Nie masz prawa mnie krytykować!

Czy macie własne zdanie? Na pewno tak. Czy potraficie bronić go tak, aby nikogo nie obrażać, a jednocześnie jesteście pewni swoich przekonań? Być może tak. Dlaczego w jednym zdaniu jest na pewno, a w drugim być może? Bo o ile wszyscy mamy własne zdanie, to jeżeli owo zdanie jest negatywne to czasami boimy się postawić sprawę jasno. Posłużę się przykładem, aby zobrazować to, co mam na myśli.

Poznajcie Romualda. W tym miejscu krzyczycie “Cześć Romuald!”, jak na grupie wsparcia anonimowych alkoholików lub w szkolnej klasie, bo to jedno i to samo. Romuald jest łebskim gościem. Lubi oglądać filmy. Nawet się na nich zna. Lubi się też dzielić swoją opinią. W końcu wiele filmów widział, więc czemu nie. Znajomi i nieznajomi lubią czytać, co ma Romuald do powiedzenia. Romuald lubi dla nich pisać. Jest tylko jeden problem. Romuald boi się coś naprawdę odradzić. Zawsze jest jakieś “ale”. Bo przecież kogoś urazi. Kimże jest nasz Romuald? Małym żuczkiem, który przecież nie może powiedzieć wprost, że gówniany film, jest gówniany. Szczególnie ten, który dziełem wybitnym nie jest, ale ma spore grono fanów. Bo go hejterem nazwą, bo zarzucą mu czepialstwo. Bo popłyną złote rady, o których będzie później. Dlatego Romuald się zabezpiecza. Niby wyraża swoje zdanie, ale zostawia sobie otwarte drzwi z napisem “Może komuś się spodoba”.

I wiecie co? Wielu z nas jest Romualdem. Ja często bywam Romualdem. Od dłuższego czasu obserwuję swoje komentarze. Dziwne? Nie do końca, bo wyciągam wnioski z tego, co piszę, a przynajmniej staram się. Dzisiaj kolejny raz złapałem się na tym, że próbowałem ubrać w gładkie słówka fakt, że nie jestem fanem Halle Berry. Szanuję niektóre role, ale ogólnie uważam, że rozmienia się na drobne. Oczywiście pisząc komentarz musiałem dodać, że to tylko moje zdanie. No moje, bo kogo innego? To jednak jest wersja light. Hard wygląda tak, że np. tworząc recenzję czegoś, co nie jest dobre staramy się za wszelką cenę nie wyjść na hejterów czy złośliwców. Niby mamy własne zdanie, ale trzymamy się liny bezpieczeństwa z napisem “być może znajdą się zwolennicy”.

Nie zgadzam się z twoimi poglądami, ale po kres moich dni będę bronił twego prawa do ich głoszenia – Evelyn Beatrice Hall

Niektórzy chcą, abyś był Romualdem

Takie uciekanie w asekuranctwo jest szczególnie kuszące przy okazji tytułów, które mają wojowniczą bazę fanów. Weźmy tego nieszczęsnego i przemaglowanego ze wszystkich stron “Greya”. Możesz zaprezentować spragnionemu Twojego zdania światu najbardziej wyważoną opinię, a i tak spotkasz się z wściekłym szczekaniem. Można się przed tym bronić, ale ostatecznie szczekający wiedzą lepiej. Szczególnie, gdy na salony wjeżdżają moje ukochane “argumenty”. Nie będę wymieniać wszystkich, bo to nie ma za bardzo teraz sensu, ale wybrałem kilka sztandarowych. Crème de la crème.

Nie podoba się? To zrób lepiej – absolutny klasyk. Używający tego tekstu człowiek najpewniej sam stosuje w praktyce. Jak mu się nie podoba jakość wykonania bluzki, szyje własną. Jak mu chleb nie smakuje, piecze swój. Jest piekarzem, dekarzem, mechanikiem, reżyserem, muzykiem, aktorem, pisarzem, ślusarzem, kominiarzem, a ostatecznie najpewniej i gówniarzem. Rzecz w tym, że nie musisz być reżyserem, aby stwierdzić, że z filmem, który oglądasz coś jest nie tak. Tak jak nie musisz być pisarzem, aby mieć prawo powiedzieć, że książka, którą właśnie przeczytałeś jest kiepska.

