Chciałoby się powiedzieć, tfu, napisać, udało się. Kwestią czasu było to, że na łamy bloga zawita blogerka, której poczynania w sieci uważnie obserwuję od dłuższego czasu przy czym dłuższy czas to bliżej nie określony przedział. Magda pisze o – uwaga, będzie zaskoczenie – popkulturze. Mogłaby pisać częściej, ale na szczęście jak już napisze, jak ona napisze, jak już ona napisze, to mówię Wam, tfu, piszę Wam, z reguły nie ma męskiego narządu rozrodczego w jednostce osadniczej o zwartej, skupionej lub rozproszonej zabudowie i istniejących funkcjach rolniczych lub związanych z nimi usługowych lub turystycznych, nieposiadającej praw miejskich lub statusu miasta. Głównie przez to, że jej spostrzeżenia są trafne, a z samych wpisów spoziera na Was radosny geek,Polecam uważnie obserwować tutaj:

Ja nic mądrego więcej nie napiszę, więc oddaję głos bohaterce tego odcinka.

Ulubiona książka/książki

Czuję się, jakbym tą odpowiedzią miała skrzywdzić swoje wyimaginowane dzieci. Bo czym właściwie jest ulubiony wytwór popkultury, nieważne w jakiej kategorii? Dla mnie jest to przede wszystkim dzieło, do którego po latach chętnie wracam, nie zważając na to, że znam je już na pamięć. Więc skoro stawiamy sprawę w ten sposób, to nie mam wyboru i muszę powiedzieć, że wybieram serię o Harrym Potterze. To pewnie przez to, że miałam niesamowite szczęście należeć do pokolenia, które dorastało razem z bohaterami serii i uczestniczyło w tej największej fali potteromanii, kiedy wystawało się pod księgarnią o północy i łykało jak młody pelikan wszystko, co na swojej stronie napisał Tytus Hołdys. A poza tym Harry był chyba moim pierwszym fandomem i uczyłam się na nim swojego geekowstwa, za co zawsze będę mu wdzięczna. Zresztą moja miłość do prozy J.K. Rowling się na tym nie kończy, bo teraz dostaję kociokwiku na każdą wzmiankę o nowych przygodach Cormorana Strike’a.

Harry Potter
Harry Potter

Ulubiony film/filmy

Jest kilka takich, które mogłabym oglądać na zapętleniu bez końca i wcale nie są to wielkie dzieła światowej kinematografii. Jak się nad tym zastanowić, to moje ulubiony tytuły zazwyczaj są lekkie i przyjemne. Bo na przykład uwielbiam Legalną Blondynkę, a moja miłość przeniosła się kilka lat temu na musical pod tym samym tytułem. Za podobne klimaty ubóstwiam pierwsze Pitch Perfect, a z brytyjskich klimatów – About Time. Nie sposób również nie wspomnieć w tym miejscu o animacjach, z których najwięcej ciepłych uczuć budzi we mnie Lilo i Stich. Więc we mnie to lepiej rzucać czymś łatwostrawnym, najlepiej tęczą i jednorożcami.

Ulubiony serial/seriale

Te, z których dowolny odcinek jest w stanie wprowadzić mnie w ciepłokluchny nastrój nostalgii i przytulności. Co ciekawe, choć na co dzień lubię perorować o górnolotnych, poważnych produkcjach serialowych (z tych poważnych to zawsze polecam wszystkim The Jinx – najbardziej opadoszczękowy serial mojego życia), do moich najukochańszych serii należą głównie komedie: Przyjaciele i Parks and Recreation. Friendsi przypominają mi głównie o czasach to se ne vrati. A z Parkami to jest tak, że za każdym razem, jak o nich wspominam, muszę odżałować, że w Polsce nie są tak znane, jak na to zasługują. A przecież dały nam postać Rona Swansona, którego twarz powinno się wybijać na wszystkich monetach świata! Do tego zestawu dorzucę jeszcze nieodżałowanego Galavanta, perełkę, która opuściła nas zdecydowanie za wcześnie. I żeby już tak totalnie dobić was tymi wspominkami, doklepię to X-men: Evolution. To właśnie ta seria dokończyła ze mną dzieła rozpoczętego przez TAS i na dobre wciągnęła mnie do fandomu X-men, co skończyło się całkowitym odpałem na ich punkcie, włącznie z publikowaniem w internecie fanficów o marysueowskiej bohaterce z mocą niewidzialności, która kochała się w…NIE, NIE BĘDZIEMY O TYM ROZMAWIAĆ.

Ulubiony komiks/komiksy

Od dłuższego czasu nie jestem już na bieżąco z zeszytami Marvela, ale mam kilka tomów, do których lubię raz na kilka lat wrócić. Uwielbiam Marvels z rysunkami Alexa Rossa i muszę uważać, żeby nie ślinić się nad każdą stroną. Oprócz tego z przyjemnością zawsze sięgam po 1602 Gaimana Ale moim najukochańszym komiksem już od wielu lat pozostaje Blacksad – za to, że każdy panel jest jak miniaturowy obraz. No a poza tym – koty. Duh

Blacksad tom 1

Ukochana gra?

