Za co świat pokochał Funko Popy?

Są rzeczy, których nie rozumiem. Na przykład jak ktoś może lubić Coca-Colę zamiast Pepsi albo uważać, że coaching może odmienić życie. Nie do końca rozumiem też fenomen firmy Funko. Może nie tyle samej firmy, co jej produktów. To że nie rozumiem nie oznacza, że jak kochacie Funko Popy, to jest coś z Wami nie tak. Wręcz przeciwnie, ale muszę przyznać, że te małe figurki nie dają mi spokoju, a skoro tak, to musiałem przyjrzeć się sprawie trochę bardziej. Być może na koniec tego tekstu zrozumiem. Być może i Wy zrozumiecie. Kto wie, kto wie.

Mariotti, Brian Mariotti

W 1998 roku Mike Becker podjął decyzję, która jak się później okazało zmieniła jego życie. Założył firmę Funko. Oczywiście wtedy jeszcze nie wiedział, że za kilka lat ta nikomu nie znana firma zmieni się w wielką korporację, której obroty będą przekraczać równowartość milionów gum kulek. Wiedział natomiast, że chce produkować zabawki. Koncepcję rozwinął dalej, bo jego zabawki miały bazować na nostalgii. Trzeba przyznać, że spryciarz z tego Beckera, bo nostalgia, to cholernie silne uczucie. Potrafi sprzedać, potrafi złamać serce, wiele potrafi, ale trzeba też pamiętać o tym, że z miejsca nie gwarantuje sukcesu. Zresztą miłość do popkultury popchnęła założyciela Funko do działania na własną rękę. Wszystko przez to, że Mike zapragnął mieć pewną figurkę. Niestety okazało się, że jego wymarzona statua kosztuje kilkaset dolarów. Uznał, że to już lekka przesada, ale skoro ktoś może na tym zarabiać – czyt. na nim – to czemu nie ma tworzyć swoich figurek? Reasumując w tym momencie mamy trzy składniki:

Brian Mariotti
Brian Mariotti/Fot. YouTube
  • Pomysł na biznes w związku z zawodem doznanym przez przeciętnego konsumenta popkultury,
  • Zabawki,
  • Nostalgię.

Brakuje nam kolejnego, czyli co to tak naprawdę będą za zabawki. Funko na samym początku produkowała figurki o przerośniętych głowach. Popularne w niektórych kręgach piekła Bobbleheady. Na początku swojej działalności Mike wszystko robił sam. Wymyślał kolejne projekty. Zdobywał licencje na wykorzystanie znanych postaci. Niestety w naszej bajce na temat Beckera nie będzie happy endu. To znaczy będzie, ale nie taki jaki mogliście na początku wymyślić. Mijały lata, a firma choć odnosiła pewne sukcesy, to nie rozwijała się tak szybko, jak Becker zakładał. Z jednej strony starał się jak mógł, a z drugiej powoli acz sukcesywnie tracił zainteresowanie firmą, którą zbudował od zera. Proces postępował do 2005 roku, gdy podjął decyzję o sprzedaży Funko. Na szczęście dla nas znalazł wyjątkowego kupca. Tym kupcem okazał się Brian Mariotti. I to moi drodzy jest prawdziwy ojciec sukcesu Funko. Podobnie jak założyciel firmy, Mariotti jest fanem popkultury, ale bardziej. Jeżeli kiedyś oglądaliście taki film jak “Zabaweczki”, to być może już wiecie o kim mówię. Bohaterem, którego grał Robin Williams, był Leslie Zevo. Człowiek kochający zabawki, kochający sprawiać innym szczęście za sprawą własnych produktów.

Chcemy, aby ludzie myśleli, że jeżeli coś jest częścią popkultury i ktoś sprzedaje na to licencję, to my to będziemy mieć. – Brian Mariotti w wywiadzie dla Enterpreneur

Mariotti jest trochę jak Zevo. Kocha to, co robi. W zasadzie jest świetnym przykładem wymarzonego przez wielu układu, że prawdziwym szczęściem jest zarabiać na tym, co sprawia nam frajdę. Wchodząc do jego gabinetu dosłownie można potknąć się o kolejne zabawki. Choć mówimy o poważnym CEO, poważnej firmy, to jego gabinet bardziej przypomina sklep z zabawkami, w którym można usłyszeć jak Pies Huckleberry śpiewa “Oh My Darling, Clementine!”. Kiedy Mariotti kupował Funko firma posiadała prawo do wykorzystywania postaci z kilku wykupionych wcześniej licencji. Najbardziej znanymi postaciami byli Popeye i Dick Tracy, ale można było też znaleźć w ofercie postacie związane z popularnymi w USA płatkami śniadaniowymi marki General Mills. Może nie jest to ekstraliga herosów popkultury, ale na początek wystarczy. Zresztą Mariotti miał plan. Wystarczyło wcielić go w życie.

