Gdy wszystko jest kultowe, to nic tak naprawdę kultowe nie jest

Są dwa słowa, które w dyskursie prowadzonym na temat popkultury – ale nie tylko – doprowadzają mnie na skraj załamania nerwowego, ale każde z innych powodów. Pierwsze słowo to moje ukochane określenie na coś robiącego wyjątkowe wrażenie, czyli epicki. Od jakiegoś czasu wszystko jest epickie, nawet font może być epicki. Epicko można powiedzieć, że coś jest epickie. Rzecz w tym, że jest tyle pięknych polskich słów, które to określenie mogą zastąpić, a ludzie i tak z uporem godnym rasowego osła wciskają je gdzie się da – co jednak nie oznacza, że nie ma sytuacji w języku polskim, w którym coś jest epickie. Są, ale ja nie o tym.

To drugie słowo

Kultowy. Wszystko, co tylko się da jest kultowe. Tak jak jest epickie, dlatego jak zestawicie do pary kultowość z epickością, to efekt jest mniej więcej taki:

Nokautujecie swojego rozmówcę/czytelnika/stalkera/wyznawcę/matkę/ojca/babkę/dziadka/siostrę/psa/kota/złotą rybkę/świnkę morską lub każe inne dziwne stworzenie. Jednym słowem jesteście zajebiści. No więc nie. Nie jesteście. No dobrze – Wy jesteście, bo czytacie to, co napisałem – ale to, co jest dla tego wywodu naprawdę istotne to próba zastanowienia się, co to znaczy kultowy, kiedy dzieło faktycznie jest kultowe i tym samym czy naprawdę nie nadużywamy tego określenia, jak Tony Montana kokainy. Dlatego niech wejdą definicje, całe na biało, czarno-biało:

Kultowy – popularny w jakiejś grupie społecznej – SJP PWN

Filmy, które odcisnęły się w świadomości społeczeństwa/grupy/pokolenia będące jednocześnie ich symbolem. Trafiające w czuły punkt odbiorców, które często są odzwierciedleniem oczekiwań, wierzeń czy nastrojów danego pokolenia. Filmy takie nierzadko operują wieloznacznymi symbolami w tym też, acz niekoniecznie, religijnymi. – o filmach kultowych według Wikipedii

Powyższe definicje to dwa najpopularniejsze wyjaśnienia słowa kultowy. Swoje wyjaśnienie w rozmowie z serwisem naekranie.pl dorzucił m.in. Shade Rupe, który jest specjalistą od kina kultowego. Mówi on o tym, że na przykład film, który jest kultowy, to taki, który:

[…] który zawładnie czyimś umysłem, wyobraźnią i w jakiś sposób tego człowieka odmieni. Który sprawi, że publiczność będzie się czuła podekscytowana, będzie chciała połączyć się z tym światem na ekranie.

Encyklopedyczna definicja zwraca uwagę na to, że kultowy to taki, który broni się przed zmieniającymi się gustami. Dzieło kultowe jest ponadczasowe, nie traci na przesłaniu i charakterze mimo zmieniających się trendów i chwiejnych gustów odbiorców, które przecież ciągle się zmieniają, bo zwyczajnie bronią się bez względu na porę. I gdybym miał się skłaniać ku jednej definicji, czy jednemu określeniu, połączyłbym z jednej strony ponadczasowość, a z drugiej wpływ, jaki dane dzieło ma na grupę odbiorców. Choć warto też pamiętać o aspekcie “wyznaniowym”, bo jakby na to nie patrzeć, to bohater mojego narzekania jest mocno związany z religią i obdarzaniem czegoś kultem, czy wręcz boską czcią.

