Smerfy i polityka, czyli jak Smerfy stały się komunistami i rasistami

Francuzi mają Asterixa i Obelixa, a Belgowie mają Smerfy. W obu wypadkach, oprócz tego, że mówimy o popkulturowych fenomenach, wspólna jest również polityka. Konkretnie polityczne i społeczne źródła historii. Być może jako dzieci się nad tym nie zastanawiamy, ale dorośli już od dawna dostrzegają, że Smerfy mogą mieć drugie dno. Przynajmniej tak twierdzą ci, którzy doszukują się w nich więcej niż w rzeczywistości można tam ujrzeć.

Pierre Culliford, czyli Peyo, wpadł na pomysł stworzenia niebieskich skrzatów przy okazji. Pracował przy komiksie “Johan & Pirlouit”, który to ukazywał się w czasopiśmie „Le Journal de Spirou”. W jednym z odcinków główni bohaterowie komiksu potrzebowali pomocy w zdobyciu magicznego fletu. W tym celu skorzystali z asysty wspomnianych niebieskich skrzatów, które zostały stworzone przez maga Homnibusa. Tak naprawdę nie było w tym nic nadzwyczajnego. Ot, kolejna historia z cyklu. Okazało się jednak, że Smerfy naprawdę spodobały się czytelnikom. Zresztą przypadek rządził ich życiem od samego początku. Wystarczy wspomnieć charakterystyczną nazwę, która jest swego rodzaju wariacją na temat słowa oznaczającego sól. Wariacją, bo słowo Smerfy (Les Schtroumpfs) zrodziło się z przejęzyczenia. Culliford został zaproszony na obiad przez swojego kolegę André Franquina. W pewnym momencie Peyo poprosił o podanie soli i tu powinniśmy się na chwilę zatrzymać. Na pewno zdarza się Wam zapomnieć jak coś się nazywa. Nagle, w ułamku sekundy, nie potraficie powiedzieć, że chodzi Wam o miotłę, bo choć bardzo się staracie to macie w głowie pustkę. Peyo miał dokładnie taką samą pustkę, kiedy chciał poprosić o sól. Ostatecznie poprosił o smerfa i nie, nie chodziło o narkotyki:

 Passe-moi le… schtroumpf! – Peyo podczas obiadu udowadniając, że zdecydowanie miał już dość. Choć podobno impreza się udała. Nikt nie rzygał.

Nie wiem, czy często się zdarza, aby słowo, które nie istnieje – to znaczy już istnieje, bo ktoś je wymyślił – zostało przetłumaczone na dziesiątki języków dając początek innym słowom, które dotychczas nie istniały. Smerfom się udało. Ostatecznie Peyo uznał, że zainteresowanie czytelników jest tak duże, że trzeba coś z tym niebieskim fantem zrobić. I zrobił.

Peyo
Peyo wygląda jak Trocki

Ważniak Trocki

Peyo oprócz tego, że tworzył komiksy wiedział, że warto zainwestować też w branżę filmową. Zresztą szybko swoje zainteresowanie przeniósł właśnie z komiksów na filmy animowane i studio, które stworzył. To ostatecznie okazało się być bardzo dobrą decyzją, bo większość odbiorów kojarzy Smerfy nie z komiksów, a przede wszystkim z serialu animowanego. No dobrze, ale gdzie w tym wszystkim polityka? Bo przecież nie zebraliśmy się tutaj tylko po to, aby powspominać początki przygód tych sympatycznych stworków. Popularność Smerfów sprawiła, że interesują się nimi nie tylko odbiorcy tacy jak ja i Wy, ale i naukowcy. Tym samym pewnie i wszelkiej maści szaleńcy.

Nazwa “Smurf” przez niektórych jest rozkładana na czynniki pierwsze jako akronim dla “Socialist Men Under Red Father” lub “Small Men Under Red Forces”.

Kiedy my po prostu dobrze się bawimy, ci drudzy patrzą na źródło naszej zabawy inaczej. Efektem tego patrzenia są kolejne teorie wskazujące na to, że Smerfy mają więcej wspólnego z polityką niż nam się może wydawać. Ta najpopularniejsza była szczególnie często omawiana kilka lat temu, kiedy pojawiła się “Mała niebieska książka”, której autorem jest Antoine Buéno. Autor dowodził w niej, że patrząc na Smerfy patrzymy na utopijną wizję komunistycznego społeczeństwa. Jednym z punktów wyjścia dla takich rozważań był fakt, że Peyo spędził młodość w czasie nazistowskiej okupacji, więc musiało to mieć na niego wpływ. W wiosce wszyscy są równi, działają jak dobrze zorganizowany kolektyw, nie posługują się pieniędzmi. Papa Smerf przypomina Karola Marksa, nosi się na czerwono. “Czczony” i obdarzony zaufaniem przez swoją wiedzę i doświadczenie, co czyni z niego lidera i w pewnym sensie wpisuje się w ideę zdecentralizowanego przywództwa opisywaną przez Marksa. Z kolei Gargamel ze swoim nosem i chciwością przypomina stereotypowego Żyda. Przerażające, ale jestem w stanie uwierzyć, że są na świecie ludzie myślący podobnie jak Buéno.

