Rekulturator #11: Łukasz “Ichabod” Stelmach

Łukasz jest jedną z tych osób, dzięki którym wieść o moim blogu zaczęła docierać do kogoś innego niż tylko do moich znajomych i tym samym sporo mu zawdzięczam. Mimo to długo zastanawiałem się, czy go zaprosić, bo uznałem, że skoro sam pisze o popkulturze, to nie będzie miał ochoty na wysmętnianie się na ten temat u mnie. Myliłem się i bardzo się cieszę, że do niego napisałem. Zgodził się od razu i bardzo szybko przesłał swoje odpowiedzi. O Łukaszu i tym, co robi pisałem już kilka razy u siebie. To zdecydowanie jeden z moich ulubionych blogerów w polskim internecie. Inteligentny, z ogromną wiedzą na temat kultury popularnej. Oprócz bloga prowadzi kanał na YouTube, który jest skarbnicą materiałów dla każdego szanującego się geeka. Rany, ale mu posłodziłem, aż mi cukier skoczył…

Sprawdźcie najnowszy materiał, który pojawił się na kilka dni przed publikacją tego tekstu:

Tradycyjnie nim zaczniecie czytać:

1. Ulubiona książka/książki

Richard Dawkins książka
I już możecie sobie zanotować kolejny tytuł

Zaczynamy od w sumie najtrudniejszego pytania, bo jakoś ciężko mi wybrać zdecydowanego faworyta, kiedy zwykle omijam książki fabularne i czytuję głownie biografie, poradniki czy pozycje popularnonaukowe – a te raczej nie sposób ze sobą porównywać. Miałem swego czasu fazę na książki Michała Witkowskiego i ciągle kupuję każdą, jaka wyjdzie (a potem nie czytam, jestem ze dwie do tyłu), ale też nie potrafię wskazać tej najlepszej. Z pozostałych, najczęściej chyba wracam do książek Richarda Dawkinsa – uwielbiam kiedy pisze o przyrodzie, wylewa tam się tyle podziwu nad pięknem świata, że to jest aż wzruszające (a i można się dowiedzieć wielu rzeczy, to zawsze plus). Więc niech padnie na „Najwspanialsze widowisko świata. Świadectwa ewolucji” – to takie the best of tego autora, strasznie mądra, optymistyczna i pięknie napisana książka, tłumacząca jak krowie na rowie czym jest i ja działa ewolucja. Dodam jeszcze, że ostatnio przeczytana autobiografia Ozzy’ego Osbourne’a (Ja, Ozzy) zrobiła na mnie piorunujące wrażenie.

2. Ulubiony film/filmy

Mam takie stałe grono faworytów – i nie są to może jakieś wybitne dzieła, ale mam do nich słabość i kocham wszystkie jak własną matkę. Na pewno od razu wymienię “Rocky Horror Picture Show”, bo żaden inny film nie daje mi tyle radochy z oglądania i nie ma takiego replay value, jak ten. Co tu dużo gadać, znam całość na pamięć. Na pewno ogromnie cenię sobie tez film “Ed Wood” Tima Burtona – ten z kolei pozostaje dla mnie dużą inspiracją i ładnie ujmuje mój sposób patrzenia na tworzenie czegokolwiek: jeśli cię to bawi, to twórz, realizuj się, baw się dobrze i nie przejmuj się tymi smutasami, którzy będą ci mówić co innego. Z kina superbohaterskiego, które jest tak jakby moją działką, odkąd publikuję cokolwiek w sieci, nie wybrałbym natomiast ani “Avengers”, ani “Guardians of Galaxy” (choć obie produkcje naprawdę lubię), ale lekko zapomniane już “X-Men 2” Briana Singera – za kilka scen, od których mam ciarki na plecach za każdym razem gdy je oglądam (atak Nightcrawlera na Biały Dom, ucieczka Magneto z więzienia, etc.), za oddanie ducha komiksów z mutantami, no i za masę emocji, spowodowanych głównie tym, jak mocno zżyłem się z tymi postaciami. Z ostatnio widzianych filmów za to najbardziej emocjonalnie ruszył mnie “Boyhood”.

