Rekulturator #20: Anna “Mysza” Piotrowska

W tej części miała pojawić się Eva Green. Nie wiem dlaczego. Po prostu. Na Evę jeszcze poczekam, ale w tej chwili mam coś lepszego. Co może być lepsze od Evy? Na przykład blogerka, która pod względem znajomości popkultury zjada mnie na śniadanie. Cholera, pod względem długości tekstów też, a ja przecież krótkich nie piszę. W skrócie Mysz określa się tak:

  • Szczęśliwa dziewczyna gamera,
  • Przyjaciółka,
  • Córka,
  • Fanka,
  • Tłumaczka.

Możecie ją znaleźć w tych miejscach:

Gotowi na popkulturową bombę? No to odpalamy. Będzie się działo.

Ulubiona książka/książki

Nie będę oryginalna, ale mimo upływu lat, wciąż ogromnym sentymentem darzę sagę o wiedźminie Sapkowskiego. Zaczęłam je czytać mając ok. 11 lat i była to moja pierwsza styczność z poważną fantastyką. I choć z biegiem lat nauczyłam się dostrzegać rozliczne wady tej serii, wciąż jest to świat do którego najchętniej wracam. Swego czasu byłam też zachwycona „Ready Player One” Ernesta Cline’a – powieścią, która jest obowiązkową pozycją dla każdego szanującego się nerda czy geeka ze względu na mnogość popkulturowych nawiązań – i teraz z wielką uwagą śledzę wszelkie doniesienia na temat planowanej ekranizacji książki.

Ostatnie książkowe odkrycie, którym się zachłysnęłam, to baśniowe retellingi pióra Robin McKinley. Jej seria „Folktales”, w skład której wchodzą dwa (!) retellingi baśni o Pięknej i Bestii, a także wyobrażona na nowo historia Śpiącej królewny to jedne z najlepszych książek jakie czytałam w ostatnich latach. A retelling baśni o Oślej Skórce, pt. „Deerskin” jest, być może, jedną z najlepszych książek jakie czytałam w życiu. McKinley, używając cudownie poetyckiego języka, pełnego metafor i porównań, snuje tam absolutnie bezbłędną opowieść o miłości, rozpaczy, kobiecej sile, magii, i odnajdywaniu siebie. Wyobraź sobie piękny, bogato-zdobiony, harmonijnie rozplanowany gobelin – takie właśnie jest „Deerskin”. Jak dla mnie majstersztyk.

Ulubiony film/filmy

Choć wybranie ulubionego filmu jest niemal tak trudne jak wybranie ulubionego dziecka, Mysz od 1999 roku podaję zawsze tę samą odpowiedź: “Interview with the Vampire”. Żeby nie było – nie twierdzę, że obiektywnie jest to dobry film. Gdybym miała podać tytuły „najlepszych” filmów, zaczęłabym pewnie od “Amadeusa”, a skończyła na “A Single Man”, wrzucając po drodze “The Prestige” czy “Her”. Ale „Wywiad z wampirem” to film, który rozpoczął moją fascynację wampirami, pośrednio stając się źródłem mojego geekostwa, że o byciu fangirl nie wspomnę. Był to pierwszy film, który zafascynował mnie do tego stopnia, że jeszcze długo po seansie snułam hipotetyczne scenariusze „co by było gdyby?”. Poza tym, mimo rozlicznych rozbieżność, jest to bardzo udana adaptacja i jeden z czołowych przykładów na to, że czasem zdarzają się ekranizację lepsze niż ich literacki pierwowzór. Fakt, że film ma przepiękną ścieżkę dźwiękową i gra w nim młody Christian Slater – w którym zarówno wówczas, jak i dzisiaj, się nieszczęśliwie kochałam – też mu nie zaszkodził.