Funko Pop
Gry to coraz ważniejsza część wszystkich linii produktów oferowanych przez Funko/Fot. Pop Vinyl

Kochane maleństwa

Często patrząc na słynne już figurki, które kolekcjonowane są przez setki fanów popkultury na całym świecie, łapię się na tym, że nie rozumiem o co chodzi. Jak to się stało, że te maleństwa o wielkich głowach tak bardzo namieszały. Niektórzy uważają wręcz, że to bardziej karykatury niż coś, co fan filmów czy seriali mógłby z dumą postawić na swoich półkach. Wykonane z syntetycznych materiałów figurki u krytyków wzbudzają uśmiechy politowania. Tymczasem wbrew krytycznym głosom firma z roku na rok rośnie, a jej asortyment wydaje się powiększać bez przerwy. Pierwszą składową sukcesu jest wspomniany przeze mnie plan Mariottiego. Szef Funko kupując tę znoszącą złote jaja kurę na pewno wiedział dwie rzeczy:

  • Trzeba działać szybko i zdecydowanie, ale tak, aby zarabiać na koszty operacyjne, a pozostałe fundusze przeznaczać na dalszą ekspansję.
  • Popularne licencje są odpowiedzią na pierwsze założenie. Potrzebne są mu popularne, rozpoznawalne na całym świecie postacie, ale oferowany produkt nie może być drogi.

To drugie wiedział już Becker, który przecież właśnie przez wysoką cenę gadżetów uznał, że potrzebne jest coś nowego. Tańszego. Czasami jednak między tym, co się wie, a realizacją jest wielka przepaść, której nie potrafimy przekroczyć. Nie oznacza to jednak, że od momentu kupna firmy Funko odnosiło same sukcesy. Mariotti postępował zgodnie z założeniami. Pozyskiwał licencje, ale pierwszy kontakt fanów popkultury z jego produktami był kubłem zimnej wody na rozgrzaną głowę CEO Funko. W 2010 roku na targach Comic-Con zaprezentował pierwszą linię figurek. Reakcja? Niby się spodobały, ale nie można było mówić o początkach fenomenu.

W tej chwili liczba licencji posiadanych przez firmę przekracza już 200. Plany są takie, aby w ciągu kolejnych pięciu lat przekroczyć miliard dolarów dochodów.

Mariotti nie był głupi i uważnie słuchał uwag w kierunku swoich produktów. Jednocześnie wprowadzał zmiany i negocjował kolejne umowy. Punktem zwrotnym dla całej firmy był moment, gdy udało mu się zdobyć prawa do trzech znanych na całym świecie marek:

  • Marvela,
  • DC Comics,
  • Star Wars.

Wiedział, że trzeba dokonać zmian, ale wiedział też, że mimo wszystko nie może dopuścić do tego, że cena jego produktów będzie wygórowana. Bo mimo wszystko zakładał i nadal zakłada, że każdy powinien móc sobie pozwolić na figurkę. Różnica między nim, a Beckerem jest jednak taka, że Mariotti nie tyle chce bazować na nostalgii, co uznał, że figurki powinny wywoływać określone emocje. Odwołuje się do miłości do konkretnych postaci. To odwołanie się do miłości odbywa się na dwóch płaszczyznach. Pierwszą jest po prostu fakt, że figurki Funko dla wielu są urocze i wzbudzają tylko pozytywne emocje. Drugą jest to, że firma słucha fanów. Bardzo dobrze wie, co aktualnie jest na topie. Zna fandomy, wie, co mogą chcieć zobaczyć i kupić ludzie. To jeden z filarów ich strategii rozwoju firmy i marki:

Skupiamy się na tym, co jest trendy w popkulturze. Kolejny krok to wybranie bohaterów, którzy najbardziej się nadają i będą odpowiadać kolekcjonerom. Nie ma ścisłych zasad lub drogi na skróty, które decydują, który serial czy film będzie najlepszą linią Pop. Jeżeli są fani, to oni będą ją wspierać.

Kluczowe jest to, że firma nie stawia tylko na najbardziej znane licencje. Tak jak wspomina CEO sondują trendy, ale wcale nie można zakładać, że każda linia będzie sukcesem. Tutaj potrzeba nie tylko wielkiego zaplecza fanów danej marki, ale też opinii ludzi, którzy tych fanów spotykają na co dzień. Sprzedawców. To oni najczęściej wchodzą w interakcję z klientami i to ich głos jest dla firmy równie ważny. To dzięki nim Funko wie, że w danym sklepie wcale nie sprzedają się najlepiej bohaterowie Marvela, a klienci zamiast o Batmana pytają o coś innego. Do tego wszystkiego trzeba dorzucić też pewną dozę nieprzewidywalności. Choć pewnym jest, że prędzej czy później dana marka pojawi się w dedykowanej linii figurek, to nie zawsze fani wiedzą z czym w firma tak naprawdę uderzy.