Kultowy rosół

Z tym określeniem – kultowym, a nie rosołem – dzieje się to samo, co ze słowem przysłowiowy. To drugie też wciskane jest na siłę głównie w przypadkach, gdy nie ma przysłowia, z którego to “przysłowiowe coś” miało by pochodzić. Tym samym kultowym stać się może absolutnie wszystko. Owszem jest w kultowości aspekt masowości, ale owa masowość nie oznacza jeszcze kultowości, bo ta może zostać sprowadzona nie tyle do masy, co do określonej grupy społecznej czy kręgu kulturowego. Tym samym zasięg może wpływać na kultowość i na przykład choć “Seksmisja” jest filmem kultowym, to jest ona kultowa tylko w Polsce, ale już “Obcy – ósmy pasażer Nostromo” jest dziełem kultowym dla fanów kina globalnie. Nie uważam też, że każde dzieło powinno być określone mianem kultowego. Bo czy polonezy cis-moll i es-moll op. 26 Fryderyka Chopina można bez cienia wątpliwości uznać za kultowe? Być może w kręgu pianistów za takie uchodzą, ale ich postrzeganie zmienia się dla masowego odbiorcy. Zresztą, gdyby uznać masowość za wyznacznik kultowości, to kultowe powinny być poradniki dla gospodyń wiejskich, w których Christian Grey mówi jak żyć, o przecież ich autorka żyje jak pączek w maśle dzięki sprzedaży milionów egzemplarzy książki, która nie nadaje się nawet jako rozpałka do grilla. Książki to w ogóle świetny przykład, bo tak jak Grey kultowy nie jest, tak na pewno kultowy jest “Buszujący w zbożu” – na pewno wśród psychopatów.

Wiem, że może się to wydawać zagmatwane, dlatego posłużę się jeszcze jednym przykładem. Tym razem muzycznym:

Ten numer został stworzony przez zespół, który sam w sobie jest kultowy dla subkultury punków, ale to, co tak naprawdę stało się dla tej subkultury kultowe, a później rozlało się np. na świat mody, to charakterystyczna kurtka nazywana przecież ramoneską. Podaję ten przykład dlatego, że kultowość w tym wypadku wiązać się może z masowością – choć trzeba zadać pytanie, czy fakt funkcjonowania ramoneski w świadomości przeciętnego zjadacza mody faktycznie sprawia, że jest ona dla niego kultowa – oraz schodząc niżej z elementem odróżniającym konkretną subkulturę, dla której owa ramoneska stanowiła jeden z wyróżników i istotnych elementów wizerunku, co z kolei rzutowało na to, jak byli odbierani przez resztę społeczeństwa. Nie sprowadzała się tylko do popularności, ale niosła ze sobą coś więcej.

Co dalej?

W przeszłości kultowy nie mógł być każdy, a aktualnie zauważam, że kultowe może być wszystko. Być może jest to spowodowane coraz większym natłokiem informacji i potrzebą wyróżnienia się w tłumie. Dodajemy przymiotnik kultowy, aby zaznaczyć wyjątkowość dzieła. Zapominając przy okazji, że na ten status trzeba sobie zapracować. Z czego to wynika? Prawdopodobnie z tego, że my jako odbiorcy ciągle szukamy dzieł kultowych, ale przy okazji mamy problem z tym, że pojawia się ich tak mało. Doszło do tego, że powszechne korzystanie z tego słowa postawiło znak równości między nim, a tym, że coś jest po prostu popularne. Zdewaluowało go w takim stopniu, że sami odbiorcy mają problem ze stwierdzeniem, co tak naprawdę kultowe jest, a co nie.

O filmach przestało się myśleć, kiedy zaczęły być uważane wyłącznie za produkty. Wcześniej film nr 1 to nie był film, który zarobił najwięcej pieniędzy w dany weekend. Rozmawianie o box office w ogóle nie było spotykane, to się nie liczyło przed latami osiemdziesiątymi. Mówiąc o danym filmie, nieważne było, ile on zarobił. Teraz, kiedy film trafia do kin, pojawia się po pytanie „o, ciekawe, czemu ta produkcja okazała się finansową klęską” albo „czemu tak się dobrze sprzedawała”. Wcześniej czegoś takiego nie było. „Wow, widziałeś ten nowy film?!” – to było podstawowe pytanie. Liczył się tylko i wyłącznie sam film. – Shade Rupe

Znika gdzieś ważność dzieła, jego faktyczny wpływ na człowieka, czyli coś, co dla mnie stanowi być może najważniejszy element bycia kultowym. To coś, co często sprawia, że nie wypada nie znać jakiegoś dzieła. Coś, co sprawia, że kolejne pokolenia wskazują na konkretne dzieło na przykład jako na źródło inspiracji. Tak może być z komiksem, grą, torebką czy albumem muzycznym. Wiem też, że powyższe nie wyczerpuje tematu. Mało tego, z premedytacją ucinam rozważania w tym miejscu, aby zmusić Was do refleksji i własnoręcznego zastanowienia się czym dla Was jest kultowość.