Ulubiony serial/seriale

Mój serialowy kalendarz pokazuje obecnie 160 seriali, nie licząc tych które skasowano lub które zakończyły swój run na antenie. Niemożliwością jest wybranie spośród nich ulubionej pozycji. Najwięcej sentymentu, mimo upływu lat, mam do “Supernatural” – to od tej produkcji zaczęła się moja przygoda z amerykańskimi serialami, a także czynny udział w szeroko pojętym fandomie. Gdybym jednak miała podać tytuły, które nie tylko zaliczam do swoich ulubionych pozycji, ale także uznaję je za, obiektywnie, wybitne produkcje, wybór jest oczywisty: “Band of Brothers”, “Spartacus” stacji STARZ i “Studio 60”. „Kompania braci” udowodniła mi, że nie moja niechęć do tematyki wojennej nie dotyczy wszystkich poruszających ją produkcji, a jedynie tych, które nie są „Kompanią braci” 😉

Fani Sorkina za jego najlepsze dzieło uznają zapewne “The West Wing”, ale do Myszy bardziej przemawiają kulisy produkcji satyrycznego programu telewizyjnego i duet Matthew Perry – Bradley Whitford. Z kolei “Spartacus”, oprócz świetnie nakręconych scen walki i fantastycznego prowadzenia wielowątkowej, poruszającej fabuły z wielowymiarowymi postaciami (w tym postaciami nie-heteronormatywnymi) ma jeszcze jedną zaletę: jako jeden z nielicznych seriali wiedział, kiedy się skończyć. Obecnie coraz częściej mam wrażenie, że produkcje telewizyjne nie wiedzą kiedy, że tak to ujmę, „ze sceny zejść, niepokonanym”. Tym bardziej należy pamiętać o dziełach, którym się to udało.

Ulubiony komiks/komiksy

Przyznaję ze smutkiem, że czytam stanowczo za mało komiksów. Mam ogromny sentyment do “Asteriksa i Obeliksa”, ale wbrew pozorom, więcej jest w tym sympatii do grafiki i poczucia humoru Uderzo, niż do samych postaci czy konkretnych historii. Tym, co zawsze sprawiało mi największa frajdę w przeglądaniu kolejnych albumów o przygodach Galów było wyłapywanie żartów graficznych – często jakichś niewielkich, humorystycznych detali, pojawiających się w tle wydarzeń rozgrywających się na pierwszym planie. Zresztą ta miłość do rysowników, którzy umiejętnie i z poczuciem humoru operują detalami przeniosła się na moją największą komiksową miłość, czyli “Blacksada”. To co Guarnido zrobił w tym komiksie – nie tylko ubierając ludzkie stereotypy w zwierzęce postaci, ale także tworząc cały piękny, graficzny, noir’owy świat Blacksada – wciąż na nowo odbiera mi dech. Przygody kociego detektywa to jedyny komiks, który kupiłam sobie w twardej oprawie, w kolekcjonerskim wydaniu. Był wart każdej ceny.

[button color=”red” size=”big” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/komiksy/blacksad-komiks-o-kocie-detektywie/”]Blacksad – genialny komiks w klimatach noir[/button]

Ukochana gra?

Tu, podobnie jak w wypadku komiksów, mam ogromne braki – zatrzymałam się mniej więcej na etapie “Sims 2”. Mimo to wciąż lubię powracać do takich klasyków jak “Heroes of Might and Magic III” (ostatnio Luby podrzucił mi “Heroes V”, które na nowo obudziły falę nostalgii) czy “Tomb Raider II”. Były też całe długie tygodnie, gdy godzinami grałam w “Morrowinda” (albo Obliviona) albo “GTA3” lub “Vice City”. Ostatnio jednak, zainspirowana premierą trzeciego Wiedźmina, sięgnęłam wreszcie po jedynkę i muszę powiedzieć, że dawno się tak dobrze nie bawiłam, grając w grę komputerową. Jasne, system walki wymagał kilku godzin przyzwyczajania się, a i niektóre misje kazały graczowi idiotycznie biegać od Annasza do Kajfasza, ale nawiązania do książek Sapkowskiego, świetny polski dubbing, ciekawa fabuła, trudne wybory moralne wynagradzają to z nawiązką. Relacjonowałam swoje wrażenie z gry na Facebooku i muszę powiedzieć, że żywiołowy odzew jaki wówczas otrzymałam zdziwił mnie bardziej niż cokolwiek innego. Wiedźmin, nie ważne czy książkowy czy growy, to na tyle istotny i wspólny dla wielu pokoleń element polskiej kultury, że właściwie nie da się od niego uciec. I mnie to osobiście, jako zagorzałą fankę Wiedźminlandu, ogromnie cieszy.