Zdolność do tego, aby nasi klienci nie potrafili przewidzieć, co zrobimy dalej jest prawdziwym kluczem. Zrobiliśmy coś naprawdę zaskakującego z “Ciemnym Kryształem” Jima Hensona i wrócimy z “Parks and Recreation”.

Już na tych dwóch przykładach widać, że nawet jak jesteście fanami postaci, które nie są tak szeroko znane wśród przeciętnych zjadaczy popkultury, to nie jest wykluczone, że Funko nie ma w planach dedykowanej linii produktów. Bo o sukcesie nie musi decydować milionowa rzesza fanów danego tytułu. Czasami bardziej liczy się ich zaangażowanie.

Idąc tym tropem możemy domyślić się, że nie ma licencji, która nie zwróci uwagi Funko. W tej chwili to już przeszło ponad 200 licencji, które wykorzystują do produkcji sięgając po seriale, gry, filmy i książki. W zasadzie każdą gałąź popkultury. Wszystko, gdzie są ludzie i zainteresowanie. Oprócz tego świetnie wykorzystują tendencję fanów do zbierania. – Mark Robben, szef marketingu Funko

Fot. Pop Vinyl

 

Nie mogę się oprzeć

Na pewno znacie Pokemony. Źródła sukcesu tych wirtualnych stworków są w pewnym sensie podobne do tego, który jest udziałem Funko. Wspominam o tym dlatego, że Japończycy podobnie jak Amerykanie wiedzą, iż kochamy kolekcjonować i w głębi duszy wszyscy jesteśmy zbieraczami. Zwróćcie uwagę na to, że kiedy kupujecie jedną figurkę to na tyle pudełka pokazane są pozostałe z danej linii. To sprawia, że nawet podświadomie zastanawiacie się, czy mimo wszystko nie kupić kolejnych. Skoro mam już Eda z “Wysypu żywych trupów” to dlaczego nie sprawić sobie też Shauna. To autentyczna historia, której sam jestem bohaterem. Pierwszym Funko jakie kupiłem jest właśnie Ed, a jak już do mnie trafił, to pierwsze o czym pomyślałem było to, że przydałby się też Shaun.

Wielu ludzi nie rozumie kultury popularnej. Uważają, że to co robimy jest modą. Ci sami ludzie rozumieją, co to znaczy być fanem sportu, który kupuje koszulki czy kubki swojej ulubionej drużyny. To jest to samo. Z tą różnicą, że to są fani gier czy seriali. To jest ich pasja. – Brian Mariotti

Uderzenie w naturę zbieracza potęgowane jest przez pudełko, którego nawet nie musicie otwierać, by cieszyć oczy figurką. Jego projekt, wykonanie nie są przypadkowe. Jak dorzucicie do tego fakt, że wiele spośród figurek dostępne są tylko przez określony czas, w określonym miejscu – na przykład specjalne edycje na konwenty – czy w limitowanej liczbie, to prawdziwy fan może cierpieć na wielki ból głowy. I to jest kolejna płaszczyzna sukcesu firmy. Oprócz samego produktu wykorzystują psychologię. Od początku do końca wiedzą, co muszą zrobić, abyście trafili w ich uroczą sieć.

Czy jest w tym coś złego? Absolutnie nie. Wręcz przeciwnie. Dla mnie sukces Funko jest inspirujący, bo firma tak naprawdę w kilka lat stała się korporacją świetnie rozumiejącą współczesnego fana popkultury. I nawet jak nie podobają się Wam ich produkty, to trzeba Funko oddać, że stanowią materiał na niejedną analizę sukcesu. Można się od nich wiele nauczyć.

Tekst powstał przy współpracy ze sklepem Pop Vinyl – Unikalne Figurki Kolekcjonerskie, który postanowił powiększyć moją skromną kolekcję Funko, która składała się dokładnie z jednej figurki. Sklep jest młody, ale prężnie się rozwija, więc jak szukacie miejsca, w którym możecie się zaopatrzyć np. w Hana Solo czy inną Arielkę, to mogę ich polecić. Wszystkie zdjęcia wykorzystane zostały za zgodą autorów.

Pop Vinyl

Total
33
Shares
  • Puchata Igła

    Dzięki Ci, o boski! Kolejna rzecz, która przez Ciebie/ dzięki Tobie wyląduje u mnie w kolekcji 😀

    • W sensie, że Popy wylądują? 🙂

      • Puchata Igła

        Owszem, już czekam na przesyłkę 😀

  • Yvaine

    Ja również będę Ciebie obarczać jak miejsca braknie!:) Ale po tym tekście stwierdziłam, że mój Garrus jest na biblioteczce strasznie samotny 🙂

    • Będę musiał jakoś z tym żyć. Garrus wygląda super. Z gierkowych Popów bardzo podobają mi się te z “Overwatcha” 🙂