PS. A na koniec mam dla wszystkich zadanie. Pomyślcie o kinie ostatnich dwudziestu lat i spróbujcie wymienić na przykład pięć filmów, które można nazwać kultowymi, bo faktycznie czymś wyjątkowym się wyróżniły. Przestrzegam jednak przed naciąganiem faktów i zachęcam do bycia maksymalnie obiektywnym.

Przeczytaj:

[button color=”red” size=”normal” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/nie-na-temat/swiat-bez-mezczyzn/”]Świat, w którym nie ma mężczyzn[/button] [button color=”red” size=”normal” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/nie-na-temat/poprawnosc-polityczna-czym-jest-i-czym-na-pewno-nie-jest/”]Poprawność polityczna – czym jest, a czym na pewno nie jest[/button]
  • Tylko Rocky Horror Pocture Show jest kultowe, reszta może najwyżej próbować 😏

    • Co do RHPS to pełna zgoda, w zasadzie zawsze można podawać ten tytuł, jak ktoś w ogóle próbuje znaleźć coś naprawdę kultowego 🙂

      • Jasne, szczerze mówiąc wystarczy sobie poczytać o fenomenie tego musicalu, a potem filmu i dostaje się całkiem niezłe pojęcie o definicji tego określenia.

  • Puchata Igła

    A ja byłabym bardzo ostrożna z określeniem “kultowy” w stosunku do filmów z ostatnich 20 lat. Jakoś wydaje mi się to za małym odcinkiem czasu, żeby móc przykleić tę etykietkę. Mówiłabym raczej o fajnych filmach, niezwykle popularnych, ale kultowych? Takie “boom” było na “Avatara”, “Strażników Galaktyki”, “Bękarty wojny”, “Nietykalnych”, “Incepcję”, to filmy o ogromnym sukcesie, ale czy już kultowe? W tym przedziale czasowym mieści się “Zielona mila”, “Więzień nienawiści” czy “Władca Pierścieni”, które wydaje mi się już powoli tego tytułu się dorabiają.
    Raczej jestem zwolenniczką stwierdzenia: “poczekamy, zobaczymy” 😉

    • W ciągu ostatnich 20 lat można znaleźć takie filmy. Np. Donnie Darko dla młodszego pokolenia staje się już filmem kultowym. Zresztą to, co napisałem na końcu jest podchwytliwe, bo ostatnie 20 lat cierpi na to, że ciężko znaleźć dzieła pokroju “Głowy do wycierania”, “Kreta” czy wspominanego “Rocky Picture Horror Show”.

      • Puchata Igła

        To też słuszna uwaga, sama nie kojarzę filmów “z naszych czasów” o takim fenomenie. Może ktoś pomoże? 😀

  • noble

    Pulp Fiction, biorąc pod uwagę miłość i uwielbienie wielu ludzi (czasem mam wrażenie, że wszystkich poza mną :))

    edit: + nie z ostatnich 20 lat, tylko bodaj 22, prawie mi umknął ten szczegół 😀

  • Marek

    Ciężko mówić o kultowych filmach w tak krótkim przedziale czasowym.
    Jednym z przymiotów dzieła kultowego jest to, że odkrywają go coraz to nowe pokolenia, więc jak obecny 20-30 latek może odkryć coś co już zna z dzieciństwa.

    Inna sprawą jest to ze kiedyś mieliśmy np tylko stare zjechane VHS i każdy znał te same filmy, więc “kultowość” w sensie “każdy to zna i był Rambo”.

    Kolejny problem to ilość nowych produkcji. W latach 70/80 filmy kina nowej przygody wychodziły co 2-3 lata więc nie dziwne że ludzie na nie czekali, w latach 90 mieliśmy Batmany też co kilka lat, a teraz? W samym 2016 mieliśmy już DP, XM:A, BvS, CA:CW – jak w takim zalewie coś może stać się kultowe?

  • Ada

    Kiedy myślę o kultowym filmie mojego pokolenia od razu przychodzi mi do głowy Trainspotting – no i akurat jeszcze się mieści w ostatnie 20 lat 😉