Oczywiście, że pomyliłam kolejki, gdy Bóg rozdawał zainteresowania. Zamiast stanąć do tej z grami komputerowymi, ustawiłam się do planszówek. Pewnie właśnie dlatego o wiele bardziej wolę obserwować, jak ktoś gra w gry komputerowe, zamiast sama siadać do konsoli. Możliwe, że ma to związek z faktem, że kiedy byłam mała, mój brat w ataku szału złamał naszego CD-ka z Tonym Hawkiem, po tym jak pobiłam jego rekord. To mnie chyba trochę straumatyzowało. Udało mi się przynajmniej załapać na falę popularności Heroesów, bo do dzisiaj jest to jedyny tytuł, w który grałam, i to w całe trzy części. Ostatnio nawet kupiłam kultową trójkę na wyprzedaży i z przyjemnością do niej wróciłam.

Heroes of the Might and Magic III
Heroes of the Might and Magic III

Ulubione albumy muzyczne

Jestem typem muzycznie eklektycznym, ale najwięcej słucham muzyki filmowej i musicali. Mój absolutny numer jeden ostatnich lat to soundtrack z Hamiltona Lina-Manuela Mirandy – genialne wprowadzenie hip-hopu na broadwayowskie salony. Co ciekawe, zanim poznałam Hamiltona, otwarcie wywracałam oczami na większość rapowanych bitów. Uwielbiam, gdy popkultura udowadnia mi, jakim czasami jestem ignoranckim głupkiem. Hamilton to musical kompletny, z genialnym tekstami, wspaniałą historią i rewelacyjną obsadą. Kocham to, jak w ciągu kilku miesięcy wywrócił cały Broadway do góry nogami.

Seria tych mniej ulubionych rzeczy:

Jaka książka wyjątkowo cię zawiodła

Nie książka, a cała seria. Wszystkie części Jeżycjady wydane po 2005 roku, kiedy to obudził się we mnie jakiś nowoodkryty krytycyzm wobec serii, które niegdyś wielbiłam ślepą miłością. Czy to ja dorosłam, czy to może autorka stetryczała – trudno powiedzieć. W każdym razie od pewnego czasu najnowsze części sagi rodziny Borejków są dla mnie jedynie polem do uprawiania nieskrępowanego hatereadingu. Z serii o ciepłych, otwartych ludziach, których chciałabym mieć za sąsiadów, ktoś zrobił zgorzkniały paszkwil o pseudointeligenckich snobach, którzy mentalnie zatrzymali się dwie dekady temu, a za wyznacznik obycia uważają przerzucanie się cytatami z Platona. Smuteczek.

Jaki był najgorszy film, który widziałaś

Mój mózg ma tendencję do wypierania złych filmów, ale takie, które mnie autentycznie wkurzyły swoim poziomem, zostają w nim na zawsze. Do dziś toczę pianę z ust na myśl o kolejnych częściach Hobbita – to niesamowite, jak można zarżnąć cudowną historię skokiem na kasę. Innym przykładem będzie Lucy, po której było mi autentycznie wstyd – dostałam wolną rękę przy wyborze filmu i zrobiłam tym swoim znajomym straszną krzywdę. Już nigdy więcej nie popełnię takiego błędu.

Serial, który nie spełnił Twoich oczekiwań

Na pewno było tego więcej, ale na szybko przypominam sobie dwa spektaktularne fakapy. Odbiłam się od True Blood, bo nie byłam w stanie znieść nachalnego HBO-wania z wtykaniem scen erotycznych gdziekolwiek popadnie (ach, słodkie lata niewinności). Za to największym niedawnym rozczarowaniem było dla mnie London Spy – niby takie oniryczne, poetyckie, a obok żadnego szpiega to nawet nie stało i było pretensjonalnym pitu-pitu o niczym.

Komiks, na którym się zawiodłaś

Monstress. Typowy przerost formy nad treścią. Strona graficzna to istna perełka, skrzyżowanie mangi z udawanymi akwarelami. Ale fabularnie wyszedł z tego jakiś potworek bez scenariusza i dobrze zarysowanych wątków. Nie wróciłam do komiksu po pierwszym tomie.

Gra, która cię zawiodła

To może ja powiem o planszówce? Odbiłam się od planszowej Gry od Tron z impetem rozpędzonego mopsa. Nie tylko wynudziłam się przy niej jak mops, ale też poczułam jak ten mops głupiutka, bo metodyczne planowanie ruchów na tysiunc pińcet kolejek do przodu, jak u szachisty, nie jest moją mocną stroną.

Album muzyczny, na którym się zawiodłaś

Regularnie pozwalam się zawodzić sountrackom z MCU. W całej serii tylko Zimowy Żołnierz okazał się być wypadkiem przy pracy – muzykę miał nie tylko „jakąś”, ale była wręcz dobra. Pozostałe produkcje sięgają jedynie po powtarzalne motywy z generycznym tematem „superhero” na jedno kopyto. Spider-Man: Homecoming wydaje się być krokiem w dobrym kierunku, ale tylko dzięki dobrze dobranym piosenkom.

Gdybyś mogła zostać jedną fikcyjną postacią zw. z kulturą popularną to kim byś chciała zostać?

Skrzyżowaniem Blacksada z Czarodziejką z Księżyca. Just picture it, man!

Blacksad
Nigdy za wiele Blacksada

Dziękuję za odpowiedzi!

Total
48
Shares
  • Puchata Igła

    Jeden z ciekawszych odcinków, ale to pewnie zasługa osobowości głównej bohaterki 🙂