Syd Mead – człowiek, który zaprojektował przyszłość

Za każdą wizją stoi wizjoner. Nie jest to wielkie odkrycie. Rzecz w tym, że czasami wizja zaczyna żyć własnym życiem, a jej rodzic odchodzi w cień. Jeżeli nie w cień, to staje się bohaterem drugiego planu. I może sam Syd Mead nie jest kimś zapomnianym czy marginalizowanym, to jednak przede wszystkim żyją jego wizje. Te związane z przyszłością.

Dlatego uznałem, że czas na łamach bloga oddać cesarzowi, co cesarskie. Ukłonić się i napisać kilka słów o człowieku, który odcisnął piętno nie tylko na sztuce użytkowej, ale i na kinie. Jest bowiem spora szansa na to, że oglądaliście film science-fiction nie mając pojęcia, że to, jak wygląda jest w znacznej mierze efektem wyobraźni Syda Meada. “Obcy”, “Blade Runner”, “TRON” to tylko część filmów, o których warto wspomnieć, ale jak zwykle zacznijmy od początku.

Kubański pisarz, eseista

Tak naprawdę zamiast przywoływać Jose Arcadio Moralesa z filmu “Kilerów dwóch” powinienem napisać plastyk futurysta lub futurysta wizualny. Mead myśląc o tym, co będzie robić w przyszłości nie wiedział, że zostanie artystą futurystą. Nie wiedział, bo w sumie jego “roli zawodowej” jeszcze nie było. Zresztą jak zaczynał swoją karierę to nawet nie myślał o tym, że kiedyś przyjdzie mu pracować przy kilku naprawdę istotnych dla gatunku filmach. Wpłynie na ich wygląd i sprawi, że fani na całym świecie będą się zachwycać tym, jak wygląda świat przedstawiony. Nie myślał o tym, bo jednym z pierwszym zleceń, które przyszło mu zrealizować był magnetofon dla… Philipsa.

Blade Runner
Szkic na potrzeby Blade Runnera/Fot. The Blade Runner Partnership

Przygotowywali napisy do “Blade Runnera” i zadzwonili do mnie, jak chciałbym być tytułowany. Zajmowałem się rzeczami wizualnymi od 20 lat, głównie tymi w przyszłości, więc wymyśliłem futurystę wizualnego. – Syd Mead

Philips Electronics, Ford Motor Company, U.S. Steel, Sony, Chrysler czy nawet Playboy, to wszystko firmy, z którymi Mead współpracował przez całą swoją karierę. Czym się przeważnie zajmował? Projektował przyszłość. Wizualizował to, jak może i jak ma wyglądać technologia. Od samochodów po wspomniane magnetofony.  Jego zadaniem zawsze było pokazać nam to, czego jeszcze nie potrafimy sobie wyobrazić. W końcu jak sam mówił na świecie jest dużo więcej ludzi, którzy potrafią tworzyć rzeczy niż tych, którzy potrafią je wymyślić. W pewnym sensie jego podejście do pracy było rewolucyjne, bo gdy inni głównie pracowali nad tym, co faktycznie można zrealizować, Mead pracował nad tym, co wyprzedzało produkcję o kilka lat.

Kolejne zlecenia oraz prace, które realizował sprawiły, że zwrócili na niego uwagę twórcy kina science-fiction. W końcu zawsze przyda się na pokładzie ktoś, kto potrafi zobaczyć więcej niż inni. Pierwszym filmem, przy którym pracował był zrealizowany w 1979 roku “Star Trek”. To on odpowiadał za wygląd tajemniczego bytu o nazwie V’Ger, który zobaczyli fani serii w pierwszym pełnometrażowym filmie o załodze statku Enterprise. Wygląd statku wziął się z wyglądu Angkor Wat, gdzie roślinność jest stałym elementem charakteru tego miejsca. Jednak największą sławę przyniósł mu pewien zmiażdżony przez krytyków i widzów film z 1982 roku.

Ciemno, pada, jakieś Chiny

Choć na początku swojego żywota “Blade Runner” nie zapisał się złotymi zgłoskami w historii kinematografii, to wraz z upływem czasu zyskiwał status dzieła kultowego. Jedną z wielkich zalet filmu jest to, jak wyglądał świat przedstawiony. Największe zasługi w tym obszarze mieli opisywany przeze mnie już Douglas Trumbull – nota bene też pracujący przy “Star Treku” – i Mead. Tworząc swoją wizję czerpał z różnych źródeł, a jedną z najistotniejszych inspiracji jest architektura. Miasto w “Łowcy androidów” jest przytłaczające i smutne. Tworząc je wzorował się na miastach takich jak Nowy Jork czy Chicago.