Ulubione albumy muzyczne

Słucham przede wszystkim muzyki filmowej. Wspomniany soundtrack do “Interview with the Vampire” często jest na tapecie, podobnie jak wszelka muzyka z animacji Disneya, a także ścieżki dźwiękowe do “The Chronicles of Narnia”, “A Single Man”, “Whiplash”, “Mad Max: Fury Road”, “Only Lovers Left Alive” czy takich oldschoolowych musicali jak “West Side Story”, “Fiddler on the Roof” czy “My Fair Lady”. Z ostatnich odkryć muzycznych, nie mogę wyjść z podziwu nad soundtrackiem do “The Man From U.N.C.L.E.” Daniela Pembertona – poświęciłam mu w swojej recenzji filmu ze cztery akapity i wiem, że mogłabym się o tej muzyce jeszcze długo rozpisywać. Ot, zboczenie rodzinne – mój tata jest pianistą 🙂 Mam raczej eklektyczny gust muzyczny i staram się nie ograniczać wyłącznie do jednego gatunku, ale zauważyłam, że im jestem starsza tym mocniej ciągnie mnie do folku. Stąd pewnie nieustający zachwyt nad debiutanckim albumem Hozier, czy całą dyskografią Johna Mayera – jasne, to skończony dupek, ale muzykiem i tekściarzem jest świetnym. Z kolei z klimatów indie rocka jestem wielką fanką obu albumów Walk The Moon oraz Young the Giant. Ale moim ulubionym zespołem jest nieistniejący już duet The Civil Wars – rozpadli się w 2014 roku, tuż po tym jak wygrali 4 nagrody Grammy. Oba ich albumy – “Barton Hollow” i “The Civil Wars” – to kwintesencja tego, co mi się w muzyce podoba: liryczne teksty, mnogość i różnorodność wpływów i inspiracji oraz dźwięczne, pełne emocji głosy. Nie ma dla mnie piękniejszego dźwięku, niż wspólne harmonie Joy Williams i John Paula White’a – wciąż mam złamane serce, że nigdy już nie usłyszę ich razem.

 

Seria tych mniej ulubionych rzeczy:

Jaka książka wyjątkowo cię zawiodła

Nie wiem, czy można nazwać to zawodem, ale mimo lat prób, wciąż nie umiem się przekonać do książek Terry’ego Pratchetta. Szanuję ogromnie jego wkład w literaturę i rozumiem fenomen tych książek, ale z jakiegoś powodu nigdy nie byłam w stanie się w nie wciągnąć. Gdy o nich czytam lub słyszę od znajomych, brzmią jak dokładnie ten typ literatury, który powinien mi się podobać – pełen inteligentnych odniesień, mądrej satyry i ciętego, nieco absurdalnego dowcipu. A mimo to… nic. Spływa po mnie po kaczce. W sumie, bardzo mnie to smuci, bo czuję, że przez brak zaangażowania w jego książki omija mnie wielki kawał jakiegoś ogólnoświatowego fenomenu. Pewnie podobnie czują się ludzie, których nigdy nie ruszył Tolkien czy Harry Potter. Cóż, każdy musi mieć jakąś wadę – moją jest brak miłości do Pratchetta 😉