Nie podoba się? To nie oglądaj, czytaj, słuchaj – Mój ulubieniec, bo jest głupszy niż ustawa przewiduje. Jak mogę wyrazić opinię ergo powiedzieć, czy mi się podoba, czy nie, jeżeli nie zapoznam się z dziełem? Przez telepatię? Drogą kopelkową? Ten tekst ma drugie dno. Bo piszący go zakłada, że jeżeli coś nam się nie podoba, to powinniśmy to odpuścić i dać innym dobrze się bawić. Z kolei jeżeli już się z dziełem zapoznaliśmy, mimo że nam się nie podoba, to na pewno zrobiliśmy to po to, aby się wyzłośliwiać. Mieszać z błotem innych. Z tym, że nie.

Mam prawo mieć własne zdanie! – zgadza się, nikt ci go nie odbiera, ale własne zdanie z miejsca nie oznacza, że to ono jest jedynym słusznym.

Przecież to miało takie być! – znaczy kiepskie? Świat popkultury – i nie tylko – nie jest czarny i biały. Nie ma dzieł tylko wybitnych i tych słabych. Nienawidzę zresztą rozgraniczania dzieł pod względem “ambicji”. Dobry film jest dobry, nawet jeżeli opiera się o klisze i nie odpowiada nam na pytania pokroju, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy. To kwestia percepcji i wykonania, nie kwestia tematów. Lepszych i gorszych.

Nie rozumiesz, co autor miał na myśli – To prawda, nie rozumiem. Nie wiem, co mógł mieć na myśli tworząc coś, co mi się nie podoba.

Podobnych tekstów jest oczywiście więcej i wielu autorów boi się ich. Boi się krytyki za krytykę. A to bardzo nie dobrze.

Krytyka

Istnieje osobny krąg piekła dla tych, którzy odmawiają prawa do krytykowania*. Dlaczego? Bo krytyka to nic złego. Życie nie polega tylko na, cytując Mr. Wolfa, lizaniu się po fiutach. Krytyka zresztą w starożytności nie miała negatywnej konotacji. Oznaczała dyskusję. Analiza i ocena. Dyskusja wsparta przez argumenty. Niestety przez lata ludzie stali się “mądrzejsi” i zaczęli krzyczeć “nie krytykuj mnie, nie masz prawa”. Negatywne skojarzenia oblepiały krytykę stopniowo. Powoli, ale systematycznie. Do tego stopnia, że aktualnie zaczęły powstawać całe teksty o tym, jak to nie powinno się krytykować. Jak nie powinno się osądzać. Wsparte oczywiście przez wypowiedzi wielkich tego świata, którzy na pewno nigdy nikogo nie osądzili. Nigdy nie oddali się w szpony krytyki. Ja też przytoczyłem jeden cytat, ale głównie po to, aby wskazać na prawdziwego autora, bo wspominany w tekście cytat błędnie przypisywany jest Wolterowi.

Criticus – analiza i ocena dobrych i złych stron z punktu widzenia określonych wartości (np. praktycznych, etycznych, poznawczych, naukowych, estetycznych, poprawnych) jako niezbędny element myślenia.

Krytykować zresztą trzeba umieć. To trudna sztuka. Jak wyrazić swoje zdanie nie obrażając nikogo, ale jednocześnie twardo obstając przy swoim. Jednak twardo nie oznacza, że jesteśmy impregnowani na argumenty innych. Nic z tych rzeczy. Właśnie o to w tej całej zabawie chodzi, aby umysły mieć otwarte. Miej zasady, przekonania, opinie, ale jednocześnie nie odbieraj prawa do własnych innym. Być może uda się im przekonać do swoje zdania, a być może będzie zupełnie odwrotnie. Krytyka nie powinna być atakiem. Nie powinna opierać się o twarde stwierdzenia takie jak “na pewno”, “zawsze” itd. Powinna do czegoś prowadzić, pobudzać dyskusję, a nie ją kończyć już na wstępie, bo ktoś zaczyna od tego, że nazywa cię idiotą. Niestety to ostatnie jest kuszące szczególnie jak druga strona jest przekonana o swojej racji. Wtedy nie patrzy na granice, które może przekroczyć, po prostu rusza do boju.Wspomniane teksty o tym, żeby powstrzymać się od krytyki, nie są szkodliwe dlatego, że nam czegoś odmawiają, ale dlatego, że umacniają negatywne skojarzenia z krytyką, a często też mieszają pojęcia. W tym miejscu powinniśmy jednak się na chwilę zatrzymać, bo rozumiem, dlaczego w ogóle powstają. Ze względu na fakt, że wiele osób nie potrafi prowadzić dyskusji na rzeczowe argumenty. Zamiast tego od razu przechodzi do ataku. Dlatego tak ważne jest, aby rozgraniczyć mądre, wyważone, poparte argumentami negatywne opinie od zwykłej złośliwości, ataków personalnych i stwierdzeń związanych z własnym “widzimisie”. Misie to tylko w naturalnym środowisku.