Nie zmierzamy w przyszłość bez niczego. Ciągniemy tam ze sobą całą przeszłość.

Uznał, że miasto przyszłości musi być wyższe niż współczesne. Dorzucił do tego podział na jego górną i dolną część. Ulice stały się piwnicą miasta. Miejscem, w którym nikt o zdrowych zmysłach nie będzie chciał zamieszkać. Mead uznał bowiem, że świat przyszłości, miasto, będzie podzielone na poziomy. Takie, które będą też odzwierciedlać naszą pozycję. Organizować życie. Przy czym należy zaznaczyć bardzo ważną rzecz. Wizje Meada wydają się być tak rzeczywiste, bo on po prostu za każdym razem stara się pokazać nam przyszłość na bazie tego, co już znamy. Wie jak stworzyć coś praktycznego, ale nadaje mu futurystyczny sznyt.

Miasto z Blade Runnera
Miasto z Blade Runnera według Meada/Fot. Warner Bros.

Ten futurystyczny sznyt wziął się choćby z dzieciństwa. Wychowany na przygodach Bucka Rogersa, Flasha Gordona, ale i książkach Isaaca Asimova i Roberta Heinleina wyobrażał sobie, jak może wyglądać to, co nas czeka. Co ciekawe jako dziecko nie był wielkim fanem science-fiction. Zresztą nie trzeba być fanem gatunku, aby przy nim pracować. Kontakt z tym wszystkim, a później nauka w Art Center College of Design w Kalifornii sprawiły, że wizje Meada stawały się coraz bardziej ujmujące. Piszę nauka choć Syd uczęszczał do słynnej szkoły nie po to, aby nauczyć się rysować. To potrafił i bez tego. Rysował od 3. roku życia. Poszedł do niej, aby poznać konkretne techniki wykonywania grafik – głównie techniki gwaszu – oraz tego, jak planować pracę, aby oddać projekt na czas.

Obcy w znanym otoczeniu

Po pracy przy “Łowcy androidów” został zaangażowany do pracy przy filmie “TRON”. Jeżeli oglądając go zastanawialiście się, kto wpadł na przykład na pomysł, jak mają wyglądać słynne świetlne motocykle, to już znacie odpowiedź. Podobnie jak projekt statku Sulaco z filmu “Obcy – Decydujące starcie” Jamesa Camerona. Był też konsultantem przy produkcji “Krótkiego spięcia”. No dobrze, ale z czego wynika wyjątkowość jego wizji i stylu?

Science fiction określam jako rzeczywistość przed planem.

Jak sam przyznaje był jednym z pierwszych, którzy decydowali się na to, aby swoje projekty umieścić w konkretnym scenariuszu, otoczeniu. Kiedy zaczynał pracę dla Forda i U.S. Steel każdy jego projekt był otoczony ludźmi i innymi rzeczami. Pokazując samochód przyszłości nie pokazywał tylko samochodu. Pokazywał, jak będą na niego reagować ci, którzy z niego skorzystają. Stawał się elementem większej całości. To pozornie nic takiego, ale w rzeczywistości okazało się, że robiło sporą różnicę. Bardziej oddziaływało na naszą wyobraźnię.

Wynika to z tego, że Mead ma bardzo przemysłowy sposób myślenia. Świetnie czyta rzeczywistość, sięga po technologię, a nawet ogólną atmosferę społeczną, a następnie przerabia ją tak, aby opowiedzieć o przyszłości jednocześnie sprawiając wrażenie, że my tą wizję dobrze znamy. Wydaje się nam naturalna, bo w sumie jest naturalna. Niektóre z jego projektów samochodów, które zrealizował w latach 60. XX wieku choć wtedy uznawane za futurystyczne dzisiaj spokojnie mogą konkurować z współczesnymi projektami. Sam lubi projektować samochody, bo traktuje to jako ćwiczenie z łączenia oczekiwań i użyteczności z konkretnymi emocjami, które samochód ma wywołać.

Co będzie dalej?

Nikt tego nie wie. Nawet Mead. To, co pozwala nam być spokojniejszymi o naszą przyszłość to fakt, że ta z wizji Syda Meada jest mimo wszystko optymistyczna. Choć jak sam mówi projektowanie tej lepszej wizji przyszłości jest trudniejsze niż stąpanie ścieżką “jak dobrze, że to mnie nie spotkało”. Miejmy nadzieję, że mimo wszystko spotka nas szczęście.

Total
38
Shares