X-Men 2
Sam mam do tego filmu słabość/Fot. Twentieth Century Fox Film Corporation

3. Ulubiony serial/seriale

“Doctor Who” – nie tylko sam się w to wkręciłem, ale i udało się zarazić miłością do tego nietypowego show całkiem sporo ludzi. Aż miło się patrzy jak fanów w Polsce przybywa i przybywa – lubię sobie wtedy myśleć, że jakiś mały procencik tych ludzi to moja zasługa. A potem się budzę. Aktualnie przekonuję znajomych i nieznajomych w internecie, by dali szansę “Agents of S.H.I.E.L.D.”, na których czekam co tydzień jak na zbawienie. No i oczywiście nie jestem w stanie się wyłamać z ogólnoświatowego uwielbienia dla “Daredevila”.

Doktor Who
Wielu doktorów naraz

4. Ulubiony komiks/komiksy

Uncanny X-Force
Skład marzenie/Fot. Marvel

Uwielbiałem “Wolverine and the X-Men” od Jasona Aarona – w tej serii było tyle radochy i komiksowego funu, że nie sposób było jej nie kochać. Wiadomo, nie było to nic wiekopomnego, ale tak cholernie miło było wracać do tych wszystkich świetnie napisanych, zabawnych bohaterów, że do dziś łkam po nocach, że już tej serii nie ma. Na dodatek nie ma spadkobiercy – może poza “Spider-Man and the X-Men”, ale to nie to samo. Jeśli jest jakiś aktualny tytuł, z którym jestem na dobre i złe, czytając go zawsze w pierwszej kolejności co miesiąc, to na pewno niedługo kończące się “Uncanny X-Men” Briana Michaela Bendisa. Ten run miał wzloty i upadki, ale uwielbiam to co Bendis zrobił z bohaterami (Cyclops!), uwielbiam nowych mutantów, no i starą dobrą formułę soap opera + time travel. Ot, esencja X-Men w tych czterech wyrazach. 🙂 Jeśli jednak miałbym wskazać coś, co uważam za rzecz obiektywnie (hehe) znakomitą w każdym calu, to byłoby to “New X-Men” od Granta Morrisona i “Uncanny X-Force” Ricka Remendera.

 

5. Ukochana gra?

“Arcanum”. Przeszedłem niezliczoną ilość razy i jestem gotów tu i teraz zrobić to znowu. Ja nie przejdę znowu? Potrzymaj mi piwo. Kocham ten łączący steampunk i tolkienowskie fantasy świat, kręcący się wokół konfliktów i polityki, kocham klimat misji, różnorodnych bohaterów, nawet ten czasami przestarzały gameplay. Zaraz za grą Troiki znajduje się “Chrono Trigger” – za bohaterów, świetny system walki (po CT nie byłem w stanie długi czas grać w dwuwymiarowe odsłony Final Fantasty, bo wydawały mi się zbyt prymitywne), alternatywne zakończenia i zabawę formą na długo przed Bioshockiem i podobnymi. Długie setki godzin spędziłem tez przy strategiach Paradoxu i kolejnych odsłonach “Football Managera” – od dawna jednak w nie nie gram, bo zwyczajnie boję się, że jak odpalę, to znowu mnie wciągnie, rzucę wszystko i będę grał. Aktualnie ciągle gigantyczne wrażenie robi na mnie “GTA V”.

6. Ulubione albumy muzyczne

Jest taki jeden – “Merriweather Post Pavilion” od Animal Collective. Płyta, którą uwielbiam za bezbłędne połączenie popowej przebojowości z szalonymi brzmieniowymi eksperymentami. Do dziś dziwię się, jakim cudem oni wymyślają te aranżacje, skąd biorą te sample i na jakich dragach udaje im się to połączyć w dziwaczne, ale cholernie chwytliwe utwory. Lubię też inne albumy tej ekipy, ale do tej mam szczególny sentyment. Poza tym, słucham raczej różnych odmian indie rocka i indie popu. Generalnie nie mam już czasu tak jak kiedyś by po prostu walnąć sobie słuchawki na uszy i godzinami rozkoszować się muzyką leżąc na łóżku, więc wybieram po prostu energetyczne rzeczy pomagające w robocie (ostatnio np. albumu “LOVETAP!” zespołu Smallpools). Ot, muzyka użytkowa.