[button color=”red” size=”big” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/ksiazki/jak-zaczac-czytac-swiat-dysku-poradnik/”]Jak zacząć czytanie Świata Dysku[/button]

Jaki był najgorszy film, który widziałaś

Korci by wspomnieć o nowym “Fantastic Four”, ale ten film zdołał przynajmniej wywołać we mnie jakieś emocje, nawet jeśli była to głównie frustracja. Biorąc też pod uwagę, że autentycznie lubię takie dzieła jak “Van Helsing” czy “Dracula 2000”, powszechnie uważane za szmiry, nie wiem czy powinnam wypowiadać się na temat (obiektywnie) najgorszych filmów. Skoro jednak obracamy się wokół kwestii popkulturowych zawodów, jednym z największych w ostatnich latach był dla mnie film “Frank” z Michaelem Fassbenderem. Jego fenomen kompletnie do mnie nie trafia, i to mimo mojej ogromnej sympatii do gatunku kina niezależnego, który film sobą reprezentuje. To jeden z tych przypadków gdzie zwyczajnie nie zdzierżyłam przerostu formy nad treścią. Ale gdyby patrzeć obiektywnie, najgorszym filmem, który widziałam – a który mimo wad sprawił mi frajdę – jest “Catwoman”. No i “Striptease” z Demi Moore. Co ja poradzę? Mam słabość do złych filmów.

Adnotacja: sprawdziłam i istnieje film, który ma gorsze recenzje niż “Catwoman” i “Striptease” – “Dracula II: Ascension”. Ma 0% na RT. Na szczęście, ten film mi się nie podobał 😀

Serial, który nie spełnił Twoich oczekiwań

W sumie jest bardzo niewiele seriali, które porzuciłam kierowana silnym poczuciem zawodu. Owszem, zrezygnowałam z oglądania 10. sezonu “Bones” czy 7. sezonu “The Big Bang Theory”, ale sądzę, że mniej w tym rzeczywistego zawodu, a więcej zmęczenia materiału. Jest mnóstwo seriali, które wciąż oglądam, mimo spadku jakości (11. sezon “Supernatural” – tego się nie da wytłumaczyć). Na pewno z dużym wahaniem podchodzę do trzeciego sezonu “Hannibala”, którego wciąż nie obejrzałam, choć niedawno wyświetlono jego ostatni odcinek. Miałam to szczęście, że mogłam obejrzeć dwa pierwsze odcinki trzeciego sezonu przedpremierowo, zanim je wyświetlono i, niestety, to co zobaczyłam dość mocno odbiegało od tego, czego się spodziewałam. Oczywiście, kiedyś ten sezon nadgonię – jedną z popularniejszych serii notek na moim blogu były recapy kolejnych odcinków tego serialu i wiem, że czytelnicy by mi nie wybaczyli, gdybym ich nie kontynuowała – ale chwilowo nie mam do tego serca. Ach, no i byłabym zapomniała: mam na pieńku z Ryanem Murphym. Dwa pierwsze sezony “American Horror Story” są, w mojej opinii, genialne. Natomiast sezon trzeci (Coven) i czwarty (Freak Show) to jakaś kompletna porażka. Freak Show nie byłam nawet w stanie dokończyć – odpadłam w połowie. Z kolei o trzecim sezonie napisałam kiedyś 17-stronicową krytykę. Myślę, że to wystarczy za odpowiedź.

Komiks, na którym się zawiodłaś

Tu nie będę zmyślać: czytam na tyle mało komiksów i są to na tyle wybiórcze, wybrane pod kątem moich gustów tytuły, że nie zdarzyło się chyba jeszcze tak, abym się sromotnie czymś zawiodła.

