazyny zajmujące się fantastyką naukową. Oprócz tytułów fanowskich przemycała ten temat również do innych pism, w których pracowała.

Zjawisko fandomu, czy po prostu fanów, związane jest z osobą Hugo Gernsbacka, który w ten sposób zwracał się do czytelników jego magazynu o sf, gdy odnosił się do ich listów w tekstach pojawiających się na łamach pisma.

Jej osoba na pewno nie wpisywała się sztywne ramy wzoru amerykańskiej kobiety. Była indywidualistką, oddaną swojej pasji. Trzy razy wychodziła za mąż, a jej najbardziej znanym partnerem był wspomniany już na wstępie Forrest J Ackerman. Ich związek trwał ponad dekadę i to właśnie ona stworzyła kostiumy, w których razem z Forrestem pojawiła się na Worldconie w 1936 roku. Przebrali się za postacie z filmu wyreżyserowanego przez H.G Wellsa “Rzeczy, które nadejdą”. Tym samym to pierwszy oficjalnie zarejestrowany przypadek fanów przebranych za postacie z filmu na potrzeby imprezy masowej.

Cosplay
Tak wyglądali Myrtle i Forrest/Fot. Yahoo

Szukając informacji o historii cosplayu z jakiegoś powodu Myrtle jest wspominana, ale jako partnerka Ackermana, a nie jako ktoś kogo zasługi wykraczają zdecydowanie poza fakt pojawienia się na jakiejś imprezie. No dobrze, nie z jakiegoś. Po pierwsze Ackerman był mężczyzną. Po drugie jest postrzegany jako jeden z najbardziej zagorzałych propagatorów fantastyki w historii USA. Organizował konwenty, kolekcjonował rzeczy związane z szeroko pojętą fantastyką naukową. Finansował publikacje takich autorów jak Ray Bradbury czy Isaac Asimov. Cholera, to on jako pierwszy użył skrótu “sci-fi” dla opisania gatunku. Nie zmienia to jednak faktu, że ostatecznie to właśnie bohaterka tego tekstu zaprojektowała, uszyła i w końcu zaprezentowała kostiumy, które przeszły do historii. W końcu wreszcie ich “występ” podczas Worldconu sprawił, że tradycją imprezy stał się konkurs na najlepsze przebranie.

Esperanto i fantastyka

Myrtle i Forresta połączyła miłość nie tylko do fantastyki, ale i do wspomnianego esperanto. Poznali się podczas jednego ze spotkań i podobno to ona uznała, że weźmie to, co chce. Konkretnie weźmie jego. Jak postanowiła, tak zrobiła. Okazało się, że Forrest odwzajemnia zainteresowanie. Wprowadził ją m.in. do najstarszego na świecie klubu miłośników fantastyki, czyli do Los Angeles Science Fiction Society. Razem zajmowali się też jednym z wspomnianych fanowskich pism, konkretnie tytułem “Voice of the Imagi-Nation”. Propagowała też to, co połączyło ją z Forrestem.

Związek z Forrestem skończył się w połowie lat 40.. Podobno z powodu tego, że nie chciała rzucić palenia. Od pamiętnego Worldconu miała pojawić się jeszcze na dwóch imprezach. W 1941 roku można ją było zobaczyć w masce nawiązującej do twórczości A. Merritta. Maskę zaprojektował  wtedy jeszcze nieznany Ray Harryhausen. Ten sam, który później wsławił się m.in. jako twórca tzw. “dynamation”, czyli jednej technik animacji poklatkowej. Drugi jej występ to 1946 rok i tam też postawiła na twórczość A. Merritta, a jej strój nawiązywał do publikacji zatytułowanej “Snake Mother”.

Pamiętam Morojo jako największą fankę, która kiedykolwiek żyła… Zaprojektowała i wykonała mój słynny “futuristicostume” i swój własny, które nosiliśmy w trakcie “First World Science-Fiction Convention” w Nycon w 1939 roku. […] Była prawdziwym fanem fantastyki naukowej. To moje ostatnie wspomnienie. – Forrest J Ackerman w eseju “I Remember Morojo”

Myrtle aż do swojej śmierci w 1964 roku niezmiennie oddawała się trzem pasjom. Fantastyce, esperanto oraz wizytom na plażach nudystów. Niestety choć aktualnie cosplay – często utożsamiany głównie z kobietami – jest stałym elementem większości imprez związanych z popkulturą, to gdzieś w mroku dziejów znika postać tej, bez której być może nic by się nie wydarzyło. O samej Myrtle wiadomo niewiele, ale mam nadzieję, że jak ktoś teraz Was zapyta o to, jak to się wszystko zaczęło, to wymieniając Ackermana wspomnicie też matkę cosplayu. Bo kim byśmy byli bez matek? Niczym. Cosplay też.

Total
17
Shares