 

Seria tych mniej ulubionych rzeczy:

1. Jaka książka wyjątkowo cię zawiodła

Moridmer Madderdine
Fot. Fabryka Słów

Jak byłem gimbusem, to jarałem się strasznie książkami Jacka Piekary (głownie tymi o Mordimerze Madderdinie) – ale jakoś tak się złożyło, że żadnej nie miałem na własność i pożyczałem od kumpla. Dobre parę lat później, na studiach, kupiłem sobie wreszcie te same tomy na własność, celem przypomnienia sobie tych historii. I wówczas lektura była jak kubeł zimnej wody – zupełnie mnie to nie wciągnęło, wydawało się napisane cholernie topornym językiem, z udziałem mało interesujących bohaterów i historii przy których usypiałem. Sprzedałem cała kolekcję i uświadomiłem sobie, że jak masz już za sobą jakąś porządną literaturę, gdzie autor umie bawić się plastycznym językiem (jak wspomniany wcześniej Witkowski), to lepiej nie wracać do tego, co jarało cię gdy byłeś młodszy. Damn, to dopiero zabrzmiało snobistycznie. I to z ust gościa, który przed chwilą obsypywał złotem komiksy i film z X-Men. No trudno.

2. Jaki był najgorszy film, który widziałeś

“Zielona Mila”. Nienawidzę tego wyciskacza łez niezmiennie do dziś. Od początku był dla mnie (i pozostanie) jednym wielkim szantażem emocjonalnym z bohaterami wyciętymi z tektury i tanim moralizatorstwem. Część zasług można oczywiście przypisać Kingowi, ale film jest okropny swoją drogą.

3. Serial, który nie spełnił Twoich oczekiwań

Masa jest takich – zwykle oglądam odcinek-dwa i jak nie chwyci, to daję sobie spokój, bo nie mam czasu na produkcje, których nie kocham. 🙂 Najdłużej chyba dawałem szansę “Black Sails”, czekając dobre kilka odcinków, aż:

  1. cokolwiek w serialu o piratach zacznie się dziać NA MORZU?
  2. cokolwiek zacznie się dziać w ogóle.
  3. pojawi się chociaż jeden charyzmatyczny bohater lub bohaterka, dla którego warto będzie ten festiwal nudy oglądać.

Niestety, moja cierpliwość ma granice, a szkoda, bo serial na papierze zapowiadał się tak fajnie.

Black Sails
Potwierdzam, że morza w tym serialu jest najmniej/Fot. Starz

4. Komiks, na którym się zawiodłeś

Avengers: Axis
Miało być tak pięknie/Fot. Marvel

“Avengers & X-Men: Axis”. Ech, to też wyglądało tak fajnie na papierze… Bohaterowie i villaini Marvela mieli (na jakiś czas) zmienić swoją osobowość o 180 stopni – toć to taki fajny koncept, by zrobić z nimi coś interesującego, że aż fizyczny ból sprawia mi uświadomienie sobie, że wyszło z tego coś tak fatalnego. A co wyszło konkretnie? Ano takie skakanie od bohatera do bohatera, bez głębi, bez pomysłu, bez sensu. I masa nudnego okładania się pięściami, kuriozalnych scen i stania w miejscu, dyskutując nieprzyzwoicie długo o tym co trzeba zrobić (zamiast to robić). I Axis pewnie by było dobre, gdyby zostało po prostu story arkiem w “Uncanny Avengers” Remendera, ale najwyraźniej rozszerzenie tego pomysłu na cały, mający wpływ na uniwersum event nie wyszło mu na zdrowie.