Gra, która cię zawiodła

Znów nie wiem, czy mogę mówić o zawodzie, bo wyłączyłam grę po niecałej godzinie i trudno mi ją adekwatnie ocenić. Z jednej strony, tak szybkie wyłączenie gry świadczy o tym, jak gwałtownie się od niej odbiłam. Z drugiej strony, odeszłam od komputera z silnym postanowieniem, że wrócę do gry po dłuższej przerwie. Mowa o drugim Wiedźminie. Zasiadłam do dwójki tuż po ukończeniu jedynki and that was my first mistake – różnica między grami, zwłaszcza pod kątem grafiki i mechaniki, była na tyle duża, i to na niekorzyść dwójki, że nie dałam rady nawet ukończyć tutorialu. Ludzie na Facebooku zdołali jednak nieco ostudzić moje zdenerwowanie i zostałam zapewniona, że do tych różnic idzie się przyzwyczaić, i że ostatecznie, chociażby dla samej fabuły, warto wady drugiego Wiedźmina przecierpieć. Tak więc zobaczymy. Dam jeszcze Geraltowi szansę.

Album muzyczny, na którym się zawiodłaś

Ostatnio ogromny zawód przeżyłam przesłuchawszy najnowszy album “Mumford & Sons”. Zespół, który do tej pory wydał dwie fantastyczne płyty, pełne poruszających, pięknie napisanych, mądrych piosenek, zrezygnował niemal całkowicie ze swojego unikalnego brzmienia. Zamiast charakterystycznego banjo i folkowych klimatów, kojarzących się z surowym pięknem mglistych, szkockich wzgórz, dostaliśmy nudne, płaskie, jednorodne kawałki bez wyrazu, nieodróżnialne od większości (folk)rocka jaki obecnie można usłyszeć.

Finał:

Gdybyś mogła zostać jedną fikcyjną postacią zw. z kulturą popularną, to kim byś chciała zostać?

Ponieważ od lat posługuję się w anglojęzycznym Internecie ksywką roguemouse, myślę że możemy założyć, iż ten przydomek nieco mnie zobowiązuje. Rogue z “X-menów” nie jest być może najbardziej konsekwentną postacią – przez lata istnienia zarówno jej moce, jak i psychika i charakter przechodziły przeróżne ewolucje – ale jest coś niezmiernie pociągającego w jej mocy; w możliwości pochłaniania nie tylko zdolności innych mutantów, ale także ich talentów, zainteresowań, cech charakteru czy wspomnień. Myślę, że motyw ten ładnie wpasowuje się to w tzw. FOMO czyli „fear of missing out”, z którym często muszę walczyć – posiadając moc Rogue mogłabym przeżyć i tysiąc żyć, nawet jeśli tylko pośrednio. Ewentualnie, chciałabym być którymś z wampirów z prozy Anne Rice. Idea nieśmiertelności bardzo mi się podoba – wyobraźcie sobie ile tematów można w tym czasie zgłębić. Jak widać po bohaterach Only Lovers Left Alive, miłość do książek czy muzyki nie mija nawet po kilkuset stuleciach.

Rogue
Też ją bardzo lubię/Fot. Marvel Comics

Dzięki za odpowiedzi!

Rekulturator – kulturalna jazda po gustach ludzi tworzących nie tylko popkulturę. Zawsze te same pytania, wcale nie takie same odpowiedzi.

W poprzednich odcinkach pojawili się:

Carrion

Wittamina

Yes Was Podcast

Pampeluna

Sfilmowani

Panna Anna

Jakbyniepaczeć

Troyann

Rysław

Historia bez cenzury

Łukasz “Ichabod” Stelmach

Paweł Opydo

Karol Paciorek

Katarzyna “Zwierz Popkulturalny” Czajka

Włodek Markowicz

Dominik Sobolewski z “Are You Watching Closely”

Zuch Rysuje

G.F. Darwin

Grzegorz “Dakann” Barański

  • Yay! Wiedziałam że na Myszę można liczyć i że odpowiedzi będą odpowiednio długalaśne i sycące 😀

    PS. I czcionka wróciła do normy :p

    • Potraktuję to jako komplement 😉