Smurfy, urokliwe niebieskie chochliki czy straszni staliniści, rasiści i antysemici? W całkowicie autokratycznym społeczeństwie Smurfy są kolektywem, którym kieruje jeden, wszechmocny lider, wielki Smurf. Są absurdalnymi purytanami. Rasizm objawia się w historii o czarnym Smerfie, gdzie okazuje się, że czystość krwi jest niezbędna. Czy też w opowieści o Smerfetce, gdzie idealizuje się aryjskość bohaterki. Ich zaprzysiężony wróg, Gargamel, ma profil przypominający karykaturę antysemityzmu, a jego kot nazywa się Azraël (w mistyce żydowskiej uważany za wcielenie zła, a w islamie za anioła śmierci – przyp. Marcin). – teoria Buéno w wielkim skrócie

Autor za swoje teorie oberwał, bo przecież na pierwszy i pewnie drugi rzut oka przypisywanie Smerfom politycznej podstawy jest nadużyciem. Sprawę skomentował syn Culliforda, który powiedział, że mniej więcej to, co ja napisałem we wcześniejszym zdaniu. Dodał jednak do tego bardzo ważną część. Mianowicie według niego ojciec kompletnie nie interesował się polityką. Nie wiedział, co się w niej dzieje, a o tym, czy ma głosować pytał żonę. Gdzieniegdzie można na przykład przeczytać, że kolejnym dowodem na związki Smerfów z komunizmem jest choćby wygląd Ważniaka. Wskazywać na to mają okulary i chęć bycia przywódcą, co ma nas prowadzić w prostej linii do Lwa Trockiego. Może i prowadzi, ale patrząc na ten tok rozumowania Ważniak równie dobrze może być wzięty za Gandhiego lub nawet za mnie, jak ubiorę okulary. Podobnie Gargamel utożsamiany z chciwym kapitalizmem. Tak uważał na przykład J. Marc Schmidt, który popełnił komentowany na przykład przez “The Washington Times” esej na temat związków Smerfów z komunizmem. Pisał w nim m.in.:

Jako ostateczny superkapitalista bardziej troszczy się o własne bogactwo niż o równość i sprawiedliwość. Podobnie jak każdy kapitalista w stylu Adama Smitha, jego naturalny stan to mieć tyle pieniędzy, ile to tylko możliwe. Gargamel jest zimnym, zgorzkniałym i ostatecznie pustym człowiekiem. Dzieje się tak dlatego, że nie ma on nic innego w swoim życiu, jak tylko bezduszne dążenie do bogactwa i dobytku. Ostateczny dowód na antyspołeczne skutki racjonalizmu gospodarczego.

Brzmi zajmująco. Problem jednak w tym, że patrząc dokładnie na postać Gargamela dostrzeżemy luki w rozumowaniu Schmidta. Zły czarodziej może i chciał zniszczyć Smerfy, ale miewał też ludzkie odruchy. Skoro jesteśmy przy Adamie S. to warto zwrócić uwagę na wspomniane luki.

Smerfy
Otoczyli Was komuniści. Tak naprawdę to komiksowy debiut Smerfów

Na odwrót

Jeżeli jedna teoria wskazuje na to, że mamy do czynienia z metaforą dla komunizmu to druga może wskazywać na coś zupełnie innego. Patrząc na bohaterów tego tekstu wiemy, że każdy ma coś charakterystycznego. Jedną rzecz, która opisuje, kim dany Smerf jest. Mamy m.in.:

Gargamel i Klakier
Chciwy kapitalista i anioł śmierci
  • Osiłka,
  • Lalusia,
  • Zgrywusa,
  • Ciamajdę,
  • Marudę,
  • Rolnika,
  • Górnika,
  • Łasucha,
  • Malarza.

I tak dalej, i tak dalej. Jak na komunistyczny kolektyw, to Smerfy są bardzo mocno zindywidualizowane. Zupełnie jakby powstały w zgodzie z duchem kapitalistycznego podejścia do społeczeństwa. Idąc dalej można zauważyć, że każdy z nich ciężko pracuje, ale i kieruje się bardzo jasnym, żelaznym zestawem zasad. Moralnie są bez zarzutu. Piszę o tym, dlatego, że można pójść jeszcze kilka kroków dalej. Smerfy mogą być metaforą dla:

  • Chrześcijaństwa – Papa Smerf “tworzący” Smerfetkę na bazie kreacji Gargamela. Starcie dobra i zła.
  • Nazizmu – tacy sami, o mocnych przekonaniach, wspólnie zmierzający do celu, z mocnym przywództwem.
  • Masonerii – białe czapeczki, czerwone szaty przywódcy, 99 Smerfów, czyli kolejne stopnie wtajemniczenia.
  • Ku Klux Klanu – gdzie członkowie noszą się na biało, a przywódcy mają szaty czerwone.
  • Mogą być w końcu satyrą na wszystko powyższe.

Brnąć w wielu kierunkach można naprawdę bez większych problemów, bo Smerfy podobnie jak wiele innych historii daje spore pole do interpretacji. Dobrze, że dzieła kultury są analizowane, że doszukujemy się w nich kontekstów, które być może nie dla wszystkich są oczywiste. Problem w tym, że takie działanie niesie ze sobą możliwość wpadnięcia w pułapkę. Pułapkę fałszywych założeń wynikające z tego, że nasza teoria rozciąga się na dzieło jak koc. Opada na nie w całości sprawiając, że przykrywamy nią też to, czego przykrywać może nie powinniśmy. Wtedy tracimy z oczu jedną bardzo ważną rzecz. Może się przecież okazać, że Smerf, to po prostu Smerf. I nic więcej.

Total
14
Shares