Nic się nie zmieni

Te ponad tysiąc słów, które przeczytaliście powyżej i tak nic nie zmieni, ale może ktoś spojrzy na ten temat inaczej. Jeżeli choć jedna osoba zacznie inaczej myśleć, to wygrałem. Jeżeli nie, to trudno. Świat się z tego powodu nie zawali. Pandy nie zaczną masowo wymierać. I dobrze.

* Z drobnym wyjątkiem. Nie powinno się krytykować osoby. Konsekwencje, efekty. To podlega analizie i jest istotne. Ktoś napisał słabą książkę, ale nie oznacza to, że teraz można obrać go za cel i postawić znak równości między jakością jego dzieła a na przykład jego predyspozycjami intelektualnymi.

Przeczytaj:

Gdy wszystko jest kultowe, to nic kultowe nie jest
Total
32
Shares
  • AHA! Zobaczyłam rzekome słowa Voltaire’a i już się chciałam burzyć, że kolejny dał się nabrać. A tu jednak nie, bo cytat przypisany Evelyn Beatrice Hall! Swoją drogą ciekawy i inspirujący tekst, miło było przeczytać. Mówi to Romuald 2.0. 😉

  • rob

    no ja bym w sumie wszystko lepiej nakręcił nawet star warsy(dodałbym więcej epickich bitew w kosmosie w stylu LoTGH czy GF czy Harlocka ) ale nikt mnie nie chce za kamerę wpuścić T_T life is so brutal xDDD

  • Wojtek

    Ja zawsze powtarzam, że jest krytyka i krytykanctwo. To ja, Romuald 3.0.

  • Nie ma autorytetów, zaczęło się od wykształciuchów, a skończyło na tym, że każdy Janusz lub Romuald jest krytykiem i recenzentem. A relacja, recenzja, słowo krytyczne nie ma wartości jeśli nie wytworzy go osoba wykształcona (fachowiec w swoich zawodzie). Niby wszyscy to rozumieją jeśli chodzi o techniczne sprawy: mechanik samochodowy wypowie się o technicznym stanie mojego auta poważniej niż malarz pokojowy, który do pracy dojeżdża autem i może mieć jakieś pojęcie o tym jak powinno się sprawować. Ale recenzować potrafią przecież wszyscy, bo co to za sztuka obejrzeć film i powiedzieć, co MI się podobało, a co się MI nie podobało. Dlatego znalezienie dobrego oceniajacego filmy tak samo cenię, jak te dobre filmy. Dlatego Lektura Obowiązkowa pasuje mi pod tym względem i nie chodzę do stylistki, by mi oceniła najnowsze anime 😉 Pozdrawiam

  • Mój najfajniejszy profesor ze studiów był najfajniejszy, bo rzucał studentom na ćwiczeniach różne teksty “na pożarcie”, zachęcając do dyskusji. Możesz uważać cokolwiek Ci się podoba, nie ma dobrej ani złej odpowiedzi, jeśli umiesz argumentować. Nigdy nie zapomnę jego radosnej twarzy, kiedy ktoś wpadł na coś, czego on wcześniej nie dostrzegł.
    Krytyka i dyskusja może być wielką przyjemnością. Choć rzadko w internecie.

    • Uwielbiam podejście, że nie ma złej odpowiedzi, nie ma złego pytania. Bardzo pobudzające 🙂