5. Gra, która cię zawiodła

“Fallout 3”. Yeah, nie przeczę, że przemawia przeze mnie ogromny sentyment do legendarnego “Fallouta” i “Fallouta 2”, w które zagrywałem się dniami i miesiącami oraz rozczarowanie, ze część trzecia to coś KOMPLETNIE innego, ale nic na to nie poradzę. “Fallout 3” okazał się jakimś dziwnym tworem FPSopodobnym z kompletnie nieprzystającymi do tej gry mechanikami rodem z “TES: Oblivion”. Radość z eksploracji ponurego i okrutnego, ale niesamowicie fascynującego świata zniknęła gdzieś pod godzinami łażenia po ciemnym i zapełnionym ogrami… znaczy supermutantami metrze. Do tego gra była… szara. Smętna. Odpychająca. Fallouty oczywiście zawsze ukazywały wybitnie pesymistyczną wizję świata, ale potrafiły balansować ją masą czarnego humoru, ironii i lokacji utrzymanych w innym tonie, ot, dla urozmaicenia. Na szczęście potem przyszło “New Vegas” i choć ponownie musieliśmy udawać, że gramy w “Fallouta”, grając w “Obliviona”, to gra wynagradzała to powrotem znajomego, specyficznego klimatu dwóch pierwszych części. No i wreszcie dostaliśmy trochę kolorów dzięki tytułowej lokacji…

Fallout 3
War i tak dalej, i tak dalej/Fot. Bethesda

6. Album muzyczny, na którym się zawiodłeś

Muse “The Resistance”. Muse zawsze było dla mnie zespołem jadącym po bandzie i w bardzo ryzykowny sposób łączącym kompletnie bezwstydny kicz, stadionowy patos i zdolność do pisania wpadających w ucho, niemal popowych melodii. Wszystko jednak jakoś ze sobą grało, miało się wrażenie, że zespół traktuje siebie z lekką autoironią i zwyczajnie pozwala sobie na najbardziej rozbuchanie kompozycje, bo zwyczajnie może i czemu by nie. Do czasu. Potem przyszło “The Resistance” i okazało się, że przez cały ten czas, oni byli tak na serio. Teksty na tej płycie wywołują zgrzytanie zębów, muzyka nie nadaje się do słuchania, a ładunek patosu i złego gustu przekroczył wszelkie akceptowalne poziomy, gdzie nie da rady już tego tłumaczyć konwencją czy stylem. Chyba, że złym stylem. Jeśli jest ktoś kto kiedykolwiek przesłuchał np. „United
States of Eurasia / Collateral Damage” w całości i nie zwymiotował podczas tego utworu, to naprawdę ma się czym chwalić.

Ostatnie pytanie sponsorowane przez Marvel, DC Comics, i Image Comics 🙂

Gdybyś mógł zostać superbohaterem, to kim z całego panteonu herosów byś był?

Zawsze miałem słabość do mutantów-telepatów pokroju Charlesa Xaviera czy Quentina Quire’a. Wpływanie na ludzkie umysły chyba byłoby najbardziej przydatną opcją, szczególnie, że gdybym dysponował takimi umiejętnościami, to nie ma mowy, by to komuś wyjawił. 🙂

Quentin Quire
Quentin Quire w wersji Chrisa Bachalo/Fot. Marvel

Dziękuję za odpowiedzi!

W poprzednich odcinkach pojawili się:

Carrion

Wittamina

Yes Was Podcast

Pampeluna

Sfilmowani

Panna Anna

Jakbyniepaczeć

Troyann

Rysław

Historia bez cenzury

Rekulturator – kulturalna jazda po gustach ludzi tworzących nie tylko popkulturę. Zawsze te same pytania, wcale nie takie same odpowiedzi.

 

[mailerlite_form form_id=5]
  • Ciekawe odpowiedzi, co prawda w ogromnej większości sam bym miał zupełnie inne, ale zdecydowanie podzielam sympatię do Arcanum, to bardzo klimatyczna gra z nastrojową muzyką i interesującym światem. Aż kusi odkopać płytę ze swoim egzemplarzem i